Hałas, wrzask i rwetes

2»

Komentarz

  • Sęk w tym że on nie histeryzuje tylko gada jakby z głuchą rodziną mieszkał, śpiewa, non stop wydaje z siebie jakieś dźwięki. Przy stole wszyscy do siebie wrzeszczymy bo on wciąż buczy jak telewizor.
    Ostatnio zasnął przed obiadem i przy stole szok ;) cisza, można porozmawiać jak ludzie :) 
    Podziękowali 2E.milia Agnieszka
  • U mnie najgłośniejszy jest mąż, ale to efekt takiej a nie innej pracy. Nie może się przestawić na tryb cichy. ;) bo ostatnio pracuje co 24 godziny. 
    Ja jestem cierpliwy człowiek, ale jak potomstwo przeciagnie strune to też potrafię wrzask podnieść. Ale staram się tego nie nadużywać, bo sama słuchać nie lubię....
  • Namorowa,mamy tego samego syna czy jak?
  • Ja mam takiego jednego co krzyczy, a nie mówi (a i powyć sobie lubi, ale to temat na inny wątek) Bez przerwy coś śpiewa, nuci, zazwyczaj w denerwujący dla otoczenia sposób, jedyny plus że nie fałszuje ;) W dodatku gra na perkusji, a jak nie gra to stuka czymś bez przerwy, nawet przy stole. Oszaleć idzie. On to chyba mimowolnie robi, bo czasem widzę, że się stara, ale po minucie znów wydaje dźwięki... :grimace: 
  • Może warto byłoby zbadać słuch u dzieci? 
  • Słuch jest w porządku gorzej z słuchaniem ;) 
  • Nie sądzę by chodziło o słuch. Niektórzy mają donośny głos i tyle. Ja ponoć taki mam co stanowi zwłaszcza utrapienie dla...mojej mamy :) wciąż nie może tego przeżyć i bez przerwy mnie ucisza, nawet gdy mnie się wydaje, że już ciszej się mówić nie da. 
    Z kolei moja pani od emisji głosu była swego czasu zachwycona. Jak ja to robię, nie mając nawet pojęcia o pracy przepony. 
    W aulach, dużych salach spokojnie mogę mówić bez mikrofonu i każdy mnie usłyszy, nawet w ostatnim rzędzie. Ale w takich sytuacjach specjalnie jeszcze podkręcam głos, bez wysiłku.
    No każdy ma jakiś talent. Ja obywam się bez mikrofonu podczas większych występów ;)
  • Hehe dobre. To może mój mąż też ma taki talent. 
  • A mój 2014 całkiem okk, choc od kiedy gada to gada cały czas. Trochę jakby bał się, że jak przestanie gadać to przestanie istnieć ;)


    Nastolatkami to mnie tak straszycie, że ogarnia mnie paraliż... Temat przewija się ciągle i ciągle i mnie przeraża... 
    Podziękowali 1Wiol
  • Generalnie dociera kiedy mąż w odpowiedni sposób i w odpowiedniej skali zaintonuje ważne treści. A zdarza się, że i tak jakieś przerwy w dotarciu bywają.
  • 2015 też musiał być niezły bo nasz mały nadaje bez przerwy. Na domiar złego uwielbia wydawać dźwięki z przedmiotów użytkowych. Garnki są w ciągłym użyciu pomimo naszych interwencji. Zastanawiam sie kiedy sasiad jakiś nie wytrzyma. Babcia uznała ,że muzykalny jest i kupiła mu taką gitarkę elektryczną, która wydaje straszny jazgot. Mały ją uwielbia. Jak ten zaczyna "grać" to mała lubi pośpiewać piosenki. Włazi na kanapę i śpiewa. Ogólnie wesoło jest i głośno.
  • Dorotak powiedział(a):
    A mój 2014 całkiem okk, choc od kiedy gada to gada cały czas. Trochę jakby bał się, że jak przestanie gadać to przestanie istnieć ;)


