Koty u wielodzietnych

2456728

Komentarz

  • Nie każdy kot dachowiec nadaje się do oswojenia i o tym trzeba pamietać.
    Niestety-znam wiele przypadków, w których jakiś "Koci anioł" pragnął uszczęśliwiać dzikie koty i dać im dom.
    To się bardzo rzadko kończy happy endem.
    Wyłapywanie dzikusów w celu kastracji/sterylizacji i potem ich wypuszczenie-jak najbardziej ok, dokarmianie ewentualne takoż, ale oswajanie i udomowianie-absolutnie nie.
    Co innego, jak kociątka osierocone czy ktoś wyrzucił z domu udomowionego, oswojonego kota-wtedy jak najbardziej należy, jeśli taka wola-pomóc biedakowi.
    Co do zapadalności na choroby nerek to nie do końca tak, jak pisze @Maciek, ze "często".
    Oczywiście ryzyko jest wieksze niż w przypadku kotów 'pełnojajecznych i pełnojajnikowych", ale wystarczy zadbać o to, by kota nie zatuczyć, zapewnić mu trochę ruchu i rozrywki. Wystarczy zwykła karma bytowa, oczywiście ta znacznie lepsza niz Whiskasy, Frieskiesy i inne g***a marketowe

    Godnym rozważenie jest też profilaktyka-czyli wykonywanie badań krwi i moczu ok.co 1- 1.5 roku
    U kotów niestety, jak pojawiają się jakiekolwiek objawy chorobowe to znaczy, że choroba jest bardzo rozwinięta.

    W przypadku kotów rasowych oczywiście dużo łatwiej jest przewidzieć ich temperament, charakter itp., choć i tu bywają niespodzianki.
    W przypadku dachowców nigdy nie wiadomo, co z nich wyrośnie, choć ta różnorodność i nieprzewidywalność jest czasami fascynująca. Bywają jednostki wybitne, inteligentne i kompletnie nieprzewidywalne, bywają całkowite odludki i introwertycy.

    Dodam tylko, że już 4-6 tyg kocię potrafi korzystać z kuwety, wie, do czego służy drapak i miseczka. To zupełnie inaczej, niż ze szczenięciem
  • @koctel-sikanie u kotów, jeśli jego podłożem nie jest problem zdrowotny to oczywiscie kwestia psychiki
    pojawiające się dziecko naruszyło bezpieczeństwo kota a zapach jego moczu ma własciwosci dla niego "uspokajające"-kot zna ten zapach i to daje mu pewnosć siebie
    moze to także oznaczać, ze znaczy (znakuje) teren tak, by nowy "kot" w domu (czyli dziecko w tym wypadku) wiedziało, kto był tu pierwszy i kto tu jest dominant (ważniejszy)
    zazwyczaj proble mija, gdy dziecko podrasta, jego obecnosć zaczyna się kotu kojarzyć z czymś miłym (np. karmienie kota z dzieckiem na ręku, nagradzanie kota przysmakami w momencie, kiedy znajduje się blisko dziecka i zachowuje się wobec niego odpowiednio
    można też spróbować "nasączyć" zapachem dziecka jakąś rzecz kota-kocyk, zabawkę itp. i oddając ją kotu nagrodzić smakołykiem
    i przede wszystkim NIE IZOLOWAĆ kota od dziecka!!!
  • Co do odrobaczania,to obok szczepień główne koszty utrzymania kota.
    Jedzenie też kosztuje,ale nie warto kota przekarmiać-nie będzie łowny wtedy ;) i będzie chorował.

