Koty u wielodzietnych

1246727

Komentarz

  • edytowano czerwiec 2014
    Nie musisz przezież słuchać mojego ani Kociary moralizatorstwa,napisałam swoje a co Ty z tym zrobisz to twoja sprawa. W każdym razie nie zamierzam zmieniać zdania w kwestii celowego rozmnażania nierasowych zwierząt, z którymi potem nie ma co zrobić i trzeba wciskać znajomym. Ty jak chcesz miej sobie swoje zdanie, broni Ci ktoś ?
  • Savio, nie chciałam żeby brzmiało to jak najazd, myślę, że dziewczyny też nie. Po prostu mamy taki pogląd i sobie dyskutujemy. To Twój kot i Twoja decyzja czy będziesz go rozmnażać, sterylizować itd. nie zmuszamy Cię przecież :)
  • @sylwia1974 mój też zawsze pierwszy w każdym plecaku/torbie/siatce - a jak jest jakiś pusty karton w domu to już euforia na maksa :)
  • Oj Savia, Savia... jak Savia przedstawia swój punkt widzenia, radzi, poucza (za co troszku po uszach już dostała ;) ) moralizuje to dobrze
    Jak Savia usłyszy to samo-źle :P Jak Savia jest przekonana o swych racjach (hmm...a kiedy Savia nie jest? :P ) i je głosi tonem nieznoszącym sprzeciwu nie widzi w tym nic złego.
    No to niech Savia da to samo prawo innym ;) :)

    Nie znajdziesz w moich postach moralizatorstwa tylko suche fakty, informacje i samą prawdę.
    Zapytałaś-odpowiedziałam, konkretnie i rzeczowo, w kolejnym poscie też masz konkretne informacje.

    Masz wolną wolę i rozum i nie ma zakazu ich używać. Także w postępowaniu w stosunku do zwierząt, które udomowiłaś i bierzesz za nie odpowiedzialność.
    Dodam tylko, skoro tak się na naturę powołujesz- dzikie, nieoswojone, nieudomowione zwierzęta w pewien sposób potrafią regulować swą płodność, tak w skrócie oczywiście-kotowate mają zdolność zachodzenia w ciążę max 2 razy do roku, a zdarza się, że tylko raz na rok a nawet na dłużej. 
    Ma to na przyklad związek z warunkami, w jakich żyją, ilością pokarmu, naturalnych wrogów, warunki odchowu młodych, pory roku itp.
    Powołując sie na naturę sama w pewien sposób ją zaburzyłaś-zapewniłaś pożywienie, schronienie, "poprawiłaś" warunki życia-dałaś tym samym sygnał i przyzwolenie niejako na częstsze rozmnażanie się.

    Podobnie jest z dzikimi kotami na osiedlach - te zupełnie nieoswojone, nie korzystające z opieki ludzi kiedyś mnożyły się max 2 razy do roku, najczęściej młode przychodziły na świat latem (owe słynne marcowania), gdzie i warunki pogodowe korzystne, możliwość zdobycia pokarmu prostsza. Jeśli było coś "nie tak", schodziły całe mioty dosć wcześnie. Np. z powodu wirusówek czy innych chorób.

    W tej chwili kocięta mogą rodzic się niemal non stop. Człowiek, chcąc pomóc pewnie troszkę zaszkodził. W pewnym momencie kotów pojawiło się sporo, zrobiła się nadpopulacja. W tej chwili to jest już dramat. może, gdybyś miała do czynienia z tymi kocimi nieszczęściami nie byłabyś taka beztroska i nieodpowiedzialna. bo przepraszam - jakkolwiek będziesz to oceniać, ile cytatów i powołań na Boga przytoczysz-jest to nieodpowiedzialnosć i okrucieństwo. Płodność zwierząt jest czymś zupełnie innym niż człowieka i przykładanie tej miary jest po prostu nieodpowiedzialne.