    Nastolatkami to mnie tak straszycie, że ogarnia mnie paraliż... Temat przewija się ciągle i ciągle i mnie przeraża... 
    Nastolatki to temat przereklamowany. Ja też się kiedyś bałam. Odgrażałam mężowi, że jak trzy pierwsze córki wejdą w wiek nasti to ja się wyprowadzę
    Podziękowali 2Dorotak Tola
  • Uff nie jesteśmy sami :-).
    Na rekolekcjach (w domu jakoś nie testujemy) pomagało "Chcę powiedzieć kilka słów - my słuchamy a Ty mów" - wszyscy się wyciszali łącznie z dzieciakami, których było więcej niż dorosłych.

  • Ja bardzo lubię nastolatki. Samodzielne i pogadać można, podyskutować. Mam na razie dwa na stanie i raczej początkujące (12,14), ale nie mogę się doczekać, aż reszta powyrasta :)
    U nas największy hałas generuje 5-latka, bo uderza w histerię z byle powodu, ale ja ogólnie nie narzekam. Czasem się wydrę, czasem wydrze się 12-latka, ale to okresowo. W każdym razie, jak pracowałam w szkole było głośniej :) i moje dzieci odczuwają pozytywną zmianę. Oczywiście, są momenty, że wszyscy na raz chcą coś powiedzieć, ale to też nie ciągle. Ogólnie da się żyć :)

    Podziękowali 1Natalia
  • edytowano 14 listopad
    Działa u maluchów tylko.
  • edytowano 14 listopad
    a nijako, nie pamiętam, kiedy moje córki nastolatki kłóciły się z sobą, wolą z nami ;)
    a chłopaki, choć młodsze kłóco i tłuko wzajemnie. W dowolnych konfiguracjach.
    weź, Rejczel, tak się nie robi! z rozmówcy głupka!
  • To moj maz napisal chyba...teraz to zobaczylam.
  • My oboje mamy donośne głosy. Też na akademikach obywałam się bez mikrofonu. 
    A i tak mój głos to szept w porównaniu z mężem. 
    I denerwuje mnie, jak ktoś mnie ucieszą. Staram się mówić cicho, choć emocje w tym bardzo przeszkadzają. Ot, taka uroda.
    Kiedyś w domu było głośno i wesoło. Teraz też by tak miało być.
  • edytowano 15 listopad
    @Prayboy
    każdy temperament jest darem. Nie należy go zmieniać
    ale można nad nim pracować - okiełznać. Jestem typem perfekcyjnego melancholika i choleryka. Też mam kłopot z wydzieraniem się na dzieci. W moim przypadku brak opanowania "leczę" codzienną Eucharystią. Kiedy tylko mogę chodzę na Mszę Św. przed pracą. Daje mi to siły i wewnętrzny pokój do końca dnia. Są chwile kiedy nie poznaję sam siebie - w sytuacjach kiedy normalnie bym się wydarł, spokojnym głosem pocieszam dziecko i przytulam. W efekcie dzieciak mi się rozpłakuje - ale to jest taki płacz oczyszczający, spokojny, wzruszający, wyzwalający napięcie, nie wiem jak to określić. Są dni kiedy w ogóle nie chce mi się krzyczeć, po prostu, tak po ludzku, bo czuję się wtedy jakbym nie był sobą, jakby ten krzyk nie był częścią mnie, jest sztuczny i nie pasuje do mnie. Są też momenty kiedy mimo wszystko stracę cierpliwość - nie mniej jednak zawsze odnoszę wrażenie że nawet te wybuchy są pod jakąś kontrolą, mam poczucie że mogę powiedzieć stop i się cofnąć. Kiedyś po takich reakcjach łańcuchowych waliłem pięścią w mebel. Dziś już o tym właściwie zapomniałem.
    Polecam Komunię Świętą. Im częściej tym lepiej.
    vide Ga 5, 16-25. Może to dla Ciebie akurat.
  • A widzisz @mamababcia to mój mąż też denerwuje się kiedy go uciszam...
    Podziękowali 1mamababcia
  • edytowano 15 listopad
    Thiassi powiedział(a):
    @Prayboy
    każdy temperament jest darem. Nie należy go zmieniać
    ale można nad nim pracować - okiełznać. Jestem typem perfekcyjnego melancholika i choleryka. Też mam kłopot z wydzieraniem się na dzieci. W moim przypadku brak opanowania "leczę" codzienną Eucharystią. Kiedy tylko mogę chodzę na Mszę Św. przed pracą. Daje mi to siły i wewnętrzny pokój do końca dnia. Są chwile kiedy nie poznaję sam siebie - w sytuacjach kiedy normalnie bym się wydarł, spokojnym głosem pocieszam dziecko i przytulam. W efekcie dzieciak mi się rozpłakuje - ale to jest taki płacz oczyszczający, spokojny, wzruszający, wyzwalający napięcie, nie wiem jak to określić. Są dni kiedy w ogóle nie chce mi się krzyczeć, po prostu, tak po ludzku, bo czuję się wtedy jakbym nie był sobą, jakby ten krzyk nie był częścią mnie, jest sztuczny i nie pasuje do mnie. Są też momenty kiedy mimo wszystko stracę cierpliwość - nie mniej jednak zawsze odnoszę wrażenie że nawet te wybuchy są pod jakąś kontrolą, mam poczucie że mogę powiedzieć stop i się cofnąć. Kiedyś po takich reakcjach łańcuchowych waliłem pięścią w mebel. Dziś już o tym właściwie zapomniałem.
    Polecam Komunię Świętą. Im częściej tym lepiej.
    vide Ga 5, 16-25. Może to dla Ciebie akurat.
    u mnie to nie działało... czy chodziłem na codzienną Eucharystię, czy nie - zawsze to samo. Do tego najbardziej się wściekałem przed wyjściem na mszę, po powrocie z niej, oraz przed modlitwą. Teraz dałem sobie spokój i jest to samo. Tzn. o wiele rzadziej korzystam z Eucharystii niż kiedyś - o modlitwie nie wspominając.
    Tak, znam ten fragment, pasuje jak najbardziej - zawsze pasował, tylko musiałbym go sobie wypalić rozgrzanym żelazem na czole. Ale dzięki za przypomnienie bo ciągle o nim zapominam.

