I Komunia Sw.

edytowano październik 2007 w Ogólna
Mam bliską koleżankę, która jest ateistką, mąż także. Ich starszy syn w tym roku jest w drugiej klasie i bardzo chce przystąpic do komuni - chodzi na religię, bo sam chciał.
Koleżanka jest przeciwna, twierdzi, że powinien tę decyzję podjąc jak będzie starszy, że będzie żył w jakims totalnie niespójnym swiecie, itp. Chrzcząc dzieci, chcieli zrobic przyjemność rodzinie, na chrzestnych wybrali osoby bardzo letnie i w zasadzie nie praktykujące.
W każdym razie powiedziałam jej, że mogę jej syna co niedziela zabierac do Koscioła (bardzo chce chodzic i denerwuje się, że rodzice nie chodzą) i tez zaprowadzac na spotkania przed komunijne. Koleżanka powiedziała, że pójdzie to parafii, powie księdzu jak jest i żeby powiedział jak to wszystko widzi.
A jak Wam się wydaje, czy może się udac, aby dziecko niewierzącycyh rodziców wytrwało w wierze? I czy rzeczywiście nie nie odbije się na nim negatywnie taka niespójność???

Ci znajomi, choc niewierzący - nie prezentują postawy antykościelnej, nigdy nic złego na Kosciów nie mówią i gdyby byli wierzący stanowili by przykład niemal idealnego katolickiego małżęństwa.
«13

Komentarz

  • trudna sprawa... ale jeśli dziecko bardzo chce to ja osobiście bym pozwoliła, jeśli wytrwa w wierze, to fajnie, a jeśli nie to przynajmniej próbował...
    (jestem w podobnej sytuacji, tylko dzieci małe i jeszcze nie przejawiaja chęci chodzić do kościoła)
    Trzeba by też wybadać, czy dziecko chce do komunii, bo jest takie uduchowione, czy dlatego, że wszyscy z klasy idą... ten drugi przypadek rokuje nieco gorzej.
  • To lepiej niż u moich znajomych.

    Oni ateiści praktykujący czasami |(chrzty, pogrzeby, śluby). Syn w 2. klasie, więc jego matka wybrała taki kościół, gdzie do I Komunii nie ma egznaminów z katechizmu i pacierza, po co się na chłopak stresować i wkuwać te formułki. Teraz narzeka, że synek strasznie się nudzi a ona z nim, jak chodzą co niedziela do kościoła. Ojciec natomiat poddaje krytyce to co przeczyta w synowym podręczniku do religii. Wiadomo, jako ateusz zna lepiej doktrynę od jakiegoś kolesia co się podpisał "Imprimatur".
  • Nie rozumiem po co jeszcze chodza do kościoła, skoro dziecko sie nudzi?
  • Teofilu podpisuję sie pod pytaniem Hani.od dawna mnie zastanawia po co >>niepraktykujący<<tak się trudzą jeśli chodzi o chrzty,komunie,sluby.
  • Myśmy akurat ochrzcili dzieci (gdy miały juz 3 i 4,5 lat), powodem było to, że dziadkowie martwili sie , że dzieci nie dostana się do nieba, wiecie, takie podejście starszych ludzi. Nie namawiali nas do chrztu, bo mój maz jest ateistą , a ja agnostykiem i nie ukrywamy sie przed nikim ze swoimi poglądami, ale tutaj stwierdziliśmy, że ok. skoro to sprawi ulgę, przyjemnosc dziadkom (z obu stron), to my nie jesteśmy, aż tak anty...
    Jednak rozmawialismy i jeszcze raz przypomnieliśmy, że to nie zmienia naszego stanowiska w kwestii religii itd.
    Dziadkowie baaardzo sie ucieszyli i myśle, że dla samej tej radości warto było to zrobić.
    Nie mamy nic przeciwko, by dziadkowie czasem zabrali dzieci do kościoła (jakos się do tego o dziwo nie palą, tłumaczą się, że dzieci w kościele trzeba pilnować!!! ).

