preppersowo

edytowano 8 październik w Kuchnia
Witajcie, 
nie znalazłem podobnego wątku więc postanowiłem założyć osobny. Kiedy rodzina zaczęła nam się powiększać, zacząłem się zastanawiać jako ojciec nad różnymi sprawami, głównie dotyczyły one poziomu naszego życia: co się stanie jak braknie prądu? jak padnie centralne ogrzewanie? jak przyjdzie żywioł i uniemożliwi dojazd do apteki, sklepu? czy wystarczy nam jedzenia? środków czystości i higieny? Nie ukrywam, że zacząłem też o tym rozmyślać mniej więcej jak zaczęła się zawierucha na Ukrainie. W internecie odkryłem że takich ludzi jak ja jest znaczenie więcej i nazywają się preppersami - stąd nazwa wątku :smile: Najogólniej definiując, preppers to osoba która bierze odpowiedzialność za przetrwanie i jakość życia siebie i swojej rodziny. Preppers myśli długofalowo, kiedy inni nie przejmują się jutrzejszym dniem. Jeśli kogoś interesuje ten temat, można doczytać ten wątek:  http://preppersi.blogspot.com/p/5-zasad-preppersa.html
Chciałem aby w tym wątku moglibyśmy się wymieniać wspólnymi doświadczeniami w tym zakresie. Przyznam się Wam, że na Wasze forum trafiłem właśnie poprzez tematykę magazynowania żywności. Szukałem na internecie informacji nt. przechowywania żywności i tak po raz pierwszy weszłem na forum wielodzietnych. Z tego co pamiętam, ktoś chciał spróbować magazynować żywność w pojemnikach po wodzie 5l. Pomyślałem wtedy: w sumie taka rodzina wielodzietna to też preppersy, muszą być dobrze zorganizowani, nie będą latać co chwila do sklepu po kaszę :smile: 
W moim zamyśle chciałem też połączyć tutaj wspólne zakupy - przez internet dużo rzeczy można taniej kupić, ale koszty wysyłki często zniechęcają bądź są darmowe od jakiejś wysokiej kwoty zakupów. Można się organizować i kupować razem, jeśli macie kontakt ze sobą w realu. Dla przykładu ja często robię zakupy w internetowej aptece (nie wiem czy mogę podać nazwę?), gdzie ceny w stosunku do mojej stacjonarnej apteki są dużo niższe, darmową wysyłkę od 300 PLN wzwyż omijamy umawiając się między znajomymi na wspólne zakupy - wiadomo że co sezon schodzą nam określone syropy, lekarstwa i przy tylu pociechach już sami wiecie jaką kurację bezreceptową zacząć przy pierwszych objawach w infekcji.
Drugi przykład z mojej strony - na olx.pl - są bardzo tanie mydła: Luksja, Palmolive, etc. w cenach 0,50-1,00 PLN. Wysupłaliśmy złocisze i kupiłem w mojej okolicy 140 szt. mydeł Barwa Natura z gliceryną za 0,50 gr (cena w sklepie internetowym: >1,90 PLN). Długi termin przydatności, dobra jakość, za tą cenę - czysty zysk.
Zainteresowanych tematyką zapraszam :smile: 