    Savio-jak jesteś do czegoś przekonana i czegoś pewna, nie odpuscisz, prawda? Inni też mogą tak mieć :P
  • @kociara - mam pytanie z innej beczki, pewnie głupie ale nie znam sie na medycynie;)
    czy jest jakaś szansa wyeliminowania u kota tego nieszczęsnego uczulającego genu Fel d1?
    ztcw Amerykanie prowadzili jakies eksperymenty i udało im się wyhodować genetycznie modyfikowane, antyalergiczne koty, gdzies kiedys o tym czytałam
  • No niestety :( póki co-jeszcze nie :(

    Nie ma czegoś takiego, jak uczulające koty. Jest kot. A konkretnie jego białko, które produkuje. Nie siersć, tylko właśnie białko, składniki śliny. A gdyby nawet były-nie ryzykowałabym. Trochę marketing.
    Każdy kot ma inny skład śliny itp.
    Ja np. mam tak, ze jak pojawiają się u przyjaciół kocięta, musze przyzwyczajać sie do nich od narodzin, którym najczęściej towarzyszę. Wwąchuję sie już w te świeżo urodzone. A i  tak bywa, ze np. 4 nic mi nie robi, 5 powoduje fontanny z oczu i nosa.

    Znam sytuacje, gdzie osoby uważane i uważające się za alergików bez problemów egzystują z konkretnymi kotami i znam sytuacje, gdzie osoba bez stwierdzonej alergii tj stwierdzenie, ze nie ma alergii, testy nie potwierdziły -duszą się i kaszlą non stop
  • właśnie mam problem z jednym dzieckiem, wyszło w testach maksymalne uczulenie na kota :(
    z kotem mieszkamy od dłuższego czasu, objawów nie ma żadnych, ale boje sie ze względu na astme, z drugiej strony nikt nie chce się rozstać z ukochanym koteckiem, grecki konflikt tragiczny :(
    i tak sobie dumam o alternatywnych rozwiązaniach;)
  • Jesli nie ma objawów, to bardzo dobrze.
    Alergię nasilają np. pylenie czy składniki pokarmowe.
    może dziecko ma podobną przypadłosć, co ja? Na swoje koty nie jest uczulone, tzn się po prostu odczuliło
  • rozważałam taką opcję, ale wtedy nie wyszedłby maksymalny wynik na testach
    alergolog twierdzi, że jak nie pozbędę się kota to może się źle skończyć :(
  • edytowano czerwiec 2014
    Wiesz-z doświadzczenia innych rodziców dzieci alergicznych wiem, ze lekarzom nei chce się szukac prawdziwej przyczyny dolegliwości-jak jest kot/pies/papużka/królik etc z punktu jest: pozbyć się.

    nie wiem, czy juz wklejałam, pewnie tak:


    poczytaj historie o uczulonych "na kota" dzieci

    edit: kiepski alergolog
    mój powiedział, ze alergia to choroba emocji a jak się jest uczulonym na pyłki, kurz czy pleśnie nie ma możliwości, żeby sie tego pozbyć-trzeba umieć to leczyć i żyć
    oczywiscie-absolutnie nie namawiam na ignorowanie lekarza i jego decyzji, po prostu mam też swoje konkretne doświadczenia
  • A jak dziecko widzi jakieś inne koty, np. u znajomych to ma objawy? Bo może faktycznie odczuliło się na tego konkretnego, a na koty ogólnie alergia nadal jest? Ja mam tak, że w testach wychodzi mi alergia na kota, a kota mam i objawów przy nim żadnych. Przy obcych kotach raz tak, raz nie. Może wystarczy nie pozwalać kotu spać na łóżku tego dziecka, niech ono go jakoś specjalnie na rękach nie nosi, niech myje ręce po głaskaniu zawsze, żeby gdzieś do twarzy, oczu nie przenosić sierści i może nie trzeba będzie się pozbywać kota?
    Mi, ale już jako dorosłej osobie, alergolog powiedział, że jak nie mam nasilenia objawów po kontakcie z kotem to on nie widzi powodu, żeby się go pozbywać tylko ze względu na wynik testów. Ale podkreślam, u dziecka może być inaczej...
  • Na inne koty ma, jak najbardziej, zwłaszcza na czarne i pręgowane, u których stężenie Flv d1 jest najwyższe... nasz jest biało rudy. Mam chęć zasięgnąć jeszcze drugiej opinii
  • edytowano czerwiec 2014
    Nie znajdziesz w moich postach moralizatorstwa tylko suche fakty, informacje i samą prawdę.

