Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Po stracie dziecka...

145791019

Komentarz

  • Woźna jest za tym, żeby jak najszybciej. Jak poszłam do niej w drugim cyklu po poronieniu, to pytała czy się staraliśmy, jak powiedziałam, że jeszcze nie, to spytała na co czekamy.
  • Moja gin też mówiła, że można po pierwszym cyklu.
  • Ha...
    Co prawda miałam nieco inną sytuację, niż @Ola, ale mnie kazano czekać rok...
    W. sama przyszła, bez naszych starań, po 11 miesiącach. :)
    Szkoda, że nie wcześniej. ;)
    Ale widać tak miało być.
  • u mnie po wszystkich 3 poronieniach dzidzie pojawiły się po 3 miesiącach
  • @Olesia - w Twoim przypadku sama sugerowałabym odczekanie. Minimum 6 miesięcy. Ale rok też nie brzmi przesadnie. Jak napisałam powyżej, nie ma potrzeby czekać, jeśli nie ma konkretnych wskazań.
  • No, miałam wówczas bardzo dobrego lekarza, pewnie wiedział, co robi. :)

  • Obaj lekarze twierdzą, że gdyby nie było zabiegu to nie trzeba by czekać, a skoro sama nie doczekałam się poronienia, to czekać trzeba ... U Ciebie Emilia było samoistne poronienie, nie? W całym nieszczęściu, to o wiele lepsze rozwiązanie - pomijając fizjologię, to jeszcze ominął Cię szpital. Szpitala przy poronieniu nie życzę:/
  • A ja miałam zabieg i moja doktor kazała czekać tylko 1 cykl.
  • @OlaOdPawla - jeśli zabieg łyżeczkowania przebiegał bez powikłań, to, z punktu widzenia fizjologii, należy odczekać do pierwszej miesiączki po zabiegu. Po tej miesiączce należałoby się skonsultować z ginekologiem, żeby ocenił, czy wszystko jest OK. Jeśli uzna, że tak, to nie ma przyczyn fizjologicznych, by czekać z poczęciem. Śluzówka macicy (jeśli jest zdrowa, tzn. np. bez zmian nowotworowych) odnawia się w każdym cyklu.
  • Ola - u mnie było bez zabiegu. Ze 3 razy podpisywałam odmowę.
  • edytowano sierpień 2013
    Wykasowałam post, bo doczytałam dalej odpowiedź na swoje pytanie.
  • Czytaj ze zrozumieniem kobieto.
  • Czytaj ze zrozumieniem kobieto.
    Czytam ze zrozumieniem, ale komentuję według kolejności wpisów.
  • To nie komentuj wcale.
  • Pytanie:
    Jak sobie psychicznie radzicie po stracie, kiedy zbliża się termin porodu dziecka, które już od kilku miesięcy jest "po tamtej stronie"?
  • BNie macie z tym problemów?
    To ja jakaś dziwna jestem?
  • @Małgorzata32 u mnie za każdym razem był smutek i tęsknota. Najtrudniej było w terminie porodu naszej pierworodnej córeczki, którą pochowalismy 3 miesiące wcześniej.
  • Hmmm... nawet nie pamiętam terminu porodu. Jak bym się postarała to policzę... W mojej głowie i w sercu dzieci zatrzymały się na etapie kilku tygodni i "w oczach" mi nie rosną. Pewnie dlatego, że były to maleństwa, a ja żałobę przeszłam w pełni (szczególnie ostatnio).
  • @Wiol Pamiętam, że początki były bardzo trudne - po prostu żałoba miała swoje prawa. Potem przez lata szukałam miejsca pamięci: a to chciałam zaadoptować opuszczony grób, a to coś innego... Nic nie dawało mi totalnego spokoju, choć względny był. I w końcu Bóg dał ukojenie. Pochowaliśmy Helenkę, a z nią (choć tylko duchowo Łucję sprzed lat). Teraz już mam ciszę w sercu.
  • Wiol, nie pomogę merytorycznie, nie mam takich doświadczeń na razie, ale przytulam mocno +++


  • Pytanie:
    Jak sobie psychicznie radzicie po stracie, kiedy zbliża się termin porodu dziecka, które już od kilku miesięcy jest "po tamtej stronie"?
    JA widzę wszystkie maluszki wokoło i serce krwawi i moje dziecko bedzie rosło nie zatrzyma się na okruszku, bo miałyśmy z siostrą razem rodzić i teraz patrzę na jej dzieciątko i widzę swoje...
  • Ja raz straciłam ciąże. w 12 tc się dowiedziałam że dziecko od 3 tygodni się nie rozwija. Dla mnie osobiście nie było to specjalnie trudnym przeżyciem..wiadomo, popłakałam troszkę, ale w sumie szybko zaakceptowałam że widocznie tak Bog chciał i tyle. Za to mój mąż do tej pory tą stratę przeżywa a minęło ponad 7 lat.
    Być może odczuwanie wynika z konstrukcji psychicznej..ale nie tylko..Myślę że gdybym miałam poronić teraz, w 22 tc to już byłoby to bardzo ciężko-wiadomo, czuję ruchy..jest inaczej niż w przypadku wczesnej ciąży.., aczkolwiek kiedy jechałam do szpitala z krwotokiem przekonana że poroniłam (w 12 tc) oprócz oczywistego zdenerwowania wiedziałam że na nic wpływu tak naprawdę nie mamy. Bóg może zadecydować żeby dziecko się nie poczęło mimo starań potencjalnych rodziców, albo zmarło mimo wysiłku lekarzy..

    Myślę ze kluczowy jest nasz wewnętrzny próg wrażliwości..moze ja mam niski..Moja mama (7ro dzieci urodzonych i kilka poronień) mówi, że nigdy nie używa zwrotu np siedmioro dzieci na ziemi, 5ka w niebie, bo tak naprawdę nigdy nie wiemy ile tych ciąz było rozpoczętych a nie utrzymało się zanim kobieta się zorientuje że spodziewa się dziecka...I ja chyba podobnie odczuwam..Aczkolwiek bardzo współczuję osobom które przezywają silnie stratę, i nie raz płakałam z koleżankami które roniły..


  • Pani na lekcji przyrody zadała dziś pytanie kto ma co najmniej troje rodzenstwa. Rękę podniósł mój 10-letni syn i zapytany dumny rzekł: ja mam dwóch braci i cztery siostry. On zawsze liczy +Łucję i +Helenkę. I ciekawe, bo on odczuwa, że on MA a nie MIAŁ. Dla niego ten i tamten świat przenikają się i współistnieją.
  • edytowano wrzesień 2013
    proszę o choć krótkie westchnięcie w intencji naszych znajomych. wczoraj A. urodziła w 20. tygodniu bliźniaki.dzieci zmarły. ciężko jest. bardzo..
  • Jestem z nimi sercem.. :(
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.