«13

Komentarz

  • Podobny watek juz był. Ale nie pamietam tytułu
  • też nie kojarzę ale @Maciek_bs wstawiał tam link o plecaku "przetrwania" 
  • Mój przyjaciel z Warszawy ma przygotowane plecaki ucieczkowe :smile: Dla siebie i żony. W tym roku robił ich przegląd, wymieniał przeterminowane składniki. Ja nie mam, bo zakładam że z mojego domu nie będę się nigdzie ruszał :smile: Dom mam podpiwniczony, a tam - spiżarnia. Żona ochoczo "produkuje" przetwory. Ogórki, papryka, nalewki, syropy z mleczy, czarnego bzu i masę innych.
    W ubiegłym roku za pół darmo kupiliśmy suszarkę do owoców Zelmera - nietrafiony prezent, dla nas bardzo przydatne urządzenie. Suszymy na niej owoce a w zimie dajemy je dzieciom jako "chrupki" lub sami je jemy "ku kawie". Ostatnio żona wpadła na świetny pomysł - zamiast kupować herbatki dla dzieci, sama je robi. Do butelki po bobofrucie wkłada suszone plasterki jabłek (gruszek, bananów...), listki mięty/melisy z przydomowego ogródka i dodaje miód. Zalewa to przegotowaną ale w miarę ostygłą wodą (wiadomo - miód), zakręca i zostawia aż trochę się schłodzi. Przed nalaniem do niekapka jeszcze wstrząśnięte, nie zmieszane :wink: i herbatka gotowa.
    Mój następny "preppersowy" zakup to właśnie miód. Planuję kupić ok. 10-12 sztuk słoików litrowych. Miód jest bezterminowy, można go trzymać i 1000 lat - nic mu nie będzie. Ktoś ma namiary z G. Śląska na prawdziwy miód w miarę przystępnej cenie? U mnie po 35 zł, ten rok był fatalny w sadownictwie.
    Podziękowali 2antonina makodorzyk
  • Jak na prawdziwy miód to niezła cena. Prawdziwy, czyli pszczoły nie są dokarmiane, poza niezbędnym minimum.
    Podziękowali 1tymka
  • W mojej okolicy średnia cena wynosi ok. 25 PLN za słoik. W tym roku jest tragedia. Co roku zbieramy orzechy włoskie - w tym roku nie ma albo nic albo tą resztkę wyjadają sójki i wiewiórki. W ub. roku posadziłem sad - w maju wymarzła mi połowa drzewek. W sadzie rodziców jabłek jak na lekarstwo. Kiepski jest ten rok.
  • edytowano 9 październik
    10-12 słoików miodu to preppersowy zapas??? Nie miałam pojęcia, że jestem megapreppersem. ;) Tylko coś mi zapas już prawie znikł...
    Podziękowali 1tymka
  • @Bambidu zależy jaka rodzina :) ja litrowy słoik mam na kilka miesięcy, no ale jest nas tylko trójka...
  • Nie do końca od rozmiaru rodziny zależy @gabriela. U nas spożycie nie było szczególnie wielkie dopóki nie uświadomiłam domownikom dobroczynnych właściwości miodu. No i wzrosło tak, że zastanawiam się, czy słusznie zrobiłam...;)
  • u nas kluczowy jest pelen bak w samochodzie.... jak przyjdzie czas uciekac do Polski  :)
    Podziękowali 1Małgorzata32
  • Ja przyznam się że miodu bardzo mało zjadam. Głównie dzieciakom do płatków śniadaniowych czy do herbaty. Chyba większość ma swój jakiś ulubiony zdrowy przysmak - ja akurat rano na śniadanie smaruję chleb oliwą zamiast masła, taką prawdziwą oliwą. Przyjaciel zaopatruje się w jakieś preparaty z czystka, brat kupuje coś z prawoślazu...
    W przyszłym miesiącu będę się zaopatrywał w oliwę - http://www.greckie-delikatesy.pl/ ; ktoś chętny na wspólne zakupy? Górny Śląsk, odbiór SMI ew. SPS.

  • edytowano 9 październik
    @Thiassi - a gdzie brońi amunicją, hę? ;-)
    I topinambury - co to za prepers bez topinamburów? I liofilizatów?
    A plecak ucieczkowy musisz mieć - w przypadku zagrożenia atomowego lub zwykłego, codziennego bombardowania rakietowego.
  • Słoikami po miodzie walnie najeźdźcę!
  • edytowano 9 październik
    @TecumSeh chyba w Twojej skali jestem w wersji light :blush:
    Myślami jestem aby zapewnić rodzinie pożywienie, ciepło, podstawową opiekę zdrowotną w warunkach domowych. Nie koncentruję się na opuszczeniu mojego domu tylko na przetrwanie w nim w warunkach kryzysu.
    Liofilizacja to klasa premium, tymczasem w warunkach domowych na konserwację żywności wystarczy temperatura, sól czy najstarszy na świecie sposób - suszenie. Do magazynowania żywności stosuję prostą zasadę: "store what you eat, eat what you store". Kupujemy tylko to co konsumujemy, ostatnio m.in. dzięki inspiracji na tym forum kupiliśmy roczny zapas ryżu, grochu, fasoli, kasz.
    Broń? Nie podpuszczaj mnie :wink: 
  • @Thiassi my ostatnio spuściliśmy z tonu, chociaż zapasy jeszcze są częściowo sprzed dwóch lat, kiedy zrobiliśmy przeszło 600 słoików różnych specjałów. Zbierałem wtedy na forum słoiki.
    Podziękowali 1Thiassi
  • Tylko utwierdzam się po Waszych wpisach że jestem wersją light :smiley:
    My tak raczej mamy roczne zapasy, żona uwielbia gotować i co roku ubogaca nam spiżarnię w zależności czego jest aktualnie wysyp i w różnych konfiguracjach (np. ogórki - w occie, kiszone, z chilli, w musztardzie). Zjadamy to mniej więcej w ciągu roku do półtora, wtedy znowu kupujemy świeże owoce czy warzywa i tak w kółko.
    @jan_u jesteś z Gór?
  • O rety, strasznie mnie rozbawiła Twoja lista rzeczy niezbędnych do przetrwania w razie kataklizmu. Takich rzeczy jak herbatki dla dzieci, apteczne specyfiki na przeziębienie czy ogórki w musztardzie nie mam w domu nawet w czasach luksusu :)
    Podziękowali 2Skatarzyna tymka
  • W takim razie zapraszam skosztować :smile:
    Czym chata bogata... :smile: 
    Podziękowali 2Małgorzata32 Bagata
  • @Thiassi : "chyba w Twojej skali jestem w wersji light blush "