    --------------------

    @kociara jaka prawda, kurcze, jaka prawda? Miejska prawda... bo u nas na wsi mamy inną prawdę. Tu koty nie mają więcej miotów jak jeden w ciągu roku, no, chyba, że stracą maluchy. I przeżywa zazwyczaj pół miotu, bo te słabsze padają łupem lisa i innych drapieżników. Bo tu u nas nie ma zoo-świrów i nie karmią kotów tak jak w mieście, tylko czasem frykasy im rzucą. Koty generalnie jadają to co złowią. To jest nasza, wiejska prawda o kotach. Tu kot nie ma pomnika, jest taki sam jak żaby, jeże czy inne stworzenia.

    I nie mów mi, że pouczam innych w sprawach pierdół, bo mnie gania czym kto żywi swoją zwierzynę, co sieje w polu i w jakiej kolejności, czy trzyma glonojada w małym aqua, jaki ma kolor pokoju czy majtek. To prywatny wybór ludzi i nikomu nie staram się wciskać swoich wizji, a tym bardziej nazywać ich nieodpowiedzialnymi.

    Gdy chodzi o etykę czy zagrożenia duchowe to stoję twardo przy swoim, bo to sprawa wielkiej wagi, bo tu chodzi o duszę ludzką i mój obowiązek apostolstwa. Ale też nie nazywam nieodpowiedzialnymi tych, którzy jednak robią inaczej... Nie mnie sądzić drugiego człowieka. I nie Tobie.
  • Odkopuje, bo chcemy sobie kota sprawic. No i pytan wiele w zwiazku z tym. Ma to byc kot do tlamszenia przez dzieci ;), domowo-ogrodowy dachowiec. Skad najlepiej takiego wziasc? Na co uwazac? Czy teraz jest na to dobra pora, czy lepiej na wiosne przygarnac?
  • edytowano sierpień 2014
    Nie wiem czy jakiś kot nadaje się do tłamszenia przez dzieci. Nawet przy tłamszeniu trzeba zachować trochę zdrowego rozsadku i tolerancji dla zwierzaka. jeśli już to wybrałabym rasowego kota słynącego z lenistwa i obojętności. Mimo wszystko dzieci trzeba nauczyć delikatności do zwierzęcia. a najpierw ( jeśli wcześniej nie mieliście zwierzaków) zrobić dzieciom testy na alergię.
  • Prowincjuszko, tak troche pol zartem o tym tlamszeniu napisalam przeciez. Wiadomo, ze nie biore kota na tortury do domu, ale jak dzieci sa, to roznie byc moze. Czasem za ogon pociagna, czasem przydusza ;) Nie wiem, czy rasowe w ogole moga sobie samopas po ogrodkach chodzic, dlatego o dachowcu mysle.
  • @Kociara potrzeba Cię tu :)

    , a to ma być młody kotek, czy dorosły kot?
    Uważałabym na koty "po przejściach" - ze względu na dzieci, taki kot może ze strachu czy stresu podrapać, może też uciekać i nie mieć wcale ochoty na spędzanie czasu z kimś, kto wykonuje gwałtowne ruchy i krzyczy ;) no i nie ma co też takiemu kotu fundować takiej rewolucji.

