Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

«1

Komentarz

  • edytowano 29 wrzesień
    Edit. Jeszcze przeczyta ta rodzina 
  • edytowano 29 wrzesień
    Prokreacja tak, duzo dzieci tak ale myslenie o sobie i dzieciach juz poczetych tez. Nie o potencjalnych gdy sił brakuje na istniejące.
    A Kampania a Kanadzie tragiczna
  • edytowano 29 wrzesień
    "Współczesny mężczyzna ma dostęp do seksu bez małżeństwa, bez prokreacji, a nawet bez kobiety. "

    O, to zupełnie jak współczesna kobieta:)
    Jeszcze ma na tym polu przewagę taką, że facet by ten seks (z kobietą) zdobyć, musi się jakoś wykazać, albo zapłacić. Kobieta - wystarczy że nie odmówi. Zasadniczo nie musi robić nic.

    "Feminizm uczynił świat łatwiejszym dla mężczyzn, trudniejszym dla kobiet."

    Jak to było? Rewolucja pożera własne dzieci.

    "Zresztą po co w ogóle kobieta, skoro w epoce internetu pornografia stała się dostępna tak, jak nigdy i nigdzie wcześniej, a bycie singlem jest cenionym zjawiskiem kulturowym"

    Zdaje się w niejednym filmie i serialu a także na forach są teksty: "po co ci facet skoro masz wibrator".

    "Tacy sami młodzi mężczyźni. Tak diametralnie różne wybory."

    A kobiety gdzie w tym wszystkim? Dyskryminacja, czy co?
    Autor widzi świat bardzo jednowymiarowo:)

    A ogólnie co do artykułu - tak, 2+2=4. I to wiadomo od dosyć dawna.
    Jakieś remedium na to? Czy sobie ponarzekamy, popłaczemy i tyle?
    Podziękowali 1Klarcia
  • edytowano 29 wrzesień
    Wydaje mi się że prawie kazda zmiana tendencji w społeczeństwie jest buntem przed tym co bylo kiedyś. Kiedyś rodziny były duże teraz ludzie wola małe. Kiedyś tradycja teraz nowoczesność w kwestii związków. Tendencje w społeczenstwie jeszcze mogą się zmienić chociaz dzisiaj idzie to być może w złym kierunku. 
    Podziękowali 1Kajla
  • edytowano 29 wrzesień
    Tzw. wahadło. Społeczeństwo lubi odreagowywać różne skrajności i dawne 'przymusy' kulturowe.
    Podziękowali 1asiao
  • Nowoczesne związki to są realne dramaty ludzi i ich dzieci ...
    Ale fakt jest taki, że coraz więcej ludzi dorasta w tych skomplikowanych okolicznościach ( rozwody, nowi partnerzy rodzicow, nowe rodzeństwo ..doprawdy przedziwne konfiguracje) i może Ci ludzie będą się między sobą rozumieć 
    Podziękowali 1In Spe
  • edytowano 29 wrzesień
    A jak ten koniec świata nastąpi? Bo ludzi będzie np. 500 mln zamiast 8 mld? No to cofniemy się zaledwie 500 lat. Negatywne zmiany w świecie, jakie temu będą towarzyszyć, mogą spowodować, że trend się odwróci. Tak, jak dziś ludzie wierzą, że szkodzą planecie rozmnażając się, tak wtedy znowu mogą się pojawić masowo ludzie uważający za swój podstawowy obowiązek spłodzić jak najliczniejsze potomstwo. 
    Zresztą nawet przy wskaźniku dzietności ok. 1 i tak cała operacja zajmie co najmniej 4 pokolenia, a jeszcze sporo brakuje do takiego wskaźnika.

