Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Atopowe zapalenie skóry

245678

Komentarz

  • Jeszcze muszę dodać.

    Ogólnie: utrzymywanie skóry nawilżonej i natłuszczonej na co dzień.
    Nie stosujemy płynu Balneum do kąpieli, bo jest na bazie oleju sojowego - uczulenie.
    Nie smarujemy się Sudocremem ani Fenistilem, bo też mamy od tego uczulenie.

    Na czekoladę i cytrusy pozwalam tylko od święta.
  • @Bea - octenisept bez recepty. Ale zanim cenę poznasz, to usiądź wygodnie :wink:
  • Warto też zwrócić uwagę na proszki. Jelp jest bezpieczny, ale stanowczo za drogi, jak dla nas. Ostatnio dostałam niemiecki Persil dla niemowląt - też nie wywołuje uczuleń.
    My dobrze tolerujemy zwykłą Dosię. Do tego podwójne płukanie (taka opcja w pralce) i żadnych płynów zmiękczających czy innych do płukania.

    Dużo też zależy od konkretnych uczuleń. Ja na ten przykład nie mogę gotować w garnkach ze stali nierdzewnej (bo zawierają nikiel) ani nosić biżuterii innej niż srebro i złoto. Więc nie noszę :sad:
  • co do zasady mąka ziemniaczana jest wykluczona w AZS. Skóra jest już wystarczająco such i bez tego. Może przy uczuleniach działa, ale tak to nie polecam.

    Ja od jakiegoś czasu zaczęłam w płynach prć, zamiast proszku - jeszcze lepiej. Miękkie i dobrze wypłukane.
    Maść z mocznikiem na bazie cholesterolu na wieczór/noc.
    Na dzień AAA lub balneum.
    No i dieta - żadnych ale to absolutnie żadnych glutaminianów.
    Tycieńka wystarczy i już skóra reaguje
  • Tycieńka wystarczy i już skóra reaguje
    Podpisuję się rękoma i nogami. Dieta radykalna - jedynie to działa tak naprawdę.

    I podpiszę się jeszcze pod tym co napisał ktoś wyżej - ze sterydami trzeba bardzo ostrożnie. U dzieci nigdy na twarz. I na genitalia. Bardzo łatwo z tym przesadzić, a przedawkowanie grozi powstaniem nieodwracalnych sinych plam na skórze (między innymi).
    Mój mąż (też AZS) pół roku leczył poparzenie skóry twarzy Advantanem. A smarował "tylko" raz dziennie co 2-3 dni.
    Na szczęście się udało te zmiany odwrócić.
  • juka, u nas był ryż, marchew, jajko i gluten :confused:
    Do tego konserwanty.
    Po trzech latach ścisłej diety skóra wróciła tyle o ile do normy. teraz ławo ją w ryzach utrzymać.

    Może najlepiej zacząć od znalezienia.....











    dobrego alergologa dietetyka?
  • W mim rejonie poleciłabym Ci kogoś
  • Do tego trzeba usunąc wszelkie chemikalia.
    My pierzemy w mydle szarym lub płynie do prania - na szczęście do tego biedronkowego skóra się przyzwyczaiła. Synu już nie przeszkadza.

    Nie używam żadnych środków czystości poza płynem do muszli klozetowej.
    Działa soda na trudniejsze brudy i mąż zakupił gdześ tzw. parownicę Wszystkie brudy traktujemy wrzątkiem.
    Naprawdę działa.


    U córki pogorszenie stanu skóry (ale nie ma AZS) powodują maliny,
    u męża mięso :sad:
    Ale on czasem jada i tak.
    Najgorzej było z synem, ale o nim było wcześniej.

