Ancilla

"11 wieczorem...
Od samego rana pragnęłam...
tak bardzo pragnęłam móc pomodlić się,
ale ledwo wstałam - pierwsza w całym domu - trzeba było
wygotować smoczek Jacka, który płakał,
umyć i przebrać Andrzejka, któremu się przytrafiło nieszczęście, nanosić i nagrzać wody na przepierkę.
Dzwoniono na Mszę świętą...
ale dziś - jak i wczoraj - nie było nawet co marzyć o wykradzeniu pół godziny czasu, kiedy cały dom - ludzie i zwierzęta - czekają na mnie.
Chciałam móc skupić się na chwilę po sniadaniu
- taka chwila wytchnienia byłaby mi wygładziła duszę niespokojną w zmęczonym ciele.
w ciszy byłabym Cię może odnalazła Panie!
Ale Jan czekał na mnie, by iść wiązać snopy. Nie mogłam mu odmówić. I tak pracowaliśmy bez przerwy, aż do chwili, kiedy zmordowani wróciliśmy do domu.
Po kolacji chętnie poszłabym z Janem do miasteczka na to zebranie. Może słuchając cudzych trosk, doznałabym tej radości, ze komuś dodałam otuchy...
Ale nie! Dzieciaki ociągały się z pójściem spać. Kasia rozdarła fartuszek, który trzeba było koniecznie załatać na jutro, bo tamten w praniu jeszcze nie wysechł i nie miałaby co włożyć do szkoły...
Kiedy wszyscy zasną, czyż będę mogła nareszcie uklęknąć, by złożyć Ci, Panie, w ofierze moje wyczerpanie i mój trud?...
Jeszcze nie!... W ciszy, która spowiła dom, muszę jeszcze poustawiać naczynia, sprzątnąć bieliznę, żeby móc zaległości rozpocząć jutrzejszy dzień, gdy poranne prace wyrwą mnie z łóżka, nim zdążę się wyspać...
...Aż w końcu, bardzo późno, obszedłszy jeszcze wszystkie łóżeczka, gdzie jednego trzeba wysadzić, drugiego przykryć -
oto staję, cała połamana ze zmęczenia, przygnieciona widokiem rzeczy niewykonanych, chociaż nie mogłam, Panie, wyplątać ani na chwilę duszy z tej gmatwaniny materialnych trosk, w które jestem uwikłana..."


«134

Komentarz

  • "To wszystko, co w mojej domowej pracy pochłania czas i siły, skłonna jestem uważać za przeszkody uniemożliwiające życie wewnętrzne czy apostolską postawę.
    Jakież to nierealne podejście do prawdziwej duchowości!
    Przecież nie jestem ani  kapłanem, ani zakonnicą...
    Toteż zadaniem moich wysiłków jest dopracować się nowej, swoistej świętości,
    świętości żony i matki!
    Tu nie ucieczki potrzeba,
    lecz umiejętności ożywienia, przepromienienia wszystkiego od wewnątrz.
    Moja praca i trudy, cóż to za cudowna modlitwa.
    Gdybym się na nich modlić... umiała...
    Cały mój dzień ofiarowany Bogu - cóż to za zjednoczenie z kapłanem we Mszy świętej.
    Cisza pól i skupienie mojej duszy, to mojej godziny milczenia, wszyscy moi domownicy - wspólnota zakonna, z która mam wielbić Boga.
    Wyrzeczenie, jakiego żąda ode mnie moja praca, to będzie moje apostolstwo. A kaplica? To mój dom, gdzie moja czujna obecność będzie niby lampką bezustannie płonącą przed ołtarzem.
    Czy raczysz, czy zechcesz Panie, pomóc mi z dnia na dzień w odnajdywaniu  szlaku, który pnie się ku Tobie, i podsycać płomień lampki,
    by świeciła wszystkim, którzy są w tym domu?"


