Rodziny wielodzietne są dyskryminowane -- rozmowa z Joanną Krupską

edytowano marzec 2007 w Ogólna
Rodziny wielodzietne są dyskryminowane â?? rozmowa z Joanną Krupską, współzałożycielką Stowarzyszenia Dużych Rodzin

KAI: Z czym się kojarzy Pani, żonie i matce siedmiorga dzieci, pojęcie "polityka prorodzinna"?

Z czymś, co nie istnieje. Dziedzictwo PRL jest pod tym względem jednoznaczne â?? władza ludowa prowadziła politykę antyrodzinną. Ale po 1989 r., choć odpadł nacisk ideologiczny, nic się nie zmieniło â?? państwo nadal nie pomaga rodzinie. Politycy składali obietnice, których nie dotrzymywali, niezależnie od tego, czy reprezentowali prawicę, czy lewicę. W czasie ostatnich rządów SLD podjęto szereg decyzji sprzecznych z interesami rodziny â?? urlopy macierzyńskie zostały skrócone o osiem tygodni (na czym budżet zaoszczędzał około 600 mln złotych rocznie), zwiększono stawki VAT na towary dziecięce z 7 na 22 procent, zlikwidowano Fundusz Alimentacyjny. Przyjęto ustawę o świadczeniach rodzinnych, która umożliwiała rozliczanie samotnego rodzica wraz z dziećmi w taki sposób, że rozwody stały się opłacalne. Obliczyłam, że na tym, że nie rozwiodłam się z moim mężem, tracę rocznie 6,5 tys. złotych. Po uchwaleniu ustawy w ciągu 8 miesięcy o 203 proc. wzrosła ilość przeprowadzonych separacji, a o 23 proc. rozwodów. To absurd, że państwo pośrednio namawia obywateli do rozwodów, promuje związki koabitacyjne i powoduje, że zawieranie małżeństw jest nieopłacalne. Można wręcz mówić o dyskryminacji rodzin pełnych.

KAI: To scheda po poprzednich rządach. A co się dzieje za tej koalicji?

Mieliśmy â?? grupa zaprzyjaźnionych rodzin wielodzietnych â?? ogromną nadzieję, że nowy rząd odwróci niekorzystne trendy traktowania rodziny przez państwo. Program PiS zawiera przecież cały duży akapit na temat polityki prorodzinnej.
Pierwszym działaniem skierowanym do rodzin, po zmianie ekipy rządowej, było przyznanie "becikowego". Uznaliśmy je za pozytywne rozwiązanie i dobry sygnał. Obecnie proponowany pomysł, żeby becikowe miało charakter rzeczowy uważam za absurdalny i przenoszący nas w epokę PRLu. Bardzo istotny w tej decyzji był fakt, że becikowe otrzymują wszystkie matki, niezależnie od dochodów. Stwierdziliśmy, że obok istniejącej polityki socjalnej zaczynają tworzyć się mechanizmy polityki rodzinnej.
W Polsce często nie rozumie się tej podstawowej różnicy : polityka rodzinna i socjalna to są dwie różne rzeczy. Polityka socjalna jest pomocą najuboższym. Świadczenia socjalne są uzależnione od dochodu. Natomiast w ramach polityki rodzinnej państwo przyznaje świadczenia niezależnie od dochodów w celu wyrównania szans pomiędzy mającymi dzieci a bezdzietnymi, zapobiegając pauperyzacji na skutek posiadania potomstwa. W ten sposób częściowo zwraca wkład w wychowanie obywatela, wspiera rodziców, wychowujących dziecko, ponieważ jest ono dobrem wspólnym. W przyszłości, jako dorosły obywatel, będzie przyczyniać się do wzrostu gospodarczego, a także umożliwi funkcjonowanie systemu emerytalnego, utrzymując wszystkich Polaków na starość.
Istnieje paradoks, dotyczący matki, która wychowała kilkoro dzieci, a nie pracowała poza domem, więc nie ma emerytury: praca jej dorosłych dzieci będzie podstawą emerytur pań, które w ogóle nie rodziły, gdyż pracowały zawodowo, lub urodziły tylko jedno dziecko. Ona na starość pozostanie bez pieniędzy. W projekcie polityki rodzinnej proponuje się więc podział emerytury męża, co dla większości rodzin nic nie zmienia i w ogóle nie jest rozwiązaniem sprawiedliwym.
Obserwujemy życzliwie poczynania obecnej koalicji, ale nie ukrywamy pewnego rozczarowania â?? realizacja zapowiedzianego programu idzie bardzo powoli.

