poród domowy

edytowano marzec 2012 w Ogólna

Marzę o porodzie domowym, dlatego założyłam taki wątek, choc jeszcze w ciąży nie jestem. :wink:

Mam kilka pytań do mam rodzących w domu:
- czy rodziła któraś z Was w bloku? Z sąsiadami za ścianą? W szpitalu zle się patrzono na moje jęki, więc pewnie sąsiedzi też nie byliby zbyt szczęśliwi? Boję się tego krzyku, aj..

- czy anemia jest przeciwskazaniem do por.dom.?
- czy możecie polecic położną, z okolic Wrocławia najlepiej, przyjmująca porody w domu?
..sama nie wiem o co jeszcze pytac, co jest ważne przy domowych porodach..?

ps. Jesli taki temat już był (nie znalazłam), proszę o usunięcie tego.

«1

Komentarz

  • Bylam przy jednym porodzie domowym (w sasiednim pokoju). Ta dziewczyna urodzila dwojke dzieci w domu wielorodzinnym/ kamienicy. Ja osobiscie nie slyszalam jakis krzykow, nie bylo zle. Wiem tylko, ze ona porozwieszala na tablicy ogloszen kartki, ze rodzi w domu i w razie niepokojacych odglosow prosi o niewzywanie policji :wink:
  • @agga ja też polecam :bigsmile: niedługo znowu będę czytać przynajmniej raz w miesiącu i tak do samego porodu.

    @kluska,temat był, ale na ogólnym, na którym póki różowa wstążeczka nic nie napiszesz. Ja miałam pierwsze dziecko w domu rodzić, ale się bez sensu sprawy potoczyły i urodziłam w szpitalu. Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że od szpitali jak najdalej. Lipcowego pasażera zamierzam rodzić w domu, choćby sama :wink: Zobaczymy jak będzie z krzykami, póki w czasie porodu byłam w domu to ochoty na jęki nie miałam (do szpitala ruszyliśmy ze skurczami co 2-3 minuty),za to w szpitalu ze złości, że to szpital darłam się jak opętana i sprawiało mi to dużą satysfakcję (bo skoro to porodówka to niech wiedzą, po co są). Forumową specjalistką od porodów domowych (i nie tylko) jest Katarzyna.
  • Drugą córkę urodziłam w domu, w bloku, z sąsiadami za ścianą. miesiąc przed porodem miałam hemoglobinę 9,7, nie uważam tego anemię, więc żelaza nie brałam. Miałam GBSa. Też się bałam krzyku, ale właściwie przy tym porodzie prawie go nie było... Ale mieliśmy plan z mężem, że jeżeli będę głośno się drzeć, a będzie dzień, to mąż wiertarkę włączy czy coś w tym stylu, żeby zagłuszyć. Na noc nie mieliśmy pomysłu, ale urodziłam wczesnym wieczorem, no i wiertarka i tak okazała się niepotrzebna :wink:

    Generalnie, może Katarzyna tu zajrzy, jej wypowiedzui będą bardziej adekwatne, bo ja nie rodziłam w PL i w ogóle były u nas cuda na kiju z tym porodem (udało mi się znaleźć położną, która zgodziła się przyjąć mój poród za co łaska, bez podpisanej żadnej umowy i mimo, iż ja odmówiłam zastosowania większości procedur (żelazo, antybiotyk itp.) Aha, i znalazłam ją m-c przed porodem dopiero.
  • Urodziłam w domu w kuchni, w sąsiednim pokoju dzieci oglądały bajkę. Się nawet nie zorientowały, że coś się dzieje (8, 4 i 2 lata) ;) Najstarsza w tym czasie pojechała na zbiórkę harcerską :D
  • Ja przygotowywałam się do porodu domowego, potem się wkurzyłam bo panie strasznie smędziły i zmuszały do dodatkowych badań. Koniec końców urodziłam na żelaznej w sali 1osobowej, z mężem, z położną prawie ok (niedawno mi się złość na nią włączyła), w kucki itp.
    Darłam się tylko przy partych (15 min), ale cały czas miałam swobodę ruchu.
    Wątpię żebym się nie darła w domu.
    W sumie cieszę się, że nie rodziłam w domu, ale nie chciałabym też rodzić w szpitalu, który nie respektowałby moich potrzeb.
    Dom narodzin - to byłoby dla mnie rozwiązanie idealne.
  • Ja zazdroszczę i z wielkim podziwem czytam o tych waszych domowych porodach.
    A jeszcze w kuchni, albo jak dzieci poszły pidżamki ubrać:):):)_ech-super!


