Rozeznawanie woli Bożej w kwestii liczby potomstwa

edytowano luty 2011 w Ogólna
Temat bardzo ciekawy, bo - jak zapewne wiecie - postępowi katolicy tylko wtedy uznają wielodzietność za wartościową, jeżeli rodzice kierowali się takim właśnie rozeznaniem.

Chciałem w tym miejscu skupić się na pewnej sprzeczności, która pojawia się, gdy mowa o naturalnej regulacji poczęć. Zawsze bowiem pada zaklęcie, aby z miłością przyjmować dzieci z "wpadki", które pojawią się wbrew woli i wysiłkom małżonków. Pozostaje zagadką, skąd takie dzieci się biorą, skoro rodzice poprzez rozeznanie duchowe postępują zgodnie z planem Bożym. Bóg im mówi, aby unikali poczęcia, oni unikają, a tu... dwie kreski na teście ciążowym. Kto więc przysłał to dziecko? Skoro nie Bóg, to może diabeł? Jeżeli tak, to należałoby dziecko czym prędzej ukatrupić, bo jak wiemy z filmu "Dziecko Rosemary" nic dobrego z tego nie wynika. Ale nie, rodzice mają je przyjąć z miłością. Totalna konfuzja. Czyżby więc to dziecko pochodziło od Boga? A skoro tak, to czemu w rozeznaniu Bóg im powiedział co innego, a zrobił co innego? A może po prostu rozeznanie, poprzez uwikłanie w procesy ludzkiej psychiki jest instrumentem... mało precyzyjnym? Może więcej mówi o tym, czego chce człowiek, a mniej o tym, czego chce Bóg?

W tym momencie należy postawić pytanie, czy w kwestii tak zasadniczej, jak rodzicielstwo, powinniśmy posługiwać się rozeznaniem? Jak widać, możemy popełnić błędy dwóch rodzajów. Albo błędnie odczytać wolę Boga, abyśmy mieli dziecko, albo błędnie odczytać wolę Boga, abyśmy dziecka nie mieli. Ta pierwsza opcja wydaje mi się dużo gorsza, bo to płodzenie dzieci jest celem małżeństwa, a nie unikanie ciąży.
«13456739

Komentarz

  • wydaje mi się, że chodzi o to, aby nie za wszelką cenę unikać potomstwa. Cóż, idąc z mężem/z żoną do sypialni po prostu należy liczyć się z ewentualnością przyjścia na świat dziecka. Toż to nie tragedia.
    Nie jestem zwolennikiem NPR, ale nie uważam, aby celem samym w sobie miało być posiadanie lub nieposiadanie dzieci. Myślę Maciek, że nie należy rozpatrywać tego w kategoriach Bóg-szatan. Dziecko zawsze jest darem a człowiek ma możliwość lekkiej ingerencji w ten dar. Jedni o dzieci zabiegają, inni "uważają" aby nie było ich zanadto w krótkim czasie.
  • bynajmniej w moim pojęciu małżeństwo bez dzieci nie jest szczęśliwe. I nie uwierzę, że dzieci nie są potrzebne - ostatnie taką teorię usłyszeliśmy od naszych znajomych robiących karierę). nie uważam, aby farmakologia była słuszna - to jest właśnie dzieło szatana.
  • OK, ale Twoje wyjaśnienie idzie po innej linii. Pan Bóg chce nam dać dziecko, my mówimy: - Przyjdź za rok. - To jest logiczne, choć niewiele ma wspólnego z miłością i zaufaniem do Stwórcy.

    Ale kwestia rozeznawania dotyczy czegoś innego. Rozeznaję wolę Boga i wiem, że nie chce On dla mnie więcej dzieci. A potem żona zachodzi w ciążę. Jak to pogodzić?
  • Musi niewierna była...:crazy:
    Podziękowali 3MAFJa Katia Bea
  • Idę po ściereczkę do monitora :)
    Podziękowali 1Katia
  • Maciek:
    Temat bardzo ciekawy, bo - jak zapewne wiecie - postępowi katolicy tylko wtedy uznają wielodzietność za wartościową, jeżeli rodzice kierowali się takim właśnie rozeznaniem.