    Może spróbuj?
    Na 100 % wykluczyłabym wszelaki drób, wieprzowinę pochodne z glutenem, selery i marchew. Na pierwsze 2-3 tygodnie. Powinno być lepiej.
    Królika, baraninę jak masz dostęp. Roślinki najlepsze nijakie z upraw ekologicznych. To skutkuje.
    Nam pomaga też znienawidzona przez dziecię dynia - ale ma sporo tzw antyoksydantów. Skóra jest zdrowsza.
    Jak mi coś jeszcze do głowy przyjdzie to dam znać
  • bo u AZSowców nie wychodzi..
  • my to metodą prób i błędów.

    na co dzień do dziś dnia stosujemy emolium z mocznikiem w kremie na twarz i maść cholesterolową.
    no i dieta, dieta dieta
  • sterydy owszem też, ale tylko mąż elocomy i hydrocortizony
  • serio juka, poszukaj dietetyka dla dziecka?
  • m mąż kupił coś takiego podobnego.
    W warunkach domowych w zupełności starcza.
    Od ponad pół roku nie kupowałam nic do mycia, czyszczenia i szorowania.

    http://www.euro.com.pl/czysciki-parowe/romix-sfc1000.bhtml
  • ekologiczny jak najbardziej - nasi też taki jadają.
    Ale wiemy, że nie dostają antybiotyków.

    Nabiał wyeliminowałabym od razu cały.
    To jest eliminacja -= potem po 2-3 tygodniach możesz powolutku wprowadzać jedną rzecz na tydzień mniej więcej.

    nasz syn był długo trzymany tylko na chlebie kukurydzianym z masłem roślinnym. Szczytem fantazji były na górze groszki cukrowe lub dekoracja z kolorowego cukru.
    Albo plaster ogórka. Albo pasztetowa domowa. albo pieczone w domu mięsko.

    żadnego serka, jogurtu, masła, soi, fasoli, orzechów, migdałów czy kakao.
    Kasza jaglana, gryczana i kukurydza.
    Nie było łatwo.
    Ale dziś chłop na schwał.

    A u męża paradoksalnie stan skóry poprawiają.... truskawki
  • @juka - z moich poszukiwań w literaturze (szczególnie obcej) wynikło, że najczęściej źle tolerowane są:
    * mleko i wszystkie jego przetwory (a także wołowina i cielęcina)
    * pszenica i gluten
    * jaja
    To podstawowa trójca, bo wszystkiego tego w diecie jest bardzo dużo i trudno to wyeliminować. Ponadto często szkodzą:
    * orzeszki ziemne (inne orzechy rzadziej)
    * kakao
    * owoce morza i ryby
    * owoce cytrusowe, pomidory, seler, owoce drobnopestkowe

    Z moimi dziećmi zaczynałam od 6 tygodni diety z wyłączeniem tego, co wymienione powyżej. Pomagało. Teraz unikamy tylko pierwszej trójki i jest OK.

    EDIT: I jeszcze zwrócić bym chciała uwagę na skomplikowane zagadnienie alergii krzyżowej...
  • Xyzal w syropie, że spytam?
    Moja córka nie toleruje Claritiny w syropie! Są tam jakieś smaki aromaty czy inne świństwa. Doskonale za to radzi sobie z Claritiną w tabletkach. 1/2 dziennie.

    edit: literówka
  • A u nas nie wiem co J. ma :( rok chodziłam do dermatologa... po roku babka mi wmawia, że absolutnie mi TYCH lekarstw nie zalecała. J. ma ponoć "rybią łuskę' - no niby to tak wygląda ale ... po ostatnich doświadczeniach uciekam od babki bo jakaś chora na głowę chyba jest. ... Szukam dalej.
    U J. i Najmłodszego wygląda to tak... od urodzenia sucha łuszcząca się skóra. Na łydkach rączkach i brzuchu. Objaw w zimie dosłownie "sypiącego się staruszka" Nie jest AZS ... choć bywa, że swędzi. Dziwne ale... po kapielach w morzu i w lecie - znakomita poprawa. Po podawaniu tranu doustnie - rewelka.
    Na nogach obecnie to wyglada jak zaschnięte łuski ... jakby brudne. OCZYWIŚCIE nie jest to brud :))))

    Brak mi sił...
  • Kiedy zaczęło zsypywać młodszego, miał 5 miesięcy. nie jadł nic oprócz mojego mleka. Za sugestią dermatolog odstawiłam najpierw nabiał - ale wszytko. Nawet w margarynach do pieczywa najczęściej są serwatki. Okiem detektywa szaleńca trzeba czytać wszystkie składy. Po 3 dniach skorupa z polików dziecka zniknęła w 100%.

