Koty w bloku wiodą smutne życie. . .

Mam okazję opiekować się przez parę dni kotami Sąsiadki. Dwa osobniki, nie miały okazji w swoim dwuletnim życiu spędzić dłuższej chwili na łonie natury. Takie smutne ich życie, a co gorsza, wg mnie niezgodne z naturą kocią. Nie łowią! A dachowiec uwielbia łowić! Dostają cały czas suchą karmę . Codziennie to samo , raz dziennie granulki, raz taką pachnącą konserwę. Tą akurat bardzo lubią, ale żeby tak ciągle to samo. . . Teraz kiedy sąsiadów nie ma, a ja wchodzę tylko na chwilę czasem są złośliwe i robią kupę na środku korytarza.
Dla mnie to wszystko taki bezsens, zamykanie zwierząt do więzienia praktycznie.
Wychowałam się na wsi i wiem jakie życie tam koty prowadzą. W ciągu dnia śpią, w nocy polują.
«1

Komentarz

  • Koty w bloku wiodą smutne życie...
    Podobnie twierdzę o ludziach.
    Nawet skraweczek własnego trawnika pod oknem robi wieeelką różnicę.
    Nie lubię bloków.
  • Luudzie, a czemuż Wy spać nie pójdziecie...?
  • I dlatego ogrodów zoologicznych nie Lubię.
  • przeczytałam: kobiety w bloku wiodą smutne życie...

    I myslę: tylko kobiety? :-O A mężczyźni i dzieci to nie?

  • Ja tez nie lubię zoo. Zwierzęta potrzebują swobody. W mieszkaniach mają czasem gorzej niż w zoo. Mają więzienie.
  • tylko z tego wiezienia nie chca isc mam 2 psy w domu po 15 minutach na dworze jest szczekanie skowyczenie ze chca do domu i nie byly od narodzin w domu te kundelki byly przez 2-3 lat na dworze nim do mnie trafily nie sadze ze kojec lancuch jest lepszy
  • a gdyby nie zoo to wiele gatunkow zwierzat by wyginelo tez wole jak zwierzeta maja swobode i to jak najwiecej jej
  • Zdaje sobie sprawe,ze nie zawsze warunki w zoo sa najlepsze,ale tak nigdy bym slonia czy zyrafy na zywo nie widziala,nie wspominajac o lwach,tyrgrysach i malpach i moje dzieci byc moze tez,
    Takze z egoistycznego punktu widzenia to ciesze sie,ze takie miejsca istnieja.
  • edytowano sierpień 2015
    Dokładnie, ponadto są gatunki, które gdyby nie zoo dawno by już wyginęły. Ogrody zoologiczne potrzebne są nauce, edukacji, dzięki temu człowiek wiele się o dzikich ;) zwierzętach dowiedział a przebywając z nimi na co dzień, obserwując i opiekując się doszedł do wniosku, że nie są bestiami takimi za jakie je uważano w czasach prehistorycznych. Ważne jednak aby zwierzaki miały warunki zbliżone do naturalnych, bo są szczęśliwsze i dłużej żyją. Wypuszczane na wolność jednak na ogół sobie nie radzą.
  • edytowano sierpień 2015
    A kota lub psa to bym w ogóle do tego towarzystwa nie zaliczała. No może jeszcze kot radzi sobie w warunkach półdzikich, czyli ma opiekuna, ma zawsze żarcie w misce , jest raz na jakiś czas szczepiony i odrobaczany ale łazi całymi dniami gdzie chce. Ale zawsze jest ryzyko wpadnięcia pod samochód, bycia zabitym przez złośliwe dzieci, czy utraty życia na skutek kocich walk, złapania jakiejś choroby lub otrucia. Pies naprawdę szczęśliwszy jest w mieszkaniu, oczywiście adekwatnie do rasy, gabarytów i temperamentu. łańcuchowe psy lub trzymane całe życie w kojcu 2x2 m naprawdę nie są szczęśliwe podobnie jak te wyrzucane z samochodów podczas wakacji ,, na wolność". I co z tego, że na wsi gdzie jest czyste powietrze?
  • edytowano sierpień 2015
    Wychowałam się na wsi i wiem jakie życie tam koty prowadzą. W ciągu dnia śpią, w nocy polują.


