Zaczepki z ulicy:)

2456782

Komentarz

  • jestem na etapie"chętnie oddam" bierz
  • a mnie nikt nigdy nie zaczepiał doprawdy nie wiem dlaczego muszę pozyczyć trochę dzieci od Iwinki może wtedy...?
    no wiesz jak się idzie 100 metrów za dziećmi to trudno skojarzyć
    ;)
  • mnie tylko kibicują wszędzie na następne,w rodzinie(nie mojej;)) w szkole,na zajęciach sportowych dzieci,dosłownie wszędzie :)
    w Polonii tutejszej słyszę zawsze,ze "ma czwórkę,sama sobie radzi i nie marudzi nigdy;)"
  • Ja miałam się nie wypowiadać, bo co tam ja z trójeczką przy Was :)
    Ale bliźniaki budzą sensację, bardzo ośmielają do wszelkich zaczepek.
    Najczęściej pada pytanie: "chłopczyki, czy dziewczynka" (ta forma mnie rozwaliła)
    na informację, że i chłopczyk i dziewczynka - o! jakie szczęście!
    Albo: Ale się wam udało!
    I współczucie, że tak ciężko. Oj tego współczucia nie znoszę!
    I do starszego brata, że pewnie zazdrosny.
  • Tam z trójką się czaisz z wypowiedzią akajka, mnie to sąsiadka namiętnie zaczepia i głosi, jak to mnie podziwia, że sobie radę daję i dzielna jestem, i nikogo do pomocy przecież nie mam. A mam dzieci sztuk 1 (słownie JEDEN). =)) Bo ona to miała panią do pomocy, a i tak nie dawała rady... Dobrze, że nie wyczaiła jeszcze, że drugie w brzuchu, bo dopiero bym się o bohaterstwie nasłuchała.
  • ginekolog wcale-nie-katolik-ani-alkoholik po trzecim : to kiedy następne?
    nie mam szans z tymi kaszubami niestety. do 10 nawet nie dobiję (inna sprawa, ze pewnie prędzej bym zeszła z powodu powikłań). jak ktoś jest baaaardzo nowoczesny, mówi że nie chce mieć dużo dzieci jak mama, najwyżej 5-6.
  • edytowano marzec 2012
    Zawsze mnie zastanawia, jak powinna "wyglądać" mama wielodzietna. Bo ja ani na trójkę "nie wyglądałam", ani na czwórkę "nie wyglądam".
    "Z wyglądu to normalnie liceum, a tu czwórka dzieci..."


    no normalnie
    tłuste włosy
    odrosty do połowy
    twarz szara, wymięta
    papieros przyklejony do ust
    150kg
    sylwetka nawiązująca do figur geometrycznych
    ciuchy-sprzed 30 lat
    i jak otworzy ryja do bachorów to przez godzinę same bluzgi

    Wtedy widać, ze zasłużona wielodzietna
    ;)

    omatkopollko, to ja, choc słabo wielodzietna! z wyjątkiem papierocha i 150kg. ale ta twarz wymięta i elegancja z lumpeksu...8-X
  • a mnie nikt nigdy nie zaczepiał doprawdy nie wiem dlaczego muszę pozyczyć trochę dzieci od Iwinki może wtedy...?




    Jak to dlaczego.

    Zobaczyl Cie i woli nie zaczepiac ;)

  • Nas ludzie zaczepiaja bardzo czesto.

    Naprawde.

    Jak mielismy wozek blizniaczy, to nie dalo sie wyjsc na spacer bez zaczepki [dobrej, lub zlej]

     

    Nie wiem dlaczego tak sie dzieje, ale tak juz jest.

     

  • edytowano marzec 2012
    Nooo- mnie też często zagajają .a ,ze ja gaduła jestem to sobie podyskutuje chętnie:)

    Ostatnio pomogłam jakiejś starszej pani w przychodni (byłam tylko z małą)
    Bardzo przyjemnie pogadałysmy...a na koniec mówi-"no dużo zdrowia dla pani i niech sie malutka zdrowo chowa"
    ja_"dziękuje-przekaże też  życzenia pozostałej trójce dzieci"
    ona podejrzliwie na mnie patrząc-"ale pani to sobie tak ze mnie tak zażartowała wesoło?"




