Letnisko

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kupnem działki letniskowej, gdzie mogłabym z dziećmi spędzać lato.

Oczami wyobraźni widzę to tak: 

Całe lato spędzamy wśród lasów i jezior, mamy naszą przystań rodzinną. Dzieci czują się tam u siebie. Biegają boso i rozczochrane, znają wszystkie leśne ścieżki, chodzą po drzewach, jeżdżą na rowerach, szukają jagód, wskakują do jeziora z gałęzi. Ja mam swój ogródek pełen kwiatów, hamak zawieszony wśród drzew, werandę, na której podaję dzieciom kompot a wieczorem z mężem piję wino i słucham cykania świerszczy.

Niektórzy mówią jednak, że wygląda to raczej tak:

Zimą wszystko niszczeje, zalęgają się robaki i myszy. Wiosną każdą wolną chwilę trzeba spędzać na karczowaniu, koszeniu i naprawianiu dziurawych rur. Latem mamy juz tak dosyć, że w ogóle nie chce nam się tam jechać, zwłaszcza, że w sumie nudno, lepiej wyskoczyć gdzieś, gdzie jeszcze nie byliśmy. Nie mówiąc o dorastających dzieciach, które nie chcą słyszeć o siedzeniu w głuszy, bo dla nich to jak obóz karny.

A Wy? :)


«1

Komentarz

  • edytowano 29 maj
    Ja nie wyobrażam sobie jeździć co roku w to samo miejsce. 
    Moi rodzice mieli działkę (mama czasem tam bywa) , fakt, że nie w głuszy, bo pod Warszawą, ale ze 20 lat tam nie byłam. 
    To dobre dla małych dzieci, ale potem może każdego znudzić. 
    Podziękowali 2Joannna E.milia
  • Wersja druga zgodna z prawdą niestety. U nas "letnisko" zaczęło mieć rację bytu (acz nie dla nas) jak teściowa przeszła na emeryturę i tam się przenoszą w końcu kwietnia i rezydują do listopada. W wakacje z naszymi chłopakami, którzy jednak już od jakiegoś czasu jęczą na zabitą wiochę i brak rozrywek i kolegów.
    Podziękowali 4Bagata Monika73 MartaB Nika76
  • To my mamy tak caly czas.
    Zabita wioche bez jakiegokolwiek sklepu rozrywka to nie wiem. 
    Plac zabaw z dwiema huśtawkami. 
    Rzeka i ptaki tak śpiewają że obudzą. 

    Podziękowali 2Bagata wiesia
  • edytowano 29 maj
    @Daga ; coś kojarzę, że Ty się zdeydowałaś na "letnią rezydencję". Podzielisz się wrażeniami?
  • Do drugiej wersji należy jeszcze dodać ryzyko włamań, kradzieży i wandalizmu podczas nieobecności. Firmy ubezpieczeniowe nawet nie bardzo chcą ubezpieczyć takie letniska. Za duże ryzyko.
    Ale oczywiście są i zalety własnego kawałka na ziemi. I ryzyko sens ma o ile jest to blisko miejsca zamieszkania i w atrakcyjnym miejscu. Godzina drogi to max. Inaczej raczej nie będziecie tam pewnie często bywać bo zawsze jest 1000 spraw do załatwienia w domu. A tak to i mąż podjedzie po pracy. Ale jeśli odrzuca Was od karczowania, remontów, koszenia itd. itp. to dajcie sobie spokój. 
  • Tu k. nas różne domki narazie włamania się skończyły.
    A@Bamidu dobrze radzi godzina drogi to max.
    Nawet jeszcze bliżej bym radziła. 
    To zawsze czas stracony na jazdę i kasa na paliwo. 
    A w tym czasie można mnóstwo rzeczy zrobić. 
    Podziękowali 1wiesia
  • Mamy działkę , godzinę drogi od domu.
    O ile mając nieszkolne dzieci , mieszkałam tam 8 lat prawie od kwietnia do października.
    I ten czas gdy dzieci nie chodzą do szkół i przedszkoli a matka jest w domu to idealny na taką inwestycję. ( nasza po zmarłym teściu) 
    Sadzilam warzywa i owoce i kwiaty.
    Ale , byłam na miejscu od siania do zbiorów.
    Gdy dzieci poszły do szkoły , tylko wakacje , a i to nie całe .
    Od kilkunastu lat stoi zarośnięta, z czasem przestaliśmy po prostu jeździć.
    Domek za mały , stary , okradziono nas dwa doszczętnie. Z roku na rok .