    Jeśli o mnie chodzi nie zdecydowałabym sie! (moze dlatego,ze przy każdym porodzie "cos "sie działo.Wiem, że czasem chodzi o sekundy...ale to oczywiscie moje lęki...

    Nie boję sie krzyków-bo nie krzyczałam,ale mi jakis taki "święty spokój" wtedy potrzebny.
    Znając mnie -poszlabym jeszcze sprawdzic z głową malca miedzy nogami;) co tam starszaki robią::bigsmile:Rozpraszałby mnie rumor w domu.
    Nie lubie towarzystwa przu porodzie (mąż dla mnie to aż "nadto"), nie lubie chodzic, skakać, sterczeć pod prysznicem, gadać...
    Generalnie kazde cierpienie fizyczne znoszę w ciszy, skulona w wygodnej pozycji.

    Wiem jedno-jeśli kobieta nie ma 100% pewnosci,że chce i jest w stanie urodzic w domu-to powinna poszukać przyjaznego szpitala i wspaniałej położnej.

    Dla mnie ten czas kilku dni "po" w szpitalu jest też odpoczynkiem.
    Lubie tak pobyc tylko z maleństwem-taki to nasz magiczny czas:)

    Ale jakże chetnie czytam Wasze relacje:)
    Pustynny-jakos nie doczytałam,ze i Ty w domu rodziłaś córę?
    Czyli kolejne też ?
  • *Duke:
    Pustynny-jakos nie doczytałam,ze i Ty w domu rodziłaś córę?
    Czyli kolejne też ?
    ale że co, że kolejne też planuję? bardziej niż planuję, marzę. bo nie wiem, jaka będzie kolejna ciąża, może będą komplikacje i lepszy byłby szpital? wbrew temu, co mogłoby wynikac z moich wypowiedzi na forum, fanatyczką nie jestem ;) Natomiast jeśli wszystko będzie dobrze, zdecydowanie w domu.

    Ale pełna zgoda co do tego, że nie wszystkie kobiety muszą, mogą czy powinny rodzić w domu. I odwrotnie, nie wszystkie kobiety muszą, mogą czy powinny rodzic w szpitalu :wink:
  • pustynny_wiatr:
    [quote]
    *Duke:
    Pustynny-jakos nie doczytałam,ze i Ty w domu rodziłaś córę?
    Czyli kolejne też ?
    ale że co, że kolejne też planuję? bardziej niż planuję, marzę. bo nie wiem, jaka będzie kolejna ciąża, może będą komplikacje i lepszy byłby szpital? wbrew temu, co mogłoby wynikac z moich wypowiedzi na forum, fanatyczką nie jestem ;) Natomiast jeśli wszystko będzie dobrze, zdecydowanie w domu.

