Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Wielu biskupów jest zaślepionych owocami

145679

Komentarz

  • Maciek masz akies doswiadczenia trudne bo nie zdazylo mi sie jeszcze aby ktis krztusil sie Cialem Pańskim...
    Z reszta nikt tu sie nigdy nie spieszy
  • Ciekawa ta dyskusja, wiele się dowiedziałam, za co dziękuję. Na własny użytek podsumowałabym ją tak: w obrzędzie Komunii w neo usunięto wiele "zabezpieczeń", które istnieją w zwykłej liturgii. Przyjmowanie Ciała Pańskiego na kolanach i do ust jest pod pewnym względem bezpieczniejsze, trudniej o zapomnienie Kogo przyjmujemy, łatwiej przyjąć postawę wewnętrznego szacunku i czci. Przyjmowanie Komunii na sposób neoński samo w sobie niekoniecznie musi oznaczać brak takiej postawy czci i wiary, ale zawiera w sobie element większego ryzyka. To coś jak bycie księdzem - poprzez tak bliskie obcowanie z Eucharystią łatwiej może nam ona spowszednieć. Poza tym praktyki ulegają rozluźnieniu - nawet po dyskusji tutaj widać, że niektóre wspólnoty stoją, a inne nie robią już nawet tego. Pytanie jakie wielkie dobro usprawiedliwia tak ryzykowne zmiany w tym, co dotyczy Eucharystii, czyli serca Kościoła.

    Wobec spraw związanych z Eucharystią i jej przyjmowaniem, kwestia salek, znaku pokoju etc jest trzeciorzędna.

  • Dlatego właśnie te formy zatwierdzone są dla małych wspólnot a nie ogółu wiernych, bo w małych wspólnotach łatwiej jest kontrolować i prostować ewentualne błędy.
    Postawę WEWNĘTRZNEGO szacunku albo masz, jak napisałaś, wewnątrz albo jej nie masz. I wtedy nawet gdybyś leżała płasko to jej z siebie nie wykrzeszesz ;)

    Jakiś ksiądz to pięknie napisał dzieląc bojaźń bożą na niewolniczą, służebną i synowską. Zaraz poszukam, bo mi to bardzo pomogło.
    Sama myśl o utracie tej łaski powoduje w człowieku przerażenie, więc posądzenie neona o brak postawy czci i wiary wobec Chrystusa w Eucharystii to nieporozumienie.

  • Ale napisz jeszcze Cart dlaczego uważasz, że warto podejmować takie ryzyko, jakie dobro z tego płynie? Łatwiej kochać Pana Jezusa? Łatwiej mieć synowską bojaźń Bożą? Po co te eksperymenty (ok że w małych grupach, będących miejmy nadzieję pod dobrą opieką)? Tego nie kumam. Zdarzało mi się przyjmować Komunię św na rękę (mieszkałam wtedy w DE), ba - zdarzyło mi się uczestniczyć we Mszy odprawianej na modłę neońską przez pewnego postępowego (bardzo) jezuitę. U dominikanów w Brukseli kielich z Krwią Pańską został przez celebransa puszczony w obieg i okrążył całe prezbiterium (gdzie dookoła ołtarza stali wierni - garstka). Jakiegoś wielkiego dobra płynącego z takich form nie dostrzegłam. Wręcz przeciwnie, one są raczej charakterystyczne dla grup i środowisk, gdzie trudno dostrzec gorliwość.

    Tej ostatniej wspólnotom neo nikt nie odmawia, więc po co to Wam?
    Podziękowali 1Joannna
  • Trudno z tymi neonami dojść do ładu.
  • @Wanda, gdybym miała je podjąć w pojedynkę - nie odważyłabym się.
    Ale ponieważ widziałam najpierw owoce życia w neo u innych, jak zmieniło się ich życie, odbudowało małżeństwo, wróciło życie do tej rodziny, pytałam skąd ta zmiana i usłyszałam o katechezach. Dlatego poszłam. Katecheza o Passze i Eucharystii wywróciła mi życie do góry nogami. Teraz to już pikuś, wszędzie to przeczytasz/usłyszysz/zobaczysz. Ale w latach 80-tych to był dla mnie przewrót kopernikański, że Eucharystia ma korzenie w Passze, że każdy z elementów Mszy św ma tam swoje źródło. I że Eucharystia jest ucztą, na jaką sam Bóg nas zaprasza i karmi.
    Po tej katechezie już nic nie było takie samo :D

    To nie jest żadna wiedza tajemna, ale wtedy "odkryłam" dla siebie Eucharystię w takiej formie, w jakiej dostałam ją w neo. I jestem i będę jej wierna, jak długo Kościół zgodzi się na taki sposób sprawowania Eucharystii. Jak mi Kościół zabroni- będę posłuszna. Gdyby Ojciec Święty uznał, że liturgia sprawowana w ten sposób jest niezgodna z zasadami ustalonymi przez Matkę Kościół- odejdę z neo i zostanę w parafii.

