Wieś czy miasto?

OlaOla
edytowano styczeń 2007 w Ogólna
W odpowiedzi na zapotrzebowanie pozwoliłam sobie założyć nowy temat do dyskusji:bigsmile:
przyznam,że obydwa tematy-dylematy Polska czy Irlandia, wieś czy miasto przerabiam osobiście, z przyjemnościa więc poczytam jakie macie przemyślenia

Serce moje rwie się na wieś, Warmia , może Beskid Niski
Dom na wzgórzu z widokiem na wodę ... rozmarzyłam się

Adelajdo a gdzie leży ten Wasz kawałek pastwiska?
«1345

Komentarz

  • Ja w zeszłe lato byłam na Jarmarku a Jonkowie organizowanym przez Ręką Dzieło
    do Węgajt też zawitałam na ostatni dzień teatrów
    A miejsce które mnie najpardziej zauroczyło to Pupki
    :jumping:
  • Wieś! Oczywiście, że wieś!
    Jednak optymalnie byłoby zarabiac jak w mieście a ży na wsi...
    Podziękowali 1Bea
  • O widzę że moja połowica mapkę umieścił - dobre i to.:cheer:
    A może byśmy tak połączyli siły i stworzyli jakąś osadkę wielodzietnych miłośników wsi ...Będzie wesoło i bezpieczniej, żeby małżonkowie tak się nie martwili :tongue:
  • Ja się chętnie przyłączam. Ale muszę blisko Warszawy, bo nigdzie daleko, to się moja rodzina ruszyć nie da. Beskid raczej odpada, bo choc pięknie, to niestety baaardzo daleko i totalnie "nie nasz kierunek", bo my z Warmii.
    Za to w Beskid bardzo chętnie na urlop.
  • proponuje 2 osady :Warmię i Beskid:clap: uparty ze mnie skorpion:devil:
    a swoją drogą to te górki na Warmii nie ustępują Beskidowi, ale brak mi tam strumyku, oj takiego porośniętego kaczeńcami jak w Nowicy:cry:choć tak na codzień to oczko wodne mnie zadowoli
    ja chętnie zasiedlę osadę na Warmii w domu z gliny a w beskidzkiej chacie z jodły spędzę wakacje:trompet:
  • Mieszkam we Wrocławiu, nigdy mnie nie ciagnęło na wieś. To znaczy lubiłam przyrodę, ale nie miałam marzeń typu kozy itd.;)
    Ale życie płata figle, mój maż, który też nie zdradzał się wcześniej z takimi marzeniami, w momencie kiedy okazało się, że ma do rozdysponowania gotówkę (to nie były jeszcze czasy szalonego wzrostu cen na działki poza miastem) zapałał chęcią nabycia takiej działki. To znaczy najpierw zobaczył działkę, a potem zapałał chęcią. I zrealizował swoje marzenie. Do tego zaczął na tym marzeniu budowac dom.
    Paradoksalnie więc, mimo, że nie mam marzen jak powyższe szanowne grono:), buduje się dom dla mojej rodziny 30 km od Wrocławia (z widokiem na Ślężę) - za jakiś horendalny kredyt, nie majac samochodu, ale jednak;)
    może uda sie wkleic zdjecie??
    image
  • oo udało się
    a z innej strony tak (to stan przeszły sprzed dwóch lat, tak jak na powyższym zdjęciu, ale widac przynajmniej okolice:):
    image
  • Jolu, piękna ta wasza działka. Nawet jest prywatna górka na sanki :clap:

    A u nas- zdecydowanie wieś. Mieszkaliśmy 10 lat w mieście. Co prawda niewielkim, ale zawsze to miasto. Na dole mieszkał sąsiad, któemu wiecznie przeszkadzały hałasy dzieci, drzwi itp.
    Podobnie, jak u Joli, mój mąż miał marzenie, zobaczył działkę, zapożyczył się i kupił. Dom zbudowaliśmy w 3 lata własnymi siłąmi. No, ale wykończenie tego domu pewnie i nas wykończy. Zamieszkaliśmy tu 10 lat temu - najpierw w piwnicy, po roku na parterze, po dwóch kolejnych doszło piętro. Teraz próbujemy zagospodarować strych, ale kiedy to będzie, zobaczymy.
    Jak narazie nadal mieszkamy na wsi, choć oddalonej od 20 tys. miasta o kilkaset metrów, no i sąsiadów coraz więcej. Górek niestety nie ma żadnych w okolicy, ale za to jezioro o kilometr, rzeka podobnie. Las z grzybami mieliśmy 10 m za domem, ale po huraganie sprzed kilku lat las oddalił się o kilkaset metrów, a bliżej posadzono malutki młodniak.

