Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Zbrodnia na dziecku w szpitalu Świętej Rodziny

1246720

Komentarz

  • Pieprzenie że kochają ale nie mają siły....
    Kocha się mimo wszystko można kochać i nie mieć siły wstać do noworodka, można kochać i nie mieć siły żeby walczyć o dziecko, można kochać i nie mieć siły na konfrontacje chorego dziecka z otoczeniem ... Ale nie można kochać i porzucić.
  • @maliwiju, ja myślę, że można. Ludzie czasem są naprawdę bardzo pogubieni, nie zawsze wyrachowani.
  • @chabrowa z tym, że 75% forum się na rodziny ado nie nadaje to duża przesada (zwłaszcza, że napisałaś że nie bierzesz pod uwagę dochodów i warunków)

    Aż tak źle by nie było:-) średnio 8 na 10 zgłaszających się do OA dostaje kwalifikację
  • @Aneczka08 - a ile średnio z tych 10 jest wielodzietnych?
  • Pewnie zero ale dzietni sie zdarzaja, chodzilo mi o to ze stwierdzenie ze 3/4 stad by sie nie nadawało nawet gdyby chcialo to gruba przesada
  • @Aneczka08 - pomyśl o względach ekonomicznych. Większość osób tu, na forum, ma dość sporo dzieci. To się przekłada na raczej niski dochód na członka rodziny :-(
  • Ale chabrowa pisala ze nie bierze pod uwage warunkow mieszkaniowych i materialnych.... przynajmniej tak zrozumiałam.
  • Tak se mysle, ze najwiekszym problemem dzietnych nie sa w tym przypadku pieniadze, ale po prostu czas. Pewnie zalezy od choroby adoptowanego dziecka, ale w wiekszosci znanych mi przypadkow, dzieci maja rozne terapie, zajecia, to juz pochlania sporo czasu. Do tego dochodza cwiczenia w domu, z rodzicem, bo te kilka-kilkanascie godzin w tygodniu nie rozwiazuja sprawy. No i nie zostawisz chorego dziecka samego, bo ci sie uwsteczni, ono potrzebuje ciaglego kontaktu, stymulacji. Co wtedy z reszta dzieci? No bo jesli chodzi o to, zeby dzici sie rozwijaly, a nie tylko rosly (kradne @chabrowa), to nie jest to optymalna sytuacja. Nie wyobrazam sobie wziasc do rodziny, gdzie sa jeszcze male dzieci chorego dziecka, ktore ktos porzucil. Idea piekna, ale dla rodziny, wlasnych dzieci nie calkiem ok.
  • Trzeba się liczyć z tym, że dziecko z dd wymaga czasu i uwagi. Nie zawsze, ale jednak często są to dzieci z jakimś problemem (FAS, ADHD, nieprzystosowanie społeczne). Nie jest w każdym razie tak, że są to wdzięczne "sierotki". I jest też coś takiego, że trzeba trafic na "wlasciwee" dziecko.
  • @Aneczka08

    Chodziło mi właśnie o branie pod uwagę warunków mieszkaniowych i finansowych.
  • Aaaa..... no tak....
  • Świadkowie mówią, że tego płaczu nie da sie zapomnieć. To pracownicy szpitala zgłosili to zdarzenie, ci którzy wiedzieli ale nic nie mogli zrobić.
    Przyczyną podjęcia przez kobietę takiej decyzji był Zespół Downa (na razie nie znalazłam nic o wadach świadczących o tym, że dziecko nie miało szans na przeżycie)
    Matka podjęła taka decyzję
    Wykonac sie to zgodziła tylko jedna położna
    http://www.supermamy.pl/styl-zycia/6793/STRASZNE-Dziecko-w-24-tygodniu-ciazy-przezylo-aborcje-ale-nikt-nie-chcial-go-ratowac.html
    Pewnie jeszcze usłyszymy o tym.
    Celowo dałam ten artykuł poniewaz są ciekawa komentarze. Ludzie sa w szoku, nawet ci bardziej liberalni. Wszyscy wiedza, że w tym czasie lub niewiele później rodzą się wcześniaki i jeśli sa zdrowe to personel o nie walczy, a tu - nikt nie odważył się choremu dziecku pomóc??
    Może dlatego, że wiedzieli jak skończył Chazan.
  • Dla mnie większym szokiem jest to, że dziecku nikt nie pomógł. Jak to jest, że w cywilizowanym kraju patrzy sie na cierpienie, słyszy się i nic nie robi.
    Dziecko rodzi sie żywe nawet w takich warunkach, nawet ciężko chore - robi się wszystko żeby ulżyć mu w cierpieniu. Wszystko.