    I zdychają na choroby weneryczne, przez puszczalstwo ;) Też mieszkam na wsi i widzę jak ,, szczęśliwe" są niektóre koty....Ludzie się w głowę pukają na wieść, że koty trzeba np. odrobaczać, nie wspomnę o szczepionkach i kastracjach oraz dożywianiu nawet tych łownych.
  • Może to fajna atrakcja dla dzieci i jedyna możliwość zobaczenia dzikich zwierząt ale jeśli zoo jest prowadzone tak jak to w Warszawie to ręce opadają a serce się kraja. Smród, brud, beton. Od warszawskiego śmierdzi już z daleka. Bo rozumiem że jak taki miś załatwi sobie potrzebę w swojej zagrodzie to kwiatkami nie zapachnie ale tam czuje się smród zanim wejdzie się na teren zoo.
    Przy każdej wycieczce tam zamiast zainteresowania czułam po prostu żal że te zwierzęta żyją w takich warunkach. Byłam w innych zoo i mam porównanie, i pewność że da się lepiej zadbać.
  • moje koty mieszkają w domu z ogrodem...ale nigdy nie wychodzą
    i nie wyglądają na smutne z tego powodu ;)

    jeśli hodowlane od pokoleń - to chyba dla nich naturalne.
    A polują - owszem...na muchy np :) - bardzo to sobie cenię :D
  • A taki kot w domu z ogrodem nie ucieknie? Nie wyjdzie poza teren? Myślałam ostatnio o kocie, bo myszy mam co roku, a w ogrodzie krety i nornice, ale się boję, że będzie się wlóczył i narażał na niebezpieczeństwa i zatruwał życie sąsiadom.
  • Nasza kotka doznaje pełni szczęścia na wsi. Teraz połowę tygodnia spędzamy w bloku, połowę w domu na wsi - biega, poluje, odstrasza inne psy i koty, naokrągło patroluje teren. Bardzo bojowa jest, kot zaczepno-obronny jednym słowem ;-)
    Wraca do domu miejskiego i odsypia tę aktywność przez większość czasu
  • Kastraty bardzo zawezaja teren.
  • U nas w sasiedztwie wszystkie koty wychodne, jakos sie toleruja, chociaz na samym pochatku jeden z naprzeciwka przyszedl i zwymiotowal na nasz wjazd do garazu. Chyba to byl jakis znak dla naszej kocicy ;)
  • Jedni z moich sąsiadów mieli taką kotkę "Kropka" a właściwie Kropa, bo była tak gruba, że brzuch ciągnęła po ziemi . Dzika jakaś była, bo sama mieszkała, to znaczy bez drugiego kota. Atakowała gości. Normalnie bałam się jej. . .
  • Koty się dostosowują do warunków jakie mają. Nasz kot wraca do domu jedynie na michę i jak mu zimno. W zimie nie ma opcji żeby wyszedł. Teraz jak goraco to śpi pod doniczkami. Jak mieszkaliśmy w Krakowie to zanim wynajelismy dom nie wychodził i nawet go nie ciągnęło do wyjścia.
    A najlepsze jest to że z powodu wielokrotnych zmian miejsca zamieszkania przywiązał się do nas a nie do miejsca właśnie.
  • Moje doświadczenia przeczą temu, żeby koty nie przywiązywały się do ludzi. Jakíś urban legend. Tyle że koty nie okazują tak nachalnie swego przywiązania jak psy.
  • Mój kot Zusekto jest tak do mnie przywiązany, że szału można dostać. Łazi i mędzi. Zresztą u nas ciągle ktoś w domu, a koty np. przychodzą mnie powitać przed autem, jak wracam z pracy, choć ja jestem wredna i chyba najmniej smakołyków to ode mnie
  • edytowano sierpień 2015
    Kiedyś moi Rodzice kazali mi zwabić mojego Pimpusia do worka, związali go i oddali panu, który zabrał go sobie do odległego o 9 km Sulęczyna. Byłam załamana, ale mała i nie miałam nic do gadania. . .
    Kotek został zawieziony samochodem , zamknięty , nic nie widział.

