sposoby na odporność?

13

Komentarz

  • Mnie się jednak wydaje że dużo zależy od genów. No i nie ma mocnych, chyba każde dziecko musi swoje odchorować, bo każdy przecież musi kiedyś swój system odpornościowy zbudować, człowiek się z gotowym nie rodzi.
    Niemniej na pewno można stworzyć warunki sprzyjające. Moje dzieci niewiele chorują, szczególnie w ostatnich dwóch - trzech latach i nawet nasza pediatra zwróciła na to uwagę i kiedyś mi komplement rzuciła że to dzięki mnie, miło mi się zrobiło, ale stwierdziłam że coś w tym jest.

    U nas się sprawdza:

    dużo podwórka

    antybiotyki wyłącznie w uzasadnionych przypadkach (tutaj warto znaleźć mądrego lekarza, który potrafi rozróżnić infekcję wirusową od bakteryjnej i ocenić sytuację, czy naprawdę antybiotyk konieczny)

    sporo witaminy c w sezonie wirusowym (może i mit ale jakoś pomaga)  i tran

    jemy bardzo dużo czosnku (ale rozumiem że to jest kwestia upodobań smakowych) – do wszystkiego prawie dodajemy świeży, gdzie się da

    jemy dużo ciemnego ryżu (kasze są bardzo zdrowe ale u nas w domu tylko ja właściwie lubię :( choć czasem udaje się dzieciom gryczaną i jaglankę przepchnąć), makaronu z ciemnej mąki

    pieczywo żytnie na zakwasie – kiedyś regularnie sama piekłam, teraz znacznie rzadziej ale udało się znaleźć piekarnię gdzie takie sprzedają w rozsądnej cenie

    ograniczenie prawie do zera słodkiego nabiału, słodkich płatków – jedzą owsiankę

    Przetworzona biała mąka, pozbawione łusek kasze, ryż, i cukier (w słodkich jogurtach np.) to jest stworzenie super środowiska dla grzybów, a te kolonizując organizm eliminują „przyjazną” florę bakteryjną i odporność się znacznie obniża.

    I coś, co wg mnie ma kolosalne znaczenie, a w dzisiejszym świecie jest wypaczone i jestem przekonana że jest jedną z przyczyn „epidemii” alergii:
    brak sterylności środowiska – czyli po prostu umożliwienie dzieciom kontaktu z neutralnymi dla zdrowia drobnoustrojami, które kolonizując układ pokarmowy i oddechowy stymulują układ obronny oraz tworzą barierę dla drobnoustrojów chorobotwórczych. Wg mnie to jest ważne, żeby dzieciom pozwolić bawić się na podłodze, wkładać różne przedmioty do buzi – wiadomo, bez przesady, nie pozwolę lizać psiej miski czy klamki w przychodni, ale zauważam że ludzie przesadzają we własnych domach, przez higienę nie rozumie się zdrowych nawyków i czystości tylko sterylność. To samo ze sprzątaniem – nie używam praktycznie domestosów itp., w ogóle stosuję b. mało chemii, nie mówię że wcale, mam dwa ulubione środki z Lidla, które stosuję bo są skuteczne i niedrogie przy tym, ale nie jadę chemią codziennie i wszystkiego, często wystarczy przetarcie czystą mokrą szmatką, względnie z wodą z octem, do tego inwestuję w ścierki z mikrofibry (tańsze też są dobre) i one autentycznie są skuteczne, mam czysto bez psikania wszędzie chemią.

