SZCZEPIENIA czyli rosyjska ruletka

134689146

Komentarz

  • Kinga ale nie szczepisz też na odrę? Bo mnie straszą najbardziej odrą ("przez takich jak pani to na Słowacji byłą epidemia odry!!!")   albo tężcem ...  :-w
  • a ta epidemia to ile osób objęła? Ze 100 chociaż? Pytam,bo po pandemii świńskiej grypy to jakoś nie wierzę w hasła "epidemia". Żeby zaszczepić na odrę musisz sprowadzić zza granicy szczepionkę,większość przychodni nie chce takim czymś szczepić, bo nie wierzy, że było dobrze przechowywane itp itd. Rozwiązaniem jest pewnie udanie się do prywatnej placówki, tam pewnie i sprowadzą i zaszczepią. Tyle, że kasa pewnie duża.
  • Ja nie pojmuję argumentu z epidemią. Przecież zachorują tylko ci nieszczepieni, tak? Ci szczepieni są wszak chronieni. A więc narażam ewentualnie własne dziecko, a nie resztę praworządnego, zaszczepionego społeczeństwa.
  •  Przecież zachorują tylko ci nieszczepieni, tak?
    Ano nie, pani kochana... Mnie (nie szczepioną p/odrze) odrą zaraziła szczepiona p/odrze koleżanka, a było to w czasie ostatniej w Pl epidemii odry na przełomie lat 80' i '90 ubiegłego wieku.
    Przecież i tak większość populacji nie ma odporności poszczepiennej, bo szczepienia (o ile ją dają) działają tylko przez kilka lat.
  • No to tym bardziej bez sensu.
  • Mnie skądinąd fascynuje jak Katarzyno dalas rade przechorowac i odre i tezec i co tam jeszcze. Ja zalapalam tylko ospe w, a jestesmy w tym samym wieku i nawet wychowywalysmy sie w sasiadujacych wojewodztwach zdaje sie :))
  • edytowano luty 2012
    Dziewczyny, a na co Waszym zdaniem jest sens szczepic? Mysle o engerixie dla Kasi, ale nie wiem jak dlugo czekac. Minimum 3 miesiace, ale moze i ze 12?  A nuż będzie musiala isc na jakas operacje (jak Lucja w wieku 6 msc) i beda sie czepiac...
  • @Wanda - mam na koncie: ospę, odrę, świnkę, różyczkę, tężec lokalny, rumień nagły, gorączkę trzydniową i pewnie jeszcze sporo pomniejszych infekcji (tylko krztusiec mnie ominął, choć cała rodzina chorowała ;-) ), których nikt nie rozpoznał. I dumna jestem nie lada z tych licznych doświadczeń i zapewnia mi to spokojne podejście do kwestii przechorowania różnych infekcji wieku dziecięcego. Ty może też przechodziłaś niektóre z nich tylko mogło to być bezobjawowe. Trzeba by przeciwciała zbadać.
  • A napiszesz jeszcze co myslisz o szczepieniu przeciw WZW B? :)
  • podpinam się pod pytanie Wandy na co sens szczepić? mi się dziecię lada momęt ma urodzić i znów mam zagwozdkę ze szczepieniami....sensownie było by szczepić ale nie takiego malucha,może powyżej roku miało by to sens ale i tak w dłuuuugoch odstępach czasu między jedną a drugą szczepionką?
  • @Wanda - nie zmuszaj mnie do publicznych deklaracji. Możemy sobie na priv pogadać ;-)
  • Katarzyno to jak się uzewnętrznisz na priw Wandzie w tej kwestii to i ja bym jeszcze chciała Twoje zdanie prywatne wiedzieć :)
  • Przede wszystkim, jestem zdania, że to jest prywatne sprawa rodziców, bo też oni będą ponosić odpowiedzialność i potem szukać ewentualnych winnych jeśli:
    A. zaszczepią i dziecko będzie mieć problemy po szczepieniu
    B. nie zaszczepią i dziecko zachoruje na to, przeciw czemu nie zaszczepili.
    Życie to ryzyko. Albo w jedną albo w drugą stronę. Coś wybieramy, z czegoś rezygnujemy ale stale ryzykujemy.
  • Dokladnie tak jest, ta decyzje kazdy musi sam podjac, trzeba sie wgryzc w temat i zrobic rachunek zyskow i strat. U kazdego bedzie wygladalo to inaczej, bo np. jedno dziecko jest bardziej chorowite i byle jaka szczepionka je dobije, albo rodzice nie zaszczepia, ale codziennie beda sie bali, ze im sie dziecko np. tezcem w piskownicy zarazi, beda dziecko pod kloszem trzymali.
  • Podczytuję pod kątem dziecia co to ma się urodzić za kilka miesięcy. Starszyzna zaszczepiona na wszystko niestety - i to najgorszym syfem.

