Niebo dla małżonków

Niepokój kochającego męża

Kolejne lata mijają, odkąd znamy się z moją ukochaną Żoną. Tak bardzo dobrze mi z nią, niezwykle się dzięki niej rozwinąłem. Modlę się o to, by kochać ją tak, jak Chrystus nas ukochał. Chciałbym Ojcu zadać pewne pytanie. Zanim jednak to uczynię, podzielę się najpierw moim pragnieniem Nieba.

Otóż… ja czekam na Niebo! To, że jest we mnie pragnienie Nieba, uświadomiłem sobie pierwszy raz na miesiąc przed „wybuchem” ciemności w wierze, jakich doświadczyłem, zanim jeszcze poznałem moją Ukochaną. Nie pamiętam, jak do tego doszło, ale pamiętam, że w myślach uświadomiłem sobie, że „ja pragnę Nieba”. Od tamtego czasu coniedzielne słowa Credo „oczekuję (…) życia wiecznego w przyszłym świecie” stały się moimi. Co jakiś czas pojawiają się momenty, które wyraźniej ukazują to pragnienie.

Na przykład, gdy 2 kwietnia 2005 r. byliśmy na czuwaniu i ogło-szono wieść o odejściu Jana Pawła II, rozpłakałem się. Nie z powodu straty, ale z powodu wzruszenia, że on już jest w Domu, on już jest u Boga, już tam doszedł, osiągnął cel… i jak musi być mu dobrze u Boga…

Z kolei moja Najdroższa raczej obawia się Nieba: tzn. tego, że w Niebie będziemy mieli niejako klapki na oczach, widząc tylko Boga i nieustannie śpiewając Mu „Chwała”. I co najważniejsze: że nie będziemy dla siebie już wyjątkowi, że będziemy w tłumie kochających się jednakową miłością osób, że nasza miłość nie będzie już miała charakteru oblubieńczego, wyłącznego. Moja ukochana Żona pragnie, abyśmy w Niebie darzyli siebie wciąż szczególną miłością, różniącą się w jakości od tej, którą mamy do innych osób.

Chciałbym zapytać się o naszą oblubieńczą miłość w życiu wiecznym. Kocham moją Żonę bardzo. Jest moją Jedyną. Gdy byliśmy w narzeczeństwie, wyznałem jej, że gdyby Ona nawet odeszła do wieczności przed naszym ślubem, to z żadną inną się już nie ożenię. Kocham ją na wieki.

Jednakże Kościół dopuszcza kolejne małżeństwo po śmierci dotychczasowego współmałżonka. Problematyczne staje się tu pytanie saduceuszy z Mt 22,28 dotyczące kobiety, mającej za życia siedmiu mężów: „Do którego więc z tych siedmiu należeć będzie przy zmartwychwstaniu? Bo wszyscy ją mieli [za żonę]”.

Jeśli ziemskie życie jest przygotowaniem do Nieba, to z pewnością dzieje się to także przez ziemską miłość. Ale to byłoby straszne, żeby współmałżonek służył tylko instrumentalnie do przygotowywania się do wiecznej miłości wobec Boga. Nie wyobrażam sobie tego, aby oblubieńczy charakter miłości do mojej Jedynej miał wygasnąć po przejściu przez bramę śmierci. Przecież będę tym samym człowiekiem, z tą samą wolą, i nie wyobrażam sobie, bym miał przestać kochać w sposób szczególny najważniejszą Osobę w moim życiu. Przecież Bóg „nie przeprogramuje” mnie! "


Tutaj link do całości : http://www.parafia-wrzeciono.pl/aktualnosci/nie-beda-sie-zenic-ani-za-maz-wychodzic-mt-22-30-jak-z-tym-malzenstwem/

Podejmuję ten temat, dla mnie niełatwy, bo kolejny już raz spotykam się z takim zjawiskiem : Ktoś marudzi, że jak nie będzie miał wyjątkowej relacji w Niebie ze swym ziemskim małżonkiem , to on takiego Nieba nie chce. Autor listu wręcz zarzuca Bogu, że traktuje ludzi instrumentalnie...

Dalej ksiądz, który odpowiada na list, twierdzi, że ,, Miłość oblubieńcza jest całoosobowa, zatem można być nią związanym tylko z jedną osobą."  Lol...


Mam pytanie, które chciałabym zadać marudzącym : Skąd wiecie, że miłość jaką teraz odczuwacie, będzie jakoś zdegradowana, umniejszona i nie będzie już wyjątkowa ? 

