Strajk nauczycieli

1457910144

Komentarz

  • Elunia powiedział(a):
    @Dorotak mam nadzieję, że nigdy nie podejmiesz pracy w szkole, chociaż mentalnie nadajesz się doskonale. RoszczenIwość wywalona w kosmos i gęba pełna frazesów.
    Och jestem przekonana, że z taki podejściem do szkół i nauczycieli, jak Twoje, to żadne Twoje dziecko w szkole się nie uczy. No piękna sprawa takie ed :) :) :) więc nic Wam nie grozi! :)
  • dorotak, bynajmniej nie myślę o jednym jedynym moim dziecku
    nauczyciele ten stres fundują tysiącom dzieci
    dorośli
    dzieciom

    kurcze, skąd w tobie tyle jadu? 

  • @mysikrolica nie cierp tak za miliony, nie warto :) 

    Ja nie wiem, chyba zjadłam nadplesnialego pomidora rano. Najgorzej! :) 
  • Ja tylko wtracę,ze spora część strajkujacych nauczycieli to takze rodzice,podwójnego rocznika,maturzystow...takze ten
    Podziękowali 3beatak Agnicha Bea
  • edytowano 25 marzec
    Ja się w sumie bardzo cieszę, że moi są w szkole co jej KN nie obejmuje, związków nie ma i przynajmiej o egzaminy nie muszę sięmartwić.
    Jakikolwiek zresztą  wynik egzaminu będzie to M. I tak ma wolny wstęp do każdego liceum po zeszłorocznych konkursach kuratoryjnych. Więc dla mnie osobiście stres o egzaminy i rekrutacje nie istnieje przy tym egzemplarzu .
    Przemyślenia i stosunek do nauczycieli z państwowych placówek mam jaki mam na podstawie  własnej pracy w szkole dwadzieścia lat temu (na zastępstwo rok za ratującą zdrowie nadszarpnięte, potem wypad bo etet stały możliwy był tylko po znajomości), obserwacji czterech kobiet z najbliższego otoczenia ( stosunek ilości pracy do jęków i poziomu życia delikatnie mówiąc ciekawy) i w sumie pięciu lat edukacji starszych synów w państwowym przedszkolu. Najmłodszy szczęśliwie nie dostał miejsca w państwowym i zobaczyłam różnicę w traktowaniu dzieci i rodziców przez opiekunki pomiędzy prywatną placówką a miejską.
     Mam nadzieję, że nie będę musiała nigdy już wracać do państwowych szkół bo mi szkoda dzieci i moich nerwów.
    Podziękowali 3Elunia Agnieszka Klarcia
  • kociara powiedział(a):
    Ja tylko wtracę,ze spora część strajkujacych nauczycieli to takze rodzice,podwójnego rocznika,maturzystow...takze ten
    I biedaki zastanawiają sie co zrobią z nieletnimi dziećmi, które są za małe żeby zostawić w domu. Część z nich planuje zabrać dzieci ze sobą na strajk. Cyrk na kółkach.


    Ja mam wrażenie, po spotkaniu z przedstawicielami OKE i kuratorium, że nauczyciele dali się koncertowo wpuścić w maliny. Dla mnie jedynym plusem tego strajku było zrobienie wbrew PIS-owi. No ale retoryka OKE i kuratorium jest - wicie, rozumicie, jak będzie bajzel przy rekrutacji to podziękujcie nauczycielom.
    Nauczyciele maja też przeciw sobie pracowników dydaktycznych z wyższych uczelni bo jak strajk im przesunie rekrutację, to skoczą nauczycielom do gardeł.

    Z dobrych wiadomości to matury się odbędą, przynajmniej u nas. OKE ma zabezpieczonych egzaminatorów ponad stan (strajkujący też się zgłosili, kasa nie śmierdzi) i pilnujących też w nadmiarze. Jak strajk się przeciągnie, może być problem z rekrutacją. Jednak po świadectwo maturalne i donieść papiery, uczeń nie musi zgłaszać się osobiście, można wypełnić upoważnienie i może to zrobić ktokolwiek. 
    Problem mają maturzyści zagrożeni bo rok szkolny skraca się o 2 tyg. 