    Gdy zgłaszalismy dzieci do chrztu księdzu przedstawiłam nasze stanowisko, powody chrztu i przyjął to bez problemu.

    Slub mamy cywilny.
    "praktykować" nie "praktykujemy"- uważałabym coś takiego za życie w obłudzie.
    księdza po kolędzie tez nie przyjmujemy (jeden taki sie nawet obraził ).

    W naszym domu wisza obrazki z matka boską, ale to nie ma nic wspólnego z kościołem.
    Ja rozdzielam wiarę od kościoła, czyli wg. kościoła jestem niewierząca i tak tez zawsze sie przedstawiam, jak ktoś pyta.
  • No ale przeciez, ostatnio słyszałam, że Papiez bodajże, ogłosił, iż dzieci nieochrzone tez zostana "przyjęte do nieba" ???
  • :)
    nieochrzczone, bo zmarłe przedwcześnie. Wydaje mi się jednak, że bardzo ważną rolę odgrywa tu uprzednia wola i gotowość rodziców do ich ochrzczenia.
  • Nie będe ukrywać, że podział na dzieci lepsze i gorsze, czyli te które dostana sie do nieba i te które nie, zaleznie od tego, czy ksiadz pokropił im woda głowy i wygłosił formułkę a potem modlitwę jest dla mnie abstrakcyjny. Jesli Bóg istnieje, to musiałby byc strasznie maluczki by tak dzielić, musiałby byc chyba człowiekiem. :confused:
  • To nie zależy od formułki i księdza, ale od Ducha Świętego. I od rodziców, czy pozwolą, by On zstąpił na dziecko.
    Pan Bóg jest dżentelmenem - nie pcha się bez zaproszenia.
  • Nie, to kościół tak twierdzi. Oczywiście możesz twierdzic, że tylko KK ma prawo i zna boga, że wiara KK jest najlepsza na świecie itd... i na podstawie tego czuć sie wybranym do nieba.
    Ja jako osoba spoza KK patrze na to inaczej, dla mnie to jest absurdalne, że trzeba się zapisać (ochrzcić) do KK, żeby zaznac życia wiecznego i zbawienia (może chodzi o osobne "Niebo" lepsze niż dla innych- dla wyznawców KK ??? ) Wszystkie religie i ich przedstawicielstwa mówią "tylko z nami będziesz zbawiony" i dla mnie to jest argument by nigdzie sie nie "zapisywać". :bigsmile:
  • Haneczko!ależ to nie chodzi o >>zapisywanie się<<ale o przyjęcie pewnych zasad,którymi chcesz się kierować w życiu,jak równiez hm.>>umów<<które mozesz z Bogiem zawrzeć.w KK ON Ci gwarantuje,ze zawsze Ci będzie pomagał ilekroć Go zawolasz ,będzie Ci dawał siłę do wybierania dobra i odrzucania zła,a TY obiecujesz ,ze będziesz robiła wszystko,zeby GO poznawać ,spotykać się z NIM jak najczęściej (w spowiedzi i Komunii).tyle że człowiek bardzo często zapomina o warunkach umowy ,szczególnie gdy trzeba się trochę wysilić( msza święta,spowiedz),a Bóg trwa i czeka aż sobie o Nim przypomnimy.
    poza tym myślę ,ze Bóg w wielu religiach znaczy to samo czyli opiekun,wybawca,nadzieja.i jeśli droga która do niego prowadzi ,zmusza człowieka do tego by stawał sie lepszym w sensie moralnym dla innych i siebie i człowiek który wybiera tę drogę rzeczywiście jest wierny zasadom religii które wybral to myślę,ze taka reigia tez prowadzi do zbawienia.
    chrześcijaństwo jest po prostu najprostsze,najbardziej przejrzyste,zrozumiałe,najbliższe naturze człowieka,bo Bóg którego przyjmujemy to nie jakiś tam wysoko ustwiony dostojnik ale Ten ,który zszedł do naszego poziomu,został człowiekiem.
    dla nas,nie dla siebie.pokazał tak dosłownie,ze dosłowniej już się nie da -co to jest MIŁOŚĆ.
  • "chrześcijaństwo jest po prostu najprostsze,najbardziej przejrzyste,zrozumiałe,najbliższe naturze człowieka,bo Bóg którego przyjmujemy to nie jakiś tam wysoko ustwiony dostojnik ale Ten ,który zszedł do naszego poziomu,został człowiekiem."