    Po ok. dwóch tygodniach wrócił. . .
  • Ależ koty przyzwyczajaja się do ludzi. Tylko domiejsc podobno także. Nasz kot tak często zmieniał otoczenie że w tej chwili zawsze wygrywa walkę o teren z miejscowymi kotami. :) Mam przyciezkie myślenie:)
  • Nasza kocica zniosla przeprowadzke z domu do bloku lepiej niz my ;) , aczkolwiek na
    pewno sie ucieszy, jak zakonczymy prowizorke i znajdziemy lokum docelowe z wybiegiem... Niemniej ma sie dobrze, a musze przyznac, ze sie balam. Przy czym to kotopies z charakteru. Kocica druga (ta, ktora niestety zostala przejechana), pewnie by sie tak nie dostosowala, ale ona byla duzo bardziej dzika i niezalezna z natury. H. miala malutki rewir, wracala na noc, zas w zimie w ogole nie chciala wychodzic, podczas gdy P. biegala daleko, a jak raz spadl snieg - w Nadrenii snieg to rzadkosc - to sie w nim z rozkosza tarzala
    Kot wczesniejszy (kocur) mial za kawalerskich czasow meza malutka powierzchnie mieszkania do dyspozycji i ogrodka brak, ale mogl skakac na dwor i sobie lazil luzem po okolicy. Jak sie przeprowadzilismy do pierwszego wspolnego mieszkania (wysoko w starej kamienicy, po jednej stronie ulica, po drugiej podworko-studnia wybetonowane, wiec trzeba pilnowac kota, zeby nie wyszedl, bo zywo nie wroci) to sie balam, ze kot nam zdechnie z zalu. Wyl na parapecie, wyl pod drzwiami, wyl biegajac od drzwi do okna. autentycznie wyl, plakal, sasiedzi sie dziwili, ze ja dopiero w ciazy, a dziecko nam niby nocami placze. Odwiezlismy go do tesciow, gdzie mial ogrod i spokojna wies (wies bez jednego rolnika, ludzie z miasta sie pobudowali, niemniej spokojnie jak na wsi, a nawet spokojniej, bo zadnych maszyn rolniczych nie bylo). Kot odzyl. Nabral apetytu, futro mu zaczelo znowu blyszczec. Tyle, ze ze strachu, zebysmy go znowu nie zabrali, zaczal sie chowac przed nami, jak przyjezdzalismy w odwiedziny ;).
    Kot jeszcze wczesniejszy, moj szkolny, potem zostal u mamy, jak wyjechalam na studia, z kolei przezyl w bloku 19 lat! Zdrowy, zadowolony, jadl, bawil sie, niczego mu nie brakowalo. Mimo ze tez kocur, ale wziety do domu jako jeszcze slepy kociak i wykarmiony pipetka.
    I wreszcie moj kocur z dziecinstwa... ale to byl kot niesamowity, najinteligentniejszy
    zwierzak, jakiego w ogole w zyciu spotkalam. Uratowalam go z lap nastolatkow, ktorzy z nudow przy sobocie po robocie zabrali sie za kamienowanie kota na przystanku PKS we wsi, gdzie moi dziadkowie mieli dzialke. Kot byl wtedy juz dosc stary i nie mielismy oczywiscie pojecia o jego przeszlosci. Czy debile go ukradli w sasiedniej wsi (ale chyba nie, bo jak pod koniec lata orzeczono, ze nie mozemy wziac kota, starego wiejskiego kota, do bloku, do Warszawy i kot pojechal do znajomego wlasnie kilka wsi dalej, to wrocil piechota, zreszta wracal kilka razy na stryszek naszego domu, az dziadek po niego pojechal) czy ktos wyjezdzal na wakacje i sie kota pozbyl wywozac go na petle PKSu... nie wiem i sie nigdy nie dowiem. Fakt, ze kot kochal mnie calym kocim sercem. Jak we wrzesniu przyjezdzalismy na weekendy, to kot juz w piatek rano wychodzil na skrzyzowanie i warowal... Nigdy sie nie pomylil, zawsze powtarzal rytual w piatki. Jak sie pojawialam, to sie we mnie wtulal i przez kilka godzin swiat dla niego nie istnial. No i potem wybral blok, byle byc ze mna. Najkochanszy P...
  • nasze koty są bardzo przywiązane...pokazują to np przez obrażanie się na nas, gdy wracamy z dłuższych wyjazdów...

    nie dam sobie wmówić, że koty się nie przywiązują...potrafią też doskonale pokazać kogo lubią bardziej, a kogo zaledwie tolerują...

    przed nami przeprowadzka...ciekawe jak ją zniosą...
  • Czyli kastrat nie ucieknie? A co myślicie o rasowych kotach?
  • często chorują.
  • nasz 11- sto latka nigdy na nic nie chorowała...podobnie młodsza 7-mio letnia...
    raz walczyliśmy z pchłami ( chyba w poczekalni u weta złapały od psiaka :D

    rasowe koty są bardziej przewidywalne jeśli o cechy charakteru chodzi
    no i są udomowione
  • edytowano sierpień 2015
    Nasza kotka tez dzielnie zniosla wakacyjna przeprowadze :)
    Jak na poczatku w pierwszych dniach biedulka zobaczyla innego kota to pod siebie zrobila ze strachu,obecnie sie zadomowila,majac ogromna przestrzen jednak siedzi przy domku na tarasie lub w ogrodzie i nawet pogonila tegoz samego kota,ktory sie platal znowu kolo nas :)
    Ciezko nam bedzie wrocic do miasta i kotce na pewno tez :(
  • tak, zgadzam się. Rasa warunkuje niejako charakter :)
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.