    Rasowe mogą chodzić po ogródkach, ale jak wybierzesz długowłosego i białego kota to może nie wyglądać, jak z obrazka ;) Wiem też, że ludzie kradną rasowe psy, być może rasowe koty również... (choć może być tak, że takie rzeczy tylko w Polsce ;) )
  • edytowano sierpień 2014
    Dachowce są różne bywają łagodne i cierpliwe a potrafią być takie jakieś dzikie i w razie jak dziecko jest zbyt męczące to potrafią podrapać czy uderzyć pazurkami w twarz, oko itd. Musiałabyś wziąć dachowca ale młodziutkiego ( najlepiej kotkę) koło 2 miesięcy i dobrze by było wiedzieć coś o jego rodzicach, temoeramencie, jeśli są dachowcami to takimi,, domowymi".
  • @, najlepiej ode mnie. Chyba, że będą szybsi chętni:-)
  • MartynaN, chyba troche za daleko mieszkam. Ale zawsze mozesz mnie odwiedzic i przy okazji zakocic ;)
  • Dzikuska przy dzieciach bym nie brała. No może takiego z rodziców zawsze udomowionych. Norweski leśny jest cudny, to jest taki kotopies. Ma wszystkie zalety psa i kota.


    To kot bystry, który chętnie uczy się różnych sztuczek. Mimo, że jest
    odważny, to bywa ostrożny wobec obcych potrzebując czasu by się
    przyzwyczaić czy kogoś zaakceptować. Z charakteru tolerancyjny dlatego
    zaprzyjaźni się z innym kotem lub psem. Zaakceptuje życie w zamkniętych
    pomieszczeniach, ale z chęcią skorzysta z wybiegu i dostępnego ogrodu.
    Potrafi przyzwyczaić się do spacerów na smyczy.

  • Mam juz dziecko w chuscie, w wozku i na nogach jedno. Nie planuje jeszcze kota na smyczy ciagnac ;)
    Ale norweskie rzeczywiscie piekne, dawni sasiedzi mieli hodowle, ale im odbilo i przerzucili sie na psy =:)
  • E no nie ma przymusu prowadzenia kota na smyczy. Ten cytat tylko podałam jako dowód na to, że to taki kotopies i nie jest tak wycofany jak niektóre koty.
  • , teraz jest dobra pora, a za chwile bedzie jeszcze lepsza (tak za miesiac). Beda do oddania kociaki z tegorocznego marcowania. Kota mozna wziac ze schroniska - niezly casting w Rajchu urzadzaja, zreszta nie za darmo (te 100-150 eur musisz liczyc), no i nie masz co byc wybredna, bo bezpanskich kotow jak na lekarstwo. Albo z ogloszenia (meinestadt, wszelkie kleinanzeigen). Albo popytac po kolegach dzieci, u nas tak sie z reguly koty rozdaja, przy czym jak oddawalismy od naszych kocic, za darmo, to zamawiane byly przed urodzeniem i musialam odmawiac potem, bo mioty nie byly liczne. Generalnie im bardziej rolniczy teren, tym wieksza szansa na koty z naturalnego doboru ;)
    Druga opcja - przywiezc sobie kota z Polski, tak zrobilismy my i wiekszosc naszych polskich kociatych znajomych.
    Trzecia opcja - wybrac kota rasowego, jaki sie podoba i kupic. Pewnie najwygodniej.
    Bezposrednio nie pomoge, bo nasza kocica ma narzady usuniete i wiecej sie nie rozmnozy.

  • Jestem :)

    Cóż, trudne pytanie a raczej niełatwa odpowiedź na nie ;)

    Ja w ogóle jestem przeciwnikiem wypuszczania kotów domowych na zewnątrz, jeśli nie jest to zabezpieczony ogród czy balkon lub woliera.
    Ze względów zdrowotnych i bezpieczeństwa.

    Dachowce są cudne, ale mają bardzo zróżnicowane charaktery. Wychodzący dachowiec siła rzeczy moze być mniej "związany" z dziećmi, bardziej niezależny.
    To jest jak wróżenie z fusów. Znam dachowce całkiem jak niańki dzieciowe, cierpliwe i spokojne, bardzo rodzinne.