    Kiedyś tam  szłam u nas po osiedlu tylko z trójką dzieci, a pani straganiarka patrząc na mnie ze współczuciem i niesmakiem-
    "O BOŻE -taka ładna pani a zamordowała sie tymi dziećmi"
    @-) [..]
  • edytowano marzec 2012
    ja to się stykam jak z mężem idę i czwóreczka obok nas:
    ostatnio:
    "Oj szkoda że nie wzięłam aparatu, tak pięknie wyglądacie"
    Z mojego bloku obecnie:
    " Bo my tu wszyscy panią podziwiamy"
    Nieodzowne:
    " I jak sobie Pani daje rady? To ciężko musi być?"
    No a jak jest Karolka:
    " To też pani córka? To ile lat pani miała jak ją urodziła, piętnaście?"
    Ostatnio w przejściu do Galerii krakowskiej:
    _" I na co Pani tyle dzieci???"
    No i bardzo częste:
    - " I same dziewczyny? To pewnie mąż nieszczęśliwy"
    albo:
    -" To do skutku?" w sensie że do chłopaka...

    Edit dzisiaj byłam w PUP podpisać obecność i w poczekalni wyciągałam dowód, żeby się przygotować na wejściu. No i wyciągnęłam pięć dowodów. Spojrzenia ludzi nieocenione :)
  • edytowano marzec 2012
    To ja tych zaczepek tez mam mnóstwo, ale ostatnio spotkało mnie coś takiego:

    Siedzę sobie w zabiegowym do pobierania krwi i bardzo sympatyczna piguła spisuje wywiad:

    - Który tydzień ciąży?
    - Siedemnasty - odpowiadam grzecznie
    - Która ciąża: pierwsza, druga, trzecia, piętnasta?- z żarcikiem pyta pielęgniarka
    To ja już w tym momencie nie mogę ze śmiechu, ale ze stoickim spokojem odpowiadam: szósta...
    - Ale serio???


    :D :D :D
  • Uwielbiam Was! niektóre zaczepki naprawdę bezcenne!
    aż sama chciałabym tak szokować otoczenie :)
  • Mnie też zaczepiają, jak idę z czwórką. Najgorszy był tekst: I po co pani tyle dzieci? Dzieci oczywiście obok i wszytsko słyszą.
    Ponieważ mam 3 chłopców i dziewczynkę, też ciągle słyszę "no wreszcie się udało", muszę sobie w końcu ciętą jakąś ripostę opracować.
    A najśmieszniej było jak przyjechałam na salę po mojej czwartej cesarce i mnie jedna pani po cięciu pocieszała, że ona tak źle się czuje, ale proszę się nie martwić, to było drugie cc. Jak jej powiedziałam, że jestem po czwartym właśnie, to się tak pyszną herbatką szpitalną zakrztusiła
    :)
  • "taka młoda tyle dzieci!!! Boże!!! taka młoda tyle dzieci!!!"- pani "od marchewek" na rynku ;) lepiej nie powiem, co odpowiedziałam po słuchaniu tego przez pół roku codziennie...
  • edytowano marzec 2012
    Ja mam najczęściej zaczepki kościelne, nie uliczne, bo bardzo rzadko teraz gdzieś bywamy wszyscy razem, wyjątkiem jest kościół. :)
    Najczęstsze to: "o, jakie pani dzieci są grzeczne, moja to wytrzymać nie umie całej mszy. Jakbym miała piątkę takich to bym chyba zwariowała!"

    A ostatnio śmiesznie było:
    Byliśmy w kościele i dwaj synowie służyli do mszy, my tylko z trójką w ławce. Jurek siedział na kolanach a wózek obok stał pusty. Pani siedząca przed nami najpierw się oglądała z pięć razy licząc nasze dzieci a potem z przerażeniem próbowała zaglądnąć do wózka. Jak wracała po komunii to specjalnie ławki "pomyliła", żeby do tego wózka zaglądnąć. Wyraźnie jej ulżyło, jak zobaczyła, że stoi pusty.

    Dobrze, że nie wiedziała o tej dwójce na ołtarzu. :D
  • edytowano marzec 2012
    A, przypomniało mi się, jak byliśmy na mszy rocznicowej naszego biskupa w katedrze. (Pisałam już o tym kiedyś, więc pamiętających przepraszam ;) )
    Upał był potworny, dzieci rozdrażnione, tłok jak jasny gwint, Jurek był malutki i chciało mu się pić a nie miałam jak wyjść, żeby go nakarmić, więc karmiłam w ławce próbując ogarnąć jakoś dzieci, żeby nie zgorszyć dokumentnie kilku lampucer siedzących obok i napawających się urokiem chwili. Mąż wyszedł na chwilę z Javierem, bo zaczęło mu się robić słabo i już się z powrotem nie przepchnął. Byłam więc sama z czwórką, z czego trójka dawał w kość tak, że byłam cała mokra z nerwów, złości i rozpaczy.
    I po tych dwugodzinnych cierpieniach, już po mszy, podchodzi do mnie staruszka. Już nastawiłam się na reprymendę a ona wzruszonym głosem mówi, że nam gratuluje wspaniałej rodziny i GRZECZNYCH dzieci. Że są wspaniali i widać, że kochani.

