Zaczepki z ulicy:)

1235782

Komentarz

  • Wkurza mnie takie pytanie
    14 dzieci? I co, wszystkie żyją?
    - niestety nie...
    - no tak...
    - tak to miałabym 15.
    Długo wychodzą ze stanu osłupienia.
  •  @Olkowa - ale chyba przypadkowe osoby nie wiedzą, że nie masz mieszkania???

    Ja za to czasem słyszę, no tak, stać was to możecie tyle mieć!!! Patrzenie przez pryzmat kasy jest więc powszechne.... Zreszta sama nie wiem, jakie by były nasze wybory, gdybyśmy nie mieli mieszkania i nie stać by nas było na to by zabrać dzieciaki choćby nad morze, czy w góry... Postawa pełnego zaufania nie jest częsta i dla mnie heroiczna.
     

    Sąsiedzi i wielu znajomych (takie przelotne znajomości) wiedza, że wynajmujemy... Tak się pytam, bo jestem pewna, że będę musiała się znacznie częściej konfrontować z zarzutami, żeśmy nieodpowiedzialni itd (skoro już teraz od czasu do czasu ktoś coś w ten deseń mówi).
  • @Olkowa - mnie takie teksty właśnie rozwalają, że stać nas - odpowiadam wtedy, że to nie od grubości portfela ma się więcej dzieci, tylko chodzi o otwarte serce.

    my to już za wariatów to nawet we wspólnocie jesteśmy uważani....

    ale obcy ludzie to na zawał prawie schodzą

    ostatnio mężu oglądał salę na Paschę no i pyta się kierowniczki sali jak i gdzie będzie dzieci można położyć - ona na to - to dzieci też będą w nocy????? a Pan  ma dzieci???
    - tak troje -a siostra ze wspólnoty dopowiada- a czwarte lada moment się urodzi
    - Jezus Maria!!!!!! to Pan musi być bogaty
    - nie od początku roku pracy nie mam
    - Matko Kochana!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    rodzicom to się nam odechciewa wogóle mówić o kolejnych dzieciach, tak czasem od niechcenia im mówimy, tego co teściu mówi to się nawet nie da opisać :(
    nienormalni jesteśmy dla nich i tyle, nawet na chrzciny im się niechce przyjeżdżać.
    a na wakacjach od podróży poślubnej nie byliśmy.....i tak co roku marzymy, że nam się uda, teraz też mamy plany więc może się uda??



  • a pielęgniarki na badaniach ciążowych jak usłyszały że mam trójkę dzieci rok po roku to stwierdziły, że ja to się muszę na pewno przy nich umęczyć - odpowiadam wtedy że lepiej sobie radzę z trójką dzieci niż jak miałam jedno - mina bezcenna

    i wogóle jak ludzie pytają, że Pani to się umęczy przy dzieciach, odpowiadam, że ja się przy nich nie męczę, owszem, zmęczona bywam, ale zmęczenie to normalna sprawa, ale umęczona napewno się przy dzieciach nie czuję, nie jestem męczennicą ;) lubię być z moimi dziećmi i moje macierzyństwo sprawia mi radość.

    i jeszcze jak się pytają o te dzieci rok po roku to też odpowiadam, że my z mężem mamy za co dziękować Panu Bogu, bo wiele kobiet dzisiaj ma problemy z poczęciem, z donoszeniem dzieci, różne problemy zdrowotne, a my to tak hop siup i mamy tyle dzieci, i ja zdrowa, i dzieci zdrowe, że w zasadzie to powinniśmy krzyżem w Kościele leżeć i Bogu dziękować za te dary.
  • A jedna położna na poprodówce , jak urodziłam Marcinka : no proszę , piąte dziecko , a pani taka uśmiechnięta  ;)
  • A jedna położna na poprodówce , jak urodziłam Marcinka : no proszę , piąte dziecko , a pani taka uśmiechnięta  ;)

    :)) :)) :))
  • A jeden taksówkarz sprzedał mi taki tekst przy trzecim( ! ) dziecku - no co zrobić , Bóg dał , ksiądz ochrzcił , to i wychować trzeba ... 
  • To ja się pochwalę tekstem mojej ponad osiemdziesięcioletniej cioci na wieść o kolejnej ciąży:
    - no P. nie męcz tak już tej U.