    Alternatywnie to już mogą być czasy tak rozwiniętej biotechnologii i sztucznej inteligencji, że nikt nie będzie się przejmował tradycyjnymi formami dbania o ciągłość życia ludzkiego na ziemi. :) A rozmnażający sie tradycyjnie będą takimi freakami jak piorący w rzece. 
    Podziękowali 3Kajla Izka joanna_1991
  • edytowano 29 wrzesień
    ale póki co, cza dbać, choćby z obowiązku,
    choć, prawdę mówiąc, nasza niewiedz o świecie i przyszłości, może też wskazywać, że powyższy scenariusz jest nierealizowalny :)
  • Jakoś  nie mam problemu z tym , że ludzie  nie chcą  się romnażać. 
    Szybciej  wyginą  bezpotomnie całe  pokolenia i rodziny.  
    Już  to znamy z historii.  
  • W ogóle ten autor strasznie upraszcza i przedstawia tendencyjną wizję rzeczywistości. Pisze "Współczesny mężczyzna ma dostęp do seksu bez małżeństwa, bez prokreacji, a nawet bez kobiety.". Nie wiem co dokładnie ma na myśli przez "bez kobiety" (pornografię?), ale do seksu bez zawierania związku małżeńskiego i kobiety również obecnie "mają dostęp". Poza tym można wyciągnąć nieciekawy wniosek, że wcześniej chociaż ten seks motywował faceta do ślubu, a teraz... Dalej, "Seks współczesnego mężczyzny wyzwolony jest z obaw o ciążę partnerki, bo istnieje antykoncepcja. A gdy ona zawiedzie, to przecież istnieje aborcja. Feminizm uczynił świat łatwiejszym dla mężczyzn, trudniejszym dla kobiet." Antykoncepcja nie jest problemem wyłącznie kobiet, a kwestia aborcji naprawdę nie jest automatycznym rozwiązaniem w przypadku gdy antykoncepcja zawiedzie. Spore uproszczenie.
    Generalnie im więcej czytam takich tekstów i uderzania w histeryczne tony, bo ludzi (czytaj: ludzi Zachodu) jest na świecie coraz mniej, tym mniej mnie to rusza...Kilkaset lat temu było nas o ileś milionów, miliardów mniej na świecie, później przez wieki ludności przybywało, to i trend może się odwrócić, z różnych powodów. I daleko mi do strajkowania "nie rodzę dla planety", ale skoro powinno nas być tak wielu to naprawdę bardziej martwiłabym się o warunki życia dla tych miliardów za kilkadziesiąt lat, biorąc pod uwagę katastrofy naturalne, drastyczne zmiany klimatyczne czy technologię rodem z Black Mirror.
    Podziękowali 2Klarcia Coralgol
  • Kajla powiedział(a):
    Tzw. wahadło. Społeczeństwo lubi odreagowywać różne skrajności i dawne 'przymusy' kulturowe.

    To prawda, ale częściowa.

    Faktem jest jednak, że tam, gdzie czarnych sprzedawali jak narzędzia robocze a traktowali gorzej niż świnie - tam jest teraz całowanie im butów. Oraz black life matters, ale white już niekoniecznie.

    Tak samo jak protestancki - anglosaski i luterański głównie - pierdolec na punkcie seksualności, nagości itp (podczas gdy cały Watykan był zamalowany golasami i nikomu to nie przeszkadzało) - skończył się rewolucją seksualną, hipisami, każdy z każdym itp.

    A tam, gdzie pedałów kastrowano i wsadzano do więzienia - teraz się przed nimi klęka.

    U nas wszystko powyższe idzie opornie - poza oszalałym lewactwem oczywiście, ale ten to margines. No, owszem, ma nadreprezentację na forach rozmaitych, i fejsbukach, natomiast normalni ludzie w najgorszym razie mają ważniejsze sprawy na głowie.

    Natomiast prawo wahadła tłumaczy sprawę tylko w części.

    Nie tłumaczy zinstytucjonalizowanego narzucania pedalskiej poprawności, szykanowania już nie za "nietolerancję" tylko za brak aplauzu dla zboczeńców.

    Nie tłumaczy kto Murzynom, a przede wszystkim zidiociałym białym spod znaku BLM podwozi gotowe transparenty oraz sprzęd do demolowania ulic i sklepów.

    Nie tłumaczy też kto zarabia (i w jaki sposób) na kompletnie darmowej pornografii dostępnej w internecie - natomiast zupełnym przypadkiem wszystkie największe serwisy należą do jednej firmy. Która za udostępnianie swoich produkcji nie pobiera żadnych opłat - a mimo to utrzymuje się z czegoś.