    Słyszałam o podobnej metodzie w przypadku starszych dzieci.
    Wyeliminować z diety wszystko - zostawić np ryż. Po kilku dnach wprowadzić ziemniaki itd.
    Tylko to trochę radykalne jak dla dziecka - ale może skuteczne...

    A w wieku 2,5 roku nasz starszy syn okazał się alergikiem. Przyczyny też szukaliśmy długo. Okazało się że to orzechy - uczulają bardzo agresywnie (Tymka odwieźliśmy wtedy w nocy w ciężkim stanie do szpitala po Grześku w czekoladzie zjedzonym wieczorem).

    juka, proponuję odstawić większość, zostawić 4-5 podstawowych produktów rzadko uczulających a później powoli rozszerzać dietę
  • Czytaliście wykład dr Ireny Grzesiak. Ja trafiłam na niego wiele lat temu. Warto poczytać. Tu jest transkrypcja wykładu albo link do pliku audio
  • moja córę uczulały np mleko i jajka ze sklepu. Jak spróbowała od swojskiej kury nic jej nie było. I od jednej Mućki tez było ok.
  • edytowano maj 2012
    codzień coraz gorzej - mała ma już czerwone, zaognione plamy na całym ciele :(
    nawet leki doustne nie pomagają

    mogę od jutra zacząć ostrą dietę eliminacyjną, ale trochę się boję u tak dużego dziecka....zwłaszcza że żadna dotychczasowa nie przyniosła długotrwałego rezultatu...



  • Kasjan też ma AZS

    Dostałam już skierowanie do alergologicznej poradni, na testy

    I zaczyna się drugi..... :(
  • chyba i tak poniżej średniej krajowej wypadasz, ze stosunkiem dzieci zdrowych do chorych  ;-)

    wkleję cytat, który mi oczy otworzył i do tej pory mniej więcej się sprawdza. chociaż akurat nawrót mamy - ale już cokolwiek kumam i łatwiej sobie radzić. od dziś powrót do diety ryżowo- indyczo- jaglankowo- ziemniaczano - brokułowej.

    "WSTĘP – AZS A MEDYCYNA AKADEMICKA


    To już drugi mój duży wątek. Poprzedni o grzybach Candida (http://prawda2.info/viewtopic.php?t=4499&start=0),
    do którego linka daję celowo tutaj, cieszył się sporym
    zainteresowaniem. Link się przyda, gdyż pewne rzeczy zostały w tamtym
    wątku omówione i nie ma sensu drugi raz tego samego pisać.