    Miłej zabawy, a dzieci własnych na strajk zabierać nie radzę bo akurat u nas poprosiliśmy na piśmie o sprawdzenie czy nauczycielskie dzieci uczestniczą w strajku.
  • System jest do bani. Podwyżki dla nauczycieli tego nie zmienią. W kogo ten termin strajku ma uderzyć? Bo uderza w dzieci. Najlepiej odwrócić kota ogonem i strajkować w wakacje. Nikt tego nie sugeruje.
    A dwa zrezygnujcie z KN. Nauczyciele powinni dobrze zarabiać. Powinni też mieć odpowiedni czas pracy żeby dobrze uczyć. Ale nie może być takich zapisów że nauczyciela nie można zwolnić jeśli się nie sprawdza.
    Program polskiej szkoły jest beznadziejny i ja wiem że nauczyciele cudów dokonują próbując go sklecić. I zainteresować nim dzieci.
    I co do hodowania. Zgadzam się z przedmowcami że więcej czasu poświęcamy dzieciom niż np pokolenie naszych rodziców, tylko czy aby na pewno wychowujemy? Uczymy kultury? Właściwego zachowania? Wymagamy od wlasnych dzieci?
    Obserwując dzieci w wieku moich widzę że duża część dzieci jest traktowana jak pępek świata. Rodzice nie szanują nauczycieli. Mają wygórowane oczekiwania i wyolbrzymione spojrzenie na możliwości swoich dzieci. Nie przyjmują krytycznych uwag od nikogo. Często komentują nauczycieli przy swoich dzieciach. 
    Poza tym jest pęd do tego żeby praktycznie każde dziecko miało maturę i studia, bez względu na to czy się do tego nadaje czy nie. Wykształcenia zawodowego i fachowości w ogóle w Polsce się nie docenia. No chyba że idzie obok studiów jako hobby. 
    Ludzie bardzo często chcą usług od fachowców za darmo niemal bo dla nich to są prymitywne robole. 
    Mówicie o smartfonach. Ktoś jednak te telefony dzieciom kupuje. Moje dzieci w niższych klasach podstawówki są jedynymi w klasie, które nie mają telefonów.


  • @Odrobinka tutaj napisałyśmy setki postów jak powinna się zmienić szkoła, ale w strajku nie o zmiany chodzi.

    https://natemat.pl/267415,postulaty-znp-2019-o-co-walcza-nauczyciele

    1. Podwyżka w wysokości 1000 zł

    To główny postulat i warunek odstąpienia od zapowiadanego strajku 8 kwietnia. Nauczyciele chcą wzrostu pensji zasadniczej o 1000 zł. Żądają podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli, wychowawców, innych pracowników pedagogicznych i pracowników niebędących nauczycielami o 1000 zł z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 r.

    2. Większe nakłady na oświatę z budżetu

    Nauczyciele chcą podwyższenia poziomu finansowania oświaty z budżetu państwa. Tak jak samorządowcy, są przeciwni przerzucaniu odpowiedzialności za podwyżki na samorządy. 

    3. Zmiana oceny pracy nauczycieli

    Nauczyciele z "Solidarności" żądają wycofania się minister edukacji Anny Zalewskiej ze zmian dotyczących oceny pracy nauczycieli i wydłużonej ścieżki awansu. Od stycznia 2018 roku ścieżka awansu zawodowego została powiązana z oceną pracy nauczycieli. To od niej zależy szybsze zdobywanie kolejnych szczebli awansu zawodowego i uzyskania wyższego wynagrodzenia. 

    4. Zmiana ścieżki awansu

    Od 1 września 2018 r. weszły w życie zmiany w awansie zawodowym nauczycieli. Od nowego roku szkolnego wydłużony został staż na stopień nauczyciela kontraktowego – z 9 miesięcy do roku i 9 miesięcy.

    5. Dymisja Anny Zalewskiej

    Nauczyciele domagali się wcześniej także dymisji minister edukacji Anny Zalewskiej, oskarżając ją o impas jeśli chodzi o spełnianie ich płacowych żądań. Nauczyciele nie chcą pracować w takiej atmosferze i za tak niskie wynagrodzenie – tłumaczył szef ZNP Sławomir Broniarz. I choć taki postulat podnosili pod koniec 2018 r., trudno przypuszczać, by coś się w tej sprawie zmieniło. Bo sytuacja dodatkowo się zaogniła.
    Podziękowali 2Agnieszka Gosia5
  • I żeby nie bylo. Brak szacunku płynie też w stronę rodziców od nauczycieli. I do dzieci. Widać to też po wpisach na forum.