    Chciałem w tym miejscu skupić się na pewnej sprzeczności, która pojawia się, gdy mowa o naturalnej regulacji poczęć. Zawsze bowiem pada zaklęcie, aby z miłością przyjmować dzieci z "wpadki", które pojawią się wbrew woli i wysiłkom małżonków. Pozostaje zagadką, skąd takie dzieci się biorą, skoro rodzice poprzez rozeznanie duchowe postępują zgodnie z planem Bożym. Bóg im mówi, aby unikali poczęcia, oni unikają, a tu... dwie kreski na teście ciążowym. Kto więc przysłał to dziecko? Skoro nie Bóg, to może diabeł? Jeżeli tak, to należałoby dziecko czym prędzej ukatrupić, bo jak wiemy z filmu "Dziecko Rosemary" nic dobrego z tego nie wynika. Ale nie, rodzice mają je przyjąć z miłością. Totalna konfuzja. Czyżby więc to dziecko pochodziło od Boga? A skoro tak, to czemu w rozeznaniu Bóg im powiedział co innego, a zrobił co innego? A może po prostu rozeznanie, poprzez uwikłanie w procesy ludzkiej psychiki jest instrumentem... mało precyzyjnym? Może więcej mówi o tym, czego chce człowiek, a mniej o tym, czego chce Bóg?

    W tym momencie należy postawić pytanie, czy w kwestii tak zasadniczej, jak rodzicielstwo, powinniśmy posługiwać się rozeznaniem? Jak widać, możemy popełnić błędy dwóch rodzajów. Albo błędnie odczytać wolę Boga, abyśmy mieli dziecko, albo błędnie odczytać wolę Boga, abyśmy dziecka nie mieli. Ta pierwsza opcja wydaje mi się dużo gorsza, bo to płodzenie dzieci jest celem małżeństwa, a nie unikanie ciąży.
    Jest duzo racji wtym, co piszesz.

    Ale gdybysmy w zyciu kierowali sie tylko takim dzialaniem, w ktorym na pewno nie będzie naszych błedów - nie było by powodów wstać z łóżka.
    Ludzka rzecz bładzić, ludzka rzecz popełniać błedy, ludzka rzecz planować.

    Boska rzecz godzić sie z tym, co przychodzi z Gory troszke w niezgodzie z naszymi planami....
  • Nika, popełniać błędy a celowo działać niezgodnie z planem Bożym to wielka różnica.
    Podziękowali 1Katia
  • Ależ oczywiście.

    Ale Maciek tego nie napisał.
    Napisał że ludzie rozeznajacy ilosć potomstwa z gruntu pełnią swoją wolę.

    Jakby nie brał pod uwagę ewentualnych szczerych intencji i ewentualnych pomyłek.
    Jakby sam fakt pomyłek wykluczał inetncje.
    Ba - jakby intencja w ogóle nie była ważna.
    (Nie zgadzam sie z przysłowiem "dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane")

    Wiem, ze są tacy, którzy swiadomie mają Boga w nosie, ale nie jest prawdą że nie ma takich, którzy myslą ze dobrze rozeznają, że Bog im tak mówi..
    Podziękowali 1jan_u
  • ... czego koronnym przykładem NPR-owcy właśnie
  • Malgorzata, jaka debata i kiedy?
  • myślę, że nie ma takiej możliwości, aby nie pogodzić się z przyjściem dziecka. Przynajmniej u katolika i CZŁOWIEKA. Jak zauważyłeś, samo małżeństwo ma na celu posiadanie dzieci. pomijając kwestię Boga również natura skonstruowała nas w sposób, abyśmy swoje geny przekazywali dalej.
    Niestety postęp jest wszędzie. Również w kwestii ludzkiego planowania modelu rodziny. Cóż, jednym odpowiada mało dzieci, innym dużo... Kwestia zawsze będzie sporna kto ma rację. A i argumentację każdy wysuwa przecież nie przeciwko sobie.
    Rozumiem, że chodzi o problem, kiedy dziecko mimo, że było "planowane" nie pojawia się, lub jako "nieplanowane" przychodzi z woli Boga.

    Wydaje mi się, że osoby, które próbują przechytrzyć los same z czasem dochodzą do wniosku, że to nie jest dobry sposób na życie. Sami znamy takie przypadki, kiedy rodziny stosują latami farmakologiczną antykoncepcję (bardzo skutecznie) i kiedy w końcu dotrze do nich, że RODZINA to nie mieszkanie, dobra praca, wycieczki i dobra doczesne jest za późno. A wtedy według powiedzenia: jak trwoga, to do Boga. Cóż, lepiej późno, niż wcale. Choć nie zawsze opamiętanie przychodzi we właściwym momencie.