    Nie mniej jednak niniejszy wątek różni się znacznie od tamtego –
    bardziej teoretycznego niż praktycznego, gdyż mało który lekarz medycyny
    akademickiej potrafi zdiagnozować grzybice Candida i można sobie
    gdybać, czy dana choroba jest spowodowana przez Candida czy nie, prawie
    tak jak AIDS, w którym na chorobę składa się znaczna ilość objawów. W
    tym wątku chcę trochę inaczej, bo od strony praktycznej, spojrzeć na
    trapiący co któreś nowo narodzone dziecko problem, czyli AZS właśnie.
    Bez teorii spiskowych, bez oskarżania kogokolwiek o cokolwiek! Po prostu
    rzetelna analiza sytuacji widziana okiem rodzica, którego dziecko
    chorowało na AZS, i który wziął sprawy we własne ręce, widząc bezradność
    medycyny akademickiej. AZS to choroba bardzo dobrze znana lekarzom.
    Jest przez nich także bez problemu diagnozowana. Mało tego – są
    specjalne dedykowane leki na tą chorobę. Setki maści, kremów, kropelek,
    dodatków do kąpieli, nawet specjalna bielizna zaprojektowana tak, że
    przeciwdziała zapaleniu skóry. Wydawało by się zatem: „to świetnie,
    idziemy do lekarza, bierzemy receptę i zdrowiejemy!”. Nic bardziej
    mylnego. Po dokładnej analizie problemu, okazuje się, że medycyna nie
    potrafi wyeliminować przyczyny choroby, działając jedynie objawowo, co
    daje jedynie doraźne efekty lub nie daje ich wcale. No ale powiedzcie mi
    ile lat można być uzależnionym od leków objawowych? Rok, dwa? A potem
    co? Po odstawieniu leków choroba wraca! Natychmiast i to w wersji
    nasilonej! No dobrze, ale powiedzmy, że jednak zdecydujemy się na leki,
    żeby sobie ulżyć, bo nie mamy innego wyjścia. Okazać się wtedy może, że
    leki przepisywane przez lekarzy coraz słabiej na nas działają. Co robi
    wtedy lekarz? Przepisuje coraz to większe dawki tych samych leków, jeśli
    i to nie pomoże to zmienia na coraz to mocniejsze i mocniejsze, ale po
    kolei.... Podsumowując – celem medycyny jest w najlepszym przypadku
    zaleczenie skóry silnymi dawkami leków w taki sposób, aby stała się mało
    uciążliwa i aby można ją było kontrolować małymi dawkami leków. Prawda,
    że szczytny cel?








    HOMEOPATIA JEST JESZCZE GORSZA!





    No to skoro medycyna akademicka nie daje rady to co pozostaje? Może
    homeopatia? Przyznam się, że dotychczas byłem zwolennikiem homeopatii,
    gdyż widziałem jej pozytywne efekty w niektórych specyficznych
    chorobach. Natomiast głębsza analiza leków homeopatycznych przeciw AZS
    itp. pozwala stwierdzić, że dzisiejsza homeopatia tak naprawdę niczym
    nie różni się od medycyny konwencjonalnej. Homeopaci przepisują bowiem
    także leki objawowe. Co z tego, że spotencjonowane (czyli o zerowych
    skutkach ubocznych ale także może i czasami o zerowym działaniu!)
    Dostajemy więc dużo kropelek, kuleczek itp., które jak się okazuje po
    dokładnej analizie robią to samo co medycyna konwencjonalna – blokują
    objawy choroby, zamiatają problemy pod dywan. Zaraz zaraz, powinienem
    napisać: próbują blokować objawy chorobowe, bo coś im to słabo albo
    wcale wychodzi! Trzeba stwierdzić, że medycynie konwencjonalnej wychodzi
    to znacznie lepiej! Nastąpiło tu moim zdaniem zaprzedanie podstawowych
    zasad homeopatii dla zysku. Gdzie się podziała idea wzmacniania
    naturalnych funkcji obronnych organizmu w walce z chorobą? Poszła się
    j** dla zysku! Zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu zrozumiałem, ze
    homeopatia to w wielu przypadkach działanie objawowe, na palcach można
    policzyć kilka dobrych, przyczynowych leków homeopatycznych, ale nie
    przeciw AZS. Jeszcze kolejny aspekt finansowy – leczenie u homeopaty
    wyjdzie tak samo lub drożej niż u zwykłego lekarza, a kasują słono za
    każda wizytę, bo przecież homeopatia wymaga ciągłego obserwowania
    pacjenta i dostosowywania leków do tych zaobserwowanych reakcji. Mamy
    jednak działające leki przeciwświądowe, przeciwhistaminowe, czyli nic
    ponadto co oferuje medycyna akademicka. Działające? Przecież te małe
    rozcieńczenia... i tu jest szansa dla Was, żeby poznać prawdę o
    homeopatii. Małe dziecko to jedna z najbardziej podatnych na leczenie
    homeopatyczne grup. Dodatkowo niemowlak nas nie oszuka, co wyklucza
    efekt placebo. Obserwacje silnych pogorszeń w pierwszej chwili po
    zastosowaniu takich leków jak histaminum 9 CH czy też silne napady
    świądu po czymś takim jak cuprum sulfuricum pozwala wysnuć tezę, ze
    jednak coś w tej homeopatii jest! Co z tego jeśli jest to działanie
    objawowe, doraźne...