  • @Elunia ja nie popieram tego strajku. Nie ma w nim ani słowa o zmianie systemu.
    Podziękowali 3Elunia Agnieszka Wanda
  • Powiem tylko że Polska kojarzy mi się z milionami roszczeniowych ludzi, którzy wszędzie szukają winnych swoich niespełnionych aspiracji i często przekładają je na dzieci. Ja bym np nie miała nic przeciwko gdyby moje córki czy syn chciały mieć po prostu dobry fach w rękach zamuast wykształcenia wyższego. Ale np już po mojej drugiej 11 letniej widzę że ambicja jest zarazliwa i ona na tym etapie edukacji 4 kl sp. nie wyobraża sobie nie zdać matury i nie iść na studia. I to jest wpływ dzieci w szkole. A na dzieci wokół niej mają wpływ rodzice.
    I gdybym miała wysyłać na korepetycje po to żeby dziecko mogło zdać mature to szkoda by mi było kasy. Bo jeśli dziecko jest zdolne to wystarczy poszukać dobrych materiałów edukacyjnych i znaleźć czas na wspólne ich przerobienie. Choć zgadzam się że dobry nauczyciel jest w stanie wytłumaczyć tak dzieciom przedmiot żeby zrozumialo.
    I po to w szkole jest.

    Podziękowali 2Rogalikowa Klarcia
  • A z drugiej strony to w PL żeby przekładać papierki w urzędzie albo pracować na recepcji, trzeba mieć wyższe. 
  • edytowano 25 marzec
    Ale to jest głupie wymaganie. Jest wiele absurdów. Tylko że nie wiadomo po co stresować dzieci. Poza tym to też chyba jakiś mit. U mnie w pracy np mało kto ma wyższe wykształcenie. W hotelu na recepcji obok pracuje sąsiadka i nie ma wyższego tylko zna dobrze dwa języki.
    Wiesz np absurdem jest też mierzenie doświadczenia zawodowego liczbą lat a nie faktycznymi umiejętnościami.
  • Wczoraj rozmawiałam z nauczycielką, która pracuje w wiejskim zespole szkół. Mówiła, że oni nie zamierzają strajkować. Z reszta do ZNP należy tam jeden nauczyciel, który nie popiera strajku w tej formie. Sama stwierdziła, że "takiego świństwa nie można zrobić dzieciom". Opowiadała o pracy, jakie są problemy (trudne środowisko mają). Ale z jej słów też wynikała taka troska o tą zdająca młodzież. Kolega nauczyciel tez przeciwny takiej formie. Nasza krakowska szkoła tez nie będzie brać udziału w strajku. Z resztą my chyba mamy szczęście do nauczycieli, bo jakieś większe zastrzeżenia to mam do jednej nauczycielki. Reszta zaangażowana, wyrabia się z materiałem itd. Fakt, że to dopiero podstawówka. Ale narzekać na nauczycieli nie mogę w tej placówce (szkoła katolicka, ale nie prywatna - dla porządku dodam).
  • Elunia powiedział(a):
    A z drugiej strony to w PL żeby przekładać papierki w urzędzie albo pracować na recepcji, trzeba mieć wyższe. 
    Do sekretariatu w naszej gminie też szukali z maturą a nie po studiach.
  • Znam sporo dziewczyn po świetnym technikum ekonomicznym i wszystkie, wszystkie po kilku latach robiły studia. Wtedy jeszcze dostały prace w bankach, gminach itp.ale zarabiały najmniej i miały zamkniętą ścieżkę awansu. 
    Odrobinka powiedział(a):
    Elunia powiedział(a):
    A z drugiej strony to w PL żeby przekładać papierki w urzędzie albo pracować na recepcji, trzeba mieć wyższe. 
    Do sekretariatu w naszej gminie też szukali z maturą a nie po studiach.
    Bo mieli kogoś po maturze już na oku to obniżyli wymagania.


