NPR jest OK? vol. 2

145791015

Komentarz

  • ikm:
    [quote]
    Maria&Michał:
    A ja jestem w trzeciej ciąży.
    Ale napiszę coś czego nie powinnam pisać, szczególnie tutaj. Rodzę w marcu. Mam nadzieję, ze w ciagu roku wrócę do pracy, chociaż na pół etatu, na 1/4, cokolwiek. Bo tęsknię za tym. Wstydzę się, że nie jestem jak inne kobiety z wielodzietnych, ale ja po prostu nie umiem.
    Ale ufam, że pogodzę macierzyństwo i pracę, nawet jeżeli przez te 20 godzin w tygodniu dzieckiem zajmie się piastunka.
    Ja akurat rozumiem, bo mnie też w domu bez pracy ciężko wytrzymać, nudne to przebywanie w domu okrutnie i kasy z tego nie ma, i życie wydaje się bez sensu.[/quote]

    bez sensu to jest ten wpis, ale ty przecież wiesz lepiej i nie ma sensu z tobą dyskutować
  • JoannaKrK:
    Oj macierzyński to w żadnym razie nie jest "siedzenie".. ale ja mam taki głupi nawyk mówienia o tym "siedzenie w domu z dzieckiem" z obecnej perspektywy, jak pracuję
    Tak togłupi nawyk, któremu ja też ulegam. Zaczne z tym walczyć:bigsmile:

    W każdym razie macierzyński wspominam wyjątkowo miło. Az chce się wracać myslami do tamtych chwil kiedy moja córka była malutka.
    Może dlatego tak miło to wspominam bo wiedziałam, że wracam do pracy

    Edit: ale coś za cos. W pracy tęsknię za córką a ona za mną
  • ikm:
    [quote]
    Maria&Michał:
    A ja jestem w trzeciej ciąży.
    Ale napiszę coś czego nie powinnam pisać, szczególnie tutaj. Rodzę w marcu. Mam nadzieję, ze w ciagu roku wrócę do pracy, chociaż na pół etatu, na 1/4, cokolwiek. Bo tęsknię za tym. Wstydzę się, że nie jestem jak inne kobiety z wielodzietnych, ale ja po prostu nie umiem.
    Ale ufam, że pogodzę macierzyństwo i pracę, nawet jeżeli przez te 20 godzin w tygodniu dzieckiem zajmie się piastunka.
    Ja akurat rozumiem, bo mnie też w domu bez pracy ciężko wytrzymać, nudne to przebywanie w domu okrutnie i kasy z tego nie ma, i życie wydaje się bez sensu.[/quote]

    Ikim jeśli uważasz, że będziesz szczęśliwsza pracując to poszukaj pracy. Lepiej dla Twoich dzieci, zeby ich mama nie była w depresji to pewne, ale siedzenie w domu z dziecmi ma sens. Nie wolno mówić, że to nie ma sensu bo nakręcasz się, dołujesz siebie, męża i dzieci.
  • a a właśnie zaczynam rozmyślać, co by się stało, jakbym nie wróciła do teatru... a po macierzyńskim nie wrócił do drugiej pracy, hmm?
  • Haku, jak Pan B?¸g zamyka drzwi, otwiera okno :bigsmile: Wiem, co mówię. Ty należysz do tych kobiet, które spokojnie mogą pracować zdalnie :bigsmile:
  • Tyle, ze by nie moje okno musiał otworzyć a mężowe :wink:
    Zapitalam od kilku lat jak mały parowóz i nawet nie mam prawdziwego macierzyńskiego :bj:
  • ja jak urodziłam pierwsze dziecko to studiowałam dziennie germanistykę, każdą wolną chwile wykorzystywałam na naukę, zarywałam noce i marzyłam, żeby być tylko z mała w domu i nie mieć na głowie niczego innego ale jak tak sie potem stało i tak trwa do dziś to mam juz dość, nie widze żywego ducha całymi dniami, prócz dzieci, wobec których wychowawczo czuje się nieudolna co mnie jeszcze bardziej dobija niestety....Brakuje mi ludzi ale, niestety jestem udup........ bo nie mam swojego auta a tu troche odludzie jest....no ale licze że się w końcu dorobię auta, jakąś praca dorywczą znajde i sie poprawi a teraz zostaje prosić Boga o cierpliwość...

    pozdro
  • Aga, normalnie ktoregos dnia przyjade do Ciebie od tak.