    Ja rozumiem, że nie chcecie jasnych deklaracji tutaj. Bo to osobista decyzja każdego rodzica,
    Ale ponieważ wy bardziej doświadczone i mądrzejsze ode mnie jesteście - czy mogłabym liczyć na podsunięcie sensownych linków, czegoś do poczytania w temacie?
    Jest tego dużo w internecie, i to nie to że leniwa jestem i mi się nie chce szukać, tylko jak się nie wie nic w temacie to trudno ocenić które materiały są sensowne...


    A może zna któraś z was sensownego pediatrę (m.in. pod wzgl. szczepień) pod Warszawą - po zachodniej stronie.

  • edytowano marzec 2012
    Warto przeczytać:




    "Szczepionki to niewątpliwie znakomity interes dla firm farmaceutycznych, a zarazem równie znakomita metoda depopulacji - jakże zgodna z trendami NWO - ale nic dobrego dla naszych dzieci.

    W zachodniej Europie, podobnie jak w USA "obowiązkowe" szczepienia wywołują coraz większą wątpliwość. Jednak w Polsce takie stanowisko wciąż nalezy do rzadkości, a przekonanie o  zbawiennym działaniu szczepionek nalezy do kanonu wiary w medycynę.

    Ponieważ sama mimo zaszczepienia przeciw kokluszowi, przeszłam go w najostrzejszej możliwej postaci, więc myślę, że najwyższy czas pozbierać fakty i dojść do wniosku, że szczepionki to niewątpliwie znakomity interes dla firm farmaceutycznych, a zarazem równie znakomita metoda depopulacji, jakże zgodna z trendami NWO, ale nic dobrego dla nas."
  • edytowano marzec 2012

  • edytowano marzec 2012
    http://www.youtube.com/watch?v=-l-qvmdyoYU&feature=related

    Chce mi się płakać!!!
    Ile jeszcze będzie ofiar szczepień?
    Kiedy ludzie dowiedzą się co ryzykują?



    I skąd oni wiedzą, że bilans jest dodatni na korzyść szczepień, skoro tak naprawdę w Polsce lekarze nie zgłaszają powikłań do sanepidu?

    Czy ktoś z Was był informowany o możliwych powikłaniach przed szczepieniami?

    I wszystkie te kłamstwa, w które pani doktor wierzy... :((
  • Czy wy wiecie jak to jest od strony prawnej. Nie lubia nas w przychodniach, ostatnio zapisalam małego, nieszczepionego do przychodni. Kartę szczepien dostałam w szpitalu i nie zamierzam oddac jej nikomu. Czy przychodnia ma prawo żądać karty szcepień. Bo żąda. Jak to wyglada prawnie?
  • edytowano marzec 2012

    Ciekawy wywiad z Angeliką Kögel-Schauz, matką 4 dzieci, która w związku z powikłaniami poszczepiennymi u jednego ze swoich dzieci zajęła się tematem szkodliwości szczepień, który stał się jej "pasją".

        Autorka przeanalizowała statystycznie szerokie badania stanu zdrowia 18 tysięcy niemieckich dzieci przeprowadzone przez Instytut Roberta Kocha, które przez jakiś czas można było kupić. W wywiadzie przedstawione są wyniki jej analiz.