    asia, ja od wielu wielu lat mam kontakt z kotami, w tym także w ciążach.
    Przeciwciał toksoplazmozy nie mam.Chyba nie chorowałam
  • Nasz kot zazwyczaj nie sika, ale kiedy tak się dzieje bezcenne są kadzidełka, palę w pomieszczeniach gdzie nieprzyjemnie pachnie, u mnie najbardziej skuteczne jest kadzidełko drzewo sandałowe.
    Oczywiście nie zastąpi to mycia podłóg, prania zasłon,mycia narożników ścian i drzwi. Takie uroki kota.
  • kociara wie co mówi....a ja potwierdzam....
    Nie izolowałam dzieci od kotów, jak się np urodziła Julia i wróciła do domu....wszyscy się z nią witali, a koty mogły obwąchać...nasze maluchy były od razu uczone, że kot to nie zabawka, nie wolno go gonić, ciągnąć za ogon, do pewnego momentu nie pozwalałam głaskać małymi łapkami bez wyczucia, tylko trzymałam dziecku rączki z tyłu tak, by mogło się do kota tulić policzkiem...Antek ma 4 lata i nadal odruch przytulania kota policzkiem...Nasze koty same unikają najmłodszych domowników, nie wchodzą im w drogę...folgują sobie dopiero z dziećmi tak powyżej 5-6 lat....Wyjątkiem była nasza Zyzia, która od urodzenia Julii spała z nią w wózku, w łóżeczku, wskakiwała jej do wysokiego fotelika, bawiła obok niej na kocyku i wykazywała się dużą cierpliwością ...Sisiunia i Libby omijały Julkę łukiem :-)...

    My prowokowaliśmy ich spotkania...np jedna ze starszych córek trzymała i kontrolowała kota a ja obok miałam na rękach Julię i pozwalałam jej głaskać, dotykać, tulić

    Ale takiej przyjaźni jak Julka i Zyzia jeszcze wśród relacji małe dziecko - kot - nie widziałam !
  • u nas ten lękliwy kot dopiero od niedawna nie ucieka przed straszą córką - 4,5 letnią..no ale ta podrosla to kolejna mała;)
    nie izolowałam, ona sama się izolowała, do dziecka podchodzi tylko jak ono śpi i wtedy je obwąchuje

    co do kuwety, jak chciałam by była zamknięta, to po nałożeniu budy, parę godzin póżniej była kupa na naszym łóżku..

    a czy można tą lękliwość jakoś oswoić, ją uspokoić, bo np. wystarczy ruszyć nogą a kotka już w stanie napięcia jest..dodam, że jako okoolo dwumiesieczny kociak była przez kogos z ulicy przyniesiona, zajęła się nią znajmoma u ktorej wystąpiły po paru dniach objawy alergii i wtedy my ją przyjęliśmy i była drugim kotem u nas  w domu. Potem dzieci się zaczęły pojawiać
  • @Bea to Ty ze zdrowymi kotami się zadawałaś  ;)
  • edytowano kwiecień 2013
    @Marcelina
    W kwestii roznoszenia żwirku...
    miałam kiedyś kota i moja mama nie mogła znieść tego żwirku roznoszonego, więc spróbowaliśmy innego rozwiązania: były dwie kuwety włożone jedna w drugą, ta na wierzchu miała dziurki (tata zrobił wiertarką)
    Jak kot siusiał, to spływało do tej dolnej, więc nie miał mokrych łap.
    Żeby miał w czym pogrzebać rzucaliśmy mu 2-3 kawałki papieru toaletowego.
    To było bardzo wygodne i tanie, łatwo się też sprzątało - pod kran żeby wypłukać i siup do toalety.
    Naszemu kotu to odpowiadało - polecam.
  • kociara, <To się bardzo rzadko kończy happy endem.>
    U mnie się póki co skończyło happy endem. W listopadzie wzięłam do domu kota ogrodowego (ok. 2,5 rocznego), którego dokarmiam od urodzenia. Półdługowłosy, ale włosięta jak jedwab, a brzuch prawie golutki. Kocia mama, zwykły czarno-biały dachowiec, ale koci ojciec najwyraźniej pers jakiś.
    Kot był dzikusek, do kastracji został złapany  za pomocą żywołapki.
     Weterynarka orzekła, że taki kot nie nadaje się do zimowania o ogrodzie. Wzięłam go więc do domu.Okazało się, że to okaz porządku i delikatności.
    Domowemu kotu schodził z drogi i się do niego nie zbliżał. Wielokrotnie byłam świadkiem, jak domowy kot (15-letni), puka łapką rozpłaszczonego na ziemi Puchatka, który z pokora to znosi i nie reaguje. Tylko mnie się nie boi i przy każdorazowym zapadnięciu w fotel mam z boku przytulonego, albo leżącego na kolanach mruczącego kota.
    Odkąd zrobiły się dodatnie temperatury, rano wypuszczam go do ogrodu i przy każdym moim pojawieniu się w ogrodzie Puchatek wypada jak wicher z krzaków i dalej mi towarzyszy jak piesek i drepcze za mną do domu. Nocuje i je w domu.
    Jak zrobiło się ciepło, jeszcze nie wychodził do ogrodu i w polu widzenia pojawiały się inne koty, faktycznie potrafił "psiknąć" na parapet, a nawet do mężowskiego buta stojącego na tarasie.
    Chyba zaznaczał swoje terytorium. Potem to ustało.