    Osobiście to jestem za zmniejszeniem co najmniej o połowę miejsc w ogólniakach i na studiach, ale rynek pracodawcy też musi sie zmienić.
  • Sama pracowałam jako nauczycielka i przyznaję, praca nie jest lekka, a pensja rzeczywiście niska, ale ...
    Stety, niestety, jest wolny rynek i dopóki nie zlikwiduje się "darmowej" edukacji i "darmowej" służby zdrowia, to nic się nie zmieni. Nauczyciele nie chcą pracować za grosze, ale wielu z nich nie rozumie korelacji między dobrą pracą i dobra płacą, bo system ich tego oduczył. I teraz wydaje im się, że jak dostaną tysiąc więcej, to będzie lepiej. Nie będzie. Jakoś trzeba oceniać pracę nauczycieli, ale nie jest to łatwe. Do tego należy wprowadzić zasady wolnego rynku. Nie ma informatyków w szkołach? Zapłacić im więcej. I żeby nie było, jestem historykiem i pewnie musiałabym zadowolić się minimum, ale to przecież mój wybór. A nauczyciele to chcą wszystkim równo. No przykro mi, ale to niemożliwe. Nauczyciele płaczą przed kamerą, jak to oni kochają swój zawód, ale będą musieli odejść, bo za mało zarabiają. No, przy odrobinie kreatywności można zostać w oświacie i zarobić więcej. Ale oni wolą siedzieć na ciepłym etacie i domagać się podwyżki.
    No i jeszcze jedno. Nauczyciele uważają, ze są niezastąpieni. Jak odchodziłam na ed moi koledzy i koleżanki rozpaczali, jak nauczę dziecko matematyki, skoro nie jestem matematykiem itd No dramat, po prostu, zwłaszcza na poziomie SP! Nauczyciele nie są niezastąpieni, zwłaszcza ci słabi i niech idą w długą, jak im się nie podoba. Może masowy eksodus oczyści edukację? Może wejdą wreszcie bony edukacyjne? No i przykro mi, kto uboższy, ten będzie miał mniejsze szanse, chyba że dziecko okaże się zdolne, bo stypendia w takim sprywatyzowanym systemie byłyby konieczne.
    I jeszcze taki kwiatek na koniec. Znajomej syn chodzi do prywatnej szkoły i jest w 7 klasie. Doszedł do trzeciego etapu konkursu z informatyki, ale nauczyciel powiedział, że mu nie pomoże w przygotowaniach, bo ... nie umie rozwiązać zadań przygotowawczych.
  • To lekką przesada z tymi nativami w każdej szkole. Tylu by się nawet w Polsce nie znalazło. Problemem w nauczaniu jęz.obcych są za duże grupy. 

    Z postulatów, które wkleiła Elunia widać jasno, że nauczycielom,  a w każdym razie ZNP, zależy jedynie na obronie przywilejów, a to, czy szkoła będzie zreformowana czy nie, to już ich nie obchodzi.

    I jeszcze taki kwiatek na koniec. Znajomej syn chodzi do prywatnej szkoły i jest w 7 klasie. Doszedł do trzeciego etapu konkursu z informatyki, ale nauczyciel powiedział, że mu nie pomoże w przygotowaniach, bo ... nie umie rozwiązać zadań przygotowawczych.

    Piękne. I wcale mnie nie dziwi. Gdyby umiał, to by nie uczył w szkole, tylko był informatykiem za co najmniej sześciokrotnie wyższą pensję. 

    Podziękowali 1Rogalikowa
  • @Tola , dlatego niektórym nauczycielom trzeba płacić więcej. 
    Podziękowali 1Agnieszka
  • Ale z nacidkiem na " niektórym". 
    Podziękowali 3Gosia5 Agnieszka Rogalikowa
  • Szkoła nie potrzebuje wybitnych nauczycieli. Przez wieki pozycja społeczna nauczyciela nie była zbyt wysoka (choć pewnie trochę wyższa niż chłopów pańszczyźnianych), ale jednak guwernantka czy Ania z Avonlea kokosów nie zbijały. Lub inaczej - nauczyciel powinien zarabiać tyle, na ile jest wyceniany przez rodziców. A do tego potrzeba wolnego rynku, a nie kuratorium. 
    Moim zdaniem wiele rozbija się o system, na który normalnie składają się:
    - stałość i powtarzalność przez lata,
    - twarda selekcja rynkowa (wśród uczniów i nauczycieli),
    - silny autorytet nauczyciela. 