    Przy początkach infekcji moje patenty to:

    bańki (są do kupienia w aptece i w necie takie gumowe, tzw. chińskie) – re-we-la-cja! Bańki powodują mikrowylewy, które układ odpornościowy traktuje jako sygnał do zintensyfikowania działania; moje dzieciaki po jednym stawianiu baniek najczęściej kończą przeziębienie w max. dwa dni

    na katar super jest napar z majeranku (jest smaczny, można też lekko posłodzić) – obkurcza naczynka w nosie, starszemu dziecko można podać gorący żeby najpierw powdychało opary

    syrop z cebuli i czosnku (domowym sposobem, zasypuję cukrem/miodem) – działa bardzo skutecznie

  • Super, bardzo dziękuję! Może uda mi się przemycić trochę czosnku w diecie, problemem jest jednak ciągota do słodkiego - Danio, Danonki, jogurciki... Staram się ograniczać, ale różnie to bywa :/
  • O , ten brak sterylności , to też u nas występuje
    ;)
  • I u nas :) zwłaszcza teraz, na wsi. I też wywaliliśmy całą chemię domową. Sprzątamy octem i Jeleniem.
    Co do serków i jogurcików na słodko: uczulam, że wapń nie jest wchłaniany w obecności cukru, zatem nic absolutnie dobrego nie wynika z Danio czy Danonka truskawkowego. Moje tylko tracą od tego apetyt. Tylko naturalne jogurty, a najlepiej kefir i maślanka.

    Podobnie nie kupujemy żadnych soków, w upały - pijemy w proporcji "na dnie sok, reszta woda".
  •  Danio, Danonki, jogurciki... Staram się ograniczać, ale różnie to bywa :/
    I to błąd. Nie trzeba ograniczać tylko bezwzględnie wywalić. Podobnie jak słodycze. Dla zdrowia nie ma z tego żadnej korzyści. A jeszcze się fatalnie kształtuje preferencje smakowe.
  • Ja zawsze mówię, jak ktoś narzeka, że jego dziecko jada tylko Danonki, dżemy i nutellę - czy to dziecko zarabia i samo robi zakupy, że decyduje, co ma dostawać do jedzenia?
  • @Kinga - a moje jednak nie łapią tych bakterii ).
    no,ale na początku pierwszych dwoje na pewno łapało,teraz ich więcej i sie uodporniają w domu,
  • No i słusznie mi zmyłyście głowę... ja to nawet sama wiem. Chociaż nie byłam świadoma tego, że wapń się "na słodko" nie wchłania :/ Kłopot jest taki, ze jogurt naturalny czy serek wiejski jest "ble". Ale z drugiej strony, jak nie będzie miała wyboru i zgłodnieje, to może zje i to?
  • Za miętka jestem :)
  • Twardymi bądźcie  :-SS
  • No właśnie :) Wczoraj było ostatnie Danio, dzisiaj kupiłam jogurty naturalne i serki wiejskie (żeby nie było - będzie miała wybór :) ). A jutro zupa rybna na obiad :) Tylko jaglanki nie dostałam, trzeba będzie do Bomi jechać...
  • To ja się jeszcze podzielę radością - pierwszy jogurt naturalny wylądował w koszu po protestach, pluciu i głośnym "nie". Po kilku dniach przerwy moja mała złośnica sama upomniała się o jogurt i własnie go wsuwa, powtarzając co chwilę, że lubi "smak naturalny" :) Jupi! Jest światełko w tunelu! :)
    Podziękowali 1Rejczel
  • edytowano czerwiec 2012
    Jestem wdzieczna za kampanie przedszkolną "mamo tato, wolę wodę"... Dzieci same sie o wodę proszą, wczesniej nosami kręciły bo żeśmy ich dziadostwa ponauczali..
  • A ja mam pytanie z innej beczki, ale na temat odporności. Jak matka karmiąca po porodzie może podnieść swoją odporność? Usłyszałam, że można troche przerobionej pigwy wrzucać do herbaty. Macie jakieś sposoby? bo muszę sobie trochę pomóc...
  • edytowano październik 2012
    Ja tam wiem, ze wszystko można jeść. I kapustę kiszona też.
    Wszystko, byle z umiarem.
    Z pierwszą dwójką to moja dieta książkowa była, więc dzieci miały kolki i reakcje na to co zjadłam. Przy pozostałych wyluzowałam - i w końcu dzieci były spokojne. :-)
  • na odporność:

    - rooibos!
    - oeparol

    i... odstawienie cytrusów. Nie wiem, może to zbieg okoliczności, ale odkąd nie jem pomarańczy i jej kuzynek (nawet cytryny) nic mnie nie łapie! A jestem dość chorowitym typem...
  • a tak jeśli chodzi o
    na odporność:

    - rooibos!
    - oeparol

    co to jest?
  • Cytrusy, wg. Stefanii Korżawskiej wychładzają organizm.
  • Rooibos to "herbata" z czerwonokrzewu

    a Oeparol to olej z wiesiołka w tabletkach
  • Cats Clow

    czyli koci pazur. Najlepiej stężony.
    @Celinka jest to jedno z ziół wspomagających przy boleriozie , ale i tak poprawia ogólną odporność.
    Tyle ze dla dorosłych
  • O super! Dziękuje bardzo. A tą herbatkę to można kupić w aptece? Bo nie podejrzewam sklepów, żeby miały takie coś na stanie.
  • edytowano październik 2012
    Cats clow  można kupić zakapsułkowany.  aptekach bywa poniektórych, zielarniach

    Ja kupuję tutaj taki. tyle ze my inne zioła też tam zamawiamy
    http://www.iherb.com/Now-Foods-Cat-s-Claw-Extract-120-Vcaps/452
  • Moja córka ,swego czasu typ mocno chorowity, przez cały sezon grypowy pije tran i bierze 3 tabletki rutinoscorbinu i od 2 lat nie choruje. Trzeba też pilnować spacerów czy w ogóle przebywania na dworze.
  • tran  potwierdzam ze działa 
    ale  rutinoscorbinu  to wątpię  bo organizm to za bardzo    nie chce tej sztucznej witaminy c

  • Herbatę rooibos można kupić prawie w każdym sklepie spozywczm, zawiera sporo witamin i minerałów.
  • Na dalekiej i mroźnej Północy, gdzie zima trwa nieomal pół roku i to bez przerw na znaczniejsze ocieplenie i topnienie śniegu, tubylcy mają swoje sposoby na wyćwiczenie odporności, która w tutejszych warunkach jest im bardzo potrzebna. :)
    Mam okazję obserwować zwyczaje tubylców.

    Zacznę od popularnego norweskiego przysłowia, które brzmi: "Nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwe ubrania!"

    Hartowanie dzieci to tutaj podstawa. Nie ma takiej możliwości, żeby dzieci przesiadywały przez cały dzień w domu, w szkole i na świetlicy czy w przedszkolu.
    Codziennie są na dworze, bez względu na pogodę. Wyjątkiem mogą być tylko temperatury poniżej -10 stopni w przypadku małych dzieci. Starsze dzieciaki, w wieku szkolnym nawet przy -10 i poniżej - heja na dwór!

     Jesienią, kiedy to nastaje ciemna pora roku i zmrok zapada wcześnie, nieraz widziałam jak chłopaki grają w piłkę z trenerem nawet podczas deszczu i gdy jest całkiem ciemno. Tak! Ciemno, chłodno, deszcz pada - a oni ganiają za piłką, trening musi się odbyć i już.

    Tutaj nie przegrzewa się dzieci. Bawiąc się na śniegu mają raczej zmarznąć niż się zgrzać.
    Nie wkłada się im wielu warstw, sweterków na sweterki, tylko używają takiej odzieży z cienkiej wełenki (bardzo dobra jakość, utrzymuje ciepło a nie moknie od potu jak bawełna), na to puchaty kombinezon - i na dwór, na śnieg i mróz!

    Norweskie dzieci bardzo często jedzą śnieg. Zajadają się nim. Fakt, że śnieg jest tu bielusieńki. Leży sobie niemal pół roku i cały czas ta sama biel. :)

    (Zresztą - co tam śnieg! I to jeszcze biały, czysty! Wiele razy widziałam jak dzieciaki piją wodę z kałuży! I nikt się tym specjalnie nie przejmował - ot zwrócili uwagę, podziałało tylko na moment, a potem znowu taki mały, brunatny drink ... i wyraz błogości na małych buziaczkach. :))
    W przedszkolach małe dzieci notorycznie wcinają piasek, przy czym tutejszy piasek to nie taki jak nasz- drobny, złociutki;  tylko to raczej taki szary, drobno zmielony żwir.)

