Religia własnego 'ja'

Bardzo ciekawe podejście do psychologii humanistycznej.

Fragment artykułu w Gościu Niedzielnym:
http://gosc.pl/doc/3691239.Religia-wlasnego-ja
Podziękowali 1Gosia5
«134

Komentarz

  • No, ciekawe.

    Tylko trzeba mieć papierową kopię lub wykupiony dostęp. Ja mam papierową kopię.
    Podziękowali 1Katarzyna
  • Nawet nie czytając artykułu myślę, że ten tytuł nazywa to, co się teraz powszechnie obserwuje. I bardzo mi się ten tytuł podoba. Zjawisko zaś wcale.
  • edytowano luty 2017
    "Mąż mówi do żony: „Nie rozwijam się w tym związku”. I po kilkunastu latach małżeństwa zostawia żonę z dwojgiem dzieci, aby rozwinąć pełnię „tłamszonego” dotąd „ja”. Doszedł do tych wniosków po psychoterapii. Jego terapeuta pobłogosławił „odważną” decyzję. Ktokolwiek zdaje sobie sprawę z dominującego nurtu współczesnej psychologii, ten nie będzie się dziwił takiej scenie."

    Sytuacja z innego forum:
    1. Dziewczyna zakłada wątek modlitewny za zmarłego ojca. Wspomina o trudnej miłości do niego, z uwagi na alkoholizm i inne takie.
    2. W innym temacie owa dziewczyna ma inne zdanie niż pan X. Pan X stwierdza że jako dziecko DDA cierpi na pomylenie pojęć, nie rozumie o czym się rozmawia, więc niech siedzi cicho.
    3. Widząc takie skurwysyństwo sporo użytkowników forum postuluje wyrzucić drania. Nie przebierając w słowach
    4. Pan X mówi, że przecież o co chodzi, przecież napisał prawdę, bo sam był na psychoterapii, to wie, że DDA tak mają.
    5. Na próbę uświadomienia mu co właściwie robi i jakim ^%$#@ jest wobec tej dziewczyny, i jeszcze wykorzystuje wątki modlitewne, pan X twierdzi że wszyscy nie mamy racji a nasza reakcjia to mechanizmy obronne.
    6. Pan X przyznał że był na psychoterapii gdzie nauczono go radzić sobie z poczuciem winy. W skrócie - nauczył się przerzucać ją na (o przepraszam, we własnym rozumieniu dostrzec u) wszystkich innych. Samopoczucie ma znakomite, problemy znikły, a przynajmniej sam tak twierdzi.

    Kurtyna:)
    Podziękowali 3mamababcia Hope Aga85
  • Przeczytałam artykuł. Ciekawy. Rzeczywiście nazywa po imieniu to, co niestety obserwuje się w dzisiejszym społeczeństwie. To przerzucanie winy na rodziców, trudne dzieciństwo, złe środowisko i inne okoliczności przyrody jest dość znamienne. Zniechęca do pracy nad sobą i szufladkuje. Moim zdaniem zniechęca do życia i tak naprawdę szkodzi naszemu ja w pojęciu
  • Kiedyś gadałem na piwku z pewnym bardzo sympatycznym panem - anonimowym alkoholikiem. On pił soczek.
    Opowiedział pokrótce o tym jak się uzależnił, i jak wygladało wychodzenie z tego.
    Był oczywiście na terapii - skierowali go bodajże w ramach leczenia z alko, szczegółów nie pamiętam.
    Terapię podsumował słowami:
    - Masz ze sobą jakiś problem? To znaczy miałeś tatusia skurwysyna. Do tego się to sprowadza.

    Ale coby nie być niesprawiedliwym - mam też znajomego po dobrej terapii. Na nikogo nie zrzuca winy, sam przepracował swoje problemy z jak na razie bardzo dobrym skutkiem. Także można.
  • To chyba musiało być bardzo dawno, albo cię wkręcal ;) . Biorąc pod uwagę że jako niepijacy alkoholik spędzał czas w barze, raczej to drugie...
    Podziękowali 1Elunia
  • nie przesadzajmy w drugą stronę. dzieciństwo,stosunek rodziców i to w jaki sposób bylismy wychowywani wpływa na nas i to jacy jesteśmy. Oczywiście jest jeszcze nasza praca, ale 20 lat(czasami i wiecej)życia w określony sposób nie jest obojętny.
  • @jukaa - co było dawno - moja rozmowa czy opisywane wydarzenia? Wydarzenia owszem, rozmowa była 2 lata temu. Nie znasz go, ale wiesz że mnie wkręcał - ciekawe:)

    Niepijący alkoholik spędzał czas w barze, bo mieliśmy spotkanie kilkunastu znajomych - zresztą i tak nie wszyscy pili. Takie dziwne?