    Rzeszow?
  • Rzeszów, Rzeszów, kochana jesteś wiem, że smęce, już nie będę, obiecujez;0

    a teraz uśmiech:):)
  • Nie smecisz!!!

    doskonale rozumiem... ok 2 lata temu bylam o krok o wyjscia z siebie bo... male dzieci, sama-obce miasto, zero znajomych, zero wsparcia, rodzina daleko, maz w pracy caly dzien, a jak wracal ... relacja miedzy nami byla zla...

    jednak czas mija... toczy sie... za rok bedzie inaczej.


    Pamietam jak kiedys zadzwonila do mnie MajaZibi. Pogadala jak z czlowiekiem. Bardzo mi wtedy pomogla, bylam przed 3 porodem. Do dzis pamietam ten telefon... jej wsparcie i serce.
  • zle napisalam to bylo 5/4 lata temu, a 2 lata temu zmienilo sie...:bigsmile:
  • ikm:
    Ja akurat rozumiem, bo mnie też w domu bez pracy ciężko wytrzymać, nudne to przebywanie w domu okrutnie i kasy z tego nie ma, i życie wydaje się bez sensu.
    To nie pracujesz w domu? Nie wiesz co robić? :shocked:
  • Przy małych dzieciach, tych pierwszych, tez mnie ciągnęło do ludzi. Teraz to oceniam w ten sposób, że tak mnie wykształcono i wychowano, że MUSZĘ pracować zawodowo. Już się z tego wyleczyłam. Ze współczuciem patrzę na realizujące się zawodowo mamuśki. Przede wszystkim to współczuję ich dzieciom.
    Podziękowali 1Katia
  • a ja właśnie nie cierpię pracować poza domem, zwłaszcza tak typowo, regularnie. Nie cierpię codziennego pospiechu, stania w korkach, stania na przystanku jak ten bałwan, bo uciekł autobus, i będę w domu pół godziny później...

    Przyznaję, nie czułabym się tak całkiem szczęśliwa, TYLKO wycierając tyłki, nosy, piorąc i gotując. MUSZĘ robić coś jeszcze. ALE - to coś jak najbardziej mogę robić w domu (mając jakieś hobby albo wykonując dorbne zlecenia), albo znajdując pracę poza domem np. 2x w tygodniu.

    Bycie większą część dnia gdzieś w jakiejś firmie bardzo by mnie unieszczęśliwiło.
  • ikm:
    [quote][cite]Bycie większą część dnia gdzieś w jakiejś firmie bardzo by mnie unieszczęśliwiło.
    A mnie wręcz przeciwnie, mogłabym w domu tylko nocować :-)[/quote]

    i myślisz, że po powrocie pranie by się samo prało i suszyło?

    poza tym, chyba pomyliłaś powołania, po prostu.
  • ikm:
    [quote][cite]Bycie większą część dnia gdzieś w jakiejś firmie bardzo by mnie unieszczęśliwiło.
    A mnie wręcz przeciwnie, mogłabym w domu tylko nocować :-)[/quote]

    no popatrz ja tez bym mogla w domu tylko nocować ...gdyby nie dzieci
    Nie wydaje ci się, że to zmienia całkowicie rzeczywistość albo inaczej ..prostuje ?
  • więc każdy ma swój krzyżyk