    A tu przez godzinę nie zrobili nic.
    Słyszeli jak dziecko cierpiało i czekali tylko aż skona
    Mam nadzieje, że odpowiedzą za to przed sądem.
  • @Emilia_K, nie, ja sie nie nadaje. Moje rozważania były takie raczej ogólne i nie dotyczą tylko adopcji, ale właśnie zaangażowania.
  • Nie sądzę zeby ktos poszedł za to do więzienia
    Jak juz wspominalam taka jest procedura przy legalnej aborcji.. ze jak dziecko okazuje sie byc zywe to sie odklada i czeka na śmierć
    W tak zwanych cywilizowanych krajach zachodu robi sie tak od dawien dawna
    Dla mnie osobiście to jest niepojete i nie ogarniam umyslem ze mozna robic cos tak okrutnego ale z drugiej strony ludzie dokonujacy aborcji przekraczają pewną mroczną granicę a potem zapewne łatwiej przekroczyc kolejna i kolejna...
  • edytowano marzec 2016
    Chyba nie - myślałam, ze zapewnia się godne warunki dla takich dzieci. Coś mi świta - że trzeba zapewnić wyższy komfort umierania i szpitale są do tego zobowiązane (jeśli nie to jest to chore, niemoralne, niezrozumiałe). Rzecznik juz się tłumaczy, że zapewnili niby godne warunki dla płodu (dziwne tylko, ze pracownicy doniesli, że własnie tak nie było) - j czytam

    Do tej pory myślałam, że mowa była tylko o godnych warunkach dla matki morderczyni.

    Poza tym polskie prawo mówi o max 21 tygodniu (w przypadku bardzo ciężko chorego dziecka) a nie o 24.
    Jak dla mnie zostało złamane prawo. Wg fundacji SOS także. To czy zostało prawo złamane czy nie zbada prokuratura.
    Dziecko było zdolne do życia poza organizmem matki i żyło jeszcze godzine bez żadnej pomocy. Może żyłoby gdyby udzielono mu pomocy. Dla szpitala to dobrze nie wygląda i raczej źle sie dla niektórych skończy tak myślę
  • edytowano marzec 2016
    czytam tez artykuły lewicowe na ten temat.

    Dowiedziałam sie, że wszystko zależy od decyzji lekarza ale z reguły odkłada się takie dziecko do cieplarki otwartej albo zamkniętej i karmi pozajelitowo, czasami podaje się trochę tlenu. Takie dziecko powoli gaśnie.
    Przeczytałam, że 24 tygodniowy płód nie jest w stanie płakać tak zeby było słychać bo nie potrafi "prawidłowo" oddychać, płuca nie sa dobrze rozwinięte dlatego to nie jest możliwe. najprawdopodobniej nie jest w stanie też przeżyć - żyje co najwyzej kilka godzin gdy jest umieszczone w cieplarce.
    Może dziecko w takim razie było jeszcze starsze bo ten krzyk przewija się wszędzie? Może matka zabroniła je ratować? Jeszcze wielu rzeczy nie wiadomo.

    Jeszcze czytam dlaczego tak późno - podobno bardzo długo się czeka na wyniki badań, decyzje. No ale tak czy inaczej jest jakis próg właśnie tych 21 tygodni. Tu chciano "dogodzić" "matce".
    Ci którzy to zrobili będą utrzymywać, że wszystko było zgodnie z prawem, ale cos mi się zdaje, że odpowiedzą za to bo jednak nie za bardzo mi to wygląda na "zgodne z polskim prawem" i poszanowaniem godnosci drugiego człowieka. Raczej to wygląda na zgodne z naciskami 'matki". Wielu ludzi jest oburzonych także ci o poglądach raczej "lewicowych" . Poza tym po 23 tygodniu nie mówi się już o aborcji ale o przedwczesnym porodzie i takie dziecko należy ratować.
  • W przypadku ciężkich wad nie ma progu jest zas mowa o granicy kiedy dziecko nie jest zdolne do zycia poza org matki. A tu mozna se i terpretowac dowolnie.

