Lis - dziwne zachowanie

Byłam na małym pikniku jeszcze w granicach miasta, ale nad wodą i niedaleko lasu. Pojawił się lis i podszedł dość blisko, początkowo z 10 metrów. Zerwaliśmy się na skojarzenie "wścieklizna", a to zwierzę zaczęło kręcić się dookoła, my zbieraliśmy rzeczy szybko do samochodu, znajomy straszył go, żeby go odpędzić - a ten zachowywał się jak pies. Odbiegał z półtora metra i z powrotem do nas. Był może w odległości 4 metrów. Schowaliśmy się w aucie. Wścieklizna? Oswojony przez kogoś?
«1

Komentarz

  • moźe oswojony, to niewykluczone.
  • To nie jest za miastem, w pobliżu są ogródki działkowe i cywilizacja, no ale dziwne to było...
  • Może jednak wściekły. Nie dotykaliście go, jak rozumiem.
  • Nie!! Schowaliśmy się do auta, tyle że rzeczy zabraliśmy.
  • Wyglądał z tak bliska na zdrowego, tj. żadnej piany, futro okej, skakał żwawo.
  • Tak czy siak zachowaníe nie było typowe, więc dobrze że nie ryzykowaliścíe.
  • Kurczę, ja w ogóle o czymś takim nie pomyślałam. Teraz ma to jakiś sens? Minęło kilka godzin i mógł pójść daleko.
  • raczej ma sens bo zaalarmuje i być może wzmaga czujność.
  • A ja myślałam że T. Lis zachował się dziwnie tzn np skrytkował decyzję USA o ślubach homo!!
    Eeeee a tu tylko wścieky zwierz...
  • To do straży miejskiej?
  • Kurde, przejęłam się tym głupim zwierzakiem.
  • @joanna_91, właśnie dzisiaj słyszałam, od jednej pani mieszkającej na wsi pod L., że ktoś spotkał na ulicy lisa, chodzącego sobie po mieście, w którym, jak gdzieś wyczytałam na forum, mieszkasz. :-O Nie wiem, tylko czy w centrum, czy gdzieś na obrzeżu miasta.
    Kupujemy od tej pani jajka. Niestety lisy dotarly i do wsi pod L. i wyłapały jej 20 z 30 kur :( . Trochę to przykre jednak. :(
  • Może być wsciekly, a może przyzwyczajony do ludzi. Szczególnie piknikujacych, bo można się przy nich nieźle pożywić. Był taki lisek w dolinie Koscieliskiej, który w ogóle nie bał się turystów, natomiast turysci jego tak, właśnie z powodu podejrzeń o wsciekliznę. Przynajmniej 2 sezony go spotykaliśmy, a podobno inni w innych latach też. Tak czy siak należałoby zgłosić, chociażby nastepnego dnia.
  • Beni to koło zalewu. :|
    Jeszcze miasto, niedaleko osiedle, ogródki działkowe.

    Zadzwoniłam na 986 teraz i pan niemiły, że jaki lekarz o tej porze lisa znajdzie, ale on oczywiście zgłoszenie przyjmuje i przekazują to do Cośtam Cośtam Małych Zwierząt. Sceptycznie...
  • I jak to było ok. 21, to już dużo czasu minęło. Jak zapytałam, czy w takim razie nie należy tego zgłaszać, to coś tam wymamrotał, że zgłoszenie przyjął.
  • edytowano czerwiec 2015
    Wcale nie musiał być chory. Ja regularnie napotykam lisy na osiedlu. Dranie przychodzą nawet pod balkon i mi koty wkurzają. Nie boją się ludzi. Omijają ich albo czekają az sobie człowiek odejdzie.
    Ale oczywiście należy to zgłosić. Tylko nie bardzo wiem, komu
    e:liter.
  • kociara już zadzwoniłam do Straży.