  • @BabUska-ale nadal trudno mówić o udomowieniu dziczka, skoro toleruje tylko Ciebie
    poza tym był to -jak wnoszę z opisu-kot oswojony, dziki-ale oswojony poprzez dokarmianie
    i teraz taki pozostał
  • Męża boi się coraz mniej. Daje mu się wyczesywać, głaskać, ale często na jego widok ucieka i chowa się przy mnie. To jest bardzo śmieszne. Ponieważ jak dawniej buszuje w innych ogrodach, to właściwie się cieszę, że pozostaje czujny i unika ludzi.
    Mój staruszkowaty już domowy kot (norweski leśny), wychodzi do ogrody wyłącznie na smyczy. Jest tak ufny i ciekawy, że na widok człowieka, albo psa za bramą w mgnieniu oka bramę przeskakuje i się łasi.
    Jak gdzieś coś huknie kot biegnie, żeby sprawdzić co się dzieje. Nie chowa się.
    Uwielbia wizyty weterynarza i natychmiast leży na stole z brzuchem do góry. 
    Nie ma mowy, żeby go wypuścić z domu, bo natychmiast do kogoś  pomaszeruje.
  • @BabUska-bo norwegi to cudna rasa jest, żeby nie półdługowłose, to bym miała (ja gustuję w krótkowłosych/bezwłosych chudzielcach z ekstremalnymi uszami :) )

    każdemu polecam, jak szuka kota "rodzinnego"-aktywne,ale nie upierdliwe, inteligentne i cudnego, pro-człowiekowego charakteru
    wszystkie moje zaprzyjaźnione norwegi (hm...kilkadziesiąt już chyba) są fantastyczne
    jak kiedyś ktoś wyhoduje norwega krótkowłosego-biorę, natychmiast :D
  • bo nasza brytyjska Sisiunia to upierdliwiec, nad upierdliwce.....ale Zuza marzyła o takim....:)
  • Dzięki wszystkim jednak rezygnujemy z kotów.
    Pozdrawiam
  • edytowano maj 2013
    Koszt utrzymania kota jest zerowy :))) 
    Mamy rudego Garfielda. Samiec nieziemsko nam oddany, łasi się strasznie, mruczy gdy go głaskamy. Je resztki, które nam zostają a głównie żywi się myszami z pola. Przynosi zawsze połów na taras i przy nas ceremonialnie pokazuje jak się to to je - od głowy po ogon. I wyławia ze stawu karasie, które dokarmiamy chlebkiem. Wtedy - pac pazurem przy brzegu i ma przekąskę...
    Mieszka na podwórzu ( na wsi ), śpi w stodole. Super zwierzak. Nie drapie nie gryzie, nawet dwuletniego Jasia, który czasem go boleśnie złapie.
    To nasz zwierzak :)
    Podziękowali 1katarzynamarta
  • Powiem tak - wszystko zalezy od charakteru kota i wlascicieli. Moj kot jest wcieleniem lagodnosci i cierpliwosci, a Marek jest w nim po prostu zakochany. Ale kocisko jest z nami od malego i Marek przez ten czas nauczyl sie, ze z kotkiem trzeba delikatnie.Ba, jak kot wraca zmokniety z lazegi, to Marek biegnie z nim z recznikiem, zeby kotka wytrzec:DDD Uwazam, ze dobrze jest, jesli dzieci wychowuja sie w otoczeniu zwierzat - naturalnie, jesli warunki na to pozwalaja. Koszty utrzymania kota nie sa duze i nie jest to zwierze klopotliwe.
  • Dzięki za wpisy, najchętniej przyjąłbym kota odrobaczonego, wysterylizowanego i po szczepionkach. No i oczywiście który umie korzystać z kuwety.