    co to jest krzyzyk??? :shocked:
  • kółko i krzyżyk. gra :wink:
  • Aaaaaa no tak. Dzieki Pustynna!:wink:
  • ikm:
    [quote]
    pustynny_wiatr:
    i myślisz, że po powrocie pranie by się samo prało i suszyło?poza tym, chyba pomyliłaś powołania, po prostu.
    Samo by się nie suszyło ale byłoby NA MARGINESIE a nie w centrum dnia jak teraz...
    Chyba pomyliłam powołania, ja to czuję ale - niestety nie da się tego zmienic jak źle wybranego kierunku studiów....[/quote]

    sorry, ale bredzisz. to, czy jest na marginesie, czy w centrum, zalezy od Twojego podejscia. jakbys znalazla ciekawe zajecie w domu, pranie i sprzatanie byloby takim samym marginesem, jak gdybys chodziła do pracy.
  • cos wiem o tym zajeciu w domu i mimo, ze nie mam warunkow do pelnej realizacji i caly dom jest zawalony moja praca - to naprawde kazda kobieta cos wymysli dla siebie.
  • Ikim spróbuj polubić to co masz teraz. Skąd wiesz czy byłabyś szczęśliwa pracując i wychowując małe dzieci równocześnie? Skąd wiesz, czy to co jest teraz nie jest najlepsze dla Ciebe?

    Mam nadzieje, że wyjdziesz z tej derpesji.

    Dzieci masz już podrośnięte. Poszukaj pracy. Mam nadzieje, że na nowo zaczniesz cieszyć się życiem.

    A może z mężem coś jest nie tak? Może za mało Ci pomaga? Porozmawiaj bo tak jak się Ciebie słucha (edit; czyta) to jest takie wrażenie, że masz depresje i niszczysz tym swoją rodzinę i siebie.
  • edytowano grudzień 2013
    `
  • Tak się zastanawiam - różne osoby piszą, że szukałyby pracy gdyby nie to, że nie mają co zrobić z dziećmi w tym czasie jakby pracowały (dorywczo)
    nieraz są to osoby z większych miast - niemożliwe aby w takim mieście była tylko jedna mama, która chciałaby pracować w taki sposób.

    Wystarczyłoby zatem doprowadzić do spotkania dwóch mam w takiej sytuacji, sprawdzenia czy mogą się zaprzyjaźnić i pójścia na układ - jedna mama drugiej raz w tygodniu powierza swoje dzieci nieodpłatnie a sama w tym czasie pracuje (ulotki, sprzątanie, cokolwiek) a potem zmiana i w drugi dzień inna mama.

    :wink:
  • to samo mogłoby dotyczyć takiego zwykłego wyjścia "gdzieś" - nawet raz na miesiąc czy 2 tygodnie.
    Tylko to by musiało działać na zasadzie "toka koka" - równoważnej wymiany
  • Ja sie troche wyleczylam z chodzenia do pracy. Przy moim pierwszym dziecku tak mialam, ze po 1,5 roku w domu dostawalam juz naprawde krecka i marzylam o tym, zeby do pracy w koncu isc. No i chodzilam, konczylam przy tym studia.
    Teraz pracuje na pol etatu 2-3 dni w tygodniu. Niby uklad idealny, bo i mam czas dla siebie i dla dziecka, i w pracy moge pokazac, ze nie na darmo studiowalam. Ale ja juz powoli mam dosc. Jak na razie humor ratuja mi tylko kursy ktore moge robic (jutro znow zaczynam, to juz ostatnie dwie czesci). Poza tym coraz czesciej dochodze do wniosku, ze wiecej dla dla swiata zrobilabym siedzac w domu z dzieckiem niz na meetingu jakims, albo wprowadzajac w zycie procesy.
    Jak na dzis, to wiem juz na pewno, ze z corka zostane przynajmniej 1,5 roku w domu, moze nie wroce w ogole do pracy, tylko bede cos dlubac na wlasny rachunek, oczywiscie z domu.
  • edytowano grudzień 2013
    `
  • Właśnie tak się zastanawiam ikm w jakim wieku masz dzieci???