    Chyba mam fobię po szkole, bo zawsze nam mówiono w podstawówce, żeby się pod żadnym pozorem nie zbliżać do dzikich zwierząt unikach takich, które nie boją się człowieka.
  • Myślałam, że Lis na filipinkę zachorował. :))
  • moja koleżanka (i cała jej rodzina) złapała od lisa świeżb
    to był mały lisek, który się przybłąkał w wakacje

    także ten
    lepiej nie dotykać
  • Rzeczywiście po tytule można spodziewać się niusa z branży dziennikarskiej i show biznesu. ;)
  • No dobra

    Pomyślałam, że Lis pogratulował wreszcie Dudzie wygranych wyborów





    Ale nie :D
  • U mnie ok. 2 tygodni temu przez kilka dni pojawiał się lis w ogrodzie. Przychodził się pożywić do kompostownika. Zachowywał się trochę jak płochliwy kot. Spacerował po ogrodzie, patrzył w okna, dopiero, gdy wychodziliśmy, to uciekał.
    Zadzwoniłam do nadleśnictwa i na Straż Miejską.
    Dowiedziałam się, że wścieklizna, dzięki szczepionkom wykładanym w lesie, praktycznie nie występuje, przynajmniej na naszym terenie. Lisy się bardzo namnożyły, jest ich tak dużo, że wypuszczają się po jedzenie do ludzi. Pan z nadleśnictwa "pocieszał", że rozwija się za to jakaś choroba skóry u nich i populacja lisów powinna wrócić do normy.
    Straż miejska wypłoszyła chyba lisy z sugerowanego przez nas miejsca, gdzie prawdopodobnie miały norę, bo lisek przestał się pojawiać.

    Co do chodzenia po ulicach, to pamiętam lisy w Juracie i na Helu, chodzące po chodnikach.
  • Mąż z synami byli w Bieszczadach niedawno i również mieli spotkanie z lisem, który co wieczór przychodził do schroniskowego ogniska... przy czym ewidnetnie nauczył się, że siedzą tam ludzi i jedzą, a na widok liska chętnie dzielą się posiłkiem. Chyba coraz bardziej również dzikie zwierzęta się uczą, że przy człowiekach można się najeść :D
  • A mi właśnie córka, co już na obóz harcerski pojechała, napisała że warty przed namiotem mają głównie z powodu lisów-przychodzą na kanapki. Po przeczytaniu wątka się zdenerwowalam bardziej niż po smsie. Ale co tam . Muszę przeżyć.
  • Zwykle nie wchodzę do wątków polityczno - dziennikarskich. Ten jednak jest bardzo ciekawy
  • przychodzą po kanapki...dobre. Kiedyś lisy kradły kury ale jak widać zresocjalizowały się. :))
  • U nas na działce przy domu (w którym jeszcze nie mieszkamy) lisy zrobiły sobie norę. I to są 2 stare i aż 5 młodych!!!
    Straż miejska nakazała nam zupełnie uprzatnąć teren (bo sąsiedzi zgłosili) a tam jeszcze w trakcie budowy i remontu trochę gruzu było. Już z miesiąc temu uprzątneliśmy, a lisy sie nie wyprowadziły i nie mamy na nie zupełnie pomysłu. Kontaktowałam się z łowczym miejskim, by je odłapał, no i bałam się wszelakich chorób, bo dzieci tam biegają, ale stwierdził, że jak są młode, to lisy zdrowe. Gdyby miały wściekliznę, czy pasozyty, to młode by zdechły. Stwierdził więc, że nic nie zrobi, a my drżymy, bo całe nasze osiedle (blisko puszczy) zostało uznane za zagrożone wścieklizną. Wszędzie powywieszane ogłoszenia by się do zwierząt nie zbliżać, a my mamy pod oknem....
  • Nadleśniczy mi powiedział, że jak lisy się przywyczają, to okupują taką norę przez lata. No, ale jak się wprowadzicie, to się spłoszą.
  • Nie strasz...
    Łowczy powiedział, że jak młode podrosną, to się wyprowadzą... mam taka nadzieję.
    Jesteśmy na działce niemal codziennie. Niestety do tej pory ich to nie odstraszyło. A dziś dzieci grzebały paluchami w ziemi nieopodal nory. Kopały sobie dziury...
  • Nie tak dawno i ja pisałam o lisie co na naszym tarasie przesiadywał. Nie bal sie. Nawet ppracownikowi koszule wyszarpal z rak.

    Rozmawialismy z myśliwym - powiedzial ze zadem spec nie odstrzeli gdy jest mniej niż 100m od zabudowań, bo moze stracic koncesje. Lis pokrecil sie kilka tygodni i zniknął.

    Za to u mojego brata przy stodole lisy miały nore i byla tego jedna zaleta. Nic z drobiu nie ginęli, bo lisy nie poluja na swoim terenie. ;-)
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.