    Spotkałam takiego. Lecz miał dwa minusy: ważył pewnie 15 kg i był odpazurowany!
  • Powiem tak - wszystko zalezy od charakteru kota i wlascicieli. Moj kot jest wcieleniem lagodnosci i cierpliwosci, a Marek jest w nim po prostu zakochany. Ale kocisko jest z nami od malego i Marek przez ten czas nauczyl sie, ze z kotkiem trzeba delikatnie.Ba, jak kot wraca zmokniety z lazegi, to Marek biegnie z nim z recznikiem, zeby kotka wytrzec:DDD Uwazam, ze dobrze jest, jesli dzieci wychowuja sie w otoczeniu zwierzat - naturalnie, jesli warunki na to pozwalaja. Koszty utrzymania kota nie sa duze i nie jest to zwierze klopotliwe.
    O tyle o ile. Myszy i szczury są zarobaczone, więc koty wychodzące na dwór niestety trzeba odrobaczać co miesiąc, a bywają takie cwaniaki, które za żadne skarby nie dadzą się nabrać na pokruszone tabletki pomieszane z rybą.
  • A ja mam krople odrobaczajce - daje sie kotu na kark dawke raz na trzy miesiace i po klopocie. Sa tez podobne krople przeiw pchlom i kleszczom - rzeczywiscie pomagaja.
  • Odkopuję. :-)

    Wykociła nam się kotka - czarna z jasnym przebarwieniem na brzuszku.

    Ojcem najprawdopodobniej jest dziki kot w wersji brytyjski niebieski.

    Kociaki są cztery, zasadniczo czarne, dwa chyba z przebarwieniem białym.

    Czy jest szansa by nosiły w sobie gen niebieski i by on się objawił w następnym pokoleniu? Ktoś się zna na kociej genetyce?


    imageimage
  • Oto nasza czarna kocica

    image

    i pół-kotka ;) Pusia


    image
    DSCF8573.JPG 55.6K
    DSCF8581.JPG 154.5K
  • Savia, tyle bezdomnych kotów a Ty koty rozmnażasz? :(
  • Nie ja rozmnażam, one SAME to robią. :P


    A tyle bezdomnych ptaszków... a ktoś w zoologu kupuje...
    I bezdomne jeże...
    a ile bezdomnych rybek pływa w naszym zalewie :P

    Kot to zwierzę, które (w przeciwieństwie do psa) nie musi być "domne", bo świetnie sobie w naturze radzi.
  • @balum @kociara znacie się na kociej genetyce?
  • A ta pół kotka to z czym pol na pół?
  • Tak ją nazwał weterynarz gdy zanieśliśmy do sterylizacji. Jest malutka i waży tyle co pół normalnego kota ;)
  • a co potrzebujesz wiedzieć?
  • Nie ja rozmnażam, one SAME to robią. 

    Można temu zapobiegać i sterylizować/kastrować. Wystarczająco jest na świecie bezdomnych kocich nieszczęść. Szczególnie, że jest ich już tyle to nie trzeba przykładać ręki do kolejnych.
  • kastracja/sterylizacja ... to dopiero nieszczęście!
  • @kociara na poprzedniej stronie pytalam o potomstwo...

    @stephanos co to znaczy kocie nieszczescia? One sa nieszczesliwe ze sa, czy ze ich duzo? Czy nieszczesliwi sa ci co na nie patrza?

    Gdyby ludzie uzywali rozumu i nie dokarmiali wolnozyjacych kotow to bylaby ich naturalna selekcja i nie byloby tyle.

    Czemu placze sie nad kotami a nad golebiami nie? Tez ich tyle w miastach, i bezdomne, samotne...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.