    To nie jest mój eksperyment, więc nie do mnie to pytanie, czy ma on sens. Ja mogę mówić tylko za siebie. Dla mnie ma sens ogromny. Przyprowadził mnie do Kościoła, dał mi życie, przywrócił mnie parafii, uczy mnie miłości do kleru, bo mam z tym wielki problem.

    Rozumiem wszystkich, którzy taką Eucharystią nie są się w stanie zachwycić. Naprawdę rozumiem, bo ja nie potrafię się zachwycić Mszą Trydencką, choć próbowałam kilkakrotnie ze szczerą intencją w sercu. Może JESZCZE nie potrafię? Nie wiem.
    Może Pan Bóg przewidział tę różnorodność w swoim Kościele po to, żeby każdy biedaczek, taki jak ja, mógł też w nim znaleźć swoje miejsce?

    Nie czuję się władna dyktować Kościołowi, jakie ma mieć charyzmaty, za cienka w uszach jestem nawet, by je zrozumieć. Przyjmuję dary i cieszę się nimi widząc, jak błogosławione wydają owoce.
    Podziękowali 1jan_u
  • Aaa
    To nowość, że się wstaje
    "Za moich czasów " w Neo
    Się siedziało :D zarówno jak kapłan podawał oraz jak się czekała wszystkich
    Wiec postęp jest vo prawda paręnaście lat ale jest
    :) :)
  • A ja mam takie dziwne wrażenie,że tę piosenkę już grali- jakiś biskup ma swoje zdanie na temat-nie ważne,że KK ma inną wykładnię. Mi się forma nie podoba itp, itd. yeah.

    A za mącenie każdego z nas rozliczą.
    Podziękowali 1jan_u
  • "Po owocach ich poznacie"
  • Maciek_bs powiedział(a):
    Trudno z tymi neonami dojść do ładu.
    Ciekawe, czy coś się w tej kwestii zmieniło :)
    Podziękowali 1Agnieszka82
  • Maciek_bs powiedział(a):
    Maciek_bs powiedział(a):
    Trudno z tymi neonami dojść do ładu.
    Ciekawe, czy coś się w tej kwestii zmieniło :)
    Sam sprawdź, w kilku parafiach są albo będą w Wielkim Poście katechezy;)
    Najlepiej takie sprawy samemu sprawdzić:)
    Podziękowali 1jan_u
  • AtaAta
    edytowano styczeń 2018
    Po dłuższej nieobecności czytam cały wątek. I argumenty i opinie tutaj przytoczone są stare i w wielu wątkach się przewijały, więc nie odzywałabym się, ale znalazłam taki tekst:

    @Wanda powiedział(a):
    W czasie ostatnich wakacji miałam okazję poznać rodzinę, która właśnie odeszła z Neo, a przynajmniej matka tej rodziny była na Drodze od urodzenia, jej rodzice byli (są?) katechistami, ma kilkanaścioro rodzeństwa. W każdym razie na pewno zna Drogę na wylot. I ta właśnie rodzina dawała świadectwo, że niestety, ale w ich byłej wspólnocie nie ma katolickiej wiary w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Było to dla mnie dużym zaskoczeniem, ale uważam ich za bardzo wiarygodne źródło. 

    Pewności oczywiście nie mam, ale opis zgadza się z moimi byłymi bracmi ze wspólnoty. I stwierdzam stanowczo, że we wspólnocie naszej jako całości jest jak najbardziej katolicka wiara w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Nie wiem - może ktoś w jakiejś rozmowie powiedział coś dwuznacznego, może gdzieś dostrzegli lekceważenie wobec Ciała Pańskiego -ale na pewno we wspólnocie jako całości nie ma przyzwolenia na takie poglądy/zachowania. I tyle - resztę powiem już im, zapytawszy wpierw, czy to o nich chodzi.....
  • > Sam sprawdź, w kilku parafiach są albo będą w Wielkim Poście katechezy;)

    Planuję pójść do kina na film o św. Ignacym Loyoli. Może będzie tam też coś o neonach?
  • @Maciek_bs jak dla mnie bez sensu zaczynasz wątek, skoro sam nie chcesz się przekonać. Znowu część zacznie kopać, wyciągać jakieś teksty z neta.
    Katechez początkowych jest kilka, głoszą je świeccy, jest zawsze ksiądz. Można pójść osobiście spytać się o różne sprawy które Cię interesują.
    Sprawdziłbyś na żywo czy coś się zmieniło.