    Niepijący alkoholicy nie mają (a przynajmniej nie wszyscy) pociągu do alkoholu, natomiast pić nie powinni ze względu na ryzyko powrotu do nałogu. Ale to nie znaczy że na widok kufla piwa dostają małpiego rozumu.

    @Kobieta: "Oczywiście jest jeszcze nasza praca, ale 20 lat(czasami i wiecej)życia w określony sposób nie jest obojętny. "

    Nikt nie twierdzi że jest, ale tu chodzi o co innego - o proste recepty, gotowe wytłumaczenia i łatwe rozwiązania. Czyli coś, co w wielu przypadkach oferują współczesne gabinety.
    Podziękowali 1Małgorzata32
  • Zgadzam się z tym demonizowaniem skutków życia w określonej rodzinie. Jak człowiek wie, skąd się biorą jego problemy, to pracuje nad sobą. Współczesna terapia mówi pozostaje często na etapie krytyki przeszłości. Jak ktoś pozostaje na tym etapie, nie utuli swojego skrzywdzonego dziecka i ono zawsze będzie nim rządzić.
    Podziękowali 2Nika76 Rogalikowa
  • edytowano luty 2017
    A wiesz, za długo bym musiała wyjaśniać jak działa nalogowe myślenie i nawroty w uzależnieniu.  Uwierz mi póki co na słowo, ze pół życia (zawodowego) spędziłam z trzezwiejacymi alkoholikami albo tymi udającymi ze chcą wytrzeźwiec i naprawdę nie teoretyzuje.
    A jak będzie okazja, to sobie pogadamy na luzie bardziej bezpośrednio.

    To tylko na marginesie waszej dyskusji.

    Ed. -mówiąc dawno miałam na myśli jakieś 30 lat + ;) , wówczas rzeczywiście na podobne metody można bylo trafic
    Podziękowali 3antonina mamababcia Elunia
  • @jukaa - to na pewno nie tak dawno. Koleś wtedy miał żonę i 17 letniego syna (dziś pewnie 19 lat) z okresu picia oraz chyba 3 czy 4 latka z okresu po odstawieniu.

    Jak mi powiedzial, bardzo często alkoholicy po odstawieniu rozpoczynają "nowe życie" którego wyrazem jest często nowy potomek:)

    I stare problemy zastępują nowe - np żona nauczona radzić sobie sama i decydowac sama, nagle ma męża który wyraża swoje zdanie - WTF?

    Też wkręcał?
    :)
  • Tecum, ale wtf żony to raczej objaw, ze cos się faktycznie zmienilo. I brzydko mówiąc, bardziej jej problem. Stare problemy zastąpić nowymi to raczej wchodzenie z jednego uzależnienia w drugie.
    Podziękowali 1Zuzapola
  • A w temacie dyskusji - pewnie terapia czasem sie na tym zatrzymuje, bo czesto to jest taki pierwszy krok, wiec sila rzeczy ileś tam osób trwa w stanie "to wszystko wina rodziców". Latwiej przyjac prawde podana ze znieczuleniem.
    Podziękowali 1mamababcia
  • Ktoś tu sugeruje ze program 12 kroków AA jest do kitu na przykładzie jednego alkoholika na początku zdrowienia czy mi się wydaje?  
  • edytowano luty 2017
    @malagala: "Tecum, ale wtf żony to raczej objaw, ze cos się faktycznie zmienilo. I brzydko mówiąc, bardziej jej problem. "

    Ale ja wiem:)
    To kolejny schemat który ponoć pojawia się bardzo często:) Niewątpliwie biedna i cierpiąca żona tak się przyzwyczaiła do swojego cierpienia że nie za bardzo potrafi się odnaleźć kiedy owego cierpienia zabraknie:)


    @malagala: "Stare problemy zastąpić nowymi to raczej wchodzenie z jednego uzależnienia w drugie. "

    Nie o to chodzi - chodzi o to że rozwiązanie starych problemów rodzi nowe, na szczęście innego kalibru. Lepiej mieć chyba trzeźwego i starającego się męża którego trzeba pytac o zdanie niż wiecznie pijanego, którego o nic pytać nie trzeba:)
    Zwłaszcza że do konieczności konsultacji zapewne też przywykła :)