    A kiedy dziecko przychodzi jako "nieplanowane" wydaje mi się, że jest tym bardziej kochane. oczywiście mówimy o normalnym układzie, tj. najpierw małżeństwo, później potomstwo. W takim układzie nie wydaje mi się, żeby dziecko było kłopotem. Przynajmniej od czasu, gdy się urodzi. Oczywiście, zgadzam się z Tobą. Pewnie w trakcie ciąży są wątpliwości, czasem nawet żal (tylko pytanie do kogo?). Ale nie bez powodu ciąża trwa 9 miesięcy. To wystarczający czas, aby przewartościować życie.

    Oczywiście nie zawsze jest tak jak mówię, co można spotkać w mediach. Jednak nie sądzę, aby warto było roztrząsać się nad ludźmi, którzy NIE CHCĄ swoich dzieci. Nie jestem tylko w stanie zrozumieć tych, którzy twierdzą, że nie mogą wychować swoich dzieci. Tu potrzebna jest rozbudowana kampania na rzecz adopcji, przede wszystkim społeczna. I nie mam na myśli przyjmowania dziecka do adopcji, ale oddawanie bez piętna społecznego.

    A poza tematem - polecam spektakl lub książkę p. Grześkowiak pt. "Migrena". Oglądaliśmy z Darkiem w sobotę i byliśmy wstrząśnięci. Dotyczy w dużej mierze tematu, który poruszyłeś.
    Podziękowali 1Katia
  • oriori
    edytowano marzec 2012
    .
  • Kiedy wydaje się człowiekowi, że rozeznał zgodnie z wolą Bożą żeby nie mieć dziecka, a ono mimo to się pojawia, to pół biedy - jest spora szansa, że człek się zastanowi: "A może jednak nie tego Pan Bóg ode mnie oczekuje, co mi się zdaje".

    Gorzej jednak, gdy Pan Bóg nie chce się wpychać na siłę we "wszechmogący" NPR i małżonkowie tylko utwierdzają się w przekonaniu, że taka jest właśnie wola BOGA. No bo się nie zabezpieczają hormonalnie, czyli jest NATURALNIE i gdyby się dziecię pojawiło, to je przyjmą, ale się NIE POJAWIA, więc BÓG TAK CHCE...
  • NPR to także antykoncepcja. Nie jestem specjalistą od NPR-u, ale wydaje mi się, że wymyślono go właśnie po to, aby wiedzieć, kiedy potomstwo można na świat powołać. Nie dzielmy antykoncepcji na dobrą i złą. Obie wymyślił człowiek.
    Tak czy inaczej każda forma ingerencji jest próbą przerośnięcia Boga - to tak jakby powiedzieć: ja i tak decyduję.
    Dzięki Jemu jeszcze nie ma możliwości doboru płci. Trudno by wtedy zadać pytanie dogmatyczne, jak Maciek
    Wtedy powinniśmy pytać: będziemy bardziej kochać chłopczyka czy dziewczynkę??
    Nie wszystko co z postępem jest dobre. Tak uważam i zdania nie zmienię.
    W powyższej sytuacji chyba sama wybiorę puzzle
  • Temat trudny,wkraczający w intymny kontakt JA-Bóg. Ponad 3lata byłam całkowicie zamknięta na życie, pochłonięta zupełnie przez ten świat. Po jakimś czasie cos zaczęło pękac, potem odkryłam forum, ktore otworzyło mi oczy na kweste posiadania dzieci. Teraz mogę powiedziec, że jestem otwarta na życie chyba jak nigdy przedtem. Ale pojawia sie istotny problem, mąż jest przeciwny kolejnym dzieciom. W tej sytuacji chcąc nie chcąc jestem niejako zmuszona stosowac antykoncepcje,właściwie to mąz. Męczy mnie to i dusi bardzo, ale w tej sytuacji, kiedy jest między nami taka różnica zdań,nie widzę innego wyjścia. Tylko gorąca modlitwa może coś zmienic.
    Moje zdanie na temat antykoncepcji i posiadania dzieci zmieniło sie o 180stopni. I za to wam bardzo dziękuje.:fi: Co będzie dalej nie wiem,Bóg przewidzi....
  • Dobra Maciek ja teraz napiszę z pozycji osoby, która rozeznała że nie jest dobry czas na kolejne dziecko. Ważne przyczyny. ( choroby męża - (padaczka , astma i borelioza) i moja(borelioza) - leczona przez pół roku, teraz zaleczona ale przyczajona przenoszona przez łożysko i karmienie piersią. Pośrednio związana z chorobami bieda.
    Wstrzemięźliwość zupełna odpada.
    Więc zostają popłuczyny npr-u. Popłuczyny, bo jak zaczęłam mierzyć temp. to już nie wiedziałam nic, więc szybko odpuściłam. Więc po prostu wiem , kiedy mniej więcej jestem płodna i wtedy..............jest trudno.
    Bóg nie okazał się "złośliwym starcem"
    A jak mimo to obdarzy nas dzieciątkiem, co nie jest niemożliwe to pozostaje mu zaufać ,że wie co robi i ze o to dzieciątko i o nas się zatroszczy.
    Proste?????