    Co do wiary w realną obecność Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, to jest jak najbardziej.
    W ogóle Msza Święta jest zawsze uroczysta bardzo.
    I zawsze na Drodze podkreśla się podległość papieżowi, biskupowi miejsca. Proboszcz też jest bardzo ważny jest gospodarzem miejsca, przewodnikiem duchowym też.
    Dla mnie to porównania do protestantów są bardzo krzywdzące. Protestanci nie uczestniczą w Mszy Świętej w ogóle, nie przyjmują Pana Jezusa.
    Msza Święta bardzo się podkreśla że jest bardzo ważna, tak jak w KKK 1322 i następne.
    Podziękowali 1J2017
  • To w ogóle jest ciekawe, jak można określić czyjąś wiarę, lub niewiarę, w Rzeczywistą Obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Także własną. Mam wrażenie, że im bardziej człowiek stara się to zrozumieć, tym bardziej nie rozumie. Jak wszechmocny Bóg może znaleźć się w małej Hostii, która rozpuszcza się w ustach i znika?
  • Maciek_bs powiedział(a):
    To w ogóle jest ciekawe, jak można określić czyjąś wiarę, lub niewiarę, w Rzeczywistą Obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Także własną. Mam wrażenie, że im bardziej człowiek stara się to zrozumieć, tym bardziej nie rozumie. Jak wszechmocny Bóg może znaleźć się w małej Hostii, która rozpuszcza się w ustach i znika?
    Z przymiotu, na których się powołujesz, tj. wszechmocy, wynika i ta możliwość.

    Natomiast nasz umysł z pewnością tego nie ogarnie.
  • Osobiście myślę, że własną wiarę określić najtrudniej. A innych nie ma potrzeby. Od tego są spowiednicy.
  • Dla mnie najbardziej frustrujące jest to, że Komunia św. trwa tak krótko. W rzeczywistości parafialnej czas bliskości z Jezusem mija na przechodzeniu przez kościół i przeciskaniu się między wiernymi. O adoracji można pomyśleć dopiero po chwili, kiedy Go już w nas nie ma.
    Podziękowali 1Joannna
  • Naprawdę przygnębiające będzie, gdy tych wiernych będzie tak mało, że nie będzie trzeba się przeciskać.
  • @Maciek_bs, po komunii jesteś... żywym Tabernakulum. Możesz Jezusa adorować ile dusza zapragnie!
  • Przecież Jezus jest obecny w Chlebie i Winie tylko dopóty, dopóki zachowują swoje postacie (Obecność uzależniona od trwania postaci. Ze słów Zbawiciela: ,,To jest Ciało moje, to jest Krew moja", wynika, że Pan Jezus jest obecny w Eucharystii od chwili konsekracji i że ta obecność tak długo trwa, póki postacie pozostają nie zmienione. Źródło). Przyjmując Komunię św. te postacie niszczymy. To dla mnie jest wielki paradoks sakramentu Eucharystii. Czy możemy zatem nazywać potem siebie "tabernakulum", skoro jest ono puste?

    Zastanawia mnie też fragment J 6, 53–57:

    Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zapraw­dę, powia­dam wam: Jeżeli nie będzie­cie spo­ży­wa­li Ciała Syna Człowieczego i nie będzie­cie pili Krwi Jego, nie będzie­cie mie­li życia w sobie. Kto spo­ży­wa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wiecz­ne, a Ja go wskrze­szę w dniu osta­tecz­nym. Ciało moje jest praw­dzi­wym pokar­mem, a Krew moja jest praw­dzi­wym napo­jem. Kto spo­ży­wa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyją­cy Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spo­ży­wa, będzie żył prze­ze Mnie.

    Czy zatem Krew Jezusa nie pełni takiej roli, jak krew baranka na drzwiach domów Izraelitów? Czy nie chodzi głównie o to, abyśmy byli Nią naznaczeni i w ten sposób uniknęli śmierci?