    Poza zannymi faktami, można się dowiedzieć o tych mniej znanych, np. związku pomiędzy szczepieniami a zapadawalnością na skoliozę  (nieszczepione dzieci - 0%, szczepione - 5%). Na filmie wyjaśnienie tego związku.

    http://youtu.be/jXPFZq4JTsc

    Więcej wyników i szczegółów (niestety po niemiecku)  na stronie: http://www.efi-online.de/ .

     

    EDIT: poprawiłem link

     

     

     

  • Dziś spotkałam koleżankę, która opiekuje się dziećmi autystycznymi.
    Zapytałam, czy wie coś o związku autyzmu ze szczepieniami - powiedziała, że u niej w grupie jest dwoje takich dzieci chorych po szczepieniu, a grupa liczy 7 osób...


    Nawiasem mówiąc rozmawialiśmy też o diecie - wyeliminowanie cukru - to podstawa. Jeśli mimo jej próśb jakaś matka da dziecku wafelka czy krówkę, to ona nie może przeprowadzić zajęć. Dzieci rzucają wszystkim co popadnie, ona tylko uważa, żeby sobie krzywdy nie zrobiły i nie wybiły okien #-o
  • edytowano marzec 2012

    @Joanna Maria

    Dziś spotkałam koleżankę, która opiekuje się dziećmi autystycznymi.

    Zapytałam, czy wie coś o związku autyzmu ze szczepieniami - powiedziała, że u niej w grupie jest dwoje takich dzieci chorych po szczepieniu, a grupa liczy 7 osób...


    Jeśli szczepi się dziecko kilka razy do drugiego-trzeciego roku życia i mniej więcej w tym czasie zauważa się pierwsze oznaki autyzmu, to jest oczywiste, że u części dzieci część objawów wystąpi niedługo po szczepieniu. Tak działa rachunek prawdopodobieństwa. Dodatkowo tak działa ludzka psychika, że doszukuje się na siłę związków przyczynowo-skutkowych, zwłaszcza w tak dramatycznych sytuacjach. Wolimy, żeby choroba nie była przypadkiem, wolimy, żeby można było kogoś/coś oskarżyć.

    Ale to jest tak samo głupie jak mówienie, że świeczki wywołują autyzm, bo wiele dzieci zaczęło mieć objawy po swoich drugich urodzinach, na których był tort ze świeczkami.


    Przy okazji porcja świeżych linków do przemyślenia: 

    http://blogdebart.pl/2012/02/29/powrot-dzieci-marnotrawnych/

    http://blogdebart.pl/2012/03/12/pytania-do-antyszczepionkowcow/

    http://sporothrix.wordpress.com/2012/02/09/glupota-party/ (uwaga na zdjęcia, nie oglądać przy dzieciach)

    http://globalnysmietnik.wordpress.com/2012/02/05/szczepcio-i-tomcio/

    http://globalnysmietnik.wordpress.com/2012/03/14/krzyk-mozgowy-jak-szczepi-internet/

  • Powiem krótko, bo nie mam czasu.

    Jeśli ktoś wierzy w (pseudo) naukowy dogmat, to zrobi wszystko, żeby go udowodnić, a wszelkie fakty i dowody przeciwne wyśmieje, zignoruje albo uzna za fałszywe. Po prostu nie mieści mu się w głowie, że może być inaczej niż dotąd go uczono i wmawiano we wszystkich "światłych" i jedynie słusznych mediach.

    Mi też zajęło dużo czasu wyzbycie się poczucia winy, że robię inaczej niż wszyscy wokół, co jakiś czas przychodziła wątpliwość, czy to możliwe, że jednak szczepienia nie są dobre.


    Jeśli jednak ktoś ma odwagę myśleć samodzielnie, to przeczyta/obejrzy/wysłucha wszystkiego co się da znaleźć. I zrozumie.

    Albo doświadczy na własnej skórze... czego nikomu nie życzę... dlatego tu piszę.
  • edytowano marzec 2012

    @Joanna Maria

    Dziś spotkałam koleżankę, która opiekuje się dziećmi autystycznymi.

