Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Zbrodnia na dziecku w szpitalu Świętej Rodziny

1356720

Komentarz

  • Chodziło mi tylko o to, że wielodzietność nie wyklucza pomocy innym, a często właśnie matki wielodzietne, przez to, że często wykluczone z rynku pracy mają czas na pomoc w hospicjach, domach dziecka jako wolontariusze. Nie ma się wiecznie uczepionych cyca maluszków.
  • @Anka, myślę, że ten fragment może opisywać przedmiot Twoich wątpliwości:

    wychowac_czlowieka_szlachetnego_-_szacunek_do_innych
  • Tylko ja zrozumiałam wpis Anki bardziej dosłownie-że może zamiast płodzić kolejne dziecko-zaadoptować.Dobrze zrozumiałam?
  • ja tez tak zrozumiałam
  • Dzięki @wiesia:).
    @zuzapola, ile znasz matek wielodzietnych pracujących w hospicjach i angażujących sie poza rodziną, tudzież wspólnotą?

    Znam kilka fantastycznych rodzin, niezwykle pomagających, zaangażowanych itp, ale mysle ze to jednak wyjątki. Ze jednak większośc z nas pochłonięta jest swoim życiem, sprawami, które wcale takie proste nie jest. Ale nie jest proste na własne życzenie.
    Ludzie działający społecznie - choćby nam sie tak wydawało, bo znamy ZdR i siedzimy w tym środowisku - wsród wielodzietnych tak duzo nie ma.

    zreszta mi chodziło raczej o konkretne wspieranie trudnego macierzyństwa innych, pomoc dzieciom, odciążenie DD itp. Ze to jest prawdziwe cos, a nie po prostu urodzenie 6 dzieci.
  • Z punktu widzenia państwa, Narodu i Kościoła dzieci trzeba rodzić na potęgę. Bo inaczej nas zjedzą muzułmanie. Statystyka jest tragiczna.
  • @Anka, różnie nas Bóg powołuje. Ważne, żeby to powołanie odczytać prawidłowo. Nie uciekać od wyzwań, ale też nie brać się za coś, co może i wzmocni nasze ego, ale zagrozi rodzinie. Matka zaangażowana na maksa i zaniedbująca własne dzieci to, niestety, nieodosobniony przypadek :(
    A już tak po ludzku. Społeczeństwu potrzeba także zdrowych i dobrze wychowanych ludzi, by - chociażby - pomagać potrzebującym.
  • Myślę, że każdy jest inny, ma inne możliwości, inny charakter. Jeden będzie miał piątkę dzieci i będzie się angażował w jakieś akcje, pomoc itp. Inny będzie miał troje dzieci i ledwo będzie ciągnąć.
  • Nie lekceważyłabym wysiłku urodzenia i wychowania 6 dzieci... Każdy z nas ma inne powołanie, dla jednego może być po prostu 6 i może jest jeszcze powołany do innego wysiłku, dla drugiego 4 dzieci może być wysiłkiem ogromnym.
    Najważniejsza jest postawa służby, nie cierpiętnictwa i nie pychy, tylko wypełniania tego co nam dano. Dumna i pyszna nie bywa i matka 6 dzieci, ale i matka, która 2 adoptowała, to grozi każdemu, ale nie każdy w to wpada...
  • nie lubietakiego tonu " ze to egoizm plodzenie kolejnych dzieci .. egoistycznie itd." to Pan Bog daje dzieci i na prawde to od nas nie zalezy kto ma ile... jak ktos sie pyszni z tego wzgledu to jest problem... otwartosc tez jest darem.. nie czuje tego ze to egoizm ze rodze kolejne dzieci bo raczej powinnam unikac meza w dni plodne i adoptowac chore dzieci... adopcja , a szczegolnie chorych dzieci to droga dla wybranych.. powolanie.. z reszta jak ktos je ma to czesto nie zamyka drogi Panu Bogu zeby wlasne dzieci pomnazal jesli chce... na mnie pod tym wzgledem zrobili wrazenie Sawiccy (?)chyba wlasnie..w tv z 10 lat temu byl taki serial dokumentalny...wielodzietni a jeszcze dziecko z downem wzieli...
  • Dzięki dziewczyny
  • @Anka, dziękuję za Twoje wypowiedzi.
  • Tak, jak pisałam, to takie miej myślenie na głos. Bardzo cenie wielodzietne rodziny, chociaz jeszcze sama wielodzietność niczego nie przesadza, rożnie to bywa.
    Znam opinie - osob jak najbardziej wielodzietnych i żyjących w takim środowisku, które twierdza, ze wychowywać - bez pomocy z zewnątrz da sie do 4-5 dzieci, potem to juz z wychowaniem wiele wspólnego nie ma. Chyba ze właśnie jest ta pomoc.
    I nie atakuje rodzin wielo, sama taka jestem, nie uwazam, ze każdy powinien sie zatrzymać na 3 dzieci i potem adoptować. Tylko mysle, co my możemy zrobić, zeby takich tragedii było mniej, na czym powinno polegać nasze zaangażowanie.
    I zbyt często z samego faktu bycia wielodzietnym pojawia sie u niektórych - jakies poczucie bycia lepszym. A samo posiadanie licznej gromadki jeszcze o niczym nie swiadczy.
    Duzo upraszczam, wiem.
  • Myślę, że tego rodzaju dylematy należy rozstrzygać na kolanach, najlepiej pod kierownictwem spowiednika. I nie tak ogólnie "co lepiej - urodzić dużo dzieci czy adoptować potrzebujące", tylko konkretnie: "do czego nas, nasze małżeństwo Pan Bóg powołuje, czego od nas oczekuje". I potem realizować.
    Skoro się takie myśli w człowieku pojawiają, powinien je rozeznać i postąpić w posłuszeństwie spowiednikowi/kierownikowi duchowemu.
    Bo tak to jest takie pobożne gdybanie.
  • Ja nigdy nie zrozumiem rozeznawania oczekiwan Boga wobec mnie u spowiednika @-)
    Mnie uczono ze spowiednik jest od spowiedzi ...
  • edytowano marzec 2016
    @Anka