    Anioł to był, nie kobieta, jestem pewna! :D


  • Ha, to mi się przypomniało też coś miłego
    :)Byłam na mszy sama z czwórką, ze starszymi nie ma problemu w kościele (tzn. tylko nieznacznie się przepychali w ławce i kopali pod nią, ale w ciszy), ale młodsi działali na siebie jeszcze bardziej stymulująco niż zwykle. Ogólnie czułam się jak w mrowisku, tylko mrówki ciągle się ruszają ale nie wydają dźwięków. Zastanawiałam się kiedy ktoś nie wytrzyma i wyrzuci mnie z tą hołotą. ALE: w czasie zbierania tacy kościelny najmłodszej dał obrazek, a jak się ustawiła procesja do komunii jedna pani do mnie podeszła. Spodziewałam się, rzecz jasna, zwrócenia uwagi, ale pani powiedziała: jest pani wzruszającą matką
    :) Normalnie myślałam, że padnę z wrażenia.
  • też już gdzieś o tym pisałam, ale się powtórzę. I żeby dowcip miał sens zaznaczę, że jestem najstarsza z 6 dzieci moich rodziców...

    Podczas odwiedzin moich rodziców wypadła mi wizyta u endokrynologa z mającą wtedy ok 2 miesięcy Łucją. Mój tato stwierdził, że sama nie będę jechać - on pojedzie ze mną. 
    Wychodząc już z gabinetu, pan czekający na swoją kolejkę (z córką na oko 12 letnią) bardzo się z dziwił, że takim małym dzieciom badają tarczycę. I się mnie pyta co i jak. Po czym jak uzyskał informację, konspiracyjnie zwraca się z radą do mojego ojca:
    - ach (teatralne westchnięcie) małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... zobaczy pan!




    tato się z tego śmiał z pół dnia... ale panu grzecznie podziękował :D

  • Za dawnych czasów gdy mieliśmy tylko bliźniaki (chłopcy mieli wtedy około trzech miesięcy) przechadzałem się po Starym Mieście czekając na U. Kilka razy przechodziłem obok dwóch starszych kobiet, w pewnym momencie jedna nie wytrzymała i zapytała sie mnie z wyraźnym współczuciem: Żona pana zostawiła?

    Na tym spacerze minęła nas też grupa Japończyków na pl. Zamkowym: aparaty były skierowane na wózek a nie na Zamek Królewski.

  • "taka młoda tyle dzieci!!! Boże!!! taka młoda tyle dzieci!!!"- pani "od marchewek" na rynku ;) lepiej nie powiem, co odpowiedziałam po słuchaniu tego przez pół roku codziennie...
    Powiedz! No powiedz! Fajne było :) do dziś z mężem wspominamy :)
  • edytowano marzec 2012
    Fruza:
    Mnie też zaczepiają, jak idę z czwórką. Najgorszy był tekst: I po co pani tyle dzieci? Dzieci oczywiście obok i wszytsko słyszą.
    Ponieważ mam 3 chłopców i dziewczynkę, też ciągle słyszę "no wreszcie się udało", muszę sobie w końcu ciętą jakąś ripostę opracować.
    A najśmieszniej było jak przyjechałam na salę po mojej czwartej cesarce i mnie jedna pani po cięciu pocieszała, że ona tak źle się czuje, ale proszę się nie martwić, to było drugie cc. Jak jej powiedziałam, że jestem po czwartym właśnie, to się tak pyszną herbatką szpitalną zakrztusiła
    :)
    "noo... ale wie pani, teraz to tak myślę, jakby fajnie to było, jakby było tak do pary..."
  • Bliźniaki rzeczywiście zwracają uwagę. U nas dodatkowo M (który dzisiaj właśnie skończył 3 lata) jest niedużo mniejszy od 4,5 latków, więc nagminnie jesteśmy zaczepiani z pytaniem czy to są trojaczki.

    Jest to na tyle częste, że zamierzałam nawet chłopakom zrobić takie koszulki, gdzie z przodu byłby napis "nie, nie jesteśmy trojaczkami", a z tyłu T i J mieliby "my jesteśmy bliźniakami", a M "a ja jestem młodszy", ale jakoś nigdy się nie zebrałam.

    Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że po portugalsku powiedzieć trojaczki, to tak jak trzech bliźniaków. Więc moje tłumaczenie zazwyczaj się sprowadza do uściślenia, że nie są trzema bliźniakami tylko dwoma. Po czym następuje próba ustalenia, którzy dwaj są bliźniakami. Jeżeli stoją jeden przy drugim, to nie jest to zbyt trudne, ale jeśli są w ruchu (co jest dosyć częste) to jest z tym zazwyczaj więcej problemów (oczywiście dla pytającego, nie dla nas). To była zresztą jedna z pierwszych rzeczy, której się nauczyłam po portugalsku...
  • A co do płci, to u nas, z 4 chłopakami, też często słyszymy komentarze na ten temat. Po czym zazwyczaj następuje jedno z 2 pytań:
    a) pesymistycznie: A co? Miała być dziewczynka? (w domyśle: współczuję, nieźle się wkopaliście)
    b) optymistycznie: I co, będziecie jeszcze próbować na dziewczynkę? (w domyśle: fajni jesteście, ale pewnie już nie będziecie chcieli ryzykować)

    Nasza odpowiedź zazwyczaj brzmi: Dziewczynka musi być, [pauza pozwalająca pytającemu przeżyć i uwidocznić swoje niedowierzanie], ale najpierw planujemy jeszcze 3 chłopców, a potem dopiero chcemy przerzucić się na dziewczynki i mieć tak z 7 do kompletu.

    To zazwyczaj dobija pytającego kompletnie i pozwala uniknąć ewentualnych pytań, czy te dzieci są zaplanowane i takie tam. Najśmieszniejsze jest to, że z tym planowaniem wszyscy biorą nas na serio...
  • Ponieważ nam urodziła się jak może pamiętacie niedawno dziewczynka po pięciu chłopcach to wszyscy wokoło bardzo to przeżywają. W pracy u M. też. Jechał niedawno z klientką i ona właśnie się zachwycała, bo słyszała, że dziecko się urodziło. I w końcu pyta się:
    - a to pierwsze Pana dziecko, prawda?
    - nie. Szóste.
    - Aaaaaa! I to z jedną kobietą!? -
    - ano z jedną....


    Szkoda, że nie widziałam Jej miny:) :D
  • też już gdzieś o tym pisałam, ale się powtórzę. I żeby dowcip miał sens zaznaczę, że jestem najstarsza z 6 dzieci moich rodziców...

    Podczas odwiedzin moich rodziców wypadła mi wizyta u endokrynologa z mającą wtedy ok 2 miesięcy Łucją. Mój tato stwierdził, że sama nie będę jechać - on pojedzie ze mną. 
    Wychodząc już z gabinetu, pan czekający na swoją kolejkę (z córką na oko 12 letnią) bardzo się z dziwił, że takim małym dzieciom badają tarczycę. I się mnie pyta co i jak. Po czym jak uzyskał informację, konspiracyjnie zwraca się z radą do mojego ojca:
    - ach (teatralne westchnięcie) małe dzieci, mały problem. Duże dzieci... zobaczy pan!




    tato się z tego śmiał z pół dnia... ale panu grzecznie podziękował :D

    hm, co prawda nie o dzieciach, ale ...

    na spływie popłynąłem z najmłodszym do przodu,

    a usłużny pan na brzegu poinformował płynącą później żonę, że "dziadek 500 m z przodu"
    żona nie załapała i pan się ździebko skonfundował :)
  • Znajoma mówi do mnie: wiesz Andrzej mówi, że nie chciałby mieć tyle dzieci co wy.

    (Andrzej to jej konkubent, on ma 2 dzieci swoich, ona ma 2 dzieci swoich a wspólnie mają 1 córeczkę).

    Kochana, ale mamy tyle samo dzieci z tą różnicą, że ja mam moją piąteczkę  z 1 mężem.

  • Nasza sasiadka na wiesc o 3 ciazy [zobaczyla brzuch jak bylam w 5 miesiacu] zapytala:

    - Czyli ten kalendarzyk, co ksieza mowia, by stosowac, to jednak nie dzala?

    Na co ja:

    -Nie wiem, nie stosuje.

    Mina bezcenna

     

    :D
  • juka??? to jednak udało Ci się zalogować ze starym nickiem??
  • "taka młoda tyle dzieci!!! Boże!!! taka młoda tyle dzieci!!!"- pani "od marchewek" na rynku ;) lepiej nie powiem, co odpowiedziałam po słuchaniu tego przez pół roku codziennie...
    A ja sie domyslam po tej Twojej akcji u nas w Lewiatanie :P
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.