    Uczenie polega na powtarzaniu i ciekawości. Jeśli ciągle szuka się nowych dróg uczenia, zmienia podręczniki, mnoży wymagania administracyjne itd. to nie ma bata, to nie może działać. Uczeń uczy się do klasówki i potem zapomina, zresztą jak każdy człowiek. Prawidłowy program nauczania powinien uwzględniać przede wszystkim umiejetność szukania informacji (jak formułować zapytanie do Google'a) i siatkę pojęciową umożliwiającą łączenie faktów (bazowa wiedza pozwalająca na wyszukiwanie - wiedzieć czego się szuka, co wpisać w tę wyszukiwarkę). Pozostała wiedza według zainteresowań, ciekawości ucznia w formie konkretnych projektów interdyscyplinarnych. Jak słyszę o "praktycznym" zastosowaniu wiedzy w realiach polskiej szkoły, to mam przed oczami zadanie matematyczne z treścią, w którym uczy się dzieciaka przeliczania reszty przy robieniu zakupów. A sensowny projekt "nauka zakupów", uwzględnia matematykę (kalkulowanie budzetu domowego i budżetu na konkretne zakupy; chemię - skład produktów, które się kupuje; biologię - kwestie dietetyki, metabolizmu).
    To też nie jest jakiś rocket science - zamiast kuratorium kontrolującą nauczycieli lepiej zainwestować w systematyczne szkolenia dla nich z takiej dydaktyki, nie potrzeba wybitnego pedagoga by umiał przeprowadzić lekcję.

    Bazowa wiedza powinna być wałkowana w kółko po wielokroć przy różnych okazjach. 
    Umiejętność wymienienia kolejnych warstw atmosfery bazuje na wiedzy, którą należy "przechowywać" w smartfonie, a nie w głowie. Uczenie tego ucznia, który jest niezainteresowany tematem to jest zabijanie ciekawości / kreatywności. 

    Ja jestem dopiero na progu tej miłej przygody z edukacją dzieci, ale podstawowe zasady jakie mi się rysują to:
    - prywatna szkoła z wartościami lub ED
    - absolutny zakaz rozmawiania o ocenach - liczy się wysiłek i własna praca, a nie każdorazowy efekt
    - bezwzględny szacunek dla urzędu nauczyciela wraz z otwartą krytyką zachowań konkretnego nauczyciela
    - zbliżony nacisk na edukację artystyczną, sportową i przedmiotową (przynajmniej na początku).
  • edytowano 25 marzec
    Przykład z informatykiem jest świetny. 
    Edukacja jest urządzona podług uniwersytetów, jako takie "szkoły zawodowe" akademików. To naprawdę wypada mieć na względzie, gdy się patrzy na edukację wlasnych dzieci. 
    Żeby skończyć jakąś gałąź informatyki na uczelni wyższej, potrzeba znać zaawansowaną matematykę, bo na tym polega życie akademika - na zajmowaniu się wyższą matematyką, fizyką, chemią, literaturoznawstwem itd. Ale żeby być programistą wystarczy znać matematykę na stosunkowo podstawowym poziomie, za to trzeba... programować.

    Po co informatyk w szkole podstawowej czy liceum? Czego on ma tam uczyć? Pewnie zwykłego użytkowania komputera, na poziomie instalowania oprogramowania, korzystania z jakiś programów użytkowych. Do tego potrzeba znowu odpowiednio przeszkolonej osoby, która ma podstawowe umiejętności interpersonalne w przekazywaniu wiedzy i umiejetności.

    Nauczyciele nie powinni mieć wyższego wykształcenia, tylko skończoną szkołę zawodową z wyuczonym zawodem nauczyciel. ;) Kiedyś to było oczywiste - żeby uczyć na danym poziomie, trzeba było samemu ten poziom przejść a potem się pouczyć jak tego uczyć.

