sposoby na odporność?

124»

Komentarz

  • (...)
    - przy infekcji - syrop z cebuli/buraka i ze świerku (broń Boże cokolwiek z apteki! doszłam do dziwnego i przewrotnego wniosku, że jak im dam coś z apteki, to po chwilowej poprawie będzie coraz gorzej, żebym tych syropków kupowała coraz więcej), herbata z lipy, maliny, czosnek z mlekiem i czosnek do wszystkiego
    efekt - dzieciaki zdrowiutkie. Żadnego przeziębienia. 
    (...)
    A mogłabyś napisać jak się robi syrop z buraka i syrop ze świerku? :) Z cebuli umiem robić. I dlaczego z buraka?
  • Dla mnie ten sezon jakiś słabszy. Dzieci smarczą czasem i tyle, antybiotyku jak nie widzieli, tak nie widzą. Takich lekko osmarkanych wypuszczam na dwór, ale nie posyłam na zajęcia (judo/balety itp.). Ubrani chodzą zawsze "za lekko", śpią w zimnym dość pokoju. Ogłoem tej zimy zaliczyli może po trzy lekkie katarki.
    Ale mnie rozkłada co chwilę! Tydzień pochodzę w lepszej kondycji i pyk - znowu katar "betonujący", zawroty głowy, osłabienie i zdechlawość. Przypisuję to ciąży i osłabionej w związku z tym odporności. Odżywiamy się jak zwykle, czyli umiarkowanie dobrze, ja sobie dokładam dodatkowe porcje warzyw. Ubieram się też jak zwykle, czyli nie bardzo ciepło. Nie wiem, o co kaman.

  • syrop z buraka robi mąż - wydrąża buraka, do środka sypie cukier, odstawia w ciepłe miejsce.
    Jest dobry przy anemiach. Ale działa na przeziębienia, No i słyszałam, że ciągłe picie syropu z cebuli obciąża wątrobę, dzieciom to niestraszne, ale warto dawać zamiennik.
    Syrop ze świerku dostałam od babci. Zbiera się wiosną (maj?) zielone końcówki ze świerków, zasypuje cukrem? nie wiem, co dalej. U nas działał cudownie na kaszel!!! 
  • akajka, bardzo dziękuję za przepis. :)

    Zaraz zrobię ten syrop buraczany dla synka, bo jest bledziuchny po zimie.

    A po pędy świerków wybiorę się do lasu, jak już się pojawią. Akurat mieszkam tuż przy lesie sosnowo-świerkowym.
  • `maj to juz po ptakach przynajmniej u mnie 
    a faktycznie jest skuteczny na kaszel 
    pędy juz widac  ale nie wszedzie   byłem  jeszcze w tamtym tygodnu w lesie 

  • W "moim lesie" jeszcze nie widać pędów, u nas na razie zima na całego, śniegi leżą i dzisiaj był mróz. Tutaj później przychodzi wiosna.

  • @akajka - podziwiam Twoje metody, w jakim wieku masz dzieci.
    Jak Cię czytałam pomyślałam, że ja moich non stop gonię o kapcie a Twoje boso biegają, my też dużo wietrzymy, raczej chłodnawo trzymamy. ale jak pomyślę, że miałyby boso biegać to mnie zmarźlucha dreszcze zaczynają brać;-)
    Może nie przegrzewam ale ubieram raczej ciepło.
    Muszę przemyśleć moje metody....
    :-?
  • No kapci moi też nie noszą. Kto chce, wkłada skarpety. Kto nie chce, popyla boso - po podwórku też.
  • @Aneczka08, mój mąż też każe im zakładać chociaż skarpetki. Ale dzieci mają troszkę inną termoregulację. 
    Moje dzieci mają 5 lat i 2,5 roku. 
    Może u nas jest cieplej, niż u Ciebie ;)
    U nas nie ma zimnych podłóg, bo mieszkamy w bloku, pod nami jest mieszkanie.
  • Moje też nie noszą kapci. Ale gonię ich chociaż po skarpety. Nie mamy ogrzewania podłogowego, ani mieszkania pod nami. Jedynie pod nami nieogrzewana piwnica, a od paneli nieźle ciągnie. To w zimie. A w lecie sama chodzę boso - na dworze też.
  • Po śniegu nie, przynajmniej dotychczas na to nie wpadli. Ale wczesną wiosną już tak, siedzą w piaskownicy boso. A buty stoją obok.
  • u nas mieszkanie pod nami ogólnie zimno nie jest (no mi najbardziej bo ja zmarzluch jestem) ale w przedpokoju gres jest dość zimny
  • IdaIda
    edytowano marzec 2013
    Dla mnie ten sezon jakiś słabszy. Dzieci smarczą czasem i tyle, antybiotyku jak nie widzieli, tak nie widzą. Takich lekko osmarkanych wypuszczam na dwór, ale nie posyłam na zajęcia (judo/balety itp.). Ubrani chodzą zawsze "za lekko", śpią w zimnym dość pokoju. Ogłoem tej zimy zaliczyli może po trzy lekkie katarki.
    Ale mnie rozkłada co chwilę! Tydzień pochodzę w lepszej kondycji i pyk - znowu katar "betonujący", zawroty głowy, osłabienie i zdechlawość. Przypisuję to ciąży i osłabionej w związku z tym odporności. Odżywiamy się jak zwykle, czyli umiarkowanie dobrze, ja sobie dokładam dodatkowe porcje warzyw. Ubieram się też jak zwykle, czyli nie bardzo ciepło. Nie wiem, o co kaman.