    Ale pełna zgoda co do tego, że nie wszystkie kobiety muszą, mogą czy powinny rodzić w domu. I odwrotnie, nie wszystkie kobiety muszą, mogą czy powinny rodzic w szpitalu :wink:[/quote]



    No to jak marzysz-to pewnie sie uda:)

    Jasne-to wszystko bardzo indywidualne.
    Pominełam fakt, ze moja matula-położna gdyby uslyszala, ze w domu rodze...przyjechałaby pewnie w godzinę z Olsztyna i odtransportowała mnie własnorecznie do najbliższego szpitala.
    No-ale ona też naoglądała się róznych sytacji przez te 30 lat
    :cool:
  • Jeśli chodzi o Wrocław, to wiem, że trudno jest znaleźć położną do porodu domowego. W Opolu mieszka bardzo polecana przez wszystkich pani Ewa. Nie pamiętam w tej chwili nazwiska. Mogę zdobyć namiary na nią. Moja koleżanka miała z nią rodzić, ale urodziła dużo przed terminem w szpitalu. W każdym razie była bardzo zadowolona z kontaktów z nią. Jest książka jej autorstwa. W tej książce są opowieści rodziców o ich porodach w domu.
    A, ta koleżanka, która miała z nią rodzić jest z Wrocławia. Położna miała dojechać, chociaż uprzedzała, że różnie może być. Wydaje mi się, że myślała o otwarcie czegoś w stylu domu narodzin w Opolu, żeby przyjmować tam rodzące zamiejscowe. Starała się też o kontrakty z NFZ, żeby kobiety nie musiały wszystkiego opłacać prywatnie.
  • Już wiem, ta położna z Opola to Ewa Janiuk.
    A to jest adres strony jej przychodni:
    zdrowa rodzina
  • A to jest książka Ewy Janiuk:
    Domowe narodziny ,
    po której zaczęłąm marzyć o porodzie domowym.
  • @agga, książkę oczywiście znam. Czytałam ją kilka razy w ciąży będąc. Podobnie jak wywiad z Katarzyną. :)

    O anemię pytałam, bo znalazłam sprzeczne informacje na ten temat. Ja generalnie mam hemoglobinę niską (nie tylko w ciąży) i nie czuję się z tym źle.

    @ Predikata, dobrze Cię rozumiem..

    Dziekuje, ze napisalyscie o rodzeniu w mieszkaniach. Troche mnie to podnioslo na duchu,,,

    edit. wyciełam "gupoty"
  • @manna - bardzo, bardzo dziekuje
  • Ja nie w bloku, ale jakoś sie nie darłam. Nie miałam powodu, w w przeciwieństwie do poprzednich porodów szpitalnych.

    Jedyny minus porodu w domu, to brak spokoju w pierwszych godzinach po porodzie - nie ma możliwości wypocząć, bo wszyscy uważają, że to takie naturalne: urodzić, zawinąć dziecko i do garów...
  • my naszą piątkę tez w domu, ze wspomnianą wyżej Ireną. Kontakt z położną znajdź poprzez tę stronę
    Musisz mieć zero przeciwskazań, i obydwoje musicie chcieć takiego porodu.
    Moja żona jak przy 4tym miała rodzić w szpitalu ze względu na powikłania to przeżywała to nerwowo bardziej niż sam poród :-) Koniec końców Szymon też w domu na ten świat przyszedł...
    I jeszcze nie do opisania były miny i reakcja pielęgniarek w podwarszawskiej przychodni jak w 1997 zadzwoniłem i zgłosiłem dziecko do szczepienia urodzone w domu, bezcenne :bigsmile:
  • @kluska - z anemią nie jest jednoznacznie. Że tak powiem - to zależy... Jak byś mi dała Twoje wynik krwi z całej ciąży, to mogłabym coś powiedzieć, a tak ogólnie, to ciężko fantazjować. Jeśli anemią nazywasz fizjologiczny w ciąży spadek poziomu hemoglobiny w II trymestrze, to nie jest to przeciwwskazanie do porodu domowego. Jeśli jednak była to poważna, prawdziwa anemia, to może być przeciwwskazaniem.
    Do Wrocka do porodów jeździ czasem Ewa Janiuk z Opola. Polecam jej książkę "Domowe narodziny". Fajna kobitka. Kontakt do niej można znaleźć w necie.
  • szczurzysko:
    Jedyny minus porodu w domu, to brak spokoju w pierwszych godzinach po porodzie - nie ma możliwości wypocząć, bo wszyscy uważają, że to takie naturalne: urodzić, zawinąć dziecko i do garów...
    Nie wiem, jacy wszyscy, mi kolacje ugotowal maz, zajmowal sie starszym dzieckiem przez pierwsze dni...a w szpitalu musiałam pilnowac pielegniarek, bo ciagle chcialy dziecku jakies dziwne rzeczy robic :wink:
  • Katarzyno, generalnie moja hemoglobina jest w dolnej granicy normy (11,2 g/dl),więc w ciąży, przy jej fizjologicznym spadku, oscylowała w granicach 9,4 (kartę ciąży mam głęboko schowaną niestety, więc nie podam dokładnie wyników w tyg. ciąży), na wypisie ze szpitala mam napisane 8,3 g/dl (byłam nacinana).
    Czytałam gdzieś, że takie wyniki nie są przeciwskazaniem do por.dom., a mój lekarz prowadzący ciąże straszył mnie, że szpital jest konieczny. Dlatego pytałam o "anemię". :-)