    MEDYCYNA NATURALNA JEST NAJGORSZA!





    Przykro mi to pisać, ale istnieje wiele placówek, które plugawią
    medycynę naturalną! Wymienić kilka z nazwy? Nie trzeba! Za chwile sami
    się domyślicie... Przez takich kretynów i naciągaczy w końcu wejdzie w
    życie codex i zakaz ziółek, bo ludzie sami o to poproszą. Wpiszcie sobie
    w googlu „aparat Mora” i wszystko stanie się jasne. Są to kasujące
    niewyobrażalną kasę placówki za wizyty na aparacie, który ma tę unikalna
    cechę, że zawsze wykryje infekcję glistą ludzką. Można w łatwy sposób
    zostawić tam kilka tysięcy PLN. Taka pseudonaturalna medycyna plugawi
    dobre imię prawdziwej naturalnej medycyny, która jest ojcem medycyny
    klasycznej, czy tego chcemy czy nie.





    NIE MA WYJŚCIA?


    Chcemy dać się wydymać u homeopaty, na aparacie mora czy może u lekarza?
    A może by tak wziąć zdrowie we własne ręce? Od czego by tu zacząć....





    Trochę historii





    Zaczęło się... Dziecko około 1 miesiąca życia, stwierdzone AZS, stan
    skóry fatalny, potężna ciemieniucha na okrasę... nie ma na dziecku
    centymetra zdrowej skóry! Co tu k** robić?! No to jeden lekarz, drugi,
    trzeci.. sterydy jedne drugie.. zero poprawy to mało powiedziane. Przy
    okazji poznałem ponurą prawdę – ciąg dzieci w kolejce za mną z
    identycznymi zmianami skórnymi! Co to może być?! Plaga!. Wtedy pierwszy
    raz usłyszałem pojęcie: Atopowe Zapalenie Skóry. Coś na tle alergicznym,
    ale tak ogólnie to nie wiadomo jakim:) Sto tysięcy teorii o tym jak zły
    układ odpornościowy zbyt gwałtownie reaguje, sto tysięcy leków
    powstrzymujących aktywność tego naszego podstawowego układu obronnego...





    Winna jest matka


    Pierwsze wizyty u lekarzy pozwoliły wysnuć wniosek: Winna jest matka, że
    karmi piersią. A matka je złe rzeczy, które przenikają do mleka, co z
    kolei uczula malucha! Natychmiast zastosować taka i taka dietę
    eliminacyjnąSmile
    No dobra po jakimś czasie w efekcie braku poprawy: niedobra matka nie
    wie, ze dziecko jest uczulone na jej mleko? Trzeba zastosować specjalne
    mleko modyfikowane dla alergików, które jest dla dziecka lepszym
    pokarmem niż niedobre uczulające mleko matki:) No dobra! Jest tragedia
    nieziemska, nie mamy nic do stracenia. Uległem więc naciskom lekarzy.
    Przepisali specjalne mleko na receptę. Nie nastąpiła żadna poprawa.





    Totalna zapaść stanu zdrowia


    W pewnym okresie dziecko zachorowało na zapalenie oskrzeli, a stan skóry
    był wtedy po prostu nieziemsko masakryczny. Dziecko trafiło do
    szpitala, gdzie podano mu o zgrozo antybiotyki. Na karcie napisano:
    „Atopowe zapalenie skóry z nadkażeniem” Wtedy na jeden dzień nastąpiła
    znaczna poprawa stanu skóry, by potem nastąpiło pogorszenie jakiego
    świat nie widział... To naprowadziło mnie na pewien trop!





