Powrót do pracy po rodzicielskim...

Od paru dni niby to coś robię, niby nic nowego, ale coś budzi niepokój. Chodzi za mną. Nie daje spokoju. Jest przedmiotem komentarzy i durnych pytań, na które nie znam odpowiedzi. Co więcej każdy telefon z nieznanego mi numeru odbieram na bezdechu, bo może to akurat kadrowa z przypomnieniem, że kończy się rodzicielski. Koniec i co dalej, no własnie co... Z jednej strony przecież nic się nie dzieje, tysiące kobiet przechodzą przez ten etap i jakoś funkcjonują. Dziecko do żłobka, albo do niani i do przodu. Budujemy dobrobyt kraju. Z drugiej serce na dwoje. Stach i panika. Jak tak po prostu oderwać od cycka, wsadzić do żłobka, zrobić pa pa. Mamusia Cię odbierze za 8 godzin?
«1

Komentarz

  • Mika jak karmisz to na 7 ;)
  • właśnie to przerabiam.. ale mam etap przejściowy gdzie dziecko z tatą jest przez pare godzin kiedy mamy i cycusia nie ma.. jak wsadzić do żłobka, też nie wiem....
  • A przedłużyć rodzicielski?
  • Ale jak? Masz macierzyński, potem rodzicielski (czyli masz rok) i ... i możesz wybrać urlop wypoczynkowy, który się nazbierał i koniec..
  • Wychowawczy jest jeszcze. Tyle że bezpłatny
  • No tak to wiadomo, ale obstawiam, że mika nie może sobie na to pozwolić...
  • Przeżyć można, tylko potem taki żal w sercu się pojawia na widok mam z dziećmi na spacerze, gdy ja w pracy, a dzieci w placówkach :-(
  • zaciążyć :D
  • I tak do emerytury? :) macierzynsk,rodzicielski, wypoczynkowy i ciaza.. i w kolko? :)
  • @Anulcia u mnie narazie tak to dziala ;)
  • @Anulcia, lepiej tak, niż jak ja - żadnych świadczeń od początku, do końca, mimo, że przed pierwszym dzieckiem dużo pracowałam, ale tu zlecenie, tam coś innego i nic!
  • No to prawda, ale kurcze to idzie się wykończyć :P
  • @mika rozumiem i współczuję. Znam ten stan bardzo dobrze.

    Z jednej strony przecież nic się nie dzieje, tysiące kobiet przechodzą przez ten etap i jakoś funkcjonują.

    Jakoś. I to eufemizm.

    Nie oceniam, sama przez to przeszłam. Nie wiem jak to wygląda u was, pewnie każda sytuacja jest inna. U nas był problem przede wszystkim ekonomiczny, to oczywiste. Ale jednak nie tylko. Myślę że to dotyczy większej liczby rodzin - strach mężczyzny przed wzięciem całkowitej odpowiedzialności za utrzymanie. Nie będę rozwijać ale myślę że wiele osób rozumie o co mi chodzi.

    I jeszcze napiszę tak: nie wiem jak to się dzieje że się utrzymujemy.
    Nie wiem.
    Ja nawet nie mówię nikomu za ile żyjemy, bo jak słyszę narzekania że nie da się wyżyć za...i tu padają kwoty np. dwa razy wyższe...no to nie wiem co powiedzieć ;)
    Nie mówię że zmartwień nie ma. Są. Ale wcześniej też były.

    Przemyśl. A raczej, przemyślcie oboje, bo w małżeństwie to jest tandem i jak jedna strona nie przyjmuje to niewiele da się zrobić.

    Chyba że nie chodzi o finanse. Ale tu nie pomogę, bo nie wykonywałam zawodu z pasji, ani też nie byłam do mojej pracy przywiązana. To było wyłącznie wykonywanie obowiązków za pieniądze - dlatego nie czuję żalu.
    Wiem że może być inaczej, są różne sytuacje. Mam znajomą która się szarpie między dziećmi a swoją pasją. I widzę że to jest trudne. Wybrać. Bo jednak pogodzić się nie da.
  • botvinka słusznie pisze, możesz wrócić na dowolny wymiar od 1/2 do całego etatu i pracodawca musi twój wniosek uwzględnić.
  • Policzcie dojazdy Twoje do i z pracy, koszt żłobka, koszt 2-3 infekcji miesięcznie (w czasie infekcji opieka dziecka-albo koszt niani albo dojazdy dziadków albo tzw opieka czyli 80% pensji)...
  • chyba jednak w różnych rzeczywistościach żyjemy ;/
    u nas pensja dla kobiety to okolo 1500 zł
    żłobek 800 zł, plus dojazdy do pracy/ żłobka itp
    i wychodzi na to samo co 400 zł wychowawczego

    jednak pensja musi być sporo wyższa żeby się to opłacało
  • Czasem jednak jest tak, że jakby nie liczyć, to i tak wychodzi, że trzeba do pracy wracać...
  • Chodzi o zasiłek wychowawczy - przy niskim dochodzie na osobę w rodzinie przysługuje, gdy rodzic jest na urlopie wychowawczym.
  • edytowano sierpień 2015
    Wiesz co, zależy gdzie ucho przyłożyć , z tym niezrozumieniem
    Jedni nie rozumieją leniwych matek, którym się pracować nie chce, inni pazernych bab,co własne dzieci dla kasy zostawiają na pastwę zua ;-)