    Podziękowali 3madzikg Malena Agnieszka82
  • "Już nic własnego, wszystko jest "nasze": nasz pokój, nasze łóżko, wspólnota naszych ciał.
    Nawet moje osobiste nazwisko przestało być moje.
    A siły nasze i owoc pracy nie są nasze.
    Przy stole napełnia się najpierw talerze podsuwane...
    a swój na końcu.
    Dzieciom trzeba wciąż sprawiać coś nowego...
    ...ale my... aby tylko one były czyste, nosimy stare łachy...
    dzieci niszczą meble, tłuką talerze...
    ten wazonik, pamiątka naszych zaręczyn...
    rozbity w drobny mak.
    Nawet książka do nabożeństwa nie jest już wyłącznie moja. Gdy w kościele trzymam małego na kolanach, wyciąga mi obrazki, drze kartki... Niedawno zagubił mi gdzies kwiatek zasuszony, relikwię po mamusi...
    Już nic, ale to nic do nas nie należy. Gdy jesteśmy bogaci w dzieci, nie ma obawy, abyśmy mieli kiedykolwiek obrosnąć w dobra ziemskie.
    Na falach wielkiej przygody wiosłujemy, nie odwracając się wstecz.
    Doświadczenie lat, doświadczenia wojenne nauczyły nas, że nawet kiedy się nie ma bielizny ani dachu nad głową, można jeszcze być bardzo bogatym
    w Prawdę i Miłość"


    Podziękowali 2madzikg Agnieszka82
  • "Gdy modlimy się we dwoje, Chrystus jest z nami.
    Oboje jesteśmy "w Nim".
    Nasze oczy wpatrują się w ten sam blask, w nasze serca wstępuje ten sam spokój
    i zwierzamy się Panu z tej samej dręczącej troski.
    Gdybyż ci wszyscy bracia nasi, którzy żyją, jak gdyby pieniądz był zdolny dać szczęście, mogli zrozumieć, że Bóg jest jedynym Portem, do którego małżeństwo płynie jak statek ładowny w dokonania ziemskie...
    Gdy modlimy się we dwoje,
    Chrystus jest z nami.
    Płyniemy,
    a żagle nasze wzdyma wicher Jego miłości
    i naszej ludzkiej miłości zjednoczonej z tamtą na wieki."


    Podziękowali 1madzikg
  • "Książka ta jest najpewniej pierwszym polskim tekstem, odwołującym się do kategorii małżeństwa i rodziny. Co znamienne jednak, powstała ona na kanwie osobistych przeżyć autorki, jest zatem dziełem prawdziwie ludzkim, prawdziwie cielesnym oraz prawdziwie duchowym."

    Prawdziwa autorką książki jest Teresa Dmochowska, matka sześciorga dzieci. Publikowała pod pseudonimem na chwałę Boga.
  • OMG... 
    Podziękowali 2Elunia asiao
  • @mader dziękuję bardzo...
    Podziękowali 1Bea
  • Czytam i tak bardzo to wszystko jest prawdziwe i takie moje. Autorka pisze o wzroście do swiętości w codziennym życiu, szarym i zwyczajnym, w trudach codziennej zwykłej i ciężkiej pracy. W piękny sposób dostrzega przenikanie się świata materialnego i duchowości w przyrodzie, porach roku, nawet w sprzętach domowych. Jej realia są trudniejsze niz niejednej z nas teraz, a jednak myślę że wiele matek wielodzietnych może sie w tych zapiskach odnaleźć...
    Polecam.
  • Dosyć depresyjne,  styl płaczliwy,  pogodzenie się niejako ze złym wychowaniem dzieci.  
  • Mi się podoba....
  • edytowano 9 wrzesień
    Być może odniosłas takie wrażenie po przeczytaniu tych wyjętych z całosci fragmentów, w książce wybrzmiewa duża dbalosc o wychowanie dzieci.

    szczurzysko powiedział(a):
    Dosyć depresyjne,  styl płaczliwy,  pogodzenie się niejako ze złym wychowaniem dzieci.  