    Co do kotów rasowych-jest kilka ras, które spokojnie, ze względu na ich charakter, usposobienie i temperament można polecić do domów z dziećmi, dla dzieci. Oczywiscie mając na uwadze to, co napisała prowincjuszka i pamietając o tym, że kot, jak każde stworzenie wymaga odpowiedniego traktowania.

    Wiekszosć (a może nawet i prawie wszystkie) znanych mi hodowli socjalizuje kocieta od pierwszych chwil ich życia-są brane na ręce bardzo często, oswajane z róznymi dźwiekami, ludźmi dużymi i małymi, innymi zwierzętami.
    Pośród jednego miotu są rózne charaktery-ostatnio u przyjaciół była rodzina z małym dzieckiem ( 2 letnai dziewczynka), poznać koty, hodowlę. Nastawieni byli na koteczkę, ale zdecydowali się na kocurka innego-jako jedyny odważnie wyszedł do dziecka, całą wizytę sie z nią bawił, potem usnął na jej kolankach.
    Teraz są najlepszymi przyjaciółmi, kot śpi z dzieckiem (tak, tak!) i nie odstępuje jej na krok.

    Generalnie znane mi hodowle i te nieznane osobiscie maja w domach dzieci, dzieci jeżdżą na wystawy z kotami.

    Co do dachowca - jeśli faktycznie chce się mieć chocby minimum pewnosci, ze kot sie dogada z dzieckiem, trzeba poznać jego matkę, wiedzieć, czy wychowywała kocieta do minimum 10-12 tygodnia-to bardzo ważne. Kocięta dla ich prawidłowej socjalizacji powinny miec kontakt z matką nieustannie do 10-12 tygodnia.

    Co do rasowych- jest kilka ras, które spokojnie "nadają sie" do domów z dziećmi i które z czystym sumieniem mogę polecić.

  • Mielismy mieszanke norweskiego. Madra kocica byla, to prawda. skakala na klamke i sobie sama drzwi otwierala. Ale tez, mimo ze domowa, z domowych rodzicow, dzikuska byla straszna. Stawiala nam granice, ze tak powiem ;) I wcale nie chciala za bardzo mieszkac w domu. Przychodzila na miske, a tak to latala, nawet w zimie. Zreszta nie zapomne, jak raz spadlo ciut sniegu (u nas snieg nie kazdej zimy i jesli, to tak na pol dnia i sie topi), kocica wyleciala i tarzala sie z rozkosza w sniegu. Chyba nigdy nie widzialam jej tak szczesliwej, jak wtedy ;) Niestety kocica uznala zbyt duzy teren za swoj i przelatywala przez ulice dosc ruchliwa (zreszta odprowadzala moja corke do szkoly, chodzila ze mna na spacer z psem i takie tam, dosc rozpoznawalna przez to byla w okolicy). Pewnego ranka pani listonosz przyszla powiadomic, ze kocica lezy rozjechana.
  • Dobrze, ze o tych 12 tygodniach piszesz, bo widzialam juz takie 3 tygodniowe do oddania i wydawalo mi sie to troche nie halo. A jakie rasowce dobre dla dzieci? I czy rasowce nie sa jednak mniej odporne na choroby?
  • Kociara z tymi tygodniami to zastanowiłaś mnie. Nie wiedziałam, że kociak musi być w hodowli 12 tyg. Z psami jest łatwiej 8 -9 tyg i mogą iść do ludzi, jakoś łatwiej im zapomnieć o poprzednim domu.
  • edytowano sierpień 2014
    3 tygodniowe to zdecydowanie za wcześnie, chyba , że zastąpisz im matkę i będziesz karmić modyfikowanym mlekiem dla kociąt, opiekować się myć przewijać ;) Takich rzeczy się kotkom nie robi, chyba, że są porzucone albo kocica nie żyje.
  • 3-tygodniowego nie bierz. Chyba ze chcesz grzac lampa i co godzine karmic strzykawka kocim mlekiem :-S, a i to bez gwarancji, ze kocie nie padnie.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.