    Zapytałam,
    czy wie coś o związku autyzmu ze szczepieniami - powiedziała, że u niej
    w grupie jest dwoje takich dzieci chorych po szczepieniu, a grupa liczy
    7 osób...

    cyt. Camelot:

    " Jeśli szczepi
    się dziecko kilka razy do drugiego-trzeciego roku życia i mniej więcej w
    tym czasie zauważa się pierwsze oznaki autyzmu, to jest oczywiste, że u
    części dzieci część objawów wystąpi niedługo po szczepieniu. Tak działa
    rachunek prawdopodobieństwa. Dodatkowo tak działa ludzka psychika, że
    doszukuje się na siłę związków przyczynowo-skutkowych, zwłaszcza w tak
    dramatycznych sytuacjach. Wolimy, żeby choroba nie była przypadkiem,
    wolimy, żeby można było kogoś/coś oskarżyć.

    Ale to jest tak samo
    głupie jak mówienie, że świeczki wywołują autyzm, bo wiele dzieci
    zaczęło mieć objawy po swoich drugich urodzinach, na których był tort ze
    świeczkami. "




    Opisałeś ciekawe zjawisko psychologiczne. Super. Można by wymienić jeszcze wiele tego typu efektów dotyczących nie tylko jednej strony (szczepionych), ale i drugiej (przemysłu szczepionkowego). Tyle, że bez badań ilościowych można tak sobie wymieniać i wymieniać i ... żadnych logicznych wniosków nie znaleźć.
     
       Dzisiaj argumenty przeciwko szczepieniom opierają się głównie na dotkliwości skutków ubocznych szczepień (ze względu na to, że koncentrują się głównie wokół uszkodzeń układu nerwowego i odpornościowego). I nikt tu nie mówi o procentowo wielkiej skali tych skutków. Wynikają one głównie z konserwująco-utrwalających dodatków. Jednak w sytuacji, gdy zapadalność (wśród osób nieszczepionych) na choroby przed którymi mają chronić szczepionki jest znacznie mniejsza niż chociażby w momencie ich wprowadzenia kilkadziesiąt lat temu, przechodzenie tych chorób jest też łagodniejsze (też dzięki lekom), i wreszcie skuteczność szczepionek bywa grubo poniżej 100% (i to tylko przez kilka lat), to w pewnym momencie szala ryzyka ciężkiej choroby się równoważy, a nawet przeważa na stronę stosowania szczepienia. 
       
    Przy okazji porcja świeżych linków do przemyślenia: 

    http://blogdebart.pl/2012/02/29/powrot-dzieci-marnotrawnych/

    Pierwszy link odnosi do bloga autora, który przeczytał artykuł autorów, którzy dokonali analizy tych samych danych do p. Kögel-Schauz. Przyjęta metodologia w artykule nie do przyjęcia: nie ma rozróżnienia pomiędzy dziećmi, które przyjęły 1, 2 czy 15 szczepionek. Wszystkie zostały wrzucone do jednego worka jako szczepione, nie ma się co dziwić, że w takim przypadku korelacja z powikłaniami wyszła bardzo mała albo żadna. Chciałbym zobaczyć w tym artykule związek pomiędzy zapadawalnością na choroby a liczbę szczepień czy rodzajem szczepień. Na takiej podstawie można dopiero wyciągać jakieś wnioski.
       