KAI: W drugim roku rządów min. ds. rodziny, Joanna Kluzik-Rostkowska przedstawiła program "Rząd w trosce o polskie rodziny". Jak go Pani ocenia?

Naszym zdaniem jest to propozycja, która odwraca wektor polityki z antyrodzinnej, ale wciąż nie czyni jej prorodzinną. Raczej zmierza do polityki neutralnej wobec rodzin.

KAI: Jak to rozumieć?

To znaczy, że proponowane zmiany są wciąż niewystarczające.
Bardzo istotną sprawą w tej polityce są podatki. To bardzo ważne, ile pieniędzy zostawi państwo w kieszeniach ludzi, wychowujących dzieci. W pierwszym akapicie, dotyczącym podatków, autorzy programu piszą o kwocie wolnej od podatku, uzależnionej od liczby osób w rodzinie w rozliczeniu PIT.. Takie rozwiązanie neutralizuje koszty podatku VAT, wielokrotnie wyższego w wypadku rodzin z dziećmi, zwłaszcza z dużą ilością dzieci. Ale w następnym akapicie proponuje się wprowadzenie ulgi podatkowej z tytułu posiadania dzieci . I nie wiadomo, o co tu chodzi â?? kwota wolna od podatku to zupełnie inny mechanizm niż ulga podatkowa czyli odpis od podatku. Nie wiemy ostatecznie, co oznacza ta sprzeczność, jaki jest pomysł twórców programu. Natomiast zaproponowana kwota ulgiâ?? 200 zł, którą rocznie można odpisać, oznacza miesięcznie 16 zł na dziecko â?? to tyle co bilet do kina. W 2017 roku ma to być odpis 500zł, co nawet nie pokryje zwrotu podatku VAT.
Mamy jednak nadzieję, że zapadnie decyzja o wprowadzeniu kwoty wolnej od podatku na każde dziecko. Jest to mechanizm korzystniejszy dla rodzin, zwłaszcza dla mających więcej dzieci, bo pozwala na zmianę progów podatkowych w rozliczeniach PIT. Poza tym zapobiega powstawaniu szarej strefy.
Proponowane zmiany podatkowe nie będą dotyczyły znaczącej części rodzin wielodzietnych, gdyż duży procent z nich w ogóle nie wypełnia PIT-u, a jedynie płaci podatek rolny. Zmiany podatkowe nie wniosą też nic dla rodzin o najniższych dochodach.
W związku z czym, mimo deklaracji państwa o chęci pomocy, duża część rodzin wielodzietnych w ogóle nie będzie beneficjentami tego programu. Karta Rodziny Dużej , choć pożyteczna, nie jest wystarczającym instrumentem pomocy.
Generalnie ten program jest skierowany bardziej na wzrost liczby narodzin, niż na poprawę jakości życia dzieci już urodzonych. Jest on bardziej rozbudowaną wersją becikowego, zachętą do urodzenia dziecka. â?? Urodźcie, a dalej radźcie sobie sami â?? mówi państwo obywatelom.
Nietrudno też zauważyć, że ten projekt jest realizacją europejskiego projektu "Kobieta â?? rodzina â?? praca", wyrównywania szans kobiet i mężczyzn na rynku pracy i stymuluje zatrudnienie kobiet. Jest w nim stwierdzenie, że najbliższe lata należy wykorzystać na mobilizację zasobów ludzkich tak, "aby rynek pracy mógł udźwignąć wezwania starzejącego się społeczeństwa". Trzeba więc namówić jak najwięcej kobiet, aby podejmowały pracę choćby poprzez rozbudowę żłobków i przedszkoli. Ciekawym pomysłem jest zachęta do tworzenia mikro-przedszkoli.. Jest też propozycja, aby pracodawca, który po urlopie macierzyńskim przyjmie kobietę do firmy, przez trzy lata był zwolniony od wpłat na fundusz pracy. Program natomiast pomija potrzeby kobiet, których wyborem jest towarzyszenie w rozwoju dzieciom w domu. Choć niewątpliwie pozytywną zmianą jest projekt wprowadzenia składek ZUS i składek emerytalnych dla kobiet przebywających na urlopie wychowawczym to powinien on także uwzględnić także te kobiety, które wychowują dzieci a nie są zatrudnione.
O ile w projekcie mówi się o finansowaniu opieki przedszkolnej (np. w Warszawie gmina dopłaca 1500 zł. na dziecko), to nie wspomina się o świadczeniu dla rodzica, który decyduje się na opiekę nad dzieckiem w domu. Jest to znów niesprawiedliwe wobec kobiet wychowujących dzieci w domu.
Ustawodawca koncentruje się na interesach rynku pracy, mniej na szeroko pojętym umacnianiu rodziny i konieczności wyrównania szans między posiadającymi i nie posiadającymi dzieci.

