Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Prosimy o cud uzdrowienia dla Piotrusia

2456715

Komentarz

  • +++
    On ma zdaje się 4 lata. Oby Jezus Zmartwychwstały okazał swoją chwałę i moc
    3 latka.


    UFF!  ale sie cieszę:):):):)  oby mu pomogła chemia.
  • Za rodziców i Piotrusia +++
    Bardzo mnie poruszyła ta historia, może dlatego, ze tak prosto opisana, z serca
  • Mail z 02.04.2013 r.
     

    Dziś koło południa zaczęło się wybudzanie Piotrusia, czyli zatrzymano
    podawanie leków nasennych. Chirurg, który go operował twierdzi, że
    badanie tomografem nie wykazało żadnych komplikacji. Magda dopytywała,
    czy guz zniknął (ufając w to, że Pan zechce go uzdrowić). Jak dotąd guz
    jest (konkretnie jego niezoperowana część). Chirurg podał trochę
    dodatkowych szczegółów dot. operacji - że takie guzy to rzadkość i
    trafiają się w jego praktyce średnio raz na rok (a robi tygodniowo kilka
    operacji mózgu, zwykle dwie w czasie każdego dyżuru). Zaskoczeniem było
    to, że guz 'dał się operować'- bo zwykle przy tym umiejscowieniu próby
    usuwania szybko trzeba zakończyć z powodu słabnięcia akcji serca czy
    zatrzymywania się oddechu. Guz wręcz 'zmuszał' do usuwania go, bo
    krwawił, a jednocześnie nic się nie działo złego z oddechem czy
    krążeniem. Dlatego wycięli maksymalnie dużo i zatrzymali się dopiero w
    momencie, gdzie krwawienie ustąpiło, a guz już mieszał się wyraźnie z
    pniem mózgu i dalsze jego wycinanie było niemożliwe bez uszkadzania
    pnia. W opinii chirurga gdyby guz jednak okazał się niezłośliwy, to
    byłaby szansa na skuteczne leczenie chemioterapią. Wynik badania
    histopatologicznego powinien być koło czwartku.
     
    Byliśmy z
    Magdą u Piotrusia przed 21.00. Początkowo mogliśmy stać tylko w progu
    sali, bo czekaliśmy na lekarza (on decyduje, czy rodzice mogą podejść do
    dziecka). Gdy zaczęliśmy do niego mówić z odległości, to zareagował
    podnoszeniem rączek i ruchami nóżek. Ręce ma przywiązane do łóżeczka, by
    nie powyrywać tych wszystkich rurek i czujników. W końcu lekarz
    przyszedł i pozwolił nam podejść. Piotruś otwiera oczka, ale chyba
    jeszcze niewiele widzi. Rusza brwiami, stopami, otwiera dłonie. Na
    prośbę pielęgniarki ('Ściśnij Piotrusiu rączkę cioci') stara się
    grzecznie zacisnąć piąstkę. Wg chirurga wybudza się ładnie. Z kolei
    anestezjolog obawia się, że jeszcze dziś nie będzie miał sił oddychać
    samodzielnie, więc do rana na pewno będzie zaintubowany. Panie, daj mu
    siłę!!! Pielęgniarka przekręciła go przy nas na bok i Piotrusia musiało
    to zaboleć: poleciały mu łzy i zrobił się czerwony. Ciężko było nam na
    to patrzeć. Wyglądało w pewnym momencie, jakby odkaszlnął - a to jeden z
    odruchów, na który też czeka lekarz.
     
    Pomodliliśmy się chwilę
    nad nim. Opowiedziałem mu historię o zmartwychwstaniu: jak najpierw
    kobiety odwiedzały pusty grób, a potem Piotr i Jan itd. Widać było, że
    słucha. Starał się też mnie łapać za rękę. Po takich chwilach aktywności
    odpływał znów w sen czy półsen. Spokojnie przyjął nasze słowa
    pożegnania, gdy wychodziliśmy.
     
    Przy główce Piotrusia już
    wcześniej położyliśmy obrazek Jana Pawła II z relikwiami, który
    dostaliśmy od szpitalnego kapelana. Ufamy w jego wstawiennictwo u Boga.
     

    Codziennie Pan Bóg przysyła do nas 'aniołów', którzy są przy nas,
    wspierają świadectwami, modlą się, zajmują Bogusiem, przynoszą
    jedzenie...
     
    Dziękujemy Wam za nieustanną modlitwę za Piotrusia
    i za nas - naprawdę czujemy mocno to wsparcie i jesteśmy Wam ogromnie
    wdzięczni i poruszeni tym, że nam towarzyszycie w tej walce! Prosimy Was
    też o modlitwę za Bogusia - kilka razy mocno wymiotował i słabo je,
    lekarz stwierdził jakiś nieżyt żołądka. Magda ma się lepiej. Bóg zapłać
    za wszystko, co dla nas robicie!
     
  • spłakałam się i wczoraj i dziś, serce mi się kraje - Chwała Bogu że guz niezłośliwy!!!
    dalej +++
  • spłakałam się i wczoraj i dziś, serce mi się kraje - Chwała Bogu że guz niezłośliwy!!!
    dalej +++
    ja też jakoś porykuję i nachodzi mnie tylko taka oto refleksja,że naprawdę kogo Pan kocha, tego doświadcza. A w tym wszystkim widzę jaka ja zamknięta jestem na Jego plany, bo w głowie mi siedzi tylko jedno: nie chcę, Boże,żebyś mnie samą tak doświadczał...
  • edytowano kwiecień 2013
    spłakałam się i wczoraj i dziś, serce mi się kraje - Chwała Bogu że guz niezłośliwy!!!
    dalej +++
    ja też jakoś porykuję i nachodzi mnie tylko taka oto refleksja,że naprawdę kogo Pan kocha, tego doświadcza. A w tym wszystkim widzę jaka ja zamknięta jestem na Jego plany, bo w głowie mi siedzi tylko jedno: nie chcę, Boże,żebyś mnie samą tak doświadczał...
    @kuria domowa -Wiesz- miałam dokładnie tą sama myśl jak sie dowiedziałam  o nich...

    I te słowa UPORCZYWIE po głowie mi chodzą.


    Pamiętam o niech nieustannie.
    mam po prostu poteznego kopa do modlitwy w tym przypadku.
  • +


    Kilka lat temu też modliłam się w podobnej intencji...córka znajomych nastolatka miała wycinany guz móżdżku wielkości jabłka....w Wielki Piątek....w Niedzielę Wielkanocną była na własną prośbę na wózku zawieziona na Mszę Św....Obecnie jest zdrowa.....
    Ten czas nie może być przypadkowy...Prawdziwa Pascha...

    Ufam....
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.