    Widzisz ja też "siedzę w domu" tylko, ze jak usiądę na dooopę, to mi się przypomina, że coś miałam jeszcze zrobic, albo dziecko do mnie z zabawkę podchodzi, no cięzko na dooopie posiedzieć jak się jest tylko z dzieckiem.
    Powiem tak, nosiło mnie, wściekało mnie, irytowało mnie wszystko co obowiązkiem domowym jest gdy dziecko się urodziło. Brak czasu na wyszorowanie łazienki, nie na wyjście z męzem do kina, ale na wyszorowanie łazienki. Dziecko chodziło spać o 22, a wstawało po 3 nocnych pobudkach między 4:30, a 5:00 więc byłam skonana, do tego obowiązki do tego wściek, do tego myśli weźcie Go ode mnie na trochę.
    Oj głuuupia byłam głuuuupia niemożliwie.
    To minęło przystosowałam się. I jest pięknie. Błogostan.
    W miarę upływu czasu coraz bardziej doceniałam mojego synka, coraz chętniej spędzałam z Nim czas, nie z obowiązku, ale z miłości, długo mi zająło zrozumienie, że teraz On się liczy i Jego potrzeby, a ja mogę powspominać moje wyjazdy, moje studia, moje imprezy, że teraz jest Jego czas.
    I wiesz co nie wiedziałam, że ten tylko Jego czas tak szybko minie, bo mój synek niedługo skończy 1,5 roku i jest tak cholernie samodzielny, że mogę przy Nim zrobić wszystko i z Nim też. I nie chodzi już za mną krok w krok i nie ma lęków separacyjnych i nie przeszkadza jak robię obiad i bierze ściereczki jak ścieram kurze i wkłada ze mną zabawki do swoich koszy i podaje ziemniaki do obierania. Jest bardzo pomocny, a co najważniejsze dużo sam się bawi.
    Chciałam od Niego uciec jak był malutki i wróciłam do pracy na trzy popołudnia w tygodniu i wiesz co teraz bym najchętniej z tej pracy uciekła, bo nie mam ochoty wychodzić do niej i zostaiwać synka. Rozumiesz to?
    Jestem z Nim tak mocno związana, że nie w głowie mi kina, kolacyjki, opery, spacery lub wyjazdy bez Niego.
    Mój mąż i mój syn są dla mnie najważnieszymi osobami w tym ziemskim życiu i doceniam, że Pan Bóg postawił na mojej drodze tak mądrego czlowieka jakim jest mój mąż i że razem stworzylismy takie cudo, które się nazywam naszym synem.
    I modlę się, abyśmy nie musieli przeżywać odejścia któregoś z nas.

    Ikm ja Ciebie proszę Ty doceń, to czym Cię Pan Bóg obdarzył i przestań traktować dzieci jak kłody. Dziecko to dar!
  • Prawdą jest, że samotność, zamknięcie i brak możliwości pogadania z inną osobą dorosłą mogą naprawdę męczyć. To nie jest naturalna sytuacja, naturalna jest wspólnota łuskania fasoli - grupa kobiet wykonujących wspólnie jakąś pracę, doglądających dzieci i rozmawiających. To forum trochę pełni taką rolę, ale warto sobie znaleźć w okolicy koleżankę albo dwie, też z dziećmi, i się wzajemnie odwiedzać, umawiać na wspólne spacery itd. Dobrze robi wszystkim.
    Podziękowali 1Katia
  • Marcela, ja sie staralam. Srodowisko bylo trudne, albo ploty, albo patologia, albo bluzganie meza... wiec dalam sobie spokoj.

    Modlilam sie... nie chcialam poddac i... udalo sie! Tyle, ze ja raczej zawsze jak Fenix. Rozne sa charaktery... Zawsze zazdroscilam kobietom, ktore lubia samotnosc... czasami bym bardzo chciala...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.