    Po co się przejmować zdaniem innych w sprawie własnej rodziny? Ty i twój mąż podejmujecie jakąś decyzję, bo najlepiej znacie wasze realia a inni niech sobie gadają co chcą.
  • Wróciłam do pracy gdy K. miała rok a F. 2,5. Wydawało nam się, że z jednej wypłaty, wynajmując mieszkanie w dużym mieście nie poradzimy sobie finansowo. Gdybym mogła cofnąć czas nie zrobiłabym tego ponownie. Dzieci były w żłobku. Praktycznie od razu łapały infekcje. Mąż brał opiekę nad dziećmi (zwolnienie) ja nie mogłam ,bo przecież po co pracodawcy taki pracownik, który dopiero co wrócił i chodzi do pracy w kratkę? Syn wylądował z zapaleniem płuc w szpitalu na dwa tygodnie. Wtedy zaczęliśmy kombinować ( na zmiany przyjeżdżali do nas nasi rodzice z dość daleka, żeby pomóc w opiece nad dziećmi), wydawaliśmy duże sumy na lekarstwa i wizyty domowe lekarzy. Później zapisaliśmy K i F do klubu malucha, gdzie uczęszczało mniej dzieci (7) niż w państwowym żłobku (25-30 w każdej grupie wiekowej). Oczywiście ta opcja była dużo droższa. I po co to? 500 czy 400 zł więcej nie zrekompensuje braku matki, żony, nerwów dzieci....Ale człowiek uczy się na błędach...Teraz już z trójką dzieci utrzymujemy się z wypłaty męża. Da się....
  • a może wchodzi w grę jakaś opcja dorabiania sobie z domu?
    praca zdalna?
    może sklep internetowy? może rękodzieło? szycie, malowanie etc.?
    tłumaczenia? domowe wypieki dla zaprzyjaźnionej cukierni? albo pierogi dla sklepu spożywczego?
    a może warsztaty dla dzieci w weekendy, na jakiś imprezach plenerowych? animowanie urodzinek itp.?
  • no właśnie dorabianie z domu byłoby super, wtedy też bym nie musiała wracać do pracy... jeszcze pół roku, ale dzięki temu, że urodził się G., mogę być ze starszym D.w domu
  • nie wiem jak to zorganizować, sama gryzę się z myślami co robić
    i gdzie znaleźć pracę od 7:30 do 14:30 :) z godziwą pensją, ubezpieczeniem jeszcze żeby byla interesująca :D

    ale tak sobie myślę, że znalezienie pracy gdy dzieci są w przedszkolu jeszcze jest realne wszak możesz je tam na 8-9 godzin zostawić, ale jak znaleźć pracę (i pracować) gdy dzieci są w wieku wczesnoszkolnym i w szkole spędzają po 4-5 h?
  • Są świetlice.
  • Prawda jest jednak taka, że świetlice to najgorsza forma przechowalni dzieci. Moje dwie szwagierki są świetliczankami. Czasem w małej sali potrafi być 70 dzieci pod opieką dwóch pań. Dzieci, ani się tam specjalnie nie bawią, ani lekcji nie odrabiają, tylko koczują na rodziców.
  • A ja mam akurat zupełnie inne doświadczenia, zarówno jako nauczyciel jak i rodzic. Uważam, że takie generalizowanie jest krzywdzące i nie świadczy wcale o pracy wszystkich świetlic. Zresztą wiele zależy od samych rodziców - jeśli naciskają na dyrektora wystarczająco mocno, czasem pewne rzeczy da się usprawnić.
  • ciezko jest. Sama teraz tego doświadczam. Poza dziećmi mam jeszcze obrządek i pole.
    Ale nie mam wyjścia.

    Co do znalezienia pracy powiem krótko: Jeśli Bóg ma dla Ciebie pracę to ją znajdziesz :D
    Ja znalazłam. Na miejscu przy żłobku, od 8 do 16. Niedaleko szkoły. Z sobotami co prawda ale do 13 tylko. I za jedną z lepszych pensji w rejonie.
    Tylko trzeba szukać, wierzyć i prosić Boga.
    I jasno określić swoje potrzeby, by szukać w odpowiednim kierunku.
    Czasem warto policzyć, czy warto - mnie długo nie było warto.
    Może warto przemyśleć pomoc opiekunki? Zależy od waszej sytuacji.

    Czasem praca niejako z nieba spada - jest dokładnie taka, jaką chciałabyś wykonywać. A czasem jest wyzwaniem :D

    Ja się w 100% przekwalifikowałam
    Całe życie w biurze i przepisach a teraz przyszło mi w sklepie i na skupie złomu pracować :D :))
    Mam nadzieję, że w próbnych trzech miechach zdążę się wykazać i dostanę stałą [-O<

    Strym ludziom nie jest łatwo coś znaleźć i jeszcze się nowości uczyć.
    Choć Bóg dał mi szefa, który nie zatrudnia ludzi przed czterdziestką :))
  • jasne
    padam na ryj >:)

    ale radość we mnie, bo teściową w końcu wczoraj odwiozłam B-)
  • Ja też miałam straszne dylematy i pamiętam, jak cierpiałam zostawiając córkę w żłobku. Ale u nas był mus ekonomiczny, który po prostu przeważył.
    Mimo bardzo ciężkich chwil, kombinowania, organizowania - daliśmy radę. Czasem pomagali też rodzice, szczególnie w sytuacji choroby dzieci, gdy nie można było iść na zwolnienie.
    Z mojego doświadczenia wynika, że prawie wszystko się da, jeśli w domu jest miłość, zgoda, wzajemne zrozumienie i łut szczęścia. I do tego bardzo dobra organizacja domowych zasad, obowiązków, itp. To bardzo pomaga - zrobienie planu działania, sprzątania, zakupów, które teraz trzeba wpleść w te zawodowe obowiązki.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.