Dla wrażliwców :)

Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata
za niepewność wśród jego pewności
Bądźcie pozdrowieni
za to, że odczuwacie innych tak, jak siebie samych

Bądźcie pozdrowieni
za to, że odczuwacie niepokój świata
jego bezdenną ograniczoność i pewność siebie

Bądźcie pozdrowieni
za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego brudu świata
za wasz lęk przed bezsensem istnienia

Za delikatność nie mówienia innym tego, co w nich widzicie

Bądźcie pozdrowieni
za waszą niezaradność praktyczną w zwykłym
i praktyczność w nieznanym
za wasz realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego

Bądźcie pozdrowieni
za waszą wyłączność i trwogę przed utratą bliskich
za wasze zachłanne przyjaźnie i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami

Bądźcie pozdrowieni
za waszą twórczość i ekstazę
za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego, co być powinno

Bądźcie pozdrowieni
za wasze wielkie uzdolnienia nigdy nie wykorzystane
za to, że niepoznanie się na waszej wielkości
nie pozwoli docenić tych, co przyjdą po was

Bądźcie pozdrowieni
za to, że jesteście leczeni
zamiast leczyć innych

Bądźcie pozdrowieni
za to, że wasza niebiańska siła jest spychana i deptana
przez siłę brutalną i zwierzęcą

za to, co w was przeczutego, niewypowiedzianego, nieograniczonego

za samotność i niezwykłość waszych dróg

bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi..

Kazimierz Dąbrowski (1902–1980) – polski psycholog, psychiatra i filozof
Podziękowali 2Mle Subiektywna
«13

Komentarz

  • "Nie bądź rozlazły, miękki! — Najwyższy czas pozbyć się tego osobliwego współczucia, jakim darzysz samego siebie."

    św Josemaria Escriva "Droga"

    :D
    Podziękowali 2Katia Rogalikowa
  • @TecumSeh
    Samego siebie - owszem..
    Zresztą tu nie ma mowy o sobie.

    Chodzi o bliźnich, o tych Nadwrażliwych.
    Mam wielki szacunek dla ich bólu. Tylko tyle.
  • @Olesia - rozumiem Cię. Też mam, bo sam byłem "nadwrażliwy" przez większość życia, sam też lata temu wręcz pokochałem ten wiersz.

    Tyle że jedyne skuteczne wyjście z zaklętego kręgu problemów osoby "nadwrażliwej" to właśnie to zaproponowane przez św Josemarię. Przy czym to co ja przytoczyłem to ta łagodniejsza wersja, jest parę zdań mniej delikatnych że tak powiem.

    Ale jest coś co jest mega (po)mocne i skuteczne - ale nie jest to lekka i przyjemna lektura. "O naśladowaniu Chrystusa" - ale do niej trzeba podchodzić co najmniej kilka razy w życiu.
  • edytowano kwiecień 2016
    Znam, cenię, powracam co jakiś czas.
    Nadal jestem wrażliwcem. :)

    Edit: "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza A Kempis to lektura, która mnie w znacznej mierze ukształtowała już jako młodą dziewczynę. :)
  • Artyści są nadwrażliwcami i bardzo z tego powodu cierpią ale jak świat wyglądałby bez artystów.

  • Czy cierpieć to grzech?
  • No właśnie!
  • @Katarzyna - nie grzech, ale jeśli cierpienie można wyeliminować to warto to zrobić:)
    Artyści to inna brożka, ale jeśli z dołów nadwrażliwca nie wynika nic dobrego to lepiej się jednak odrobinę uodpornić:)

    @Olesia - no to szacun - ja trafiłem na nią ok 20 roku życia ale po prawdzie to niewiele wtedy z niej zrozumiałem. W zeszłym roku przeczytałem ją po raz bodajże czwarty - i chyba zrozumiałem najwięcej jak dotąd. Proces kształtowania chyba się dopiero zaczyna:)
  • edytowano kwiecień 2016
    Mnie zachwyciła radykalność.
    Edit: co.poradzę... ;;)
  • Ale po co coś poradzić? Dobrze jest:)
  • @TecumSeh - jeśli cierpienie należy eliminować, to dlaczego wielu świętych celowo się umartwiało? Błąd?
  • Ale to właśnie eliminacją cierpienia zajmuje się 3/4 ludzkości..
  • @Katarzyna - rozważamy teraz dwie różne sprawy.
    Umartwianie się, to szkoła charakteru, cnót, itp. Jest ono celowe i dobrowolne - i jak pisał Jan Paweł II, ma ono swój cel, a nie jest celem samym w sobie.

    Cierpienie z cyklu choroba, czy to ciała czy duszy, jeśli może być wyleczona, to należy to zrobić bezwzględnie. Jezus uzdrawiał, apostołowie również, chyba nie potępimy medycyny za wyzwalanie z cierpienia ?

    A skoro można i trzeba leczyć choroby ciała, to dlaczego nie duszy?
  • Pozostaje pytanie, czy wrażliwość, jest chorobą?
    Odbieram świat emocjonalnie intensywniej niż inni ludzie, ale przy odpowiednim stopniu dojrzałości mogę robić to świadomie i dobrowolnie (w pewnym stopniu nawet celowo). Cierpię, ale to cierpienie ma sens, bo prowadzi do głębszego zrozumienia bliźniego.
    Nadmierna wrażliwość nie musi się sprowadzać wyłącznie do nadwrażliwości na własnym punkcie. To charakteryzuje osobę niedojrzałą. Wrażliwość u osoby dojrzałej, choć wiąże się z cierpieniem, może mieć bardzo pozytywne owoce - np. w formie zaangażowania w działalność filantropijną.
    To było moje zdanie. Można się z nim nie zgadzać ;-)
  • Wrażliwość nie jest chorobą, jest wręcz pożądana, ale nadwrażliwość - może nie jest chorobą, ale niczym dobrym. To znaczy niczym dobrym dla kogoś kto tę cechę posiada.
    Jeśli masz pewien stopień dojrzałości, czy innymi słowy, po prostu sobie radzisz - to ok. Oczywiście że nadwrażliwość na własnym punkcie cechuje osobę niedojrzałą, ale to się z niczego nie bierze - w dużym uproszczeniu taka nadwrażliwość na własnym punkcie to efekt jakichś niedostatków emocjonalnych, ciężkich przeżyć itp. I to trzeba leczyć.
  • W kwestii leczenia:
    Czy grzechem jest odmowa skorzystania z potencjalnie skutecznej terapii, gdy chory ma świadomość, że przy braku leczenia najprawdopodobniej wkrótce umrze?
    Czy grzechem jest chcieć umrzeć?
  • Moim zdaniem tak - jest to przeciw 5 przykazaniu.
    Sama chęć śmierci nie jest grzechem, ale dzialanie do niej prowadzące ( choćby przez zaniechanie) już tak.
  • Na moje również tak. 
  • Jak bardzo wątpliwa musi być skuteczność terapii, by jej zaniechanie nie było grzechem?
  • Pewna moja babcia, na moje ludzkie oko prawdziwie święta osoba, modliła się o śmierć. Była wiekową osobą, ale nie schorowaną, i raczej nie cierpienia fizyczne ją do tego motywowały. Ona już bardzo tęskniła za Panem Jezusem.
    Zdaje mi się, że czasem zapominamy, że to nasze ludzkie życie na ziemi nie jest celem samym w sobie. Może nasze spojrzenie jest trochę skażone dzisiejszym światem, w którym trzeba leczyć się za wszelką cenę? Zdaje mi się, że dla wielu świętych to nie był życiowy priorytet.
    A z nadwrażliwością jest trochę jak z szóstym zmysłem. Myślę, że ona może być darem. 


    Podziękowali 2Ojejuju Katia
  • To chyba pytanie do etyków i filozofów?
    Przynajmniej na tym poziomie abstraktu, jakim operujesz.
  • W kwestii wrażliwości - uważam, że zbyt często mianem nadwrażliwości określa się po prostu wysoką wrażliwość. Moim zdaniem to bardzo istotne rozróżnienie - nadwrażliwość a wysoka wrażliwość.
    Ja sama jestem osobą bardzo, naprawdę bardzo wrażliwą - dotyczy to sfery psychicznej oczywiście, ale też częściowo fizycznej (np wysoka wrażliwość na bodźce dźwiękowe i wizualne). Ma to swoje minusy - częściej jestem zmęczona, wieloma sprawami zbyt się przejmuję itd., również bywam zbyt przeczulona na własnym punkcie. Ale z drugiej strony widzę w tym ogromne bogactwo, właśnie dzięki temu, że jestem tak wyczulona zarówno na to, co na zewnątrz, jak i to, co dzieje się w moim wnętrzu. 
    Bycie wysoko wrażliwym wcale nie oznacza rozlazłości i miękkości. Wydaje mi się, że często jest wręcz odwrotnie: trzeba znaleźć w sobie bardzo dużo siły, hartu ducha, czy jak to inaczej nazwać, by będąc tak wrażliwym, funkcjonować możliwie sprawnie we współczesnym świecie, który chociażby niezwykle dużą ilością bodźców i zmian nie sprzyja ludziom wrażliwym.
    Bardzo mnie bawi, gdy jako wolontariuszka hospicjum słyszę: "ja to bym nie mogła/nie mógł tak jak ty, zbyt wrażliwy jestem". Bawi i smuci, bo to pokazuje, że wrażliwość utożsamiana jest często ze słabością i nieumiejętnością radzenia sobie z emocjami, a to przecież nie tak, te rzeczy mogą się łączyć, ale nie muszą. Zawsze odpowiadam wtedy, że w takich miejscach wrażliwość jest niezbędna, bo bez niej nie da się skutecznie pomóc człowiekowi.
  • Katarzyna powiedział(a):
    Jak bardzo wątpliwa musi być skuteczność terapii, by jej zaniechanie nie było grzechem?
    Katechizm mówi (oczywiście mówimy o działaniach, które nie skutkują bezpośrednio śmiercią):
    "Zaprzestanie zabiegów medycznych kosztownych, ryzykownych, nadzwyczajnych lub niewspółmiernych do spodziewanych rezultatów może być uprawnione."

    Ale ocena pozostaje w gestii pacjenta przecież; można go przekonywać, ale jeśli jego ocena jest taka, że nie ma sensu walczyć, to co mu zrobisz? Postraszysz go piekłem, bo naukowcy oszacowali statystyczną skuteczność terapii na 10% i Twoim zdaniem jest współmierna do rezultatu? 
    Podziękowali 1Katarzyna
  • Czytałam książkę o wysoko wrażliwych dzieciach. Nie po drodze z nimi dzisiejszemu światu. Jednak gdy je dobrze prowadzić, fantastycznie się wychowują. Zapamiętałam że lubią od razu dobrze wypaść, bez błędu. U nich obserwacja poprzedza, akcję. Stąd stereotypy o wycofaniu itp. Za to wielu głupot rówieśników nie powielaja.
  • Moim zdaniem czasem kurczowe trzymanie się życia jest większym grzechem niż zaniechanie terapii. Czasem jest to niepogodzenie sie z własną śmiertelnością. To wszystko nie jest takie proste jak by się chciało. 
    Podziękowali 1Mle
  • Katarzyna powiedział(a):
    W kwestii leczenia:
    Czy grzechem jest odmowa skorzystania z potencjalnie skutecznej terapii, gdy chory ma świadomość, że przy braku leczenia najprawdopodobniej wkrótce umrze?
    Czy grzechem jest chcieć umrzeć?

    Uważam że to zbyt ogólnie postawione pytanie, by można na nie jednoznacznie odpowiedzieć. To zależy. Od wielu czynników. 
    A ostatecznie to Pan Bóg będzie sądził. On jeden wie najlepiej co powodowało chorym, czy to była w pełni świadoma decyzja i dlaczego taka, czy na przykład rezygnacja nie wynikała ze zmęczenia i niemocy, braku sił i odpowiedniego wsparcia otoczenia.

  • Kiedyś w wątku o Alfim przytaczałem wypowiedź Piusa XII (w sumie dość szokującą pragmatyzmem).

    [obowiązek leczenia] wymaga zastosowania tylko środków zwyczajnych (zależnych od okoliczności, osób, miejsca, czasu, kultury,) tzn. środków nieobarczających żadnym nadmiernym ciężarem ani siebie samego, ani kogokolwiek innego. Surowsze zobowiązanie byłoby dla większości ludzi zbyt ciężkie i  uczyniłoby zbyt trudnym zdobywanie wyższych i ważniejszych dóbr.
    Życie, zdrowie, cała doczesna aktywność są w rzeczy samej podporządkowane celom duchowym. Skądinąd nic nie zabrania czynić więcej, aniżeli to, co jest ściśle konieczne dla utrzymania życia i zdrowia, pod warunkiem nie sprzeniewierzenia się ważniejszym obowiązkom.

    [...] 
    na pierwszą część tego pytania trzeba odpowiedzieć twierdząco, zatem można odłączyć respirator u żyjącej osoby, nawet jeśli jej następstwem będzie zgon pacjenta. Gdyby jednak nie udzielono jeszcze choremu sakramentu, trzeba się starać o podtrzymanie oddychania do chwili spełnienia [świętego obrzędu].
    Podziękowali 1mader
  • Zelia Martin świadomie zrezygnowała z operacji choć uważała że ma jeszcze zadania do wykonania na tym świecie , Teresa miała zaledwie cztery latka , a do tego sama Zelia uważała że trudna Leonia bardzo jej jeszcze potrzebuje.
    Stosowała zalecone leki i zabiegi, ale przede wszystkim zdawała się na wolę Bożą.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.