Jak to jest być jedynakiem?

Jak to jest nie mieć rodzenstwa? Ciekawi mnie, jak wyglądają stosunki dorosłego jedynaka z rodzicami, zwłaszcza gdy zalozy swoją rodzinę. Czy w takiej rodzinie nie jest troche... smutno? Zwłaszcza gdy umiera jedno z rodziców? Znam mało jedynaków w moim wieku, nie przyjaźnie się bliżej z zadnym. Jedna dalsza znajoma, która jest jedynaczka, powiedziała mi kiedyś, że zawsze żałowała, że nie ma rodzeństwa. Sama ma dwoje dzieci.
Podziękowali 2aga---p MAFJa
«1

Komentarz

  • To jest pytanie z tezą
  • edytowano 5 kwiecień
    Mój mąż jedynak, nie przeszkadzało mu to ani mu nie brakowało rodzeństwa, bo miał kuzynów. Mamisynkiem też nie był . Dopiero jak miał około 25 lat to zauważył, że rodzeństwo się przydaje- a to pomoc w naprawie auta a to inne sprawy rodzinne. A tak to nie ma kogo poprosić, bo każdy z kuzynów ma swoje życie. Po założeniu rodzin rodzeństwa trzymają się razem jednak (urodziny itp.) no a my z mężem właśnie nikogo za bardzo 
    nie mamy. Ja niby mam 2 braci ale jeden za granicą i nie ma dzieci a kontakt prawie żaden, nie przylatuje do Polski, tematów wspólnych brak a drugi brat stary kawaler. 
    Podziękowali 1Tola
  • Jestem jedynaczką, rodzice się rozeszli, jak byłam bardzo mała. Miałam i mam świetną mamę, więc nasza mini-rodzina była dla mnie zawsze  ostoją, inspiracją i źródłem radości. Nie miałam poczucia braku - raczej inności, bo w latach osiemdziesiątych większość dzieci miała rodzeństwo. Zastanawiam się, skąd wzięło się we mnie pragnienie dużej rodziny, chociaż nie znałam żadnej i kompletnie nie wiedziałam, z czym to się je :)
    A czy jest smutno? To pewnie zależy od rodziny. Na pewno jest dużo spokojniej :D
  • W sumie ciekawe. Nie znam blisko praktycznie żadnych  jedynaków
    Podziękowali 2kiwi Tola
  • edytowano 5 kwiecień
    Z tym rodzeństwem to naprawdę różnie bywa. Kuzynka ma 4 lata starszego brata, oboje mają rodziny i dzieci a kontakt żaden praktycznie, on nigdy nie był zachwycony że ma rodzeństwo, do tego żona tego brata nie lubi jego siostry i z tego też dodatkowo powodu obie rodziny nie mają kontaktu. Nawet do rodziców w Święta przychodzą w osobne dni.
    Podziękowali 1Tola
  • edytowano 5 kwiecień
    @Mle W latach 80-tych nie było tak znów dużo dzieci w rodzinach, wokół mnie były głównie rodziny z dwójką, jedynacy też byli.
    Podziękowali 1Tola
  • Może trochę z tezą, ale nie do końca. Tak się zastanawiam, jak to wygląda, bo w moim pokoleniu to jednak były wyjątki. I to raczej nie z wyboru małe rodziny, a z powodów zdrowotnych czy wczesnego odejścia/śmierci małżonka.

    @J2017 - wiem, że w rodzinach była przeróżnie, a rodzeństwo nie zawsze się kocha i wspiera czy nawet utrzymuje kontakt. Nie to mnie nurtuje, tzn. nie to, czy duża rodzina gwarantuje szczęśliwsze życie czy coś takiego, bo takie rozważania do niczego nie prowadzą. Po prostu zastanawia mnie, jak to jest zupełnie bez rodzeństwa z perspektywy dorosłego jedynaka.
  • edytowano 5 kwiecień
    W dzieciństwie nie brakowało mi rodzeństwa, naprawdę nigdy jako dziecko nie pomyślałam, że chciałabym mieć siostrę czy brata. Lubiłam bawić się sama, dużo rysowałam i czytałam, budowałam z klocków.