KAI: Może pozostanie kobiety w domu przez wiele lat projektodawcy uznają za całkowicie archaiczne?

Być może. W istocie program realizuje europejską kampanię, ale rozmija się z oczekiwaniami Polaków. Badania przeprowadzone przez Europejską Fundację Poprawy Warunków Życia i Pracy w Dublinie z roku 2004 wykazały, że o ile dla mieszkańców starych krajów unijnych najważniejsze są elastyczne przepisy, pomagające w godzeniu obowiązków rodzinnych i pracy, to w nowych państwach członkowskich, w tym w Polsce, obywatele chcą, aby władze zmieniły politykę podatkową, przyznawały zasiłki na dzieci, walczyły z bezrobociem i zmniejszały koszty edukacji. Pragną tego, co państwa rozwinięte już dawno u siebie załatwiły. U nas tego nie ma do dziś, a projekt, przygotowany przez min. Kluzik-Rostkowską chce niejako przeskoczyć etap, konieczny w rozwoju polityki rodzinnej. Gdyż obecna polityka, a raczej jej brak, skazuje rodziny na szybką pauperyzację. A wielodzietni to skrajnie uboga grupa obywateli.
My oczekujemy od państwa zahamowania pauperyzacji rodzin wielodzietnych i ubóstwa dzieci, które rośnie znacznie szybciej w Polsce. W innych krajach zapobiega się takiej degradacji prowadząc politykę rodzinną.
W tym dokumencie ujawnia się konformizm państwa polskiego, które nie uwzględnia własnych realiów i etapu rozwoju, na jakim się znajduje, a mechanicznie przenosi problemy bogatych społeczeństw na własny grunt. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło Rok Równych Szans i konkurs na projekty związane z polepszeniem sytuacji dyskryminowanych grup. Rodziny wielodzietne przygotowały swoje projekty, które zostały odrzucone, gdyż w Unii nie uznaje się ich za grupy dyskryminowane. Mają rację, bo żyją na normalnym poziomie. W Polsce najbardziej dyskryminowane są rodziny wielodzietne, a nie homoseksualiści. I Polski rząd powinien na forum europejskim stawiać ten właśnie problem.

KAI: Program rządowy jest więc propozycją połowiczną. Czy konsultacje projektu mogą coś w nim zmienić?

Mam nadzieję, choć przed powstaniem Projektu Ministerstwo nie konsultowało się z organizacjami pozarządowymi, zapowiedziało takie konsultacje po jego ogłoszeniu . Premier powiedział nawet, że jest gotów na dalej idące propozycje dotyczące polityki rodzinnej..

KAI: Jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni, że obywatele nie liczą na polityków, a biorą sprawy w swoje ręce. Czy dlatego powstało Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych?