    My rozeznajemy według tego co widzimy, Ale On widzi więcej.
    Podziękowali 1sylwia1974
  • Dorota76:
    .......My rozeznajemy według tego co widzimy, Ale On widzi więcej.
    Dokładnie.

    Ja też mam takie popłuczyny NPRu...... jak sie skonczy scisły post poporodowy :wink:
  • Doroto76 - opisałaś czysto racjonalne przesłanki do rezygnacji z dziecka. A mnie interesuje rozeznanie duchowe. Bo zakładam, że takie rozeznanie nie wiąże się z tym, co jest tu i teraz, tylko sięga do mądrości Boga dotyczącej całości naszego życia.
    Podziękowali 2Katia Bea
  • Taaaaaaaaaa, myslisz ze dosiegniesz madrosci Boga?
  • Moje rozeznanie wiąże się z tu i teraz.
  • I jeżeli zajdę w ciążę to napiszę Ci co czuję pomimo, bo teoretyzować to sobie można..
    Podziękowali 1Bea
  • Takie rozeznawanie ile Pan Bóg chce nam dać dzieci, moim zdaniem sugeruje że mogło by się począć dziecko nie chciane przez Niego .No właśnie tak zwanejâ? wpadkiâ?, do której zmusiliśmy Stwórcę. Przy takim sposobie myślenia pojawia się więc problem ,że na-świecie mogą być ludzie których Bóg nie chciał .O zgrozo drzyjmy bo błądzić to rzecz ludzka ,aj jeśli my jesteśmy takimi niechcianymi. Moim zdaniem można mówić tylko o rozeznawaniu tego czy my jesteśmy gotowi na przyjęcie kolejnego dziecka , ale to już zupełnie inna sprawa . Bo przecież to Bóg daje życie więc nie istnieje dziecko wbrew Jego woli.
    Podziękowali 2Katia Agmar
  • To juz przesada.
    "Wpadka Pana Boga" - ABSURD
  • średnia rodzinka:
    Przy takim sposobie myślenia pojawia się więc problem ,że na-świecie mogą być ludzie których Bóg nie chciał .
    PHU "Bóg".

    Człowiek robi dziecko, a Bóg ma obowiązek dać mu duszę i koniec.
  • O to to.
  • Namor:
    [quote]
    średnia rodzinka:
    Przy takim sposobie myślenia pojawia się więc problem ,że na-świecie mogą być ludzie których Bóg nie chciał .
    PHU "Bóg".

    Człowiek robi dziecko, a Bóg ma obowiązek dać mu duszę i koniec.[/quote]Z IV mam skojarzenie......
  • Ja podobnie...
    I cóż to za określenie "robi dziecko"?
  • No dobrze, NPR zabezpiecza na wypadek utraty pracy czy zdrowia, a czy zabezpiecza na wypadek śmierci?
  • Bez sensu. NPR przed niczym nie zabezpiecza.
    W ogóle pytanie jest postawione na głowie
  • Ajronizuję. Ale gdzieś się pojawiła taka sugestia, że jak tracisz pracę, dawaj wdrażać NPR. Albo w tym wątku, albo w innym, albo w artykule na Christianitasie.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.