    Od drugiej klasy podstawówki przyjaźniłam się z jedynaczką - nasze drogi rozeszły się po pierwszym roku studiów. Wakacje spędzałam z kuzynami, do dziś jesteśmy zżyci.
    Dalsze koleżanki miały jednego brata lub jedną siostrę, z którymi ciągle się kłóciły.
    Znałam jedną dziewczynę, która miała 3 starsze siostry i to był mega wyjątek - była bardzo samodzielna i bardzo dużo pomagała w domu, imponowało mi to, ale nie zazdrościłam - wygodnie było nie mieć tyle obowiązków...

    W wieku 18 lat poznałam chłopaka, który miał 5 rodzeństwa. Jego rodzina, to jak o niej opowiadał, jak się wspierali itd itp zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Wtedy pierwszy raz pomyślałam też że szkoda, że nie mam rodzeństwa i że to jednak jest problem. Bardzo się cieszę, że mój mąż ma 4 rodzeństwa. 

    Z rodzicami mam bardzo dobrą relację, są dla mnie wsparciem, są też cudownymi dziadkami dla naszych dzieci. Liczę się z ich zdaniem. Lubię przebywać w ich towarzystwie. Ostatnio z tatą tapetowaliśmy pokój mojej córki. Z mamą często rozmawiam przez telefon. Widzimy się średnio co dwa tygodnie.
    Widzę jednak, że w większym stopniu niż moi wielodzietni teściowie, żyją naszym życiem, "przeżywają" choroby dzieci i takie tam.
    Podziękowali 4Tola andora formatka Monika73
  • Z tego co mówią znane mi jedynaki dorosłe to często właśnie lubią ten stan, zdając sobie sprawę ze rodziców miłość jak i materialnie mieli u maja tylko dla siebie , i często (znam kilka przypadków) maja duza ochotę to powielić i robią to bądź trochę wbrew sobie( przez kompromis ze współmałżonkiem ) decydują się na to drugie. Na prawdę nie czuja Wogole co tracą.. 
    Podziękowali 3Tola agatak offca
  • Ja nie dosc ze jedynaczka, to samotnik. Pewnie dlatego nie mam traumy z dzieciństwa. Mi moja rodzina wystarczy. Az nadto.
    Podziękowali 2Tola Bea
  • Ja bylam jedynaczka prawie 10 lat. Potem pojawil sie moj brat. Smutno byc jedynakiem
    Podziękowali 1Tola
  • a ja znam jedynaczkę, która ma 10 dzieci
    i jedynaka, który ma 6, także różnie to bywa

    znam też kobiety z większych rodzin (4 rodzeństwa), które nie chciały wielodzietności i mają jedno lub dwoje
    Podziękowali 2Tola Mle
  • Miałam koleżanke jedynaczke i nawet  troche jej zazdrościłam w dzieciństwie. Miała dwa pokoje do własnej dyspozycji i wydawało mi się,  że rodzice bardziej się o nią troszczą :D Obecnie ona tez ma jednego synka i uważa to za dobry układ. Wiem, że to pewne uogolnieni, ale jest coś specyficzego w jedynakch, jakas wspólna cecha...
    Podziękowali 3Bea MAFJa Tola
  • Zawsze zazdrościłam przyjaciółce rodzeństwa, była ich szóstka. A w Święta szczególnie. U nas ja, rodzice, babcia (dziadek zmarł, tata jedynak) a tam gwar, śmiech, zabawa. Moje jedynactwo nie było wyborem rodziców, po mnie stracili dwoje dzieci w pierwszej połowie ciąży, a potem to mama już miała problemy zdrowotne. Ale też nie mogę absolutnie powiedzieć że miałam smutne dzieciństwo. Duźo kleżanek, w szkole, na podwórku, u babci (spędzałam u niej wszelkie wolne dni),  poza tym lubiłam bardzo czytać i ogólnie zawsze umiałam sobie zorganizować czas. Mąż ma jedną siostrę, nie utrzymują jakiegoś b.bliskiego kontaktu, ale się lubimy i wiemy, że wzajemnie możemy na siebie liczyć.
    Za to teraz mamy piątkę i moja mama czasem żartuje , że wyrabiam normę dzietności za nią i za siebie. Różnie bywa.
  • edytowano 5 kwiecień
    @Aga85 ;
    na pewno jest wiele wspólnych cech, nie tylko jedna :smiley: 

