Prawo Jazdy - wątek dla zdających, odświeżających i marzących aby je mieć! :)

edytowano grudzień 2012 w Ogólna
Chciałabym żebyśmy się powymieniali doświadczeniami, planami, radami i wszystkim innym w tym temacie. Jestem właśnie w trakcie robienia prawa jazdy kat. B i czasem chciałabym z Wami o tym pogadać. Wiem, że niektóre odświeżają swoje prawo jazdy, niektóre są w trakcie robienia :) 


Na stronie WORDu znalazłam stronę gdzie można sobie robić egzamin: http://www.grupaimage.home.pl/testy/

Mam już wyznaczony termin egzaminu, mam nadzieję, że dam radę przed zmianą przepisów (19 stycznia)? Lekko się tym stresuję,  bo choć wewnętrzną teorię zdałam bezbłędnie tak teraz zdarzają mi się błędy... 

Sama jazda jest rewelacyjna i się bardzo cieszę, że w końcu się zdecydowałam zrobić to "prawko". :)

«13456735

Komentarz

  • Gratuluję odwagi!!!! Mój mąż egzamin teoretyczny i praktyczny zdał za pierwszym razem 9 listopada i mimo swoich 40 lat jest młodym kierowcą..............
  • lidia2 ja nie mam wyjścia. Mąż jeżdzi do pracy rowerem, więc samochód stoi. A ja już z drugim dzieckiem komunikacją miejską, albo na nogach nie zajdę tak daleko jakbym chciała... :) ale mimo to moja radość jest ogromna, że się odważyłam :D
  • Taja, ja Ci mogę powiedzieć, ze ten termin Ci się udał, a jak jeszcze będą spore śniegi to tylko na plus dla Ciebie. 
    Ja zdawałam w największe śniegi i luzik ( choc ja obaw jako takich nie miałam, bo 
    :\"> bardzo długo jeździłam bez prawka, więc jeździć potrafiłam dobrze, no ale egzamin=stres, a i inaczej się jeździ na codzień i inaczej na  egzaminie ). 
    Egzaminator mnie nie popędzał a jak chciał zebym jechała szybciej, to ja mu mówiłam, ze prędkośc należy dostosować do panujących warunków na jezdni i tyle - chodziło mi ogólnie aby się najeździć zbytnio ;) a jednak odbębnić wymagany czas za kółkiem. 
    Do tego im wolniej jeździłam, miałam więcej czasu na patrzenie na znaki :D, i mniejsze prawdopodobieństwo, że wybierzemy się do ścisłego centrum.
    Z tego też powodu wybrałam sobie godzinę na egzamin coś w okolicy 14.30. Czyli czas kiedy to największe korki powstają ;)
  • Ja mam tylko pecha, że teraz jest mega natłok chętnych na egzamin. Wszyscy się boją zmian w przepisach. Także i tak jest dobrze, że udało mi się przed tą zmianą:) Tzn. o ile zdam :D 

    Czasem sobie wrzucam, że w ciąży nie powinnam takich stresów sobie fundować, ale z drugiej strony jak nie teraz to kiedy? :D
  • mój syn ma zamiar robić ale już po zmianie przepisów bo 18 ma 24 lutego
  • aj ciekawe jak to będzie... tzn ja będzie wtedy wyglądać teoria w praktyce.... 
  • Taja nie stresuj się, wieść gminna niesie, że egzaminatorzy łagodnieją jak ciężarówkę widzą. Możliwe, że sami boją się egzaminu niezdania egzaminu z pierwszej pomocy.... ale co tam motywacja, ważny skutek w tym przypadku :x
  • Jak trafisz na fajnego egzaminatora - czego Ci bardzo życzę - to zrobi wszystko abyś jak najmniej się stresowała ze względu na dzidzię :) 
    Siostrzenica męża pracuje w ośrodku szkolenia i też mówi, że takiego natłoku to nigdy nie było.
    Zresztą widać to po L-kach jeżdżących po mieście, mam wrażenie, że więcej L'ek niż normalnych samochodów ;).
    Cieszę się, że mam to za sobą. 
    Testów się nie bałam, bo miałam je tak wykute na blachę, że można mnie było obudzić  środku nocy i recytowałam je z pamięci :D Z jazdą gorzej, bo jak wspomniałam jeździłam sporo bez prawka i pewne -jak to mówił mój instruktor - naleciałości starego kierowcy, należało wyeliminować i nauczyć się tak jak jest to wymagane na egzaminach, co było najtrudniejszą sprawą. Stąd właśnie za Jego radą, taki termin i godz. egzaminu ;)
    Ja miałam też najgorszy problem z ruszaniem z ręcznego na wzniesieniu, dziś się z tego śmieję, ale jakby mi przyszło zdawać powtórnie, to właśnie tu bym oblała.
    No nie umiałam za nic się tego nauczyć, bez ręcznego nie miałam problemu ruszać nawet z większego wzniesienia. Uczyli mnie na dieslu- bo ponoć ten nie zgaśnie, cóż ja potrafiłam nawet spalić sprzęgło w dieslu :D, więc już wszyscy olali bo szkoda im było aut ;)
    Na egzaminie się udało.
    Teraz jeżdżę autem z automatyczną skrzynią więc i problemu nie mam :)