    EDIT: powyższe jest pewnie zwykłą obserwacją wielu rodziców w ed.
    Podziękowali 2Skatarzyna Gosia5
  • A wiecie, że w PL część szkolnictwa jest bliska ideału? 

    Mamy doskonałe szkolnictwo muzyczne. Szkoły powinny się na nim wzorować. Jest relacja uczeń - mistrz. Mistrz jest praktykiem pracującym na wolnym rynku. Są zajęcia indywidualne, ale też w grupach.
    Nie ma żadnych psychologów, pedagogów, pogawędek o zachowaniu itp.bo nie ma problemów z zachowaniem.
    Trudno się dostać, łatwo wylecieć. Szkoła współpracuje z rodzicami, nauczyciel ma stały kontakt z rodzicem, w niektórych klasach wymaga nawet obecności na lekcji i nikt nie ma z tym problemu.
    Nie słyszałam ani razu słowa "roszczeniowość" ani w stosunku do nauczycieli, ani do uczniów. Uczniowie kochają swoją szkołę i często przebywają w niej dla rozrywki ku uciesze pań portierek. Do niedawna mieli fatalne warunki lokalowe, ale jakoś tego nie zauważali.
    Uczą się tylko rzeczy potrzebnych i mimo, ze zajęcia maja 2-3 razy w tyg.to zdobywają oficjalny dyplom i uprawnienia zawodowe. Próbowano coś grzebać w szkolnictwie muzycznym, ale na szczęście temat upadł. Przykład jest, warto go naśladować.
  • zabawne, ze o roszczeniowości wypowiadają się rodzice pojedynczych dzieci (no dobra, max 14 ;) ) i ich zdanie ma być wiążące a doswiadczeniom nie wolno wątpić, bo przecież ta wiedza to prawda absolutna. W krytyce i obrażaniu wolna amerykanka, bo wolno, bo doswiadczenia własne na to pozwalają, bo wiedza, bo...bo... bo...
    a jak się wypowiada nauczyciel to oj, chamski, roszczeniowy, ma wywalone, ma w doopie, wszystkie liczą, ze nigdy ich dzieci uczyć nie będzie...no cuda panie, cuda wielkie.
    idealne i kryształowe mamy i ich dzieci...szkoda tylko, ze tak wiele niespójne z tym, co rozwleczone bywa po innych wątkach  :D

    Podziękowali 2beatak Agnicha
  • To prawda. Ale ja mysle ze to dawne szkolnictwo ogólne gdzie w 8 kl trzaskali całki i trygonometrię, była plastyka i muzyka(tu bym miała pare uwag ale generalnie i tak lepiej niż teraz)  , nie było seksu i przedsiębiorczości ani sztuki i przyrody tez było idealne. Albo bliskie ideału. 
    Co do szkół muzycznych- opisywany przez Elunia model jest mi bliski, sama przeszłam. Ale nie do rozbudowy.. już na wsi jest inaczej , w małej szkółce muzycznej powstałej w czasie wysypu takowych. Bo trzeba zabiegać o ucznia i uczeń robi łaskę w 80%.. i nie jest łatwo wylecieć, a dostać się i owszem. A teoretyczne muzyczne zajęcia dla wielu to właśnie niepotrzebne bo wystarczyłby instrument.. ale te 20% pracuje fajnie, a reszta przynajmniej umuzykalnia się trochę bo w szkołach muzyka padła zupełnie. 
    Podziękowali 2Elunia Agnicha
  • szkoły artystyczne, także wyznaniowe, fundacyjne itp to nie są typowe szkoły publiczne, wiec raczej trudno je porównywać. 
  • A uczą w nich nie nauczyciele tylko kto? Ufoludki?