Czy nie na tym (m.in) będzie polegać Niebo, że wszystkich będziemy kochać miłością szczególną i niewyobrażalną dla nas obecnie ? Ze  to nie obecna miłość będzie umniejszona, tylko miłość do wszystkich ( szczególnie do Boga, ale i do ludzi ) będzie zwiększona i osiągnie swoją pełnię ? 

Czy to nie jest tak, że wszelkie nasze miłości, choćby nam się wydawały głębokie i ponad życie, są tylko nieudolnym odbiciem Prawdziwej Miłości, jaką Bóg ma ku nam ? I że tam dopiero będziemy kochać tak, jak nam się tutaj nawet nie śniło, miłością tak wielką ?

 Co o tym myślicie ? 

Dzięki aga___p za zmotywowanie :)

Podziękowali 2ewaklara aga---p
«13

Komentarz

  • Bardzo osobisty temat... :)
    Głupio coś napisac, zeby nie być posadzonym o szaleństwo ;)
    W kazdym razie ja WIEM ze tak wlasnie jest jak napisałaś: miłość Boga jaka będziemy odczuwać w niebie jest ogromna. I dlatego, ze czujemy ta miłość możemy kochać wszystkich innych ludzi już bez podziału na maz, czy sąsiad (jakkolwiek dziwnie to brzmi ;) ). Nie jesteś po prostu w stanie mniej doskonale kochać kogoś tylko dlatego, ze nie masz z nim ślubu.
    Tak moge sobie wytłumaczyć dlaczego w niebie nie będziemy sie już żenić.
    Podziękowali 1Ojejuju
  • Zgadzam się z Wami. To prawda że wszystkie miłości są nieudolne przy miłości Boga.
    A Bóg jest dobry i mądry więc na pewno w niebie jest wspaniale i wszyscy będą tam szczęśliwi.
    Podziękowali 1Ojejuju
  • Ja też myślę, że w Niebie miłość jest niewyobraznie wielka ic wielowymiarowa. Ja to wiem po prostu. Wiem tez, że ta miłość jaką mam teraz do meza a on do mnie to niesamowity przedsmak miłości jaka jest w Niebie między duszami i do Boga... 
    Mój tato umarł jak miałam 4 lata, potem mama wyszła za mąż ponownie a ja szukałam odpowiedzi jak to jest tam w Królestwie Niebieskim
    Podziękowali 1Ojejuju
  • Ciągle próbują niektórzy ziemię sprowadzić do nieba.  A przecież to,  co tu na ziemi to tylko namiastka,  cień tego,  co będzie w niebie . I nie wyobrażam sobie,  że mogłabym tak kochać człowieka,  że Bóg byłby mniej kochany.  
  • Mamababcia ładnie to ujęłaś :)
    Podziękowali 2aga---p mamababcia
  • A mnie zastanawia, jak to jest, gdy jedno trafia do Nieba, a drugie nie. Jak wówczas można być szczęśliwym? 
    Podziękowali 2Aniuszka maliwiju
  • A mnie zastanawia po co iść parami do noeba skoro tam tylu facetów można kochać  B)
    I vice versa 

    No i jednak granicą tej miłości jest śmierć w ślubowaniu 
    Czyli zupełnie inaczej jest po śmierci 
  • @Małgorzata, no ale skoro małżeństwo to wspólna droga do Nieba, to chyba naturalne, że się chce tam być razem, niekoniecznie w tej samej relacji. A ze współmałżonkiem w piekle trudno mówić o pełni szczęścia.
  • Wspólna droga to na ziemi 
    Nic nigdzie nie wyczytałam że i w niebie wspólna 
    Skoro nie ma być mężów i żon 
    Podziękowali 1MAFJa

  • matuleczka powiedział(a):
    @Małgorzata, no ale skoro małżeństwo to wspólna droga do Nieba, to chyba naturalne, że się chce tam być razem, niekoniecznie w tej samej relacji. A ze współmałżonkiem w piekle trudno mówić o pełni szczęścia.
      Ale serio??
    Niebo to ma być z Bogiem a nie wspolmalzonkiem .
  • Nie rozumiem co się tak kurczowo tych mężów w niebie trzymać skoro ma to być inny rodzaj miłości 
    Trochę po ziemsku się myślenie włącza , że bez męża to nie przeżyjemy nieba 
    Nieba to nie przeżyjemy bez Boga.
    Podziękowali 3MAFJa E.milia mamababcia
  • A skąd wy kurka wiecie , co będzie w niebie ???
    Podziękowali 1Malgorzata
  • Poza tym , że będzie dobrze i szczęśliwie ,  oczywiście :)
    Podziękowali 1Malgorzata
  • Ale to chyba nie chodzi tylko o współmałżonka.
    Trudno sobie wyobrazić swoje wieczne szczęście przy jednoczesnej świadomości, że matka/ojciec/siostra/przyjaciel cierpią męki piekielne.
    Podziękowali 1Aniuszka
  • edytowano 20 czerwiec
    Ja nie więm o co chodzi @Monika73 piszę raczej do tych co z taką pewnością o tym wspólnym niebie dla małżonków. 
    Skąd taka pewność i pomieszanie ziemskiego "czucia "nieba skoro nikt tam jeszcze nie dotarł.