    dla Ciebie, wychowanej w kulturze chrześcijańskiej, zapewne tak, ale np dla hindusa lub araba juz nie,
    przypadkiem inne miejsce urodzenia i spojrzenie na świat się zmienia...
  • Haneczko!oj myślę,ze też.hindusi czy arabowie również przyjmują chrześcijaństwo.
    chociaż uważam,ze w ogóle trudno jest zmienić swoje spojrzenie na świat,jeśli się jest wychowywanym w konkretnych przekonaniach.tym większy mam szacunek dla tych ,którzy przyjmuja nową religię ,by stać się lepszymi ludzmi.
  • Bardzo dziwi mnie dziecinna postawa ludzi, ktorzy choc sami deklaruja sie jako ateisci lub agnostycy, z uporem godnym lepszej sprawy staraja sie osmieszyc i lekcewazyc religie jako taka, na ludzi wierzacych patrzec z gory jako na niedojrzalych, zas ich wiare traktowac w kategoriach fanaberii.

    Jest to dziwne, bo raczej powinni pozostawac chlodni i obojetni. Mnie np. zupelnie nie interesuje baseball, nie poruszam jego tematu i nie dyskutuje.
    Jesli ktos jest zdeklarowanym ateista lub agnostykiem a prowadzi swego rodzaju antyapostolat, to jego niedowiarstwo musi mu strasznie uwierac.

    Przypomina mi sie stary dowcip jak to Nietzsche napisal na plocie:

    Bog umarl! Podpisano Nietzsche

    Po smierci Nietzsche'go ktos napisal na tym samym plocie:

    Nietzsche umarl. Podpisano Bog.

    Kiedys zyl sobie w Paryzu superateista Żyd Alfons Ratisbonne. Kiedys ulegl dziwacznemu kaprysowi przyjaciela i zalozyl na szyje cudowny medlik. Po jakims czasie nawrocil sie, rozdal swoj niemaly majatek i wstapil do klasztoru.

    Kochani chrzescijanie, nie wstydzmy sie swojej wiary, chocby i cale pieklo smialo sie z nas! Nasza nagroda wielka jest w Niebie!

    Chrystus zmartwychwstal! Alleluja!

    Tomasz
  • Agnostyk to ktos, kto nie przesądza o tym, że bóg istnieje, czy nie,
    dlatego jak najbardziej czuję się uprawniona do dyskusji :tongue:
  • Poza tym dlaczego np ateiści mieliby pozostac chłodni i obojętni, jeśli KK próbuje im narzucać swoją wizję i porządek świata np projektując takie, czy inne ustawy...

    to troszke tak jakbym ja powiedziała Tobie Tomaszu wojującemu KK, że powinienies być chłodny i obojętny wobec aborcji jesli dokonuje jej ateista lub agnostyk, bo co cię to obchodzi, zajmij się dziećmi chrześcijan
    mało tego dodam, chyba jak dzieci ateistów i agnostyków będzie mniej to lepiej dla KK , nie ??? :tongue:


    Jesli ktos jest zdeklarowanym KK a prowadzi swego rodzaju antyateizmat, to jego wiara musi mu strasznie uwierac. :rolling:
  • No dobrze, ale czy naprawdę wierzycie, że te miliony niechrześcijańskich dzieci (chrześcijaństwo to w skali świata mniejszość) .... >>>

    no własnie, nie wiem co się z nimi ma stać ?

    do piekła? w niebyt?

    a co z dziecmi tych , którzy wierzą w coś innego, tez do piekła, w niebyt?

    czyli jednym słowem jednak jesli nie jesteś KK, to masz przechlapane?
    Bóg kocha tylko dzieci KK ??? :shocked:
  • Hmmm, pozostanę przy zdaniu, że dla mnie to abstrakcja.