    Pisząc o bezdzietnych,chodziło mi o to,ze takie osoby czasami,pomimo wielkiego pragnienia posiadania dziecka,nie są w stanie adoptować.
    Po prostu emocjonalnie,psychicznie nie są w stanie wychowywać niebiologicznego dziecka.

    I mysle,ze z samego faktu bycia fantastycznym rodzicem biologicznym nie wynika jednak,ze nadajemy sie na adopcyjnych.
    Pomijając kwestie wieku,warunków metrazowych i materialnych -(bo jeśli jeszcze to bierzemy pod uwagę, to sorry ale mysle,ze Ok 75% orgowych rodzin mogło by nie przejść przez 'sito adopcyjne').

    Ale jak najbardZiej mysle,ze warto rozważać pomoc w fundacjach,szpitalach,hospicjach etc.

    Tylko zeby to nie wyglądało tak,ze robimy to kosztem swojej rodziny...
    Mysle,ze serio to kwestia powołania,które Bóg daje...

    Bo można działać tu i tam,a tymczasem okaże sie ze nasze własne dzieci raczej rosną,a nie są wychowywane -zreszta sama o tym pisałaś.

    Można tez -co moim zdaniem niesłusznie uważane jest za 'mniej godne,łatwiejsze etc',pomagać finansowo ludziom,instytucjom itp. Które maja dar/charyzmat do takiej pracy.


    edit. doprecyzowałam.
  • Prawda jest taka, że w Polsce ani wielo ani małodzietni nie są chętni to adopcji dzieci chorych. Zwłaszcza tych, które mają takie widoczne cechy jak np. Zespół downa.
  • Ale ciekawe czy jest taka korelacja miedzy tym 'chceniem', a poziomem dostępności do służby zdrowia (bezpłatnej).
  • @Tola

    Dość głośno jest o tym,ze jeśli ktoś już adoptuje cieżko chore dzieci w Polsce ,to są to rodziny z 'Zachodu'.