    Pierwsze próby samoleczenia – probiotyki





    Powiedziałem dość. Strategia była prosta – skoro lekarze potrafią
    jedynie pogorszyć stan skóry dziecka to co pozostaje? Próbować
    wszystkich metod, choćby nie wiem jak absurdalne były! Kilka dni
    googlowania i znalazłem coś obiecującego: jakiś specyficzny szczep
    probiotyków ma obiecujące badania kliniczne w takich chorobach jak AZS.
    No to jazda, jedno opakowanie, drugie...i... po raz pierwszy można
    powiedzieć o delikatnej poprawie. Dotychczas to była tylko równia
    pochyła w dół.





    Patogeny, pasożyty, toksyny, czy nieszczelne jelito?





    Takie mniej więcej slogany można było znaleźć w googlu jako
    prawdopodobne przyczyny choroby. Czas uciekał, kolejne szczepienia
    okresowe pogarszały stan skóry, a od lekarza na badaniu kontrolnym
    trzeba było wychodzić trzaskając drzwiami i w ogóle w obawie, że kogoś
    naślą, bo dziecku sterydów nie chce dawać i się męczy! Potrzebowałem
    czegoś mocnego, bezpiecznego dla niemowląt, czego potencjalnie nie lubią
    pasożyty, grzyby (patogeny), a co także oczyszcza z toksyn i w miarę
    możliwości robi porządek w jelitach, jeszcze wzmocni odporność i zaparzy
    kawęSmile Marzenia?





    Grzyby candida i gronkowce





    Czy wiedzieliście, że grzyby candida współegzystują z gronkowcami?
    Gronkowce świetnie się czują na pożywce wytwarzanej przez candida, te z
    kolei też mają jakieś korzyści ze współpracy (doczytajcie na necie).
    Cały czas miałem w głowie to słowo „nadkażenie” Czym nadkażenie? Może
    gronkowcem? Antybiotyki zabijają gronkowca, ale nie grzyba, który ma się
    tylko lepiej, dlatego na jakiś czas jest poprawa by potem nastąpiło
    pogorszenie. Czy to się Wam nie kojarzy z opisanym wyżej przypadkiem
    szpitalnym?





    Starcie początkowe: srebro i gorzknik kanadyjski – próba nieudana





    Akurat miałem wyżej wymienione specyfiki w domu. Ładujemy na skórę, a
    co! Dokopmy potencjalnym patogenom. Jest! Jest jakaś poprawa! Najcięższe
    rany wyraźnie się zaleczają. Jest znaczna poprawa. Jednak po tygodniu
    sytuacja wraca i dalsze stosowanie gorzknika nie tyle nie pomaga co
    nawet pogarsza. Jest to chyba zbyt mocny specyfik jak dla niemowląt. W
    dodatku gorzknik zabarwia skórę na pomarańczowo. To odpada.





    Ekstrakt z pestek grejpfruta – drugie uderzenie





    A więc jeśli antybiotyk w szpitalu coś tam pomagał i gorzknik też – to
    obstawiłem, że winny jest jakiś patogen. Potrzebowałem jednak czegoś o
    działaniu ogólnoustrojowym, co jest bezpieczne dla niemowląt. Tydzień
    szukania i jest – ekstrakt z pestek grejpfruta! No to dodajemy wg
    ścisłego dawkowania. Kuracja trzymiesięczna. Jest super! Dziecko prawie
    zdrowe po 3 miesiącach! Prawie nie znaczy zdrowe bo jakoś nie udało nam
    się całkowicie zaleczyć, a kurację trzeba kończyć.