    I szczerze przyznam nigdy nie zwróciłam uwagi że mam wejść razem z mężem .
    Podziękowali 1Monika73
  • Poza tym nie bierzecie pod uwagę że dla wielu to właśnie zaprzeczenie Nieba by było dalej z tem chłopem po wiecznosc:-) 
  • Tak - wytrzymać trzeba tylko do śmierci ;)
    Podziękowali 2Malgorzata asiao
  • edytowano 20 czerwiec
    MAFJa powiedział(a):
    Poza tym nie bierzecie pod uwagę że dla wielu to właśnie zaprzeczenie Nieba by było dalej z tem chłopem po wiecznosc:-) 
    No właśnie tu Jednej z drugą ciężko na ziemi z tem chłopcem a chce Go brać ze sobą do nieba  :D
    To pewnie ta nadzieja idealnej miłości tam pcha  :D
  • Do śmierci to świat i styka  B)
  • A może właśnie w niebie będziemy uwolnieni od ziemskich przywiązań ?
  • Monika73 powiedział(a):
    A może właśnie w niebie będziemy uwolnieni od ziemskich przywiązań ?
    I całe szczęście  B)
    Prasowania nie będzie  :p
    Podziękowali 1asiao
  • Ja mężowi nie prasuje i teraz. Za to dzieciom młodszym ;)
  • Monika73 powiedział(a):
    Ja mężowi nie prasuje i teraz. Za to dzieciom młodszym ;)
    Też nie prasuję ale sporo jednak tak :) 
  • Mam nadzieję, że napić się będzie można 
    Bez podejrzeń o patologie  B)
    Takie wino z Jezusem wypić  ;) ;)
    Podziękowali 2Monika73 maliwiju
  • A z teściami też trzeba ? ;) ;) ;)
  • Nie wiem 
    Ale teściowa nie poszła razem z teściem 
    Żyje jeszcze 
  • Wydaje mi się, że słowa przysięgi małżeńskiej dają jednak jasne światło granicy dokąd idziemy razem. 

    Podziękowali 1MAFJa
  • Razem to tylko w śmierć 
  • edytowano 20 czerwiec
    Małżeństwo to może być jako droga do nieba 
    Mąż ma kochać żonę jak Chrystus kościół 
    A żona ma być mężowi posłuszna 
    ( tak w skrócie ) 
    To już mocno wyśrubowane warunki miłości jak na człowieka  ;) ;) 

    Każdy z małżonków ma postawione zadanie miłości 
    I z tej miłości ma być roxluczany 
    Mamy sobie pomagać wzajemnie w tej drodze do nieba 
    Ale nijak moje rozumienie nie chwyta wejścia parami do nieba 
    No każdy roxluczany będzie osobiście 

    Ja tak to rozumiem 

    I mąż i żona ma wolną własną wolę 

    Podobno do nieba wejdą Co co chcą a raczej nie Co ci ich tam siłą Ktoś zaciągnię bo tu teraz sobie życia bez tej osoby nie wyobraża  ( ale taki stan to już chyba ciut egoizm ) 
    Podziękowali 4Ojejuju Monika73 E.milia OlaN.
  • edytowano 20 czerwiec
    Bagata powiedział(a):
    Ale to chyba nie chodzi tylko o współmałżonka.
    Trudno sobie wyobrazić swoje wieczne szczęście przy jednoczesnej świadomości, że matka/ojciec/siostra/przyjaciel cierpią męki piekielne.

    Otóż to. 

     Małżeństwo kończy się w chwili śmierci jednego, ale czy to znaczy, że ten co umarł zapomina o współmałżonku i jego los jest mu równie bliski co pozostałych ludzi, bez żadnego wyróżnienia? Czyli nie ma co liczyć na szczególne orędownictwo bliskich zmarłych, bo im wszystko jedno, kto został na ziemi? Gadanie o powtórnym spotkaniu z kimś, kto umiera, to też bzdura, bo po śmierci już bez znaczenia, czy mąż, ojciec czy ktoś nispokrewniony żyjący wieki przede mną? Taki haj w tym niebie, że wszystko jedno kto jest a kogo nie ma?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.