    Chodzi o jakość nauczania, bo jakość nauki w tej konkretnej szkole była tragiczna. Klasy wielkości składzików na miotły, toalety jak sprzed I wojny, pomoce naukowe żadne i wieczny problem z klasami. A wychodzą wybitni muzycy lub "tylko" lekarze, naukowcy, inżynierowie. Dzieciaki i młodzież, które ciągną 2 szkoły, a do tego często harcerstwo albo inny balet.
    Podziękowali 2Barbasia Felicyta
  • kociara powiedział(a):
    szkoły artystyczne, także wyznaniowe, fundacyjne itp to nie są typowe szkoły publiczne, wiec raczej trudno je porównywać. 
    Przed wszystkim nie podlegają pod MEN
    Podziękowali 1Elunia
  • Dorotak powiedział(a):
    Dorotak powiedział(a):
    Hope powiedział(a):
    Dorota a Ty przypadkiem nie byłaś zdania, że w państwowej szkole jest o niebo lepiej niż w prywatnej dla nauczyciela? Popraw mnie jeśli, coś pomieszałam.

    Oczywiście. A co to ma za znaczenie w tej sytuacji? :D zawsze ktoś puka od dołu :) 
    @Hope nadal mi nie odpowiedziałaś. Co, to że w katolickiej placówce udupiaja nauczycieli a mój mąż szczęśliwie się z niej wyrwał pozbawia mnie prawa głosu? Bardzo proszę uzasadnij swoją wypowiedź na ten temat w tym wątku.
    Nie wiem skąd wniosek, że ktoś Ci odmawia prawa głosu, więc nie zamierzam uzasadniać. Nic nie pisałam o Twoim mężu ani szkołach katolickich, a tylko zapytałam o Twoje zdanie.
    Twoje pytanie z pierwszej wypowiedzi uznałam za retoryczne, a odpowiedzi mi udzieliłaś.
  • Dorotak powiedział(a):
    Hope powiedział(a):
    Aga85 powiedział(a):
    Bagata powiedział(a):
    Ja w moim otoczeniu widzę jakoś inaczej, to, że rzekomo rodzice nie uczą dzieci pracowitości, pasji itp. Przeciwnie, rodzice których znam wkładają mnóstwo wysiłku w to, żeby w dzieciach rozwijać talenty, spędzać z nimi wartościowo czas. Zdecydowanie więcej niż pokolenie moich rodziców, kiedy dziecko biegło na podwórko i tyle. Teraz trzeba naprawdę powalczyć o to, żeby dziecko nie siedziało z nosem w smartfonie i ogromna większość znajomych rodziców właśnie to robi.

    Dużo racji jest w tym co piszesz. Tez nie widzę tego "hodowania".
    Natomiast widzę dwie trudne do pogodzenia tendencje. Wychowuje się dzieci na  indywidualistow, pozwala im się na wiele, by nie tlamsic ich osobowości. I pięknie. 
    Z drugiej jednak strony, jak nauczyciel ma zapanować nad grupa 20 indywidualistow? Mamy znajomych, którzy mają bardzo mądrego synka, ich zachwyca, że jest taki niezależny i wie czego chce i nie rozumieja czemu są wciąż wzywani do szkoły...
    Czy to w ogóle nie jest sztuczne, że 20 dzieci, które łączy tylko wiek ma siedzieć cały dzień w jednej klasie i jeszcze się lubić? 
    Czy w życiu jeszcze kiedykolwiek jesteśmy postawieni w takiej sytuacji? 

    Yyy poczekaj, bo to się chyba szkoła nazywa... Niech sobie przypomnę. Potem są studia n których niejednokrotnje też trzeba współpracować. A, a potem czekaj, praca! Tak praca.
    Ale przecież można wybrać te lepsza drogę - jechać na ed, gardzić edukacja powszechna a potem dorobic sie kokosów na własnym biznesie. Jakie to proste przecież :D i po co Wam szkoła? Taki dziwny sztuczny twór. :D 
    No przecież o szkole tu ciągle piszmy. Twoim zdaniem na studiach ludzi łączy tylko wiek? Nie wiem jak Ty, ale ja miałam na studiach ludzi w różnym wieku, co więcej oprócz niego łączyła nas jeszcze chęć zgłębiania tej samej dyscypliny. 
    Nie mam pojęcia do jakiej pracy ludzi przyjmują na zasadzi tego samego rocznika, ale wierzę Ci na słowo, że jakaś taka jest ;) 

    Nic nie pisałam o współpracy. 
    Pisałam to w kontekście posta Agi, która wspominała o 20 indywidualistach w jednej klasie. Zgadzam się z nią, że praca w takiej grupie jest ciężka. I dla uczniów i dla nauczyciela. 
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.