    Czytałam wywiad z neonatologiem dzieci z 24 tyg maja 65% szans na przezycie.
  • @Aga85
    Nie wierze że można kochać dziecko i porzucić....
    Jaka to miłość???
  • AborcjA jest doxwolona gdy........ badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej[2]),
  • edytowano marzec 2016
    No więc było zdolne do życia poza organizmem matki. Prawo zostało złamane w tym punkcie i w tym, że nie udzielono mu pomocy.

    do 21 tygodnia to jest ten graniczny wiek kiedy jest mowa, że dziecko nie przeżyje (dłuższy tylko wtedy gdy zespół lekarzy tak stwierdzi, że np w 22 tygodniu też nie przeżyje bo jest na tyle chore i coś się nie rozwinęło że nie ma takiej możliwości).
    23 tydzień i wyżej to już przedwczesny poród.
    24 to już duża szansa na przeżycie - prawo złamane.
    A dziecko żyło przez godzinę bez pomocy - prawo złamane..

  • Jest 21 tygodni (graniczny wiek dla dzieci chorych) lub w niektórych bardzo ciężkich przypadkach dłużej własnie gdy dziecko nie będzie miało szans na przeżycie. To jednak musi stwierdzic zespół lekarzy.Tak czy inaczej jest spora szansa na to, że prawo zostało złamane, była próba naciągnięcia przepisów i tym już zajmuje się prokuratura.
  • Wracając jeszcze do sprawy adopcji dzieci niepełnosprawnych, to rzeczywiście trudności w dostępie do służby zdrowia i rehabilitacji, wyższe koszty utrzymania i ostracyzm społeczny skutecznie powstrzymują od niej. Moi znajomi przyjęli dwójkę chorych dzieci, ale nie adoptowali, gdyż, jak mówią, przy adopcji nie mają żadnego wsparcie finansowego, a majętni nie są i mają jeszcze dwoje własnych dzieci.
    I jeszcze jedno.
    "wychowywać - bez pomocy z zewnątrz da sie do 4-5 dzieci, potem to juz z wychowaniem wiele wspólnego nie ma."
    nie rozumiem... :-O
  • @Gosia5 - dziękuję za Twój wpis - ten i poprzedni, w którym pisałaś o powołaniu.
    W pełni się zgadzam.
  • edytowano marzec 2016
    @Anka - nigdzie nie napisałam, że nie da się odwieść kobiety od aborcji, pisałam o czymś zupełnie innym. Że jak ktoś chce (dokonać aborcji ) to znajdzie sposób - choćby naginając, naciągając prawo.
  • @Gosia5, zacytowałam tylko znajomą i jej refleksje po obcowaniu wsród rodzin wielodzietnych pewnie od ponad 20 lat (dama taką rodzine tworzy) i to nie tylko jej zdanie. Słynna nasza U mowi, ze tylko niewiele osob jest w stanie wychowywać więcej nóż 4-5 dzieci, nie mając dodatkowego wsparcia. Zreszta warto cofnąć sie do historii, raczej nie zdążały sie sytuacjach zeby kobieta była z 7 dzieci sama (bez sióstr, szwagierkę itp, u bogatszych bez niań) i z mężem nieobecnym w domu po 8-10 h. To wymysł współczesności.
  • Zgadza się, kobiety zazwyczaj miały wsparcie, ale czy to dowodzi tezy, że bez wsparcia się nie da?
  • Jakie "prawo"? To nie prawo tylko lewo! Dla mnie każdy kto przeprowadza aborcję jest mordercą. Takie "prawo" ludzi cywilizowanych nie obowiązuje. Niewolnictwo też kiedyś było prawnie dozwolone! Uważajmy na język jakim się posługujemy. Godząc się na kompromis, niestety w dobrej wierze, niebezpiecznie przesuwamy granicę.
  • Nie powinno być granicy wieku ratowania dziecka. Kiedyś wcześniaki nie miały szans przeżycia ale próbowano je ratować. Dzięki temu osiągneliśmy postęp. Skuteczność nie ma tu nic do rzeczy. Gdyby wiek temu przyjęto ówczesną granicę przeżywalności ...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.