    E tam. Trochę żartobliwe to było:)
    Ja wszystkich zapasów nie mam (tylko niektóre), w bloku to tak średnio wygodne, czekam aż się do domu przeprowadzę:)
    Sam wspomniałeś o plecaku ucieczkowym - w nim akurat liofilizat się przydaje:)

    @Thiassi: "
    Broń? Nie podpuszczaj mnie wink "

    Prosty chłop jestem. Nie podpuszczaj do? Bo nie wiem o co chodzi?

  • edytowano 9 październik
    :smiley: boooo... facet ma być odpowiedzialny za bezpieczeństwo swojej rodziny. Mam parę rzeczy do (samo)obrony - oczywiście zgodnie z prawem  o:) Mam nadzieję że nie będę ich musiał używać.
    Gdybym mieszkał w bloku, mieście, to pewnie bym sobie nie zaprzątał nawet głowy robieniem zapasów. Natomiast plecak ucieczkowy - jasne, zainwestowałbym. W nim żywność liofilozowaną, tabletki do odkażania wody albo life straw, podręczna apteczka, coś na biegunkę - głupio zejść z powodu sraczki :smiley: 
  • edytowano 9 październik
    Jak tak czytam składy karm mokrych i suchych dla kotów to wychodzi że spokojnie można jeść jakby co. Jednak muszą być bardzo dobrej jakości gdzie np mięsa jest ponad 70 procent a reszta to rosół i 1% ryzu. Są też takie gdzie mięso to 95% reszta rosół. Broń Boże jakieś whiskasy i inne Feliksy czy  Kitkaty gdzie mięso to kilkanaście procent plus jakieś ulepszacze. 
    Dzisiaj kupowałam puszki, ważność do 2020 więc zawsze to coś nie?  ;) Wystarcz zrobić spory zapas puszek a jakby co to kot będzie miał idealne żarcie. 
    Zresztą gdzieś czytałam, że powinno się wykorzystywać że spiżarni po kolei produkty z krótszym terminem ważności a dokupować na ich miejsce nowe, tak żeby był cały czas zapas. No logiczne.

    A o tym pierwszy raz przeczytalam - topinambury. No hmm, pomyślę.

    Ostatnio przeczytałam ksiazke o Audrey Hepburn i wspomina w niej jak to jadła w czasie wojny zupę z cebul tulipanów i same cebule. No mam tego trochę do wsadzenia właśnie, ale nie pragnę poznać ich smaku. Ponoć ochydztwo.



    Podziękowali 1Katia
  • Ja sobie trochę hmmm żartuje (?)
    Wychodzę z założenia, że co ma być to będzie. Jak mi jest pisane przeżyć wojnę to przeżyje. Jak nie to mnie zastrzelą przed domem a spiżarnię opróżnią. 
    Wierzę, że co ma być to będzie.
    A nikt z nas nie zna daty końca świata. Daty swojej śmierci, swojego prywatnego końca świata.
  • edytowano 9 październik
    Parę lat temu przeszła burza o 5 nad ranem w naszej miejscowości. Nie mieliśmy prądu przez 4 dni. Dało się przeżyć bo był lipiec. Co by się stało, gdyby to samo wydarzyło się w zimie? W 2010 nad Jurą Krakowsko-Częstochowską przeszła burza śnieżna. Kolega z Zawiercia był bez prądu ok. 2 tygodnie. W tym samym roku, tylko nieco wcześniej ewakuowaliśmy się z naszego ówczesnego miejsca zamieszkania z powodu powodzi. Piwnica była zalana po pas i było realne zagrożenie że woda się podniesie w całym mieście. W promieniu 30 km nie było żadnej wolnej pompy do wody, brakowało w sklepach nawet zwykłych gumiaków.
    Można sobie wyobrazić teraz obie sytuacje z noworodkiem na rękach. 
    Czy sprzeniewierzyłem się Bogu, że kupiłem sobie agregat prądotwórczy? Że kupiłem sobie pompę zatapialną? W mojej ocenie - nie.
    Jasne, jeśli ktoś w tym temacie odjechał za daleko, że zabezpiecza się na każdą ewentualność, buduje schron przeciwatomowy i całą ufność pokłada w swoich zabezpieczeniach - to współczuję.
    W przetworach też nie widzę nic dziwnego. Mieszkamy na wsi, mamy sad, warzywniak, mały zielnik, w naszych rodzinach to jakaś szara codzienność że robimy kompoty, dżemy, nalewki, deptamy kapustę, kisimy ogórki a jeśli dodać do tego jeszcze pasję i zamiłowanie mojej żony to proszę się nie dziwić naszym frykasom na spiżarnianej półce :smiley: Może że wątek jest opakowany słowem preppers wywiera emocje, gdybym upchnął to w jakiś przepisach kuchennych przeszedłby bez echa :wink: 
    Wychodzę z założenia że można mieć i różaniec i oliwę do lamp. Zwykła roztropność. Jedno nie wyklucza drugiego. U mnie nawet więcej tego pierwszego, bo nawróciłem się w 2007 na Jasnej Górze :smile: 
    Dobrej nocy, zmykam bo jutro wcześniej pobudka.