Wszystko zaczęło się od dyskusji internetowaj, zainicjowanej półtora roku temu przez Teresę Kapelę, matkę pięciorga dzieci. Zdaliśmy sobie sprawę, że jest nas sporo i mamy podobne poglądy. Ponieważ to ważna sprawa, nawiązaliśmy kontakt z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej i 7 grudnia w zeszłym roku w Senacie zorganizowaliśmy sesję, "Rodzina wielodzietna bogactwem i nadzieją Polski". Wzięli w niej udział także goście z zagranicy, m.in. pan Raul Sanchez, przewodniczący Związku Dużych Rodzin Europejskich ELFAC , który grupuje 50 mln. obywateli europejskich. Polska nie należy do tego Związku, więc uznaliśmy, że dobrze byłoby się przyłączyć â?? 50 założycieli powołało Stowarzyszenie Dużych Rodzin Trzy Plus, teraz czekamy na rejestrację.
Chcemy, aby był to rodzaj związku zawodowego rodzin, który upomina się o ich prawa, konsultuje i komentuje decyzje władz, dotyczące polityki rodzinnej. Chcemy stworzyć lobbing i pracować nad pozytywnym obrazem rodziny, szczególnie wielodzietnej, w mediach.
Przygotowujemy kolejną konferencję, tym razem o tematyce ekonomicznej â?? "Czy polska gospodarka potrzebuje polityki prorodzinnej?" Mamy w projekcie zrobienie rodzinnego programu telewizyjnego.

KAI: Co zrobić żeby zmienić stereotyp rodzin wielodzietnych, które w świadomości społecznej funkcjonują jako rodziny alkoholików?

Kiedyś prof. Balcerowicz powiedział, że państwo nie będzie dopłacać do alkoholików â?? miał na myśli rodziny wielodzietne. W mediach ograniczanie liczby dzieci uznawane jest za odpowiedzialność i racjonalność. Dziecko jest przeszkodą w niczym niezakłóconej konsumpcji. Ale ta "kontrola urodzin" odzwierciedla rzeczywisty problem â?? rodzina z czwórką dzieci żyje na poziomie już nie minimum socjalnego, ale egzystencji. Wobec obojętności państwa ograniczenie liczby dzieci rzeczywiście jest posunięciem racjonalnym.
W mediach lansowany jest konsumpcyjny stosunek do życia i filozofia przyjemności, a postawę rodziców, którzy mają wiele dzieci nazywa się luzem â?? jest im wszystko jedno, więc rodzą. Pani Magdalena Środa mówi: rodzą jak królice. Pani Małgorzata Bunda twierdzi w "Polityce", że kobieta, która spędza dwa lata w domu degraduje się intelektualnie. Pozytywny jest tylko obraz kobiety, która "realizuje się zawodowo".

KAI: Jak ten trend odwrócić?

Poprzez oddziaływanie w mediach. I tu paradoks. W programie min. Kluzik-Rostkowskiej jest rozdział poświęcony obrazowi rodziny w mediach i kulturze masowej. Odnotowuje się, że rodziny z dużą ilością dzieci pokazuje się jako patologiczne, lub jako ciekawostkę. Nie ma natomiast przekazu o radosnym poświęceniu, które wiąże się z wychowaniem dzieci. To słuszna uwaga. Co jednak w nim zadziwia to stwierdzenie: "Bez kosztów". Dziwne. Gdyż na inne kampanie znajdują się pieniądze, także europejskie, i to niemałe. Pisać miło o rodzinie trzeba, ale bez kosztów. Mogę tylko na to powiedzieć: bez komentarza.

KAI: Jest Pani z wykształcenia psychologiem, który siedzi "przy dzieciach i garach". Nie chce się Pani realizować?

Ależ ja się realizuję! Kiedyś byłam na tyle zajęta studiami i swoimi pasjami, że nie przypuszczałam, że będę miała rodzinę i że Pan Bóg tak nas obdaruje dziećmi. Wychowując siódemkę dzieci odkrywałam, jak bardzo Dom jest miejscem twórczości. Przede wszystkim w dziedzinie relacji, więzi, wzajemnej obecności członków rodziny. A więc wymarzone miejsce dla psychologa. . Zawodowa praca psychologa zawęziłaby moje zainteresowania i umieściła w jednej koleinie. Bycie w domu umożliwia, by rozwój był wielostronny. Tutaj maluję z dziećmi, lepię z gliny, szyję kukiełki, organizuję teatrzyki domowe, czytam książki dla dzieci. Rozwijam się muzycznie, śpiewam kołysanki, gram na gitarze Jeśli praca w domu jest akceptowana i chciana, prowadzi do "samorealizacji kobiety". Obieranie ziemniaków i mycie naczyń wcale w tym nie przeszkadza.

Rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz

Joanna Krupska. Absolwentka KUL. Asystentka pedagogiki specjalnej. Żona, matka siedmiorga dzieci. Od 20 lat towarzyszy swoim dzieciom w domu.

Komentarz

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.