Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Nie marnujmy dziś swego najlepszego czasu

edytowano 21 kwiecień w Arkan Noego

Jubileusz urodzin Benedykta XVI dał okazję do różnych przypomnień jego osoby i dzieła (miłym akcentem było np. sympozjum zorganizowane w Sekretariacie Episkopatu Polski). Dla mnie - pisałem to wielokrotnie w swoim czasie - jedną z głównych wartości myśli Kardynała i potem Papieża jest legitymizowanie mądrego katolickiego nonkonformizmu: na tle "dyktatury relatywizmu" oraz zamiast wytwarzanego na jego zamówienie "chrześcijaństwa zaadaptowanego", potrzeba nam pilnie odwagi ufundowanej w chrześcijańskim "roszczeniu prawdziwości" (czyli w przekonaniu, że się otrzymało, próbuje zrozumieć i przekazać dalej Prawdę). Genialne i dalekowzroczne było przy tym powiązanie tego nonkonformizmu i jego logiki "kreatywnej mniejszości" - ze świadomością, że stajemy pomiędzy światem, który z Boga kpi, a światem, który utworzył sobie boga-siłę. Ratzingerowska - a w istocie patrystyczna - teologia Boga-Logosu jest krytyką jednego i drugiego. I to właśnie z niej - a nie z nostalgii - wypływa to szczególne umiłowanie Liturgii, ujętej w głębokiej perspektywie logike latreia.

O tym przemyślanym ratzingerowskim nonkonformizmie myślę teraz, zostawiając ją z nieprzypadkową zbieżnością przybranego imienia papieskiego Benedykta XVI z imieniem świętego Ojca Benedykta, patriarchy mnichów Zachodu. Czy ten ostatni zamierzał być nonkonformistą? W pewnym sensie tak: przecież w świecie niepewności i zmiany inaugurował życie wspólnot jakby nieporuszonych i kultywujących pokój pośród wojen. Co ciekawe: tworząc ideał małych wspólnot monastycznych, zbudował go tak, że nie tylko wewnątrz znalazło się miejsce dla ludzi bardzo różnego poziomu, ale sam ideał był zdolny oświetlić kierunki całej cywilizacji, daleko poza murami klasztorów. A zatem: był nonkonformistą, choć nie obmyślił tego, by nim być. Pracował z taką szerokością ducha, że jego pogłębiająca praca, wymagająca odejścia od świata, nie miała w sobie rozgoryczenia względem świata "na zewnątrz". Zamiast rozgoryczenia ofiarowywał gościnę - choć również pilnie strzegł tego, by gość ze świata nie psuł mu klasztoru. Robił to, co do niego należało - a światło tym wykrzesane przyniosło pożytek wszystkim. Paradoksalnie, dzieło obliczone na nic innego niż radykalne "szukanie Boga" zorganizowało potem cywilizację Zachodu.

Może więc i my nie poświęcajmy dziś swego najlepszego czasu i okazji, aby demaskować wciąż zbyt nikłe chrześcijaństwo społeczeństw chorych od pełzającej apostazji. Te "knotki niezagaszone" potrzebują instytucji chrześcijańskiego odrodzenia. To prawda, że stworzą je i rozwiną jedynie ci, którzy są gotowi na nonkonformizm - lecz niekoniecznie ci, którzy obmyślają jak być nonkonformistami.

Paweł Milcarek

http://christianitas.org/news/problemy-nonkonformizmu/

Podziękowali 3Joannna jan_u mamababcia

Komentarz

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.