    A mieszkamy na Mazurach :surfing:
  • Jadwigo, czy mieszkacie gdzieś koło Pisza, bo wiem, że tam huragan nieźle wykosił. A my tam jeździmy czasem na wakacje.
  • Moi teściowie mają od bardzo wielu lat działkę w Karwiku (7 km od Pisza) nad jeziorem Seksty. Kiedyś nawet przemieszkaliśmy tam w domku letniskowym 5 miesięcy.... ale listopadowe przymrozki nas definitywnie wygoniły. Niemal co roku jesteśmy tam przynajmniej przez chwilke, a jeśli nie wszyscy to przynajmniej starszaki z dziadkami.
    W tym roku jeszcze nie wiem jak będzie, bo nasz oczekiwany dzidziuś ma sie pojawić na przełomie czerwca i lipca, ale jeśli byśmy jechali, to może waś odwiedzimy....
  • Nie wybieramy się raczej nigdzie w tym roku, więc zapraszamy.:swingin:
  • A może byśmy tak połączyli siły i stworzyli jakąś osadkę wielodzietnych miłośników wsi ...Będzie wesoło i bezpieczniej,

    Adelajdo! Jestem za!
    Twój pomysł bardzo mi się podoba. A gdzie konkretnie mieszkacie(mam na myśli miejscowość)? Sami jesteśmy na etapie poszukiwania działki, więc sprawa nader aktualna. Rozważaliśmy nawet waszą okolicę (na co wskazuje mapka załączona przez twojego męża).Pozdrawiam! Małgorzata
  • Z lasem to było rzeczywiście tragicznie, ale tak w ogóle to tam jest bardzo pięknie. A jeśli wolno spytać to co tam robicie w sensie zarabiania na życie. Bo my nawet kiedyś myśleliśmy czyby może tam nie zostać, ale nie wpadliśmy na pomysł co byśmy mogli tam robić, żeby żyć i jesteśmy w Warszawie...
  • co do tworzenia osady - w wątku powitalnym pojawił się Sławek i pisał o inicjatywie takiego osiedla całkiem poważnie. Może napisze coś bardziej konkretnego, może rzucone na gorąco hasło zmieni się z czasem w jakąś realność:surprised:
  • Ponoc taka zawodowa rodzina zastępcza, to niezły pomysł, żeby zrobic coś pozytywnego dla dzieci, którym w życiu się nie ułożyło i jednocześnie "dorzucic do gara". Koleżanka-pedagog mieszkająca na wsi kiedyś się dowiadywała i panie w ośrodku były bardzo zainteresowane współpracą. Z tego, co wzmiankowana koleżanka mówiła, to finansowo wypadałoby to dośc korzystnie.
    Ale do tego trzeba czuc powołanie. Ja nie wiem, czy dałabym radę. Przede wszystkim chyba obawiałabym się o własne dzieci - jak by przyjęły to, że nagle, radykalnie przybywa osób miedzy którymi mama musi dzielic czas.
  • Muszę przyznać, że ja z ogromnym podziwem patrzę na tych wszystkich, którzy biorą cudze dzieci i uważam że jest to naprawdę WIELKA rzecz. Choć wiele razy myślałam, że to jest coś co wręcz powinno się robić, bo tak straszny jest los dzieci bez rodziców, ale sama na razie chyba bym się nie zdecydowała. Po prostu bym się bała, że kiedy przyjdzie jakaś trudna chwila, to nie będę potrafiła ich potraktować tak samo jak swoich i będą się czuły gorsze bo przecież ich nie urodziłam. Paradoksalnie myślę, że łatwiej jest to robić ludziom, którzy w ogóle nie mają swoich dzieci, bo wtedy w pewnym sensie te przygarnięte wszystkie tak samo są ich. A jak się ma swoje to jest chyba trudne.
    Podziwiam naprawdę.
  • Ciekawy przykład wielodzietnej rodzinki, która przeprowadziła się na wieś (do Oklahomy) żeby zamieszkać w okolicy młodego ale prężnego klasztoru benedyktyńskiego (vide). No, ale to Ameryka.

    Blog prowadzi ojciec rodziny (mniej aktywnie) (vide)
    i najstarsza jego córka (badziej aktywnie) (vide)
  • ojejku jak u Michała ślicznie:). Prawdziwa "kozia poczta".
    A jak nie odsnieżacie w zimie, to jak dzieci chodzą do szkoly??
    faktycznie klimaty na stronie rodziny z Oklahomy i Michała bardzo podobne.