  • taa chyba, że trafię na zwolenniczkę lewactwa co to jeszcze surowiej mnie potraktuje :) ale nic to! Najważniejsze: zdać teorię a na praktycznym będzie jak będzie :D
  • @hipolit a Ty tak bez prawka to w Polsce jeździłaś?

    Mąż się śmieje, że jak chcę to mogę sobie już jeździć naszym fordem ale ja chyba poczekam aż zdam :D
  • jaki fajny wątek... :) Taju, pomęcz instruktora, cobyście pojeździli w mieście po jakichś dziwacznych skrzyżowaniach i rondach (wiesz, takie dziwactwa typu, że żeby skręcić w lewo, trzeba skręcić w prawo - mamy u nas takie cudo, a jak!). I parkowanie i wyjeżdżanie tyłem. W grudniu jeszcze masz egzamin?
















  • Nie, w styczniu. Z instruktorem przerabiamy fajnie program. Tzn. najpierw były ronda w prawo i prosto, potem w lewo i zawracanie, nietypowe ronda (np. amerykańskie i kwadratowe!!!) skrzyżowania kolizyjne, zawracanie na 3 i z wykorzystaniem infrastruktury miejskiej... a teraz będziemy ćwiczyć parkowanie :D
  • edytowano grudzień 2012
    @hipolit a Ty tak bez prawka to w Polsce jeździłaś?

    Mąż się śmieje, że jak chcę to mogę sobie już jeździć naszym fordem ale ja chyba poczekam aż zdam :D
    Tak, tzn nie tak że prowadziłam auto ze Śląska nad sam Bałtyk. Ale jak byliśmy gdzieś w Polsce czy u rodziny czy u znajomych to jeździłam po "Ich" miastach.
    Po swoim najczęściej.
    No nie było to mądre, ale uważam, że to właśnie wtedy nauczyłam się jeździć i obyłam się w ogóle z autem.
    Mam wiele znajomych, którzy uczyli się jeździć z instruktorem, zdali egzamin i potem strach jeździć i bywało, ze kupowali jeszcze sobie jazdy, coby "bezstresowo" pojeździć po mieście.
    Ja miałam fajnego instruktora ( zresztą znajomy ) i z nim też jeździłam naszym autem nie tylko L'ką.

    Czasem zabierał mnie jak musiał jechac gdzieś dalej - coś tam sobie pozałatwiać, wtedy miałam możliwość pojeździć po różnych dziwnych miastach, dla mnie całkiem obcych jeśli chodzi o jazdę, ale to też fajnie, bo zawsze coś nowego poznałam od strony kierowcy a nie pasażera.
  • O ciekawe co mówisz... że nie tylko "L" jeżdziłaś :D fajna sprawa. Mam dziś jazdę to się zapytam mojego czy robił tak :D

    Choć podejrzewam, że jak zdam to będę jeżdzić z mężem tak żeby się oswoić z naszym autem :D
  • Oj zastanów się czy mniej stresu nie będzie jak małż nie będzie widział jak traktujesz jego ukochane autko............, potem popodziwia kunszt małżowinki swojej.

    A poważnie ja tam do tej pory pomimo kilkunastu lat doświadczenia  i tysięcy przejechanych kilometrów nie przepadam jechać z mężem jako pasaźerem, inna sprawa, że jego samochodem jako kierowca też nie lubię.

  • e tam mój mąż dostanie krótką piłkę jak mnie zacznie wkurzać :D 

    a tak serio to on się doczekać nie może tego mojego "prawka". Bo ostatnio albo karmię , albo w ciąży a jak gdzieś jesteśmy to on by sobie chętnie coś wypił. A tak to lipa :D 

    mówię tu o sytuacjach wyjątkowych, imprezach, meczach czy innych :D coby mnie zaraz nikt nie zrozumiał źle :P
  • Mogę się podpisac pod tym co napisała @joachm :D niestety

  • Taja, to u nas chyba podobnie.
    Mam wrażenie, ze moje prawko nie jest po aby mi było łatwiej tylko po to aby Jemu było lżej :D

    Mój ględził do zcasu, póki pieszo nie musiał wracać do domu po tym jak się zatrzymałam, otworzyłam drzwi i ssssssyknęła brzydkie słowo na S ;)
    No czasem Mu się jeszcze zdarzy coś chcieć powiedzieć, ale w połowie zdania gryzie się w język bo ja zaczynam syczeć.
    Ale też pamiętliwa jestem i lubie  Go powkurzać, kiedy On prowadzi, zaczynam ględzić tak jak kiedyś ON.

  • Dziś mówię instruktorowi, że egzamin mam 7 stycznia o 13:45 a ten narzekanie włączył, że korki, że ciemno, że zima itd. i mnie wkurzył.... ale za to dziś całkiem nieźle mi szło :D choć śnieg zasypał linie na drodze i widoczność słaba :D
  • @Taja, też jestem zwolennikiem zdawania w zimie. Ja zdałam za pierwszym razem. Były wielkie zaspy. Chłopak przede mną w jedną wjechał i też zdał. Litościwy egzaminator nam się trafił. Jeździłam wtedy mocno kiepsko, ale chłop kazał się za siebie modlić, bo grzesznik z niego i puścił z prawkiem :) jedyny minus taki, że mam terminowe, bo nie skłamałam, że mam zdrowy wzrok, a podczas wizyty lekarza w szkole miałam soczewki więc była szansa, że nie zauważy. A okulista mi nie chciał dać świstka o niepostępującej wadzie i teraz co 5 lat 300 zł za przedłużenie (mówię o kwocie łącznej, lekarz medycyny pracy, okulista, opłata w urzędzie).
  • Kurs skończyłam 10 lat temu.Ze strachu nie podeszłam do egzaminu.A później olałam temat. I teraz marzy mi się prawko,M.  wyjeżdża w delegację a autko stoi.No a ja z dzieciaczkami na piechotę.Tylko teraz się okrutnie boję,że nie dam rady :| 
  • Hejka, też zdawałam w zimie, ale jak był mróz i oblodzenie to w ogóle nie ruszyłam na pierwszym egzaminie, na drugim skręciłam ze środkowego pasa w lewo zdaje się. Udało się za trzecim i mimo, że mam minusy i postępującą wadę, to mam bezterminowe. Tylko egzaminator przestrzegał, żebym jeździła w okularach i unikała jazdy po zmroku.

    Zdawałam bardzo dawno temu

    hm 24 lata temu

  • @Predi mi w ciąży wzrok się pogarsza i lekarz medycyny pracy dała mi zaświadczenie chyba na ładny brzuch! ;) To jest dopiero wkurzające, bo są dni kiedy mam gorszą kondycję więc od razu słabiej widzę - okularów nie założysz, bo przecież skąd i się męczę :)

    Ale te 300 zł! nie byłabym zadowolona 
    /:)
    Ja mam wizję, że nie zdam na mieście i trzeba będzie dokładać do interesu (jeszcze nie wiem skąd) :D
  • Hejka, też zdawałam w zimie, ale jak był mróz i oblodzenie to w ogóle nie ruszyłam na pierwszym egzaminie, na drugim skręciłam ze środkowego pasa w lewo zdaje się. Udało się za trzecim i mimo, że mam minusy i postępującą wadę, to mam bezterminowe. Tylko egzaminator przestrzegał, żebym jeździła w okularach i unikała jazdy po zmroku.

    Zdawałam bardzo dawno temu

    hm 24 lata temu

    I przyznaj się kiedy ostatnio jeździłaś :P 
  • Ha, już mówię na Suwalszczyźnie na polnych drogach w 1997 roku w wakacje

    acha, chyba jeszcze z Tatą na prostej przed Lidlem, ale bałam się jak nie wiem i stresowałam, zwłaszcza, ze Tato siedział obok i wiedziałam, że mu zależy

    aby do wiosny

    Bóg da, to ruszę

    :D
  • edytowano grudzień 2012

    Acha i jechałam kiedyś w Danii dużym autem po wąskiej drodze leśnej, ale to było w 1989 roku

    Miało się kiedyś to ciekawe życie

  • @Taja, ja to zdanie za pierwszym razem wybłagałam u śp. mamy, poprosiłam, żeby mi to jakoś załatwiła, bo ja na więcej podejść kasy nie mam. No i poszło :)
  • Ja mam takie wrażenie, że by mi temperament nie pozwolił mieć prawko, samochód  nieużywany i nie jeździć :) 

    Ale co? Planujesz wsiąść i jeździć czy wykupić jakieś jazdy doszkalające i wtedy?
  • A ja zdawałam "na blondynkę"...zwłaszcza teoretyczny, z budowy silnika, bo taki też kiedyś był...zdawałyśmy z siostrą cioteczną. Loki blond sobie zrobiłam, makijaż, biały sweterek i weszłam z dwoma panami - wchodziło się trójkami...
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.