    już samo to, że jedynak nie musiał z nikim nigdy konkurować o uwagę rodziców, o bycie najukochańszym, najcudowniejszym, idealnym dzieckiem (z drugiej strony dla niektórych może to być przytłaczające)
    nigdy nie musiał walczyć o ostatnią kanapkę, czy większy kawałek ciasta, o lepsze miejsce na piętrowym łóżku oraz o to kto pierwszy ma się iść myć (+ milion innych pierdół)

    - przecież to musiało mieć wpływ, niezależnie od tego jaki styl wychowania przyjęli rodzice

    dobrze, że do śmierci mamy jeszcze trochę czasu, by nad sobą pracować...
    Podziękowali 5Bea Tola Rogalikowa kowalka Mle
  • edytowano 5 kwiecień
    Znam jednego jedynaka
    Ma 14 dzieci  B)
  • edytowano 5 kwiecień
    Jestem jedynakiem, nie z wyboru moich rodziców, zdrowotnie im tak wyszło.

    Nigdy mi to nie przeszkadzało w dzieciństwie, tak jak Barbasia, umiałam sobie zorganizować czas i dużo czytałam, plus introwertycznie ładowałam baterie społeczne w samotności  ;)

    Mam też kuzynów i kuzynki, zawsze żyliśmy, jak to się mówi, na kupie. Ciotek mnóstwo dodatkowych, więc towarzysko byłam zaopiekowana, hehe.

    Brak rodzenstwa zaczęłam odczuwać, kiedy zorientowałam się, że moi rodzice żyją moim życiem, że ich miłość mnie strasznie tłamsi. Bywa.