  • Nic tej książce nie pomoże...  No,  choćby to:  "żagle nasze wzdyma wicher jego miłości" - ja poezji nie lubię  więc książka ma u mnie za sam styl poetycki przechlapane. 

  • szczurzysko powiedział(a):
    Dosyć depresyjne,  styl płaczliwy,  pogodzenie się niejako ze złym wychowaniem dzieci.  
    @szczurzysko ale gdzie to złe wychowanie?

    Fakt styl specyficzny (tylko na podstawie fragmentów) ale doskonale odnajduję się na miejscu tej mamy.
    I ta miłość do dzieci,która jest ważniejsza niż wszystko co materialne,pomimo, że to pamiątki,brak zniecierpliwienia i zrzędzenia pomimo ogromnego zmęczenia,wielka cierpliwość...
    Dla mnie piękne.
    Podziękowali 1mader
  • "Dzieci niszczą",  podarlo jedno książeczkę matki do nabożeństwa,  dzieciom kupować nowe  a samemu w starym chodzić... 

    Moje tez niszczą,  ale nie wiem,  czy to jest powód do radości, czy też raczej takiego beztroskiego uznania że skoro jest tak źle,  to znaczy że tak musi być... 


    No mnie to nie podnosi na duchu.  Przeciwnie.  
    Podziękowali 1E.milia
  • Nie chwyciłam takiego klimatu.
    Odbieram go depresyjnie i mocno przytłaczająco ( delikatnie pisząc ) 
    Nie identyfikuję z takim przekazem depresyjnym i strasznie smutnym.
    Podziękowali 3Ona64 offca matka-Olka
  • Brak zniecierpliwienia albo już apatia i zniechęcenie.  
  • No nie moj klimat po prostu.
    Tyle.
    Trochę męczennica , tak odbieram.
  • edytowano 9 wrzesień
    szczurzysko powiedział(a):
    "Dzieci niszczą",  podarlo jedno książeczkę matki do nabożeństwa,  dzieciom kupować nowe  a samemu w starym chodzić... 

    Moje tez niszczą,  ale nie wiem,  czy to jest powód do radości, czy też raczej takiego beztroskiego uznania że skoro jest tak źle,  to znaczy że tak musi być... 


    No mnie to nie podnosi na duchu.  Przeciwnie.  



    Ach to...
    No ale tak jest,dzieci niszczą.
    I przecież nie dlatego, że są wredne i złośliwe,tylko są ciekawe,więc oglądają,badają.
    A że łapki jeszcze małe i niewprawne to mocno ciągną,szarpną,upuszczą.
    A ta mama zobacz, nie pisze-te wstrętne bachory wszystko mi zniszczyły-tylko tak spokojnie i cierpliwie opisuje tę ich codzienność.
    Poza tym -tak mi się zdaje-że oni są bardzo biedni.
    I te dzieci nie mają raczej zabawek.
    A że rosną-trzeba im kupić większe ubranka.
    I pomimo że jak raczej każda kobieta,chciałaby też sobie coś fajnego kupić zamiast chodzić w połatanym,to znów,bez żalu pisze-dzieciom trzeba kupić w pierwszej kolejności,nie ich wina że rosną.

    Dla mnie to jest -takie mam wyobrażenie-taka miłość kompletnie,całkowicie bezwarunkowa.
    Taka jaką-mam nadzieję-kocha nas Bóg.
    My -dorośli!!!!-też Mu psujemy,niszczymy,trzemy tłuczemy, a On tak na nas patrzy i cierpliwie ciągle nam wybacza.