    Więc wahadło owszem. Ale są rejony, gdzie nie sięga.
  • edytowano 29 wrzesień
    Jak seks kulturalny  to brak zagłady. 
    Jak wchodzi antykoncepecja i inne zboczenua to zagĺada hulać  może.  
    I tylko zamieszanie robi . 
    Podziękowali 1Klarcia
  • Anawim powiedział(a):
    A jak ten koniec świata nastąpi? Bo ludzi będzie np. 500 mln zamiast 8 mld? No to cofniemy się zaledwie 500 lat
    Raczej nie o to chodzi autorowi, a o los kultury i cywilizacji łacińskiej, jak rozumiem. Że nas zadeptają niepiśmienne lub ledwopiśmienne ludy afrykańskie i arabskie, względnie Chińczyki.

    Ogólnie autor płacze że Zachód umiera.
    No, wschód też ma się nie za ciekawie ;-) Rosja się zapija na śmierć, w miejsce tambylców ochoczo wchodzą muzułmanie, albo Chińczyki. Japonia i Korea - wymierają. Chińczyki w zasadzie niby nie, ale polityką jednego dziecka trochę sobie problemów narobili - na pewno więcej niedługo będzie Hindusów.

    Ja się jednak bardziej o Polskę martwię. Bo ten Zachód coś zdycha i zdycha i zdechnąć nie może, bo budowana setki lat cywilizacja jeszcze się toczy siłą rozpędu. U nas tego rozpędu brak, bo nas nie było wtedy po prostu - więc dla nas taka sama polityka i obyczaje będzie gwoździem do trumny.
    Podziękowali 1Klarcia
  • Gdy patrzę na własne dzieci widzę światełko w tunelu. Jak to dobrze, że tyle ich narobiliśmy:)
    Podziękowali 2Klarcia In Spe
  • edytowano 30 wrzesień
    TecumSeh powiedział(a):
    Raczej nie o to chodzi autorowi, a o los kultury i cywilizacji łacińskiej, jak rozumiem. Że nas zadeptają niepiśmienne lub ledwopiśmienne ludy afrykańskie i arabskie, względnie Chińczyki.

    Ogólnie autor płacze że Zachód umiera.
    No, wschód też ma się nie za ciekawie ;-) Rosja się zapija na śmierć, w miejsce tambylców ochoczo wchodzą muzułmanie, albo Chińczyki. Japonia i Korea - wymierają. Chińczyki w zasadzie niby nie, ale polityką jednego dziecka trochę sobie problemów narobili - na pewno więcej niedługo będzie Hindusów.

    Ja się jednak bardziej o Polskę martwię. Bo ten Zachód coś zdycha i zdycha i zdechnąć nie może, bo budowana setki lat cywilizacja jeszcze się toczy siłą rozpędu. U nas tego rozpędu brak, bo nas nie było wtedy po prostu - więc dla nas taka sama polityka i obyczaje będzie gwoździem do trumny.
    Wielu prawicowych czy wierzących autorów narzeka na to, co się stało za dzietnością czy szerzej z seksualnością naszych czasów i wieszczy dramatyczny scenariusz i zastanawia się nad tym, czy można go odwrócić. A to jest naturalny skutek rosnącej liczby ludzi w społecznościach i zbudowania dobrobytu.

    Dzięki temu możliwy jest wybór bezdzietności, który kiedyś nie był możliwy. W małych społecznościach potrzebujemy troszczyć się o więzi ze spokrewnionymi bo one zapewniają przetrwanie. Dawniej to było plemię, na które ciągle czyhało zagrożenie. Każdy na własnej skórze czuł dlaczego musi troszczyć się o sąsiada i wychować dzieci. 
    W wiosce rolniczej poziom zagrożenia nie był tak wysoki, ale by przetrwać zimę też potrzebna była kooperacja na poziomie rodziny, a niekiedy całej wsi. Altruizm odwzajemniony.

    Dziś jest tyle ludzi i taki poziom dobrobytu, a wojny tak odległą w czasie historią, że nie ma naturalnego mechanizmu wzmacniającego potrzebę budowania więzi, czy zabezpieczenia własnego życia przez dzietność. W miejsce tego mamy ubezpieczenie oparte o anonimowe zależności w wielomilionowej społeczności. I nie chodzi tylko o emeryturę, ale też ubezpieczenie rentowe, zdrowotne (w tym psychoterapeutyczne :) ), od utraty pracy itd. Presja zaspokojenia podstawowych potrzeb związanych z przetrwaniem i bezpieczeństwem jest zdecydowanie mniejsza. Dlatego ludzie decydujący się na dzieci kierują się już innymi motywami. 