    Norwegowie jedzą w zimie lody. Nieraz nawet na ulicy. Widziałam nastolatków pałaszujących lody w waflu i brnących przez zaspy śniegu. :))

    Latem i jesienią dzieci praktykują tutaj bieganie boso po skałach.
    Przy czym lato jest tutaj  takie ... hmmm ... jakby to powiedzieć .... no północne po prostu! Słyszałam nawet takie powiedzenie, że w Norwegii są dwie zimy: pół roku biała zima i pół roku zielona zima. Ale to trochę żart, bo upały też się tutaj zdarzają i to takie "hiszpańskie", niestety na ogół nie trwają zbyt długo i bywa, że np. przez cały lipiec jest zimno i pada. Zresztą aura zależy także od danego miejsca, regionu.

    Piją tran przez całą zimę (czyli ciemną porę roku), by dostarczyć witaminy D.

    Lekarze na ogół unikają zapisywania antybiotyków. Na wszelkie infekcje zalecają popularny tu "paracet" i wygrzanie się w łóżku, ewentualnie jakiś soczek z malin też na rozgrzanie. Organizm ma sam dźwignąć się z choroby.

    Z tego co tu widziałam oraz czytałam i słyszałam dzieci mają na ogół znakomitą odporność a całe społeczeństwo (w ujęciu statystycznym) cieszy się dobrym zdrowiem. No i dożywają późnej starości.

  • edytowano marzec 2013
    Tez zauwazylam taką prawidłowosc.. ze najstarszy, odkąd go nie umiem upilnowac z ubieraniem jakby sie zdrowszy zrobil.... ;)

    My teraz sie leczymy zółtkami na miękko :D
  • Nie wiem czy ktoś już pisał o ribomunylu? Szczepionka dedykowana dla dzieci, wypróbowałem na sobie i przestałem na 2 lata chorować. Wcześniej 4-5 antybiotyków co jesień/zimę. Polecam z autopsji.
  • edytowano marzec 2013
    Ja w tym sezonie (wrzesień - do dzisiaj) zastosowałam:
    - bose bieganie po mieszkaniu
    - lekkie ubieranie na spacery (wyznacznikiem jest szok przechodniów. Jeśli są w szoku i zwracają uwagę to znaczy, że dzieci ubrane prawidłowo)
    - codzienne spacery (nie mam innej możliwości)
    - częste wietrzenie mieszkania zwłaszcza, gdy już ktoś ma katar
    - cebula w każdym posiłku, czosnek niemal w każdym, jaglanka raz w tygodniu
    - przy infekcji - syrop z cebuli/buraka i ze świerku (broń Boże cokolwiek z apteki! doszłam do dziwnego i przewrotnego wniosku, że jak im dam coś z apteki, to po chwilowej poprawie będzie coraz gorzej, żebym tych syropków kupowała coraz więcej), herbata z lipy, maliny, czosnek z mlekiem i czosnek do wszystkiego
    efekt - dzieciaki zdrowiutkie. Żadnego przeziębienia. 
    Jeszcze tylko przetrwać przedwiośnie....

    EDIT: Acha, i na basen, kiedy tylko się nam chciało (albo i nie chciało, ale był czas)
  • Z własnego doświadczenia - moja odporność spadła dramatycznie, gdy z chłodnego domu przeprowadziliśmy się do wyjątkowo ciepłego mieszkania (teraz mam w pokoju 27 stopni). Odpadło mnóstwo hartujących organizm rzeczy, takich jak mycie się w zimnej wodzie czy spanie w temperaturze 16 stopni. Efekt? Przeziębienia średnio raz w miesiącu, mnóstwo infekcji, poważniejsze choroby i rozwój alergii.
    I potwierdzam, cytrusy działają na mnie źle. Aż dziwne, że wszyscy tak je polecają przy słabej odporności. 
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.