    Za to raz śniło mi się, że mam starszego brata. We śnie nazywał się Michał i do tej pory pamiętam ten dziwny rodzaj uczucia, który miałam w tamtym śnie  ;) PRZYPUSZAM, że śniło mi się uczucie siostrzane  :D 
  • Ja tez jestem jedynaczka i odkad pamietam zawsze marzylam o rodzenstwie, nawet listy do sw. Mikolaja pisalam :). Mialam bliskich kuzynow z ktorymi spedzalam duzo czasu, kolezanki, ale to jednak nie bylo to samo. Zawsze wiedzialam, ze nie chce zeby moje dziecko bylo jedynakiem. 
    Podziękowali 3Aneczka08 Tola mamuma
  • J2017 powiedział(a):
    @Mle W latach 80-tych nie było tak znów dużo dzieci w rodzinach, wokół mnie były głównie rodziny z dwójką, jedynacy też byli.
    Dokładnie tak, jak piszesz - wszędzie dwójki, a ja jedna.
    Podziękowali 1Agnieszka88
  • Trudniej jest być dorosłym jedynakiem, niż dzieckiem jedynakiem, przynajmniej z mojej perspektywy. Niesiesz cały ciężar oczekiwań i zmartwień swoich rodziców, na Ciebie też spada obowiązek opieki nad nimi, którego nie ma z kim podzielić.
    Myślę też, że egocentryzm i pewna trudność w budowaniu relacji bywają obciążeniem jedynactwa - to nie znaczy, że wszyscy jedynacy tak mają - ale faktycznie tak się zdarza i ja tak niestety mam ;)
  • Też jestem jedynaczką, i faktycznie znacznie to trudniejsza rola kiedy się jest dorosłym.
    Mają corka też jest jedynaczką 
    Podziękowali 3Rogalikowa Mle Tola
  • Z tym obowiazkiem opieki to roznie bywa. Ja i maz mamy po dwoje rodzenstwa. W obu przypadkach obowiazael opieki nad starymi i umierajacymi rodzicami spadl w calosci  na nas i nie bylo go z kim podzielic. Ja mialam wsparcie psychiczne i emocjonalne mojego rodzrnstwa. Ze strony meza nie mielismy nic od jego sióstr. Bylo to jeszcze trudniejsze bo trudno mi bylo opiekowac sie tesciowa nie majac zalu do jej corek ze nawet nie zadzwonia i nie spytaja sie o zrowie matki. Dzis gdy tesciowa nie zyje widze ten czas jako szczegolna łalske ale jeszcze tydzien temu bylam po prostu bardzo zmeczona opieka 7/24 przez wiele miesiecy.
  • A i jakby sie kto pytal materialnie nie wbogacilismy sie nic na tej opiece bo tesciowa swoje mieszkanie darowala jednej z córek. Takze ten.
    Szwagierka sie obrazila bo tak latwiej i na pogrzebie udawala ze nas nie zna...
    Podziękowali 3Monika73 J2017 asiao
  • edytowano 7 kwiecień
    Jestem jedynaczką. Z dzieciństwa pamiętam nudę i zazdrość - wśród kuzynostwa byłam jedyna bez rodzeństwa. Teraz też brakuje mi czasami osoby do pogadania. Najtrudniejsze jest, że ja naprawdę nie potrafię zrozumieć uczuć, jakimi np. mój mąż darzy swoją siostrę. Nigdy ich nie doświadczyłam. Patrzę na moje dzieciaki i mam nadzieję, że będą dla siebie wsparciem w przyszłości.  
    W aspekcie materialnym bycie jedynakiem nie miało w latach osiemdziesiątych zalet, które ma teraz. Wszyscy mieliśmy mniej więcej takie same ciuchy, buty itp, bo niewiele było w sklepach.
    Podziękowali 2Tola Elunia
  • Myślę, że jak dziecko jest jedenakiem, to jest to dla niego stan od urodzenia naturalny. Na dodatek faktycznie jedynaki mają zwykle dużo lepiej materialnie, więcej możliwości wyjazdów, wakacji (mój mąż miał pod tym względem o wiele lepiej niż ja). Gdy byłam dzieckiem czasem zazdrościłam jedynakom. Dlatego chciałam mieć długo tylko 1 dziecko no ale jest jak jest, życie.
  • W sumie dobrze było być jedynakiem. Widzę to jeszcze bardziej teraz gdy patrzę na moją trójkę co 2 lata. Mam wrażenie że mi jednak było łatwiej i spokojniej bez sporów z rodzeństwem o wszystko. Moje dzieci są jeszcze małe, więc mam nadzieję, że jakoś się z czasem dogadają i będą dla siebie wsparciem.
    Podziękowali 2Tola J2017
  • Te walki i kłótnie jednak dużo uczą i kształtują charakter, wiadomo, że nie wszystko dla ciebie,a rodzeństwo potrafi powiedzieć coś wprost, czego nawet od rodziców nie usłyszysz. Także nie ma co tak biadolić, że dzieci się kłócą.
  • Czasem te kłótnie, przepychanki itp rzutują na lata, wiec nie zawsze to jest takie zdrowe ;) 
    Podziękowali 3asiao formatka offca
  • J2017 powiedział(a):
    Myślę, że jak dziecko jest jedenakiem, to jest to dla niego stan od urodzenia naturalny. Na dodatek faktycznie jedynaki mają zwykle dużo lepiej materialnie, więcej możliwości wyjazdów, wakacji (mój mąż miał pod tym względem o wiele lepiej niż ja). Gdy byłam dzieckiem czasem zazdrościłam jedynakom. Dlatego chciałam mieć długo tylko 1 dziecko no ale jest jak jest, życie.
    To już jest zależne od zasobności portfela rodziców. 
    Znam jedynaków którzy mieli znacznie gorzej od dzieciaków z większych rodzin. 
  • To na pewno nie te dziecięce, chore jest jak rodzić wchodzi w te spory i na przykład faworyzuje jedno z dzieci, ale i u jedynaków mogą być chore kłótnie w rodzinie. Najgorzej jak się tworzą obozy jedno z rodziców plus dziecko przeciwko drugiemu. A częściej to bywa u jedynaków, na przykład matka z synem przeciw ojcu.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.