    Kora z drzewa lapacho – starcie ostateczne





    W wielkim skrócie, drugim, kolejnym zastosowanym specyfikiem była kora
    lapacho. Wg ścisłego dawkowania. Po kolejnym 1,5 miesiąca Atopowe
    Zapalenie Skóry zostało całkowicie wyleczone. Jeszcze zrobiłem na
    dobitkę ze dwie kuracje po 1,5 miesiąca z ekstraktem z pestek i korą
    lapacho na zmianę. Na dobicie ewentualnych problemów.





    Kąpiele wspomagające


    O kąpielach później, ale ogólnie: w wodzie utlenionej, nadmanganianie potasu, ziółka/





    Całkowite wyleczenie


    Całkowite wyleczenie nastąpiło mniej więcej po 7 miesiącach intensywnego
    leczenia. Dziś minęło już dużo ponad pół roku jak nie podajemy dziecku
    żadnych ziółek, zupełnie nic leczniczego! Je wszystko, nawet żółtko
    jajka kurzego. Skóra jest w stanie idealny. Dlatego też spisałem swoje
    spostrzeżenia i przekazuję Wam dalej, abyście być może spróbowali takich
    metod u swoich dzieci, a być może tez uda Wam się je wyleczyć.





    Projekt E-book


    Pracuje nad darmowym ebookiem, w którym wszystko będzie
    dokładnieopisane, nie tak skrótowo jak powyżej. Zapraszam do współpracy
    tych co wyleczyli AZS i tych co na AZS chorują.
    ".



  • Problem w tym, że ja nie karmiłam zbyt długo Kasjana
    Mleka modyfikowanego już nie pije
    Te receptowe nawet nie spojrzał

    Je normalnie, próbuję wyczaić czego ńie może , ale nie wyczaiłam

    Te wszystkie specyfiki pielęgnacyjne, po 12 latach posiadania atopowca, napiszę, są do dupy, a rujnują kieszeń,
    Bo niby niektóre są rewelacyjne, ale np u starszego na krótko, a potem skóra mówi, a mam to w dupie, i nie reaguję





    Najlepiej jest gdy wyjeżdżamy na dzialkę, tam mam wodę ze studni, i wsiowe powietrze
    Bo starszy na kurz i roztocza uczulony



    Tylko tam nie ma gdzie mieszkać, żeby się przeprowadzić, no i szkoła!!
    Nie ma tyc do jakich chodzą moje dzieci

    I dupa

    Turlamy się z tym

    Raz jest lepeij raz gorzej
    Najgorzej jak jest zaostrzenie
    Ale żyjemy z tym, da się!
  • edytowano czerwiec 2012
    mojej jednak głównie dieta pomaga, restrykcyjna. nie jest łatwo, bo kaszubka podjeść sobie lubi, no i nietypowo późno się jej ten azs objawił więc ograniczenie ją boli. czasem leczenie zdaje się gorsze od choroby...ale wtedy dzwonię do mamy, żeby się wyjęczeć, albo do siostry, która ma dwójkę z azs - pobuczymy i do boju ;-)

    cudowne maści faktycznie krótko bywają cudowne. teraz mamy cetafil - AŻ tydzień się sprawdza...
  • Cetaphil już odpadł dawno

    Balneum, i oiltaum, to już wręcz jura ;)

    Byłam zachwycona serią La Roche posay

    I chyba wrócę,
    Dieta, no cóż
    Nastoltek jest czasem beztroski, taka osobliwość Jego
    Zwłaszcza jak oka rodzica nie ma


    B-)
  • edytowano czerwiec 2012
    mogę ci wysłać prawie całe opakowanie tego la roche, moją młodą tak szczypie, że nie da rady - ze 3 razy posmarowałam. daj adres.

    ekhm, no jednak sprawdziłam, i okazuje się że to nadmierny optymizm - z 2/3 tuby 200ml jest. chcesz?
  • Ale to jest to

    Z serii AP coś tam, bo ńie mam opakowania już
  • aha, jeszcze emolium mam, balsam i krem, też do oddania
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.