    Po prostu, jesli prawie kazda religia tak twierdzi, oczywiście chwaląc swoją, to jest to zwykła loteria, to tak jakbyś wśród setek reklamowanych usług miał nie oglądajac sie na nic dokonac wyboru...

    ja uważam, że nie mam żadnych podstaw, by jednej z wielu uwierzyć a innym nie.

    Zadna jeszcze nie udowodniła swej słuszności, tutaj na ziemi, to się okaże po drugiej stronie...

    Urodziłam się w Polsce, tu przeważa KK, to wszystko.

    KK na przełomie wieków zmieniał wiele w swoich doktrynach, np jeszcze do bodajże XXIIw można było spokojnie popełniac samobójstwo, nie było to grzechem, teraz jest, być może za 150 lat się okaże, że KK dojdzie do wniosku, że jednak się mylił w kwestii zbawienia... W końcu KK to sa ludzie (księza, biskupi, papiez itd...), którzy prowadzą między soba nawet spory teologiczne.

    Jehowi twierdzą, że tylko z nimi zbawienie, tez przytaczają pismo święte...

    DLA MNIE wybór jest jeden, nie będę miotac się i śledzić, która religia jest tą "prawdziwą"
    będę żyć tak, by mnie się dobrze żyło, i by innym było dobrze ze mną, starac się jak najmniej krzywdy wyrządzić na tym świecie, wiadomo, nie jest łatwo, nawet jedząc wyrządzamy krzywdę- zwierzętom, roślinom, bo je zabijamy.
    Niezaleznie od religii miec szacunek dla wszystkiego.

    A jesli jest Bóg, no trudno, w takim razie on juz mnie osądzi.

    A jesli nie ma, to niech moje życie będzie choc tyle warte, że starałam sie by być dobrym człowiekiem i tego uczyłam swoje dzieci.
  • Myślę, że kazdy z nas rodzi się z pewnym przeznaczeniem, jakims zadaniem, jeszcze nie wiem jakie to zadanie dla mnie...
    Jestem samotnikiem, zawsze byłam, mimo, że miałam sporo znajomych i przyjaciół, ale zawsze czułam, że "jestem z innej planety", idę ta drogą, na razie jest mi dobrze.
    Swiat jest jednocześnie okrutny i piękny...
    Myśle, że każdy sięga do tego, czego potrzebuje...
    pozdrawiam :bigsmile:
  • Hanna:
    Po prostu, jesli prawie kazda religia tak twierdzi, oczywiście chwaląc swoją, to jest to zwykła loteria, to tak jakbyś wśród setek reklamowanych usług miał nie oglądajac sie na nic dokonac wyboru...

    ja uważam, że nie mam żadnych podstaw, by jednej z wielu uwierzyć a innym nie.

    Zadna jeszcze nie udowodniła swej słuszności, tutaj na ziemi, to się okaże po drugiej stronie...
    Jest różnica decydująca o wszystkim.

    Jezus Chrystus oddał swoje życie na krzyżu i po trzech dniach zmartwychwstał.

    Ci co widzieli zaświadczyli. Bez wątpienia ich świadectwo było prawdziwe, bo płacili za to cenę najwyższą - życie. I to nie tylko przez pierwsze trzy wieki, ale także do dziś.
  • Abstrahując od Waszych sporów, to się nieźle urządziłam. Zobowiązałam się, że będę co niedziela zabierała syna znajomych na msze. Chłopiec jest bardzo inteligentny i dociekliwy, zadaje 100 pytań na minutę. Niby moje dzieci też, ale on ma - pomimo, ze ma drugi rok religię w szkole - straszne braki w edukacji religijnej, więc tych pytań jest mnóstwo. Ja sama mam problem z wieloma rzeczami i tysiące wątpliwości. Nie zwierzam się może moim dzieciom z nich, ale też nie ukrywam, że wszystko jest dla mnie oczywiste. Ale moje dzieci mają częsty kontakt z moją mama - osobą głęboko wierzącą i myślę, że dla ich wychowania w wierze ma to kolosalne znaczenie.
    Nie czuję, się na siłach duchowych być przewodniczką religijną obcego dziecka, ale z drugiej strony jemu bardzo zależy, więc szkoda by było to zaprzepaścić.
  • @Teofil:

    Jest różnica decydująca o wszystkim.