    Skoro już tu Katarzyno jesteś :wink: to chciałabym Ci bardzo podziękowac za wywiad dot. porodów domowych. Jest mi wciąż inspiracją

    Dziękuję za namiary do p.Janiuk.
  • @pustynny wietrze, kusisz, kusisz....:bigsmile:
  • szczurzysko:
    Ja nie w bloku, ale jakoś sie nie darłam. Nie miałam powodu, w w przeciwieństwie do poprzednich porodów szpitalnych.
    Na to też liczę..Tzn. mam nadzieję, że jeśli ma się do dyspozycji męża, wannę, możliwośc zmiany pozycji i zaufaną położną, to może i krzyczec nie trzeba..
  • pustynny_wiatr:
    [quote]
    szczurzysko:
    Jedyny minus porodu w domu, to brak spokoju w pierwszych godzinach po porodzie - nie ma możliwości wypocząć, bo wszyscy uważają, że to takie naturalne: urodzić, zawinąć dziecko i do garów...
    Nie wiem, jacy wszyscy, mi kolacje ugotowal maz, zajmowal sie starszym dzieckiem przez pierwsze dni...a w szpitalu musiałam pilnowac pielegniarek, bo ciagle chcialy dziecku jakies dziwne rzeczy robic :wink:[/quote]

    A no widzisz. Fajnie miałaś.

    Moja mama akurat zdążyła na poród, więc kwestie gotowania miałam z głowy, ale generalnie nie lubię ludzi traktować jak służby.
  • ale dlaczego jak służby? pomoc powinno się przyjmowac, aby dać innym szansę uświęcania się :tongue:

    zresztą, służba to piękne słowo tak naprawdę. Jesteśmy powołani do tego, aby sobie nawzajem służyć.

    Nie ma nic złego w tym, że ktoś nas w szczególnych okolicznościach "poobsługuje", zwłaszcza, że dzięki temu można szybciej stanąć na nogi i się odwdzięczyć :wink:
  • klusko, moja znajoma rodziła w domu z hemoglobiną 8,5. tak jak pisze Katarzyna, fizjologicznie obniżona podczas ciąży hemoglobina to nie musi być anemia. No chyba, że dojdą inne wskaźniki. Sama niższa hemoglobina jedyne o czym świadczy, to to, że wszystko OK, bo w organizmie przybyło krwi :bigsmile:
  • @pustynny_wiatr - no, nie do końca, nie do końca. Hemoglobina (oraz czerwone krwinki i wartość hematokrytu) powinna spadać w II trymestrze osiągając najniższe wartości ok. 28-30 tc. Potem powinna się odbić. Jeśli nie, to ja bym się jednak czuła zaniepokojona nieco.
    A ta hemoglobina 8,5 u Twojej znajomej, to (jak sądzę) w innych jednostkach była. @kluska podaje w g/dl (i wtedy dolna granica normy to, hojnie traktując, 11) a można też podawać w mmol/l (i wtedy dolną granicą normy jest 8,5). Za to hemoglobina 8,5 g/dl to już poważna anemia i zwykle spore osłabienie. Ja bym w takim stanie nie ryzykowała porodu domowego, bo po utracie krwi (nawet takiej fizjologicznej przy porodzie) kobieta może być niezdatna do użycia :wink:
  • Hmmm, przyznaję bez bicia, że jednostki mogłam pomieszać. ale chyba w szpitalu też by tę krew straciła, hem? co by wtedy w szpitalu zrobili, krew przetaczali?