    Co zrobić, by znowu było jak było? Zniszczyć tę cywilizację lub pozwolić jej zdechnąć. Za cholerę nie idzie utrzymać dawnej dzietności i obecnego poziomu rozwoju. Jak będzie nas 500 mln i "cofniemy się w rozwoju" znowu będziemy żyli w małych odosobnionych społecznościach - gwarantuję, będziemy mieli świetność średniowiecznej Christianitas. 

    Nie wiem jak mają nas zadeptać ludy arabskie. Dzietność tam tak samo podąża za postępem materialnym jak wszędzie indziej. Taki prawicowy mit.
    Podziękowali 2jukaa Malgorzata
  • edytowano 30 wrzesień
    .
  • Dobry tytuł watku
  • edytowano 30 wrzesień
    ja tylko powtórzę swoją tezę

    im więcej ludzi, tym  łatwiej się żyje.

    świadczy o jej prawdziwości cała historia.
  • @Pioszo54
    ten argument ma sens, jeśli uznać, że warto ułatwiać sobie życie. (łatwość życia jako wartość).

    Jest to bardzo dobre wyjaśnienie obecnej sytuacji. Mamy dużo ludzi i wysoki poziom rozwoju, dzięki czemu możemy sobie pozwolić na komfort nierodzenia dzieci. Łatwiej jest niewychowywać niż wychowywać dzieci, co nie? Historia ostatnich 100 lat dobitnie o tym świadczy. Można mieć to, co kiedyś dawało posiadanie dzieci, ale zdecydowanie mniejszym wysiłkiem. 
    Podziękowali 1M_Monia
  • edytowano 1 październik
    Anawim powiedział(a):
    @Pioszo54
    ten argument ma sens, jeśli uznać, że warto ułatwiać sobie życie. (łatwość życia jako wartość).

    Jest to bardzo dobre wyjaśnienie obecnej sytuacji. Mamy dużo ludzi i wysoki poziom rozwoju, dzięki czemu możemy sobie pozwolić na komfort nierodzenia dzieci. Łatwiej jest niewychowywać niż wychowywać dzieci, co nie? Historia ostatnich 100 lat dobitnie o tym świadczy. Można mieć to, co kiedyś dawało posiadanie dzieci, ale zdecydowanie mniejszym wysiłkiem. 
    a czemuż tak nie uznać?
    przecież, z przyzwoitości cza się starać, by pozostawić świat w stanie niepogorszonym, czeba tylko tę łatwość przekierować na wychowanie potomstwa.
  • Pioszo54 powiedział(a):
    a czemuż tak nie uznać?
    przecież, z przyzwoitości cza się starać, by pozostawić świat w stanie niepogorszonym, czeba tylko tę łatwość przekierować na wychowanie potomstwa.
    Czemu nie uznać? Bo łatwość/trudność (i to, z czym ona się wiąże, z czego wynika) nie są celem samym w sobie. Celem jest dobro; niekiedy jego zdobycie jest łatwe, niekiedy trudne.
    Do momentu, kiedy ludzie upatrywali wartości w posiadaniu dzieci, dopóty byli gotowi zapłacić cenę, za to, czego pragnęli. Dziś też ludzie chcą dzieci, ale zmieniło się podejście - ze statystycznego (wiele dzieci, większa szansa przeżycia i sukcesu choćby tego jednego najlepszego, na który to sukces pracuje cała rodzina, by potem ten wybraniec odwdzięczył się reszcie), na taki, nie wiem jak to nazwać... może libertariański (każdy może być tym czym chce; decydujemy się na 1-2 dzieci i inwestujemy ile się da). Jeśli tym dzieckiem sukcesu jest dziewczynka, to jasnym jest, że czuję się co najmniej zobowiązana nie zaprzepaścić wysiłku poprzedniego pokolenia (zostać w domu i rodzić dzieci). Stąd lekko lepsze parametry dzietności w świecie zachodnim mają kraje z dobrym zabezpieczeniem socjalnym i około dziecięcym - czytaj kulturą żłobkowania. 