    Jezus Chrystus oddał swoje życie na krzyżu i po trzech dniach zmartwychwstał.

    Ci co widzieli zaświadczyli. Bez wątpienia ich świadectwo było prawdziwe, bo płacili za to cenę najwyższą - życie. I to nie tylko przez pierwsze trzy wieki, ale także do dziś.[/quote]

    A czy jednak nie jest to tak, że wiara jest łaską. Patrząc od strony niewierzących, to dlaczego mają wierzyć w świadectwo uczniów, a nie np Mahometa?

    Ja jestem wychowana w bardzo religinym domu, ale z wiarą u mnie tak średnio. Zrobiłam jednak założenie Pascala, wiem, że nic nie stracę, ale mogę bardzo wiele zyskac. Co dzień jednak modlę się o łaskę wiary. Czasem na mszy czuję się jak oszustka, mam tyle wątpliwości, a stoję ramię w ramię z ludzmi, których wiara płynie prosto z serca. Juz kilka razy przy spowiedzi proponowano mi abym znalazła sobie kierownika (przewodnika?) duchowego, ale nie wiem dlaczego, jakoś od tego uciekam.
  • RudaAnka:
    A czy jednak nie jest to tak, że wiara jest łaską. Patrząc od strony niewierzących, to dlaczego mają wierzyć w świadectwo uczniów, a nie np Mahometa?

    Ja jestem wychowana w bardzo religinym domu, ale z wiarą u mnie tak średnio. Zrobiłam jednak założenie Pascala, wiem, że nic nie stracę, ale mogę bardzo wiele zyskac. Co dzień jednak modlę się o łaskę wiary. Czasem na mszy czuję się jak oszustka, mam tyle wątpliwości, a stoję ramię w ramię z ludzmi, których wiara płynie prosto z serca. Juz kilka razy przy spowiedzi proponowano mi abym znalazła sobie kierownika (przewodnika?) duchowego, ale nie wiem dlaczego, jakoś od tego uciekam.
    Też się łapię na takich wątpliwościch. Rozwiązuje to w ten sposób:

    1. Wiara jest łaską i trzeba się o nią modlić, o to żeby była głębsza i przenikała nasze życie w całości nimuta po minucie. Dlatego nawt jeśli się uważa za wierzącego to trzeba wołać: "Panie, ale zaradź niedowiarstwu memu!" (Mk 9,24).

    2. "Czasem na mszy czuję się jak oszustka, mam tyle wątpliwości" - pewnie dla naszego dobra Bóg dopusza na nas takie wątpliwości, zabyśmy nie popadli w pychę i samozadowolenie (Patrz Boże, jaki jestem prawy, chadzam do kościoła co niedziela, a nie jak ten Kazio ze służby celnej). Święci przeżywali poczucie pustki, ciemności, braku Boga, co zwykle nazywa się "nocą duchową", al to też może prowadzić do Boga. Rola spowiednika i kierownika duchowego jest tu nieoceniona.