    I dlatego ciekawi mnie jak bardzo na ta decyzje wpływ maja kłopoty;lub ich brak) z dostępem do leków,lekarzy specjalistów, rehabilitacji etc.
  • nie tylko, chodzi tez o oferte potem... w UK np.zatrudnienie wspomagane niepelnosprawnych intelektualnie jest na bardzo wysokim poziomie, u nas raczkuje... taki czlowiek skonczy szkole specjalna i czeka 10 lat na miejsce w warsztatach terapii zajeciowej...
  • I chyba poziom świadczeń jest zupełnie inny.
  • Myślę, że póki co wychowywanie dziecka niepełnosprawnego w Polsce jest trudne i raczej państwo nie wychodzi naprzeciw. Ale o to należałoby spytać rodziców.
    Tak ,za granicą łatwiej o taką adopcje, ale z ZD tez rzadko.
    Z moich obserwacji wynika, że na adopcje mocno niepełnosprawnych dzieci decydują się osoby, które poznały i pokochały konkretne dziecko
  • nie ma w PL adopcji dzieci z ZD... ciężko chorych też w zasadzie nie.

    I co ciekawe dowiedziałam się ostatnio, że zrzeczeń dzieci z ZD dokonują zazwyczaj dobrze lub b. dobrze sytuowane rodziny, którym to dziecko nie pasuje do koncepcji i którego musieliby się wstydzić. Słyszałam o przypadku gdzie rodzina ma 3 dzieci a 4tego z ZD się zrzekli, odczekując jeszcze na 100% potwierdzenie badaniami genetycznymi. Jak ZD się potwierdził, zrzekli się praw do dziecka. Bogata rodzina tzn na poziomie.
  • edytowano marzec 2016
    Napisałam adopcje a chodziło mi o piecze zastepcza
  • Tak jest Aneczka08, ale nie ocenialabym tych ludzi...
  • nie oceniam choć to dla mnie niepojęte.
    Adopcji takich praktycznie nie ma natomiast znam RZ lub RDD które właśnie takie dzieci przyjmują.
  • Anka ja myślę, że wielodzietność nie wyklucza pomocy takim dzieciom. Znam rodzinę, która po odchowaniu własnych dzieci (4, choć byli otwarci na więcej), gdy najmłodsze poszło do gimnazjum zostali rodziną zastępcza i pogotowiem opiekuńczym. Aktualnie mają 3 własnych w domu, 5 zastępczych i 2 niemowlaków z interwencji. Oczywiście te starsze dużo pomagają, ale była ich zgoda na to i te jak normalne nastolatki mają swoje życie, znajomych. 3 dzieci wypuścili już do adopcji. Więc moim zdaniem, jeśli masz takie pragnienia, to jeszcze nic straconego. Przy Twoim poziomie energii, myślę że dałabyś radę ;)
  • Znam jedna dziewczyne, ktora adoptowala (z mezem oczywiscie) chlopca z ZD po tym jak kilka lat zajmowala sie nim w stowarzyszeniu pomagajacym niepelnosprawnym. Czyli jednak nie do konca jest tak, ze takie przypadki nie istnieja.
  • no to właśnie taki przypadek, że znali konkretne dziecko wcześniej pokochali i zdecydowali się na adopcję.

    Ja też znam rodzinę która odchowała 6tkę dzieci i od 20 lat są RZ i RDD teraz. Mają 60 lat i mieli rok temu 8kę dzieci w wieku od 2 do 7 lat :-))))
  • To są często rozdarci i pogubieni ludzie. Kochają po swojemu ,ale nie mają siły przeciwstawić się presji z zewnątrz.
    Bywalam czasem z dziecmi chorymi w miejscach publicznych i czuło się wzrok, szepty czasem jakieś próby pocieszenia. Jeszcze wiele jest do zrobienia w kwestii integracji. Wciąż spotyka się ludzi, którzy uważają, że miejsce n.s. jest w domu i najlepiej niech nie pokazują się w miejscach publicznych.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.