  • To nielogiczne.
     Wynikałoby z tego, że adoracja jest ważniejsza od komunii, bo tam ciagle jest żywa obecność Chrystusa a w komunii tylko do rozkładu postaci. 
    Poza tym można by wyciągnąć wniosek, że Komunia u neonów jest lepsza, bo postaci dłużej zachowują swoją formę ;)
    a to przecież bzdura.

    "Kto spożywa moje ciało i pije krew moją trwa we mnie, A JA W NIM"
    Jesli sam Jezus mi mówi, że trwa, to ja Mu wierzę. :)
    Podziękowali 3Agnicha Skatarzyna ewaklara
  • Maciek_bs powiedział(a):


    Zastanawia mnie też fragment J 6, 53–57:

    Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zapraw­dę, powia­dam wam: Jeżeli nie będzie­cie spo­ży­wa­li Ciała Syna Człowieczego i nie będzie­cie pili Krwi Jego, nie będzie­cie mie­li życia w sobie. Kto spo­ży­wa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wiecz­ne, a Ja go wskrze­szę w dniu osta­tecz­nym. Ciało moje jest praw­dzi­wym pokar­mem, a Krew moja jest praw­dzi­wym napo­jem. Kto spo­ży­wa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyją­cy Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spo­ży­wa, będzie żył prze­ze Mnie.

    Czy zatem Krew Jezusa nie pełni takiej roli, jak krew baranka na drzwiach domów Izraelitów? Czy nie chodzi głównie o to, abyśmy byli Nią naznaczeni i w ten sposób uniknęli śmierci?




    Ja myślę, że ma jednak większe znaczenie. Życie łaski podtrzymują w nas sakramenty. Życie z Bogiem podtrzymują w nas sakramenty. Na bieżąco, podobnie jak pokarm dla ciała podtrzymuje w nas życie w sensie biologicznym. 
  • a jeżeli Jezus  jest w Bogu i  duchu sw  to zjadamy nie tylko  Jezusa ale cała trojce 
  • > można by wyciągnąć wniosek, że Komunia u neonów jest lepsza

    Na pewno przyjmując procesjonalnie lepiej jest przyjmować Komunię św. na klęcząco. Daje nam to możliwość wydłużenia intymnego spotkania z Chrystusem, adoracji i uwielbienia. Tak jak celebrans może przyjmować Komunię św. z uwagą i w skupieniu, nie poganiany przez nikogo, tak samo my - świeccy - powinniśmy do tego dążyć. Współczesny sposób udzielania Komunii św. dąży do tego, aby wszystko trwało jak  najszybciej, aby nie zajęło to dużo czasu i można było przejść do ogłoszeń parafialnych. Dlatego kiedy jestem na nowej Mszy św. to staję na końcu procesji i bez pośpiechu klękam, kiedy przyjdzie moja kolej.
    Podziękowali 1E.milia
  • Zawsze klekam. Niezaleznie jaka to msza. Jakos nikt z tego powodu sie nie oburza.

    Jednak ostatnio bylam na Mszy w pewnej parafii w Warszawie. Ksiadz zastosowal ciekawe rozwiązanie, zeby zadowolic wszystkich. Przed komunią ogłosił, ze najpierw rozda Komunie tym, ktorzy chcą przyjąc ją na stojąco- ci mieli podchodzic w dwóch rzedach. Potem zas poprosił o podejscie do ołtarza tych, ktorzy mają pragnienie Przyjęcia Pana Jezusa w pozycji klęczącej. Dodam, ze w tym rozdawaniu był sam (pozostali ksieza na koledzie), a ludxi pełniutki kosciół.

    Mozna?
  • @Maciek_bs poczytaj "Dzienniczek" św. Faustyny. Bardzo dużo pisze o Jezusie Hostii,
    bardzo obrazowo co się dzieje przed,w trakcie i po przyjęciu Najświętszego Sakramentu i jakie pozostawia to przyjmowanie Go z wiarą skutki.
    Podziękowali 1Berenika
  • Intymne spotkanie z Jezusem odbywa się w sanktuarium, jakim jest ludzkie serce. Postawa ma się do tylko o tyle, o ile my, ludzie jesteśmy wrażliwi na te znaki, tj. pomaga nam w przeżyciu owego spotkania.
  • Ja jestem prosty chłop ze wsi i takie poetyckie obrazy do mnie nie przemawiają. Wiem
    natomiast, że w Chlebie i Winie jest prawdziwy Chrystus, którego skrywa niedoskonałość moich zmysłów. Z całych sił staram się Go tam dostrzec.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.