Zbrodnia na dziecku w szpitalu Świętej Rodziny

1356723

Komentarz

  • wiekszosc czekajacych na adopcje czeka na zdrowe noworodki...
  • edytowano marzec 2016
    W Łodzi Fundacja Gajusz
    Ma zaplecze dla kobiet w ciążach zdiagnozowanych że dziecko nie ma szans na przeżycie
    Rodzice mogą po urodzeniu być z dzieckiem i się z nim pożegnać
  • edytowano marzec 2016
    @AB, dokładnie. Mi nie o to chodziło, ze zamiast rodzic powinnam sie ustawić w kolejce, po śliczne, zdrowe bobaski;).
  • @Anka - ale ja wiem, o co Ci chodzi ;)
  • @Anka jak chce się pozbyć dziecka, to się powöd znajdzie. W artykule było coś na ten temat, że podejrzenie choroby dziecka to przykrywka. Zawsze można powíedzieć, że się coś podejrzewa. Jak kobieta chce cesarkę, to też się znajdzie medyczne uzasadnienie. (to tylko przykład).
  • edytowano marzec 2016
    @Ojejeju, trochę tak. Tylko często duma nas rozpiera, ze mamy tyle dzieci, ba bywają tez postawy roszczeniowe, mam tyle dzieci to mi sie należy, lepsze traktowanie, kasa, cos tam itp. Ale pytanie czy rzeczywiście samo rodzenie i takie otwarcie, to wartość sama w sobie, czy naprawde powinnismy na potegę "produkować" nowych obywateli, czy raczej zając sie tymi którzy to i teraz tej pomocy potrzebują.
    Znam - nie tylko na forum - osoby, które pomimo posiadania biologicznych dzieci, adoptują dzieci chore, starsze itp. Cześć z nich po prostu zatrzymała sie na dwójce "swoich", a potem zaczęła przyjmować dzieci mocno potrzebujące.
    I ja sobie tak głośno mysle. I nie prawdą jest, ze nie da sie odwlec kobiety od aborcji i okazanie wsparcia nic nie daje. Jest mnóstwo przykładów, ze jest dokładnie odwrotnie.
  • No tak @Anka , ale chyba nie każdy jest predysponowany do takiej sytuacji..
    Nie każde bezdzietne małżeństwo 'nadaje sie' na rodziców adopcyjnych zdrowych,a co dopiero chorych dzieci.

    Mysle,ze jeśli ktoś ma takie powołanie,dar to powinien za nim iść...
    Ale można także pomagać w domach dziecka,hispicjach dziecięcych etc.
  • @Anka jeszcze masz szansę. Mama mi ostatnio opowiadała o kobiecie, która sama miała kilkoro dzieci i jak je odchowała trochę, zaczęła przygarniać chore terminalnie noworodki, które rodzice zostawili w szpitalu. Ona chyba wcześniej pracowała z takimi dziećmi. Starsze dzieci pomagają jej w opiece, wszyscy bardzo przeżywają, kiedy ono odchodzi. Jakiś czas temu mi opowiadała i szczegółów nie znam, ale to nie było w Polsce chyba. Niesamowita rodzina.
  • edytowano marzec 2016
    Oczywiście chabrowa, ja tak sobie na głos mysle. Np ze mam fajne życie, 6 zdrowych dzieci i moze to straszny egoizm.
    No i właśnie ja nie pisze o bezdzietnych, tylko o nas wielo, plodzących na potegę, dumnych ze swojej otwartości, w w sumie jaka w tym nasza zasługa?
    @zuzapola, za cienka na cos takiego jestem. Tyle ze nie trzeba od razu tych dzieci adoptować, mozna pomagać w hospicjach, właśnie wspierać kobiety rozważające aborcje itp, ale cieżko to robić jak samemu ma sie gromadkę, do tego żadnej pomocy znikąd (nie pisze o sobie), wtedy człowiek dość mocno zasklepia sie w swojej rodzinie.
  • Anka, po śliczne zdrowe bobaski to akurat są kolejki...gorzej mają te chore, których tłumy nie chcą tak ochoczo adoptować. Porównanie do cesarki chyba trochę bez sensu, bo tu nikt nie traci życia.
  • @Tola, a ten wpis twój to a propos czego?
  • A propos tego: Mi nie o to chodziło, ze zamiast rodzic powinnam sie ustawić w kolejce, po śliczne, zdrowe bobaski;).
  • Chodziło mi tylko o to, że wielodzietność nie wyklucza pomocy innym, a często właśnie matki wielodzietne, przez to, że często wykluczone z rynku pracy mają czas na pomoc w hospicjach, domach dziecka jako wolontariusze. Nie ma się wiecznie uczepionych cyca maluszków.
  • @Anka, myślę, że ten fragment może opisywać przedmiot Twoich wątpliwości:

    wychowac_czlowieka_szlachetnego_-_szacunek_do_innych
  • Tylko ja zrozumiałam wpis Anki bardziej dosłownie-że może zamiast płodzić kolejne dziecko-zaadoptować.Dobrze zrozumiałam?
  • ja tez tak zrozumiałam
  • Dzięki @wiesia:).
    @zuzapola, ile znasz matek wielodzietnych pracujących w hospicjach i angażujących sie poza rodziną, tudzież wspólnotą?

    Znam kilka fantastycznych rodzin, niezwykle pomagających, zaangażowanych itp, ale mysle ze to jednak wyjątki. Ze jednak większośc z nas pochłonięta jest swoim życiem, sprawami, które wcale takie proste nie jest. Ale nie jest proste na własne życzenie.
    Ludzie działający społecznie - choćby nam sie tak wydawało, bo znamy ZdR i siedzimy w tym środowisku - wsród wielodzietnych tak duzo nie ma.

    zreszta mi chodziło raczej o konkretne wspieranie trudnego macierzyństwa innych, pomoc dzieciom, odciążenie DD itp. Ze to jest prawdziwe cos, a nie po prostu urodzenie 6 dzieci.
  • Z punktu widzenia państwa, Narodu i Kościoła dzieci trzeba rodzić na potęgę. Bo inaczej nas zjedzą muzułmanie. Statystyka jest tragiczna.
  • @Anka, różnie nas Bóg powołuje. Ważne, żeby to powołanie odczytać prawidłowo. Nie uciekać od wyzwań, ale też nie brać się za coś, co może i wzmocni nasze ego, ale zagrozi rodzinie. Matka zaangażowana na maksa i zaniedbująca własne dzieci to, niestety, nieodosobniony przypadek :(
    A już tak po ludzku. Społeczeństwu potrzeba także zdrowych i dobrze wychowanych ludzi, by - chociażby - pomagać potrzebującym.
  • Myślę, że każdy jest inny, ma inne możliwości, inny charakter. Jeden będzie miał piątkę dzieci i będzie się angażował w jakieś akcje, pomoc itp. Inny będzie miał troje dzieci i ledwo będzie ciągnąć.
  • Nie lekceważyłabym wysiłku urodzenia i wychowania 6 dzieci... Każdy z nas ma inne powołanie, dla jednego może być po prostu 6 i może jest jeszcze powołany do innego wysiłku, dla drugiego 4 dzieci może być wysiłkiem ogromnym.
    Najważniejsza jest postawa służby, nie cierpiętnictwa i nie pychy, tylko wypełniania tego co nam dano. Dumna i pyszna nie bywa i matka 6 dzieci, ale i matka, która 2 adoptowała, to grozi każdemu, ale nie każdy w to wpada...
  • nie lubietakiego tonu " ze to egoizm plodzenie kolejnych dzieci .. egoistycznie itd." to Pan Bog daje dzieci i na prawde to od nas nie zalezy kto ma ile... jak ktos sie pyszni z tego wzgledu to jest problem... otwartosc tez jest darem.. nie czuje tego ze to egoizm ze rodze kolejne dzieci bo raczej powinnam unikac meza w dni plodne i adoptowac chore dzieci... adopcja , a szczegolnie chorych dzieci to droga dla wybranych.. powolanie.. z reszta jak ktos je ma to czesto nie zamyka drogi Panu Bogu zeby wlasne dzieci pomnazal jesli chce... na mnie pod tym wzgledem zrobili wrazenie Sawiccy (?)chyba wlasnie..w tv z 10 lat temu byl taki serial dokumentalny...wielodzietni a jeszcze dziecko z downem wzieli...
  • Dzięki dziewczyny
  • @Anka, dziękuję za Twoje wypowiedzi.
  • Tak, jak pisałam, to takie miej myślenie na głos. Bardzo cenie wielodzietne rodziny, chociaz jeszcze sama wielodzietność niczego nie przesadza, rożnie to bywa.
    Znam opinie - osob jak najbardziej wielodzietnych i żyjących w takim środowisku, które twierdza, ze wychowywać - bez pomocy z zewnątrz da sie do 4-5 dzieci, potem to juz z wychowaniem wiele wspólnego nie ma. Chyba ze właśnie jest ta pomoc.
    I nie atakuje rodzin wielo, sama taka jestem, nie uwazam, ze każdy powinien sie zatrzymać na 3 dzieci i potem adoptować. Tylko mysle, co my możemy zrobić, zeby takich tragedii było mniej, na czym powinno polegać nasze zaangażowanie.
    I zbyt często z samego faktu bycia wielodzietnym pojawia sie u niektórych - jakies poczucie bycia lepszym. A samo posiadanie licznej gromadki jeszcze o niczym nie swiadczy.
    Duzo upraszczam, wiem.
  • Myślę, że tego rodzaju dylematy należy rozstrzygać na kolanach, najlepiej pod kierownictwem spowiednika. I nie tak ogólnie "co lepiej - urodzić dużo dzieci czy adoptować potrzebujące", tylko konkretnie: "do czego nas, nasze małżeństwo Pan Bóg powołuje, czego od nas oczekuje". I potem realizować.
    Skoro się takie myśli w człowieku pojawiają, powinien je rozeznać i postąpić w posłuszeństwie spowiednikowi/kierownikowi duchowemu.
    Bo tak to jest takie pobożne gdybanie.
  • Ja nigdy nie zrozumiem rozeznawania oczekiwan Boga wobec mnie u spowiednika @-)
    Mnie uczono ze spowiednik jest od spowiedzi ...
  • edytowano marzec 2016
    @Anka