  • edytowano 15 listopad
    U mnie "to" też przestało działać kiedy uzmysłowiłem sobie że zacząłem traktować te poranne wyjścia na Eucharystię przedmiotowo, czyli poszłem żeby zaliczyć i mieć spokój do końca dnia. Przychodziłem, myślami byłem cały czas gdzie indziej, ale co tam - Komunia przyjęta, więc warunek spełniony dla dobrego samopoczucia. Sprowadzało się wszystko do tego, że ja byłem najważniejszy i mój plan dnia, a Jezus był dodatkiem który miał mi to ułatwić. W sumie wszystko się sprowadza do tego kto jest w centrum mojego życia.
    Jeśli codzienne chodzenie na Mszę koliduje Ci z obowiązkami, to zrezygnuj na jakiś czas ze Mszy aby poukładać sobie swoje sprawy. Św. Gianna Beretta Mola też miała taki etap w swoim życiu i zrezygnowała z bólem przez jakiś czas z codziennej Eucharystii.
    Mogę jeszcze polecić modlitwę ks. Dolindo, krótki akt strzelisty "Jezu, Ty się tym zajmij". Wypowiadam w chwili niemocy, z czeluści duszy, czyni cuda.
    Żelazko :blush: - niektórzy cytaty z Pisma Świętego które w jakiś sposób na nich oddziałują, trzymają w portfelach (takie sobie filakterie) albo przy drzwiach (takie sobie mezuzy).

    Podziękowali 4Prayboy Rejczel edytam Katia
  • edytowano 15 listopad
    racja, kiedy to robiłem czułem się lepszy, nie robiłem tego dla Jezusa ale dla "pierwszego miejsca w synagodze"! 
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.