  • Dali by w Gościu jakiś cykl jak się wyzwolic z tej religii Ja. Konkrety. Artykuł celny. W moim rodzinnym domu na polkach Fromm i inne takie. Na studiach Maslow. Znikąd się to podejście do życia w moim pokoleniu nie bierze.
    Załóżmy ze procz wielodz. z tego forum mam 400 znajomych na fb. Ze 4 (!) osoby maja rodziny 3+ a tak rzadzi samorealizacja (lub problemy ktorych nie wykluczam).
    Podziękowali 2malagala September
  • To co piszecie jest przerażające :( Człowiek wychodzi z terapii i myśli, że wyleczył się ze swojego problemu, a tak naprawdę popadł w gorszy, o którym nie wie. Brr...
  • Nie, @Hope , ja wierzę że są dobre terapie, ale trzeba je skończyć. Etap po etapie.
    Podziękowali 1kitek
  • TecumSeh powiedział(a):
    @malagala: "Tecum, ale wtf żony to raczej objaw, ze cos się faktycznie zmienilo. I brzydko mówiąc, bardziej jej problem. "

    Ale ja wiem:)
    To kolejny schemat który ponoć pojawia się bardzo często:) Niewątpliwie biedna i cierpiąca żona tak się przyzwyczaiła do swojego cierpienia że nie za bardzo potrafi się odnaleźć kiedy owego cierpienia zabraknie:)


    @malagala: "Stare problemy zastąpić nowymi to raczej wchodzenie z jednego uzależnienia w drugie. "

    Nie o to chodzi - chodzi o to że rozwiązanie starych problemów rodzi nowe, na szczęście innego kalibru. Lepiej mieć chyba trzeźwego i starającego się męża którego trzeba pytac o zdanie niż wiecznie pijanego, którego o nic pytać nie trzeba:)
    Zwłaszcza że do konieczności konsultacji zapewne też przywykła :)


    No nie wiem...
    Pijanego łatwiej usprawiedliwić. 

    Trzeźwy alkoholik ktory nad soba nie pracuje jest tak samo chory jak pijany. Jest tylko mniej usprawiedliwiony. 

    Podobno taki alkoholik trzeźwy jest tak nadety jak balon i buja w kosmosie dopóty dopóki Bóg mu powietrza nie spuści... 
    Z takim to już się wcale żyć nie da
    Podziękowali 1kitek
  • @TecumSeh bardzo lekceważąco się wyrażasz o żonach byłych alkoholików. Zdajesz sobie sprawę jaką one mają pracę do wykonania? jak trudno jest po latach udręki zaufać ze tym razem będzie inaczej i że można już przestać sobie radzić samej i  że jak już pozwoli sobie na zmianę życia nie okaże się ze znów będzie musiała stać się samodzielna i od nowa budować samodzielne życie?


  • Podobno taki alkoholik trzeźwy jest tak nadety jak balon i buja w kosmosie dopóty dopóki Bóg mu powietrza nie spuści... 
    Z takim to już się wcale żyć nie da
    dokładnie tak. Bo on taki super i wspaniały że pić/znęcać się nad rodziną przestał więc go po nogach i tyłku całować trzeba za tą wspaniałomyślność. A ze krzywdę rodznie zrobił to drobiazg, on jest bohaterem we własnym domu. Wiem, znam z autopsji, mam to w domu.
  • Tecum, to nie wiem, o co Ci chodzi. Po prostu taka anegdota?

    z tym, ze to "jej problem" mam na myśli, ze trzeźwiejący mąż jej nie pomoże. Jesli kogoś urazilam tym wpisem, przepraszam.

  • ::D ko wiesia powiedział(a):
    (...) W moim rodzinnym domu na polkach Fromm (...) Znikąd się to podejście do życia w moim pokoleniu nie bierze (...)

    haha, chciałam napisać, ze "ktos tych ludzi przeciez tak wychował", ale czy to mnie nie pogrąży? :D
  • Nie rozumiemy się.

    @Nika76: TEN konkretny alkoholik po pierwsze nie pije od lat, po drugie sytuacja uległa poprawie a jedyny problem jaki pojawił się na początku to taki, że angażuje się w decyzje od czego żona zdążyła odwyknąć. Skąd założenie, że jest gorzej niż było?

    @kitek: gdzie ja niby o kimkolwiek tutaj wyrażam się lekceważąco?

    @malagala: anegdota a propos prostoty terapii, a reszta na marginesie. Co do samej sytuacji - żona musi się przyzwyczaić do normalności od której odwykła - i tyle.
  • Odnoszę się do tekstu nie tej dyskusji. Dobrze, że ludzie świadomi są swoich ograniczeń, dysfunkcji i syndromów. To jest wielka ulga wiedzieć, że część naszych problemów wynika ze zrytego dzieciństwa .
    Ale, ale to jest tylko wiedza.Co my z nią zrobimy, czy będziemy się użalać nad sobą albo czy to będzie impuls do pracy nad sobą i nad wybaczeniem, to już zależy od naszych dojrzałych decyzji.
  • TecumSeh powiedział(a):


    @malagala: anegdota a propos prostoty terapii, a reszta na marginesie. Co do samej sytuacji - żona musi się przyzwyczaić do normalności od której odwykła - i tyle.
    no tak, bo to przez co przeszła to pikuś... Jeśli uważasz ze życie po piciu jest po prostu powrotem do normalności to zazdroszczę ze masz to szczęście ze nie masz pojęcia o czym mówisz. 
  • TecumSeh powiedział(a):
    Nie rozumiemy się.