    Istnieje teoria mówiąca o tym, że wszelkie choroby infekcyjne powodują oczyszczanie organizmu z rozmaitych toksyn oraz starych, słabych czy też martwych komórek.

    Zgodnie z nią choroby infekcyjne (np. przeziębienie, grypa, angina) mają dobroczynny wpływ na nasz organizm. Pod jednym warunkiem: że ich nie będziemy blokowali leczeniem i po prostu je odchorujemy.

    Bardzo ważne jest przy tym, żeby odchorowywanie poważniejszych infekcji odbywało się w łóżku, w cieple i odpoczywając (najlepiej dużo spać - sen to najlepsze lekarstwo na tego rodzaju choroby).
    Nie można np. zlekceważyć grypy! Bo grozi to komplikacjami, nieraz bardzo niebezpiecznymi. Trzeba koniecznie grypę wyleżeć , "wyspać" i można niczym nie leczyć (nawet domowymi sposobami) - sama tego doświadczyłam.
    Mniej poważne infekcje (np. katar, lekki ból gardła) nie muszą być odleżane w łóżku.
    W przypadku samego tylko kataru nawet wskazane jest wychodzenie na dwór.

    Jaka są korzyści z tej metody?

    Teoria, którą wspomniałam uczy, że drobnoustroje atakujące nasz organizm (bakterie, wirusy) przynoszą nam podwójną korzyść.
    Pierwsza to taka, że żywiąc się naszymi starymi i zdefektowanymi komórkami, przy okazji przerabiają je na ropę, którą następnie nasz organizm usuwa (np. w postaci kataru czy flegmy) i w ten sposób "sprzątają" nasz organizm jednocześnie odtruwając go.
    Organizm struty, pełen toksyn, organizm, któremu nie pozwolono przechorować popularnych infekcji, tylko leczono je w kółko za pomocą farmaceutyków, np. o zgrozo antybiotyków - nie miał okazji rozwinąć infekcji i .... tworzy nowotwory, po to by upchnąć w jakiejś torbieli te toksyny i niepotrzebne komórki.
    Nie odchorowawszy zwykłych infekcji narażamy się zatem na dużo poważniejsze choroby, które wynikają z tzw. toksemii organizmu.

    Dlatego podobno nie powinno się blokować tego procesu oczyszczania.  Leczenie, gaszenie ognisk infekcji - nawet  tymi "ludowymi sposobami" - jest po prostu zbyteczne. 

    Druga korzyść to taka, że jeśli odchorujemy dzielnie takie infekcje (zamiast je leczyć,  a już absolutnie nie antybiotykami!) to nabywamy odporności, "wysprzątany" organizm staje się silniejszy i w efekcie zaczynamy coraz rzadziej chorować i coraz lżej przechodzimy choróbska.

    Nie wiem, czy ta teoria ma podstawy naukowe, nie wiem czy jest prawdziwa ale wiem, że stosując powyższe zasady w naszej rodzinie mamy coraz lepszą odporność a nie coraz gorszą.

     Przy czym, w razie poważniejszych chorób (grypa, silne zapalenie gardła, bardzo obolały organizm, itp.) zawsze jedziemy do lekarza po diagnozę, bo nie nam oceniać czy to grypa, angina czy może np. zapalenie płuc (bo tu już potrzebny jest antybiotyk).