    Co oznacza "męczyć" nie dopytywałem się.
    no i potwierdza się powszechna teoria, że dzieci biorą się z niewiedzy ...
  • Cart - to jest zawsze i moja odpowiedz, ze:

    Kobiety na wojnie rodzily dzieci, w kanałach , w obozach, w ukryciu... musialy sobie dac rade, to ja dzis w dobie papersow, mleka w proszku, butelek, smoczkow i ubranek z kazdej strony, autobusu mam nie dac sobie rady?

    To wstyd bedzie ;)

  • -A pani tak się nie boi, że się pogubią?
    Pyta zatroskana pani widząc jak idę z 7
    - nie, ich zadaniem jest pilnować mamy , i siebie, ja ich widzę
    -Wie pani, oni zawsze wracają! - ja ze śmiechem
    Pani w słup.
  • My na chwilę obecną mamy dwóch chłopaków- ponad 2 lata i ponad 1 rok. Ludzie często reagują dziwnym spojrzeniem jak mówię że to nie bliźniaki.

    A jak wracałam w sierpniu z wakacji z moją mamą i młodszym to zagaił pan w średnim wieku, podrywacz samolotowy. -No taka młoda i ładna pani i już dziecko ma!                                                                                                                              -Nawet dwoje proszę pana.

    Przeżył szok.

    Czasem jak widzę niektóre spojrzenia to czuję się jak nastolatka, która "wpadła".

    A najlepsze miny są jak oświadczam że to nie koniec :)

  • A jeszcze przypomniał mi się tekst-tylko nie mój, a bratowej męza. Gdy urodziła drugie dziecko- córkę, wcześniej syn.
    O to już macie parkę! Super!
    A bratowa na to że " To nie parka tylko brat z siostrą. Parzyć ich nie mamy zamiaru!" .
  • Ja mam tylko dwoje dzieci, trzecie pojawi się lada chwila.
    Między chłopcami jest dokładnie 2 lata różnicy.
    Kidy byłam w ciąży z młodszym i biegałam z 1,5 roczniakiem na spacery - już wtedy spotykałam się z dziwnymi spojrzeniami w parku. No bo przecież z takim brzuchem jak już się chodzi, to trzeba  by sobie kogoś do opieki nad młodszym załatwić, nie?
    A jak urodziłam młodszego i chodziłam z dwójką, to matki w piaskownicy nie mogły uwierzyć że ja niani nie mam. Bo u nas jest taka zasada, że jak masz jedno dziecko i jesteś w ciąży z drugim, to wypadałoby mieć nianie chociaż na kilka godzin dziennie.
    A jak już jest dwoje  to jeszcze małych, to konieczne jest mieć nianie na pełen etat (dodam, że wtedy na spacery z dziećmi chodzi i niania i mama-na wychowawczym)...
    O trzecim się w ogóle nie wspomina.

    No więc jak ja byłam (i jestem) dziwolągiem z dwójką, to ja sobie nie wyobrażam z czym wy się na ulicy spotykacie z większą liczbą dzieci,