    3. Dlaczego mają porzucić Mahometa? A dlaczego miliony ludzi porzuciało swych bożków (zeus, światowid, lenin, telewizor) i wybrało Jezusa?
  • [cite] Teofil:
    3. Dlaczego mają porzucić Mahometa? A dlaczego miliony ludzi porzuciało swych bożków (zeus, światowid, lenin, telewizor) i wybrało Jezusa?
    Z historycznego punktu widzenia statystyka wygląda tak

    1. polityka
    2. miecz
    3. polityka-miecz
    4. kasa
    5. polityka -kasa
    6. miecz-kasa
    7. polityka-miecz-kasa
    8. prawdziwa wiara

    Smutne ale prawdziwe, pozostaje pytanie ile z pp. 1-7 przerodziło sie w 8 :peace:
  • RUDA ANKO.ja też uważam ,że wiara jest łaską ale przeciez codziennie katolicy proszą Boga o najróżniejsze łaski.czemu Ty miałabyś nie poprosić Go o łaskę wiary?
    a po drugie może ten mały chłopiec jest właśnie odpowiedzią na Twoje wątpliwości,bo zmuszjąc Cię do szukania odpowiedzi na pytania zmusza Cię do tego czego ,być może, nie zrobiłabyś sama dla siebie.
    czasem lepiej mieć wątpliwości(tu zgadzam się z Teofilem),żeby nie popaść w samozachwyt i nie stać się Bogiem samym dla siebie(no jestem taka/taki super ,że klękajcie narody:wink:)
  • ZIBI:
    Z historycznego punktu widzenia statystyka wygląda tak

    1. polityka
    2. miecz
    ...
    ...

    Smutne ale prawdziwe, pozostaje pytanie ile z pp. 1-7 przerodziło sie w 8 :peace:
    Możesz to jakoś dopasować do działalności Świętych Apostołów i Ojców Kościoła, albo Św. Wojciecha itd, Św. Patryka, Św.Św. Cyryla i Metodego?
  • Teofilu świat nie składał się i nie składa się z samych świętych są oni tylko ułamkiem
    i dla nich i ich działalności jest p. 8

    A z naszego podwórka. Chrzest Polski - niejaki Mieszko. Toż to była czysta polityka
    ale i tak zostaliśmy przedmurzem Chrześcijaństwa.
    Plemiona słowian pomorskich, wycięta prawie w pień razem ze Świętowitem.
    Św. Wojciech włócznią przebity a głowę jego na pal wbito przez one plemiona Pruskie później( nie mylić z Prusakami-Niemcami)
    skutecznie nawrócone mieczem do prawie ostatniego żyjącego członka.
    Kasa zagościła też i w Polszcze gdy onych panów kilku z protestantyzmu na wiarę chrześcijańską napowrót nawracano za spore profity a powroty na stare urzędy.
    Przykładów na politykę i miecz i kasę możnaby mnożyć, niestety były to główne oręża.
    Ale tak jak pisałem ważne jest ile z 1-7 przeszło do 8 ilu uwierzyło naprawdę.:peace:
  • Zibi, z calym szacunkiem dla ciebie ale przywiazujesz za duza wage do rzeczy nieistotnych. Dla mnie najwazniejsze jest to, ze Jezus Chrystus umarl za mnie na krzyzu a po trzech dniach zmartwychwstal.
    Wielu ludzi przed Nim i takz po Nim umieralo dla bzdurnych idei, ale nikomu nie udalo sie zmartwychwstac.

    pozdrawiam

    Tomek
  • Dla Ciebie Tomszu może nie istotne jest SZERZENIE naszej wiary ale dla Teofila i dla mnie BARDZO ISTOTNE. Dlatego zaczęliśmy rozważać jakie drogi do tego prowadziły onegdaj i jaką wybrać teraz aby jak słusznie napisał Teofil "... miliony ludzi porzucało swych bożków (zeus, światowid, lenin, telewizor) i wybrało Jezusa? ..."
    A bożków ci u nas dostatek - mamona , władza, kariera , centra handlowe itp.
    Może w dalekim krajau wśród gór jest 100% katolików, u nas wciąż trzeba pracować aby ich nie ubywało i przybywało nowych. :confused::peace:
  • Zibi, nie zrozumielismy sie kompletnie :)

    Misyjnosc jest nam zadana przez Jezusa. Fakt. Malo istotne sa dla mnie takie rzeczy jak rozne powiazania tzw. hierarchi z tronem lub problem niegodnych ludzi w Kosciele.

    pozdrawiam

    Tomek
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.