    Pisząc o bezdzietnych,chodziło mi o to,ze takie osoby czasami,pomimo wielkiego pragnienia posiadania dziecka,nie są w stanie adoptować.
    Po prostu emocjonalnie,psychicznie nie są w stanie wychowywać niebiologicznego dziecka.

    I mysle,ze z samego faktu bycia fantastycznym rodzicem biologicznym nie wynika jednak,ze nadajemy sie na adopcyjnych.
    Pomijając kwestie wieku,warunków metrazowych i materialnych -(bo jeśli jeszcze to bierzemy pod uwagę, to sorry ale mysle,ze Ok 75% orgowych rodzin mogło by nie przejść przez 'sito adopcyjne').

    Ale jak najbardZiej mysle,ze warto rozważać pomoc w fundacjach,szpitalach,hospicjach etc.

    Tylko zeby to nie wyglądało tak,ze robimy to kosztem swojej rodziny...
    Mysle,ze serio to kwestia powołania,które Bóg daje...

    Bo można działać tu i tam,a tymczasem okaże sie ze nasze własne dzieci raczej rosną,a nie są wychowywane -zreszta sama o tym pisałaś.

    Można tez -co moim zdaniem niesłusznie uważane jest za 'mniej godne,łatwiejsze etc',pomagać finansowo ludziom,instytucjom itp. Które maja dar/charyzmat do takiej pracy.


    edit. doprecyzowałam.
  • Prawda jest taka, że w Polsce ani wielo ani małodzietni nie są chętni to adopcji dzieci chorych. Zwłaszcza tych, które mają takie widoczne cechy jak np. Zespół downa.
  • Ale ciekawe czy jest taka korelacja miedzy tym 'chceniem', a poziomem dostępności do służby zdrowia (bezpłatnej).
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.