    I tak na koniec zwycięży dobór; ale przewidywania są nieoczywiste, bo może być tak, że dobór "techniczny" będzie miał większy wpływ niż dobór naturalny.
  • edytowano 5 październik
    nie no, jasne, może się to musi ewolucyjnie przewalić,

    ale mam wrażenie, że akcja edukacyjna, o tym, że wszyscy umierają i jakie z tego wynikają obowiązki, mogłaby ciut pomóc, nie widać tylko chętnych do mówienia rzeczy (pozornie) przykrych.
    Nie ma również chętnych do mówienia rzeczy radosnych, że dzieci są codziennym światłem, że łatwiej jest wychować gromadkę, niż jedynaka czy dwójkę, że ilość dzieci nie jest prostą sumą arytmetyczną, tylko tworzy inną, bogatszą, jakość, przekładającą się na sukcesy na wszystkich polach.
    Coś mam wrażenie, że Kościół i akcenty w religii są jakby obok "idźcie i rozmnażajcie się, czyńcie ziemię sobie poddaną", jakby zapomniano o tym przykazaniu, które tworzy kontekst naszej ziemskiej egzystencji. Jakoś stało się niewygodne.
    Podziękowali 1Izka
  • Anawim powiedział(a):


    I tak na koniec zwycięży dobór; ale przewidywania są nieoczywiste, bo może być tak, że dobór "techniczny" będzie miał większy wpływ niż dobór naturalny.
    Co to jest dobór techniczny i naturalny? I na co ma mieć wpływ?
  • Poszło mam 4 zywych dzieci i nie zgadzam się że latwiej wychować 4 niz 2
    Latwiej co najwyżej jednostkowo a sumarycznie trudniej jednak. Chyba ze latwiej bedzie jak podrosna.
  • Tylko ktos zabierze 2 do siebie to czuje ze odpoczywam.
  • Co nie zmienia faktu ze sa naszym szczęściem.
    Podziękowali 1In Spe
  • Aga85 powiedział(a):
    Co to jest dobór techniczny i naturalny? I na co ma mieć wpływ?
    Niezbyt sensownie napisałem. Powinno być: i tak zwyciężą cechy świadczące o lepszym przystosowaniu. Cecha dzietności może się okazać mniej istotnym przystosowaniem niż np. edukacja czy postęp techniczny.
    Podziękowali 1Aga85
  • Anawim powiedział(a):
     A to jest naturalny skutek rosnącej liczby ludzi w społecznościach i zbudowania dobrobytu.
    Bzdura.
    Gdyby był naturalny, nie trzeba byłoby go tak wspomagać:


  • Anawim powiedział(a):
    Za cholerę nie idzie utrzymać dawnej dzietności i obecnego poziomu rozwoju.
    Nie trzeba dawnej dzietności, wystarczy niewielka ale nie powodująca zapaści.

    Anawim powiedział(a):
    Nie wiem jak mają nas zadeptać ludy arabskie. Dzietność tam tak samo podąża za postępem materialnym jak wszędzie indziej. Taki prawicowy mit.
    W Polsce póki co - nie, ale w Niemczech przeciętna Arabka ma kilkoro (pięć i więcej) dzieci, a przeciętna Niemka - jedna na kilkoro ma w ogóle dzieci. A że odsetek imigrantów, nie tylko muzułmańskich - wysoki, to dzietność jako tako wygląda w papierach.

    Co do Niemców - nie, wcale mi ich nie szkoda. To i tak mniej niż to, na co zasługują.
  • Uściślając, dzietność imigrantów muzułmańskich (arabskich, afrykańskich i innych) w zachodniej Europie spada w okolice dzietności ludów tubylczych w drugim i kolejnych pokoleniach, czyli dopiero dzieci tych imigrantów mają "tylko tyle" dzieci ile rodowici Niemcy, czy Francuzi. W pierwszym pokoleniu tych dzieci jest wielokrotnie więcej, więc za chwilę nie będzie im potrzebny żaden radykalny ruch - szariat wprowadzą legalnie, demokratycznie wybrane władze. Bo w demokracji decyduje większość, czy ma to sens czy nie.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.