    @Nika76: TEN konkretny alkoholik po pierwsze nie pije od lat, po drugie sytuacja uległa poprawie a jedyny problem jaki pojawił się na początku to taki, że angażuje się w decyzje od czego żona zdążyła odwyknąć. Skąd założenie, że jest gorzej niż było?

    @kitek: gdzie ja niby o kimkolwiek tutaj wyrażam się lekceważąco?

    @malagala: anegdota a propos prostoty terapii, a reszta na marginesie. Co do samej sytuacji - żona musi się przyzwyczaić do normalności od której odwykła - i tyle.
    Pozory mylą. 
    Bardziej niż myślisz 

    Acha... i nie dobrze nazywać normalności czegoś co normalne nie jest.
    Można mówić o dążeniu do normalności,  ale to przy dobrej woli obu stron
    Podziękowali 2mamababcia kitek
  • jukaa powiedział(a):
    To chyba musiało być bardzo dawno, albo cię wkręcal ;) . Biorąc pod uwagę że jako niepijacy alkoholik spędzał czas w barze, raczej to drugie...
    Raczej bym powiedziała,że tylko tyle zrozumiał.Przyjął do wiadomości tyle ile mu pasowało i wyciągnął wnioski dla niego wygodne.
    TecumSeh powiedział(a):
    Nie rozumiemy się.

    @Nika76: TEN konkretny alkoholik po pierwsze nie pije od lat, po drugie sytuacja uległa poprawie a jedyny problem jaki pojawił się na początku to taki, że angażuje się w decyzje od czego żona zdążyła odwyknąć. Skąd założenie, że jest gorzej niż było?

    @kitek: gdzie ja niby o kimkolwiek tutaj wyrażam się lekceważąco?

    @malagala: anegdota a propos prostoty terapii, a reszta na marginesie. Co do samej sytuacji - żona musi się przyzwyczaić do normalności od której odwykła - i tyle.
    Mógłbyś zdefiniować słowo normalność?
    Bo dla osób współuzależnionych czyli i dla tej niedobrej żony, "normalność"  to codzienność ze  śmierdzącym ,bełkocącym alkoholikiem  ,dla którego ważne jest tylko jedno-napić się.
    A dodatkowe atrakcje to wstyd,poczucie winy,walka o byt,sprzątanie rzygowin,pranie zasikanej pościeli i ubrań,życie w ciągłym lęku (napije się czy się nie napije,będą pieniądze na rachunki czy znajdzie i przepije wszystko itp),przemoc psychiczna a często i fizyczna i taka mdląca paskudna nadzieja,że może jutro,za tydzień,za miesiąc to się skończy,że alkoholik się zmieni,że przestanie chlać.
    Podziękowali 3Nika76 PonuraKura Coralgol
  • edytowano luty 2017
    A po tym wszystkim wielmozny pan wrzuci ostentacyjnie butelkę do kosza i stanie na piedestale.

    Niech no ktoś teraz spróbuje nie oddać mu czci i zarzucić jakiś błąd!. ... 

    :)
    Podziękowali 3Elunia Laf2011 Coralgol
  • @kitek: "no tak, bo to przez co przeszła to pikuś... Jeśli uważasz ze życie po piciu jest po prostu powrotem do normalności to zazdroszczę ze masz to szczęście ze nie masz pojęcia o czym mówisz.  "

    Gdzie ja coś takiego napisałem?


    @Nika76: "Pozory mylą. Bardziej niż myślisz.Acha... i nie dobrze nazywać normalności czegoś co normalne nie jest. Można mówić o dążeniu do normalności,  ale to przy dobrej woli obu stron "

    Czy my rozmawiamy o tym samym? Bo mam wrażenie że nie.


    @kasha: "Mógłbyś zdefiniować słowo normalność?"


    Proszę bardzo.
    Normalny jest stan kiedy oboje są trzeźwi, dogadują się i podejmują wspólnie decyzje.
    Przez wiele lat był stan nienormalny - on pił, ona zajmowała się wszystkim.
    Teraz wrócił stan normalny - on nie pije, chce uczestniczyć w podejmowaniu decyzji, a ona jest nieprzyzwyczajona, bo dotąd wszystkie decyzje podejmowała sama.

    Jeśli ktoś żył wiele lat w nienormalności to normalne że normalność jest dziwna.



Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.