  • Dźwigam siaty z ciężkimi zakupami spod tesco. Z przodu dynda w chuście me najmłodsze dziecię. Podchodzi usłużny pan i pyta czy pomóc. Się zgadzam i dźwiga mi siaty do przystanku no i rozmawiamy. Ale fajne dziecko itp itd... No tak gawędzimy czekając na autobus. I opowiadam młodzianowi że mąż za granicą a ja tu sama i do tego niezmotoryzowana więc stąd siaty i dzidzia w chuście. Na co on czy mąż się nie boi tak zostawiać młodą i ładną żonę samą, bo przecież dziecko to żaden problem dla niektórych. No tak, nie boi się mówię, zaufanie ma, ja też mam a dziecko czwarte...
    Mina bezcenna ;)
  • ja mimo, że mam dwoje też spotykam się z politowaniem, ale konkretnych sytuacji nie pamiętam
  • Siedzi w poczekalni do lekarza pani, pan i urocza grzeczniutka dwu i pół latka (na oko). Dziecko siedzi sobie cichutko na krześle, macha nóżkami, ogląda książeczkę - słowem aniołek.
    Wpadam tam z czwórką moich - bliźnięta miały kilka miesięcy więc oba w nosidłach z bliźniaczego głębokiego wózka - jedno w prawej, drugie w lewej ręce.
    Szanowni państwo- zonk.
    Moje starsze dziewczyny znajdują jakieś puzzle, które do siebie nie pasują, więc składają je jak się da i pękają ze śmiechu z tego co wychodzi.
    Po kilku minutach szanowna pani: "Jak pani sobie daje radę??? GDYBY MĄŻ ZE MNĄ NIE POSZEDŁ NIE BYŁABYM W STANIE ZAPANOWAĆ NAD TYM ŁOBUZEM!" mówi wskazując na swego aniołka, który siedzi machając nóżkami i z uśmiechem obserwuje moje dzieci.
    Mina którą musiałam zrobić z pewnością była godna uwiecznienia.
    Po brzydkiemu nazywają to WTF silnia.
  • Moja druga klasyczna już historia to jak szliśmy sobie z mężem i naszą czwórką w części spacerowej starego miasta, z drugiej strony zbliżają się dwie MWzWM i lustrując z góry na dół komentują: "ale Radio Maryja".
  • MWzWM ???????????????
  • :-)) =)) :))
  • Młode Wykształcone z Wielkich Miast
  • aaaaaaaaaaaaaaaa
    dzieki
    :\">
  • Z przyjemnoscia ;)
  • Mnie za to już kilka osób z kręgów młodych matek, pytało, czy jestem w neo... Moja znajoma, jak zobaczyła nasz samochod wykrzyknęła: "ale macie neowóz!". :))).

    A z tymi pojedynczymi "łobuziakami", to bardzo częste, nie mówiąc o wspólnych wyprawach do lekarza. Ostatnio byłam na bilansie dwulatka z P i chyba jako jedyna byłam tam sama... No, ale tak to już jest, że ojcowie wielodzietni muszą trochę wiecej pracować... Choć na usg każde ze mną mąż chodził.
  • MOja lekarka do pielegniarki:
    "Haha! Jak pani X przychodzi to caly stol zawalony kartami" 
    :))
  • A ja ostatnio usłyszałam od pani endokrynolog : Ja zawsze wspominam waszą rodzinę i taką drugą, która przyjeżdża z 4 dzieci (my jeździmy z 3). Wasze dzieci zawsze takie grzeczne, a jak przyjdzie jakaś pani z jednym dzieckiem , to wytrzymać z nim nie można :)
  • edytowano marzec 2012
    Moje musza siedziec w rządku na kanapce, i rączki na kolankach, bo jak sie rozlezą.. to jak w ulu  X_X
  • Moja ulubiona historia przydarzyla się Asi z Torunia. Szła sobie spacerowo z gromadką, napotkała panią, a ta kolejno odliczyła do czterech, a na widok sporego już brzuszka wykrzyknęła  , i to też pani?

  • edytowano marzec 2012

     Patrzenie przez pryzmat kasy jest więc powszechne.... Zreszta sama nie wiem, jakie by były nasze wybory, gdybyśmy nie mieli mieszkania i nie stać by nas było na to by zabrać dzieciaki choćby nad morze, czy w góry... Postawa pełnego zaufania nie jest częsta i dla mnie heroiczna


  • Oj powszechne, my ciągle słyszymy uzalanie sie ludzi nad nami a my choć żyjemy skromnie, nie wyjeżdzamy nigdzie bo nas nie stać, a nawet samochodu odpowiedniego nie mamy to nie czujemy sie nieszczęśliwi.....a do zaczepek sie przyzwyczailismy chyba choć to zawsze boli....
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.