  • ja ostatnio "odkryłam" olejek pichtowy dobrze działający m.in. na infekcje dróg oddechowych i poprawę  odporności,nie mogę jeszcze powiedzieć czy rzeczywiście działa, bo stosujemy go zaledwie kilka dni, ale katar u mojego prawie 4-latka po dwóch dniach podawania olejku wyraźnie przystopował. Na pewno bardzo dobrze działa na cerę, szczególnie trądzikową. Mam zamiar sprawdzić czy pomaga przy zapaleniu stawów (piszą że tak), bo niestety mój najstarszy syn ma ten problem, a jak na razie zapisane przez lekarza tabletki nie dają rezultatu, a tylko rozwalają żołądek :-(

    http://mamzdrowie.pl/olejek-pichtowy-wlasciwosci-i-zastosowanie/

    http://luskiewnik.strefa.pl/acne/pichta.htm

  • Umnie w domu też kapci w zasadzie nie używamy (jest wyjątek ale o tym za chwilę),podłogę grzaną mamy tylko w łazience a reszta bez żadnego ocieplacza, nawet piwnicy. Chodzimy w skarpetkach, boso tylko rano po wstaniu i latem w upały, w domu termostat jest ustawiony na 20 stopni a od 22 do 6 na 17. W zasadzie prawie nie chorujemy. Inna sprawa, że zasadniczo lekki katar czy niewielkie pokasływanie to dla mnie nie choroba i nie reaguję na to (no czasem w takm stanie nacieram przed spaniem delikwenta maścią rozgrzewającą). Katarki zaczynają się zwykle po pobycie u babci gdzie właśnie dla odmiany jest dosyć gorąco i muszą być kapcie na stopach.

    Właśnie wizyta babci jest tym wyjątkiem kiedy prawie wszyscy wkładają karnie kapcie i potulnie przez te parę godzin ich pilnują  (łącznie z moim małżonkiem, mi odpuściła po stwierdzeniu -niezbyt grzecznym przyznaję-  tuż po przeprowadzce do tego domu, że jak już muszę buty to włożę szpilki dla jej spokojności i wówczas porysuję sobie  parkiet- puściła focha ale nigdy do mnie w sprawie kapci już uwagi nie dała żadnej). Po prostu babcia jest w te klocki strasznie upierdliwa i ciągnie godzinami taką tyradę, że działa na zasadzie upartej wdowy, na" babcia idzie" dla świętego spokoju wszyscy do garderoby lecą.

    :\"> :\">
  • Nas jakiś czas temu nawiedził ksiądz z Ukrainy i opowiadał nam jak swoją mamę z przeziębienia wielkiego wyleczył gorczycą. Moczyła nogi w gorczycy 15 minut, a potem do łóżka. ( 2 kopiaste łyżki zalane 3l wrzącej wody). Zaczęłam to stosować u naszych, tylko szklankę gorczycy parzę i wlewam do wanny, by uniknąć potopu, i muszę przyznać że działa.
  • Mi też , bez tego urządzenia , cokolwiek to jest
    ;)
  • Norwegowie jedzą w zimie lody. Nieraz nawet na ulicy. Widziałam
    nastolatków pałaszujących lody w waflu i brnących przez zaspy śniegu.


    Nie tylko Norwegowie, lody zimą najlepiej smakują. W upały - cieknące, lepkie, błeeee :(


    Jeśli chodzi o rutinoscorbin - wiecie, on rzeczywiście działa! Moja znajoma, spec w temacie, mówi, że naprawdę poprawia odporność...

























    ...psów i kotów :D
  • Mi też , bez tego urządzenia , cokolwiek to jest
    ;)
    Bm
  • a już chciałam leciec do apteki
    :D
  • edytowano marzec 2013

     

    Ja od kilku lat stosuję takie urządzenie, co się nazywa zapper H. Clark, najprostsza wersja i udało mi się praktycznie wyeliminować antybiotyki.

    Wszelkie urządzenia działające na zasadzie biorezonansu, są dla mnie nie do przyjęcia z punktu widzenia wiary.
  • To kiepski wynik ,jak i tak raz do roku antybiotyk
    ;)
  • Norwegowie jedzą w zimie lody. Nieraz nawet na ulicy. Widziałam
    nastolatków pałaszujących lody w waflu i brnących przez zaspy śniegu.


    Nie tylko Norwegowie, lody zimą najlepiej smakują. W upały - cieknące, lepkie, błeeee :(

     Od dobrych paru lat powtarzam to mojej rodzinie. Efekt zerowy. Dalej uważają, że to jakieś herezje, a zjedzenie loda zimą = śmierć na miejscu. Ech.


  • edytowano 13 luty
    UP, z zalecenia lekarza przyjmujemy Dicoflor (ed. lekarz zalecił po prostu probiotyk), niedługo kończy się opakowanie.
    Czy możecie polecić inne sprawdzone specyfiki tego rodzaju? Podobno warto zmieniać co jakiś czas.
    Lub zalecenia dietetyczne, nawet oczywistości typu kiszonki, mało jemy, nie wiem skąd to brać, bo sama nie ukisiłam.
  • Multilac ma dużo więcej bakterii niż dicoflor, najwięcej ma vivomixx ale jest drogi. My na Kubie wypróbowujemy entitis - paciorkowce na górne drogi oddechowe i ucho. Zobaczymy, mam średnią wiarę w to, ale coś z jego uchem muszę robić.
    Podziękowali 1maliwiju
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.