  • Sam tytuł oznacza po łacinie "pokojówka" albo "niewolnica". To w sumie pasuje.
  • edytowano 9 wrzesień
    To się powinno nazywać "Pamiętnik męczennicy", po przeczytaniu czegoś takiego nie chciałabym mieć ani męża ani dzieci gdybym była panną. Koszmar ! Ta pani powinna była zostać zakonnicą, skoro tak cierpiała w życiu rodzinnym, wyraźnie minęła się z powołaniem. Pewnie seks to też była "całopalna ofiara z siebie". Nie mogłam się powstrzymać.Brrr!
    Podziękowali 1Paprotka

  • Nie,  jasne że niszczą dzieci i my niszczymy.  Ale ten ton żałosny,  ten lament.  Popsuło się,  podarlo,  ok to robie , sprzątam  reperuje szybko,  a nie poezję układam do rozdartego fartuszka.
    Rozchorowałabym się jakbym cała ta książkę przeczytała.. . 
    Podziękowali 1Milagro
  • PaniWiosna powiedział(a):
    Sam tytuł oznacza po łacinie "pokojówka" albo "niewolnica". To w sumie pasuje.
    Tekst tłumaczenia łacińskiego odpowiedzi Maryi na Zwiastowanie brzmi: Ecce ANCILLA Domini. To w sumie pasuje...
    Podziękowali 1mader
  • Odnosze wrażenie, że zostały na tym formum niemal jedynie malkontentki i krytykantki. Żal. Bardzo mi żal. 
    Podziękowali 2mammamia ewaklara
  • O seksie też pisze pięknie :)
    W książce nie ma nic o męczennictwie, ona jest o czymś zupełnie innym  <3
    Podziękowali 1wypyszka

  • szczurzysko powiedział(a):

    Nie,  jasne że niszczą dzieci i my niszczymy.  Ale ten ton żałosny,  ten lament.  Popsuło się,  podarlo,  ok to robie , sprzątam  reperuje szybko,  a nie poezję układam do rozdartego fartuszka.
    Rozchorowałabym się jakbym cała ta książkę przeczytała.. . 
    No to ja to zupełnie inaczej odbieram.
    Że kobieta po przejściach tak straszliwych jak wojna,umie tak ładnie opisywać trudną,biedną codzienność.
    Wojna to straszliwe przeżycie,a ona się potrafiła jakoś odnaleźć,poukładać.
    W tym co pisze nie ma żalu,goryczy.
    Jest opis codzienności-trudnej,biednej ale bez odgrywania na dzieciach swoich traum i niepowodzeń.Wprost przeciwnie-spokojne przyjęcie tego co ta trudna codzienność przynosi.
    Podziękowali 3Rogalikowa Ojejuju aga---p
  • edytowano 9 wrzesień
    Strasznie mnie drażni sposób pisania o wielodzietności.
    Przewidywalna narracja. 
    Zarówno, gdy przeprowadza się wywiady z wielodzietnymi (to masakra już), ale też gdy sami się wypowiadają wchodząc w utarte klisze (nie wszyscy, oczywiście).

    Na ten temat pisałam we wrześniowym "W naszej rodzinie".  Tytuł zmieniono, nie wiem co zmieniono w tekście (przed obozem nie miałam czasu śledzić)- ale ulało mi się w trakcie pisania:) Sama jestem ciekawa, co zostawili. 

  • Mnie strasznie wkurza dorabianie ideologii do wielodzietności.
    Zwlaszcza tych klimatów co wyżej.
    Nie daję rady tego czytać ani słuchać .
    To wesołe zycie jest , wiele się dzieje, glownie jest dużo radości .

    Podziękowali 1J2017
  • I nigdy nie gotowałam smoczkòw.

  • A tak w ogóle widząc tytuł wątka , pomyślałam :
    Ocho jakaś nowa bakteria wykryta i pewnie pytają jak ją zabić dietą i steryliadą .
     B) 
  • A ja czytałam to za młodu;) Kupiłam sobie w księgarence w Lublinie jako studentka, mężatka, ale jeszcze bez dzieci. Taka cienka broszurka niebieska Pamiętnik chłopki francuskiej. I byłam wzruszona i zachwycona.
    Teraz czuję podziw, ale też strasznie mi żal tej kobiety. Taki smutek. Nie potrafiłabym tak. Ten mąż ją unieszczesliwil. Takie mam odczucie.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.