Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Jestem Bogiem , czy nie ? oto jest pytanie

edytowano grudzień 2007 w Ogólna
Wychowanie
Rodzic nie jest Bogiem
09.12.2007 John Rosemond
Do obowiązków rodziców nie zalicza się zapewnienie dzieciom wejścia w dorosłość bez problemów. To nieziszczalne marzenie, a jednak wielu rodziców wierzy, że ich obowiązkiem jest spełnienie go.
Ta myśl przyszła mi do głowy podczas rozmowy z matką pewnej piętnastolatki. Dziewczyna ulegała łatwym zmianom nastrojów, miała negatywne podejście do życia i była pesymistką, która wierzyła, że nie jest w stanie niczego zrobić dobrze. Pomimo tego, miała przyzwoite oceny w szkole, niemałą paczkę stałych przyjaciół, a większość dorosłych, którzy ją znali, miało o niej dobre zdanie. Kiedy powiedziałem, że dziewczyna radzi sobie całkiem dobrze, odniosłem wrażenie, że matka w ogóle mnie nie usłyszała. Chciała ode mnie przepisu na zmianę nastawienia jej córki. Warto wspomnieć, że owo "nastawienie" nie miało zdaniem matki nic wspólnego z typową dla nastolatki burzą hormonów, a raczej utrzymywało się w niezmiennym stanie od wczesnego dzieciństwa córki.

- Czy to kwestia dyscypliny? - zapytała matka, na co odpowiedziałem, że rozmawiamy o osobowości, a nie o problemie wychowawczym, a osobowość nie zmienia się pod wpływem tradycyjnie pojmowanej dyscypliny.

- Jeśli w wyniku negatywnego nastawienia do otoczenia pani córka zacznie zachowywać się antyspołecznie, na przykład obrażając innych ludzi, będzie można ją zdyscyplinować - powiedziałem. - Natomiast próby zmiany w ten sposób osobowości nie dość, że są skazane na porażkę, to dodatkowo mogą jeszcze pogorszyć sytuację.

Matka przyznała, że zarówno ona jak i jej mąż często rozmawiali (a może raczej przemawiali) z córką o jej nastawieniu do życia. Wtrąciłem wtedy, że niemożliwe jest namówienie człowieka, aby zmienił swoją osobowość. Czy ich rodzicom udało się nakłonić ich do naprawy niektórych wad w ich osobowości? Oczywiście, że nie! Czy każdy człowiek wchodzi w dorosłość z wadami osobowości? Oczywiście, że tak! I w końcu, czyim obowiązkiem jest walka z nimi? Oczywiście, że dziecka, które zresztą wchodząc w dorosłość, przestaje być dzieckiem.

Rzeczywistość jest Wielkim Terapeutą, ale nawet ona nie jest wszechwładna. Niektóre dzieci z chwilą wejścia w dorosłość stawiają czoła swoim wadom i próbują je naprawić. Inne zaprzeczają istnieniu jakichkolwiek wad i przez resztę niezbyt szczęśliwego życia obwiniają innych o każdy problem, który ściągają sobie na głowę. Jak to ujął niezapomniany Beatles, George Harrison: "I tak właśnie wszystko się toczy".

Wielu współczesnych rodziców sądzi, że problemy ich dzieci są wyznacznikiem ich porażki. Uważają tak, ponieważ wyznają psychologiczny determinizm, a głównie tę jego część, która mówi, że dziecko jest produktem procesu wychowania. To absurd. Wychowanie jedynie wpływa na dziecko. Ale z pewnością nie ma na nie wpływu od początku do końca. Na dziecko wpływają przecież także rówieśnicy, geny, dieta, nauczyciele, rodzeństwo i przypadki, czyli rzeczy, nad którymi nikt nie posiada kontroli. Jednak największy wpływ na dziecko wywiera jego własna wolna wola i decyzje, które dzięki niej podejmuje. Jego decyzje nie mają często nic wspólnego z czymkolwiek, co zrobili jego rodzice, nauczyciele lub rówieśnicy, jak również z tym, co odziedziczyło lub zjadło. Właśnie dlatego wszyscy słyszeliśmy o dzieciach z "dobrych" domów, które zbłądziły w nastoletnim lub dorosłym życiu i dziś wydają się być kompletnie zagubione ku rozpaczy swojej i/lub swoich rodziców. Dlatego również wszyscy słyszeliśmy o dzieciach dorastających w fatalnych warunkach - na przykład w pełnej przemocy i alkoholu rodzinie, która nieustannie przenosiła się z jednej meliny do drugiej unikając w ten sposób płacenia za czynsz - które fantastycznie radzą sobie w dorosłym życiu. Tak właśnie wszystko się toczy.

Akceptując, że są rzeczy, których po prostu nie można w dziecku zmienić, rodzice pozbędą się znacznej ilości stresu, poczucia winy i frustracji, czyniąc w ten sposób okres rodzicielstwa znacznie szczęśliwszym. To tak proste, jak zaakceptowanie faktu, że nie jest się Bogiem.

Tłum. Marcin Wyrwał
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.