    Podziękowali 3kasha mama_asia Malena
  • Wolę brak prądu zimą, niż latem, w razie "w" siedzimy razem, ogrzewamy się kominkiem i gadamy, gadamy, gadamy, latem są problemy z zawartocćią zamrażarek. Generator padł, nowy pewnie nabędziemy z czasem, a wszystkiego się nie zabezpieczy, choćby chomik udzielał lekcji w duecie z wiewiórką.
    Podziękowali 3uJa jukaa Katia
  • Na okolicznosc konca swiata ja mam nadzieje zrobic to, co @Bridget: nastawic pralke.
    W razie wybuchu atomowego, dajmy na to koreanskiego polecimy wszyscy do Abrahama, cali albo w kawalkach. I 140 mydel marki Barwa, dobrych, polskich.
  • O matkooo to jakiś ruch na p musi być? Mam zatapialną pompę do brudnej wody bo mamy starą studnię i czasami podlewamy z niej ogród. Nie było u nas prądu dwa razy po 3 dni i gotowaliśmy na gazie bo mamy dwa palniki gazowe i dwa elektryczne, a świeciliśmy lampą campingową, super latarkami i świeczkami.Palniki są na gaz z butli ale mamy też kuchenkę campingową.Ogrzewanie mam na węgiel i drewno, bez prądu nie działa pompka ale idą grawitacyjnie grzejniki w 3 pomieszczeniach. W razie kataklizmu wystarczy. Robię mnóstwo słoików bo mam nadmiar w ogródku albo dostaję warzywa i owoce za free. Mam zawsze worek mąki bo kupuję po 25 kg w młynie. Mam też w piwnicy kartofle na całą zimę, marchew, buraki. Mam zmagazynowaną chemię gosp. bo jak jadę do Niemiec to kupuję zapas. Mój M. posiada piłę spalinową czyli jak zabraknie opału to las blisko. Muszę mu powiedzieć, że jesteśmy prepersami.
  • Tulipany ponoć trujące są.
    U nas spiżarnia pełna ale prepersami nie jestesmy, choć na wsi to może i realne było. Tylko na co to przygotowanie ma byc właściwie? Na brak prądu? Na wojnę? Czy na zniknięcie ludzkosci rodem z książki sf?
    Drewno mamy na całą zimę. Ziemniaków wykopalismy 700 kg, leżą w piwnicy. W stodole parę ton zboża, sąsiadka ma studnię jakby wody nie było. Co z tego, kiedy w razie wojny przyjdą, zabiorą i nie ma. W ogóle nie rozumiem tego gromadzenia na wszelki wypadek. Jeszcze obsługę broni, czy znajomość dzikich jadalnych roślin uznaję za przydatną dla prepersa
    Zapas kaszy na rok? Bym chyba się moli obawiała.
    Podziękowali 1Elunia
  • @Thiassi: "smiley boooo... facet ma być odpowiedzialny za bezpieczeństwo swojej rodziny. "

    No właśnie. Więc?

    @Thiassi: "Mam parę rzeczy do (samo)obrony - oczywiście zgodnie z prawem  o "

    Broń jest zgodna z prawem:)


    @Thiassi: "Mam nadzieję że nie będę ich musiał używać."

    No właśnie po to jest - si vis pacem, para bellum:) Potencjał odstraszania.
     
    @Thiassi: "Gdybym mieszkał w bloku, mieście, to pewnie bym sobie nie zaprzątał nawet głowy robieniem zapasów. "

    Jest dokładnie na odwrót - właśnie w mieście ludzie w razie kataklizmu są w czarnej dupie. Na wsi zawsze jakiś strumyk i trawa w najgorszym wypadku - w mieście nie ma nawet tego.
    Dość przypomnieć niedawne zatrucie wody w moim mieście - woda butelkowana zniknęła ze sklepów w dwie godziny, ponoć doszło do jakiejś bójki w sklepie o nią.

    Owszem, w mieszkaniu zapasy robić trudniej niż w domu, ale da się i trzeba.
    Podziękowali 1Kasik
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.