    Jak będzie okazja, spytam tej dziewczyny. Wiem tylko, że niezdatna do użycia nie była, miała bardzo sprawny poród i żadnego krwotoku ani innych komplikacji. Ale hemoglobinę (przed porodem) chyba miała bardzo niską, bo położna niby panikowała nieco, ale jakoś się dogadały, że poród jednak przyjęła.

    Ale, jak of kors nie zachęcam do takiej partyzantki, chciałam tylko pokazać, że takie rzeczy są możliwe.
  • Ja wcześniej anemii nie miałam. Zawsze wychodziły mi dobre wyniki. Był w ciąży lekki spadek, ale w normie. Mimo to po porodzie dostałam sześć jednostek krwi, bo hemoglobina spadła mi z 13 do 6 i co chwilę mdlałam. Jakoś nigdy nie zwracałam uwagi na jednostki, wydawało mi się, że zawsze uzywa się tych samych. Myślę jednak, że było to w tych, dla których norma jest od 11 czy 12.
    Nie wiem, na ile takie sytuacje są nagłe. Jakoś wydaje mi się, że gdybym nie rodziła strasznie daleko od szpitala, to dowieźliby mnie na czas.
  • pustynny_wiatr:
    Hmmm, przyznaję bez bicia, że jednostki mogłam pomieszać. ale chyba w szpitalu też by tę krew straciła, hem? co by wtedy w szpitalu zrobili, krew przetaczali?
    Owszem. Gdyby było źle bardzo, to mogli by niezwłocznie przetoczyć krew.
  • Ja przy komcowce trzeciej ciąży miałam hemoglobinę 8,4 i właśnie była wizja przetaczania krwi, na szczęście do tego nie doszło.

    A mnie przy porodzie domowym przeraża właśnie ten czas po, tez lubię te pierwsze godziny spędzić tylko z maleństwem. I nie chodzi, o to, że coś po porodzie musiałabym robić, bo na pewno mój mąż by na to nie pozwolił, ale całe to domowe zamieszanie, które jest w mojej rodzinie. Przy ostatnim porodzie, jak miałam już długie (1,5 minutowe) i bardzo bolesne skurcze, moje dzieci non stop przychodziły z jakimiś pytaniami i wielce ważnymi sprawami... Poźniejszy pobyt w szpitalu był dla mnie odpoczynkiem, głownie psychicznym.
    No, ale ja ostatnie dwa porody miałam z rewelacyjną położną i tylko na zupełnej końcówce szpitalne, poza tym po, miałam jedynkę, mąż pierwszą noc tam ze mną spał, więc pewnie nie powinnam się tu wypowiadać nt pobytu w szpitalu.
  • Przy pierwszym porodzie doszło do krwotoku, potem przetaczanie krwi. Szyło mnie 2 lekarzy na 4 ręce, potem całą noc przychodzili. Byłam bardzo wdzięczna lekarzom za opiekę. I w szoku jak działa Pan Jezus, bo nikogo nie znałam w tym szpitalu, 1 piątek wielkiego postu, w czasie porodu odmówiliśmy z mężem drogę krzyżową Moje wszystkie porody były rodzinne, w szpitalu ale z meżem i to było najpiękniejsze.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.