    Aga, a o której udaje się Wam zjechać do domu i o której wyjezdżacie rano? 45 km, a potem przebić się pewnie przez Warszawę - to jazdy od domu chyba tak z półtorej godziny?
  • Maćku!
    Którą szkołę masz na myśli pisząc o dobrej szkole w strefie podmiejskiej?
  • Dzięki Maćku. gdzieś kiedyś obiło mi się o uszy, że właśnie w tym rejonie jest taka szkoła. Ale nie znałam konkretów. Teraz już wiem. Nie zmienia to jednak szarej rzeczywistości, w której ( póki co) dzieci chodzą do zwykłej wiejskiej szkoły. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej młodsze będą miały inne perspektywy na lepszą edukację.
  • Witaj Aga!
    ja też siedzę chora w domu. Tzn ogólnie "siedzę" tak już dobrych kilka lat na urlopie wychowawczym. Ale aktualnie doskwiera mi samotność. Mój mąż wyjechał ze starszymi w góry, a ja z najmłodszym zostaliśmy, gdyż obydwoje padlismy ofiarą wirusów. Tak więc czasu jakby więcej, w domu pusto. Częsciej zaglądam do komputera.
    Ten twój opis wiejskiej chałupy naprawdę robi wrażenie. Sama pochodzę ze wsi i sama się w takim domu urodziłam. Ale pózniej prztszły "lepsze czasy" i rodzice postawili nowy murowany dom. Z dzieciństwa pamiętam jednak stary piec, okna z okiennicami, strych kryjący różne ciekawe przedmioty, studnię przy domu, piwonie w ogródku i ściany porośnięte winogronem. W tym gączszu można było bawić się w chowanego. A moja babcia ( dodam, że zmarła miesiąc temu w wieku 105 lat) roblła z niego wino i różne nalewki. Ten dom miał klimat!
    Później przyszło nam mieszkać w różnych innych miejscach- w bloku na 9 piętrze, w kamienicy, w przestronnym szeregowcu.I też najgorzej wspominam blok, gdzie wszyscy sąsiedzi wszystko o drugich wiedzieli. Aktualnie mieszkamy kątem u rodziny. Jesteśmy właśnie o krok od podjęcia decyzji o miejscu zamieszkania, która nie jest niestety łatwa, zwłaszcza, że pojawiło się mnóstwo kwestii spornych.
    Ja zdecydowanie jestm za wsią jako idealnym niejscem do życia dla dzieci. Ale ideałem by było, aby ta wieś leżała możliwie blisko większego miasta. Bo tu są z kolei większe możliwości rozwoju. Tylko, jak to pogodzić? Myślę, że musi być to decyzja przemyślana w każdym szczególe. Póki co chyba poprzestaniemy na mieście powiatowym, ok. 85 km od Warszawy. Tu poprostu mamy działkę przy lesie. Może coś wykombinujemy, choć możliwości są mocno ograniczone. Ale osobiście wolałabym bliżej Warszawy.
  • Hi hi, my też w tym roku 10 latek i też mamy kawał pola pod lasem, na którym miał stanąć nasz dom. :cheer:
    No i też mamy dylemat zwłaszcza od kiedy najstarszy syn poszedł do szkoły i zdaliśmy sobie sprawę, że już wożenie dwójki do centrum do przedszkola i szkoły + szkoły muzycznej zajmuje mnóstwo czasu. Szkołę mamy dobrą i nie chcemy jej zmieniać. A co jak podrosną maluchy? No i jak któreś zachoruje to babcia nie podjedzie już migiem by mogło zostać w domu gdy mama odbiera starszych. :sad:
    No więc jesteśmy na etapie szukania rozsądnych kompromisów. Ale niełatwo się rozstać z marzeniami...
  • O właśnie, Barbaro, te same dylematy :-)
  • fanką seriali ja nie jestem, ale polecam powtarzany produkt tvp "Ranczo" - serial o Wilkowyjach, gdzie wójt i pleban to bliźniacy grani przez tego samego Cezarego Żaka. Bardzo sympatycznie odmalowane te Wilkowyje, jakos tak dojrzale(nie na zasadzie najprostszych skojarzeń). Do wójta i plebana dołaczona jest dziedziczka z Ameryki, która patrzy na zwyczaje w wiosce trochę z zewnątrz. Bardzo to wszystko koniec końców smieszne
    ranczo
    film puszczany jest w niedzielę na jedynce o 20.15 i 21.15 (bo dwa odcinki)
  • Michał, Ty nie pisz tu takich rzeczy. Jak my tęsknimy do gór...

    W imię wygody (bo nie trzeba dzieci wozić do szkoły), bezpieczeństwa (bo wydaje się, że mieszkanie w domu na wsi jest niebezpieczne - sąsiedzi daleko, dużo okien w domu, parter - takie to mam myśli) siedzimy w mieście, chociaż "miastowi" nie jesteśmy. Jak tylko nadarzy się okazja, wyruszamy gdziekolwiek za miasto. A góry, takie prawdziwe, z wędrowaniem, tylko raz w roku (bo od nas daleko).
    Obiad przy ognisku mamy najczęściej w niedzielę :-)

    ps.A i jeszcze boję się myszy...
  • >A i jeszcze boję się myszy...<
    a w mieście jest więcej komarów - przynajmnie u nas we wrocku (taka pozostałość po powodzi, a właściwie po tym, jak je eksterminowano, bo się rozmnożyły, niszcząc tym totalnie równowage;)
    Chyba jednak ta wieś naprawdę jest fajna. Aga, to znaczy, że udało się, że można połaczyć i miasto i wieś:)
    (To dobra nowina dla mnie, bo czeka mnie chyba niedługo powzięcie poważnych decyzji w tym temacie.)
    Piszcie proszę dalej
  • O, i na wsi są komary, a u mnie na ósme piętro nie dolatują :wink:
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.