    Pytania obok głównego nurtu - czyli skutków ubocznych, bardziej o skuteczność szczepień.



    http://sporothrix.wordpress.com/2012/02/09/glupota-party/ (uwaga na zdjęcia, nie oglądać przy dzieciach)
    A to ma być argument? Zdjęcia  dzieci chorych na choroby zakaźne i ich powikłania? Może teraz powinienem wstawić zdjęcia dzieci upośledzonych nerwowo, albo od razu trupy dzieci po śmierci łóżeczkowej? Żenada

     
    Autor bloga tłumaczy, że Thiomersal nie jest szkodliwy, bo jest to rtęć w czystej postaci, ale związek rtęci (a czy ktoś twierdzi, że to jest czysta rtęć?)  i ma inne właściwości. Co więcej dawka w szczepionce nie przekracza dopuszczalnej i że jest wydalana z kałem. Dalej pisze, że stosuje się go, bo jest tańszy i w związku z tym jest mniejszym złem w stosunku do potencjalnych korzyści, czyli likwidacji epidemii. Wyjaśnia jednocześnie, że nie jest zwolennikiem stosowania preparatów rtęci i że "Thiomersal ma niewielką toksyczność, co nie znaczy że żadną". Daje więc raczej argumenty przeciwnikom szczepionek niż zwolennikom.

    W ostatni link już nawet nie wchodziłem - wnioskując po poziomie poprzednich - szkoda czasu.

    EDIT: był jakiś problem z zagłębionym cytatem
  • Jeszcze chciałbym ostrzec osoby wierzące, że nie warto klikać pierwszych dwóch linków z postu Camelota. Autor bloga firmuje swoją stronę odwróconym pentagramem. Nie warto zwiększać liczby odsłon takim blogom.
  • Mili moi. Koleżanka ze studiów pisze na uniwersytecie medycznym pracę magisterską na temat stosunku rodziców do szczepień obowiązkowych dzieci. Gdyby ktoś z osób nieszczepiących lub szczepiących wybiórczo był tak miły i chciał udzielić pisemnego wywiadu odpowiadając na zamieszczone niżej pytania, to można by przyczynić się trochę do oświecenia środowiska medycznego w sprawie stanowiska świadomych rodziców.
    Pytania są następujące:

    1.      
    1. Dlaczego nie zaszczepiła Pani swojego dziecka?

    2.      
    2.
    Czy miała Pani z tego powodu jakieś
    nieprzyjemności,  trudności np. ze strony
    sanepidu lub przychodni?

    3.      
    3. Co sądzi Pani o przesunięciu szczepienia u
    noworodków na pierwszy tydzień życia? Czy rodzice przeciwni szczepieniom
    noworodków przystaliby do tej zmiany i zaszczepili swoje dzieci?

    4.      
    4.
    Czy jest Pani przeciwniczką wszystkich szczepień
    wykonywanych u dzieci, czy tylko wybranych? Jeśli tak to jakich?

    5.      
    5. Co wg. Pani powinno się zmienić w powszechnym
    systemie szczepień?

    6.      
    6.
    Proszę o podanie swojego wykształcenia:

             
    - podstawowe

             
    - zawodowe

             
    - średnie

             
    - wyższe

    7. Skąd czerpie
    Pani wiedze dotyczącą szczepień? 

    Żeby zapewnić Wam pełną anonimowość mogę pośredniczyć w przekazaniu spisanych wywiadów (adres: aqq{maupa}aster.pl. Czy ktoś się da namówić na udział?


  • Katarzyno jak chcesz to ja mogę tylko nie wiem czy jestem wartym "źródłem informacji"
  • No dobrze, ale punkt 2 nie będzie miał zastosowania w moim przypadku, bo tu panuje zasada, że na szczepienia wyraża się zgodę. Jak nie szczepię to nikt się nie interesuje, choć owszem, pytają dlaczego.
  • Ja już do przychodni ie chodzę, tylko wysyłam męża. Te pielęgniarki i jedna z lekarek są potworami. Wywracają oczami, patrzą na nas jak na jakąś niedouczoną patologię. Nie mam nerwów. Dziś właśnie minął termin wizyty z Frankiem, wysłałam męża, żeby odłożył tę wizytę, Zmobilizowałam się wreszcie do przejrzenia tego wątku i wątpię, żebym się zdecydowała zaszczepić... Tak jak Wanda może engerixem (w przychodni powiedzieli nam, że już go nie produkują, co okazało się nieprawdą, bo znajomy kupował w aptece). 
  • Katarzyno, odpowiem z przyjemnością w wolnej chwili
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.