    Ma prawa działki budowlanej  B)

    Podziękowali 2Bagata Monika73
  • Moi znajomi mają dom i działkę nad morzem, a mieszkają pod Warszawą. Mają 6 dzieci i spędzają tam całe wakacje, wszystkie święta i dłuższe weekendy.

    Dla mnie to za daleko, ale im to odpowiada. Nad morzem nie ma nudy, więc fajnie w sumie.
    Podziękowali 2Bagata aga---p
  • Oo właśnie @Joannna ;, w nad morzem  mamy sporo znajomych , którzy mieszkają w Warszawie na stałe, a tam mają domki letniskowe i spędzają tam całe wakacje , i niektórzy wolne długie weekendy , sylwestra i święta.

  • No właśnie.
    Z jednej strony dobrze, żeby było blisko. A z drugiej mazowiecka wieś mnie jakoś specjalnie nie pociąga, co innego znaleźć jakieś naprawdę piękne miejsce nad wodą.
    Podziękowali 3Monika73 E.milia Joannna
  • Ja się nad morzem trochę nudzę, za to Mazury - super. Żagle, kajaki, kąpiele w jeziorze, rowery.
  • W piachu nad morzem to jest dobra myśl, może zielskiem nie zarośnie... ;)
  • edytowano 29 maj
    Ja mieszkam nad morzem a działkę mamy... nad jeziorem. 20 min drogi. Piękne miejsce. Swego czasu mieliśmy tam budować dom ale jak dzieci poszły do szkoły to okazało się, że wożenie ich wszędzie to bez sensu. Domku letniskowego nawet nie stawialiśmy - stał szpetny dość kontener z najpotrzebniejszymi niewiele wartymi rzeczami, jakieś szpadle, grabie, ciuchy na zmianę, stolik, daszek, itp. Co rusz się nam do niego włamywali. Tragedia. W końcu kontener oddaliśmy, żeby się nie denerwować. Póki dzieci były małe robiliśmy tam czasem imprezy plenerowe. Od kilku lat zajeżdżam najwyżej po drodze zobaczyć jak pięknie zarasta... Może na emeryturze się tam przeniosę... Matczynej...  :D :D :D
    Podziękowali 2wiesia In Spe
  • wiesia powiedział(a):
    W piachu nad morzem to jest dobra myśl, może zielskiem nie zarośnie... ;)
    Niestety zarasta
  • edytowano 4 czerwiec
    Bagata powiedział(a):
    Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad kupnem działki letniskowej, gdzie mogłabym z dziećmi spędzać lato.

    Oczami wyobraźni widzę to tak: 

    Całe lato spędzamy wśród lasów i jezior, mamy naszą przystań rodzinną. Dzieci czują się tam u siebie. Biegają boso i rozczochrane, znają wszystkie leśne ścieżki, chodzą po drzewach, jeżdżą na rowerach, szukają jagód, wskakują do jeziora z gałęzi. Ja mam swój ogródek pełen kwiatów, hamak zawieszony wśród drzew, werandę, na której podaję dzieciom kompot a wieczorem z mężem piję wino i słucham cykania świerszczy.

    Niektórzy mówią jednak, że wygląda to raczej tak:

    Zimą wszystko niszczeje, zalęgają się robaki i myszy. Wiosną każdą wolną chwilę trzeba spędzać na karczowaniu, koszeniu i naprawianiu dziurawych rur. Latem mamy juz tak dosyć, że w ogóle nie chce nam się tam jechać, zwłaszcza, że w sumie nudno, lepiej wyskoczyć gdzieś, gdzie jeszcze nie byliśmy. Nie mówiąc o dorastających dzieciach, które nie chcą słyszeć o siedzeniu w głuszy, bo dla nich to jak obóz karny.

    A Wy? :)


    Pierwszy akapit: tak, dokładnie tak jest
    Drugi akapit: robaki się nie zalęgają
    na myszy rozkłada się trutki

    karczowanie robisz jeśli zapominasz o koszeniu
    kosić trzeba na wiosnę co dwa tygodnie potem co trzy.
    żadne rury się nie dziurawią
    mieć działkę jest bardzo dobrze
    my mamy. trzeba mieć działkę blisko mieszkania (ale nie za blisko bo ci będą znajomi się zwalali co tydzień na grilla. Tak godzina samochodem to bezpieczna odległość.
    Dobrze skomunikowaną - my mamy zarówno dojazd samochodem jak i pociągiem.
    Najlepiej jak jest to działka koło działki gdzie ktoś mieszka na stałe - my tak mamy - rodzina po sąsiedzku.

    No i kogoś kto wam tą działkę "obrabia" jak was nie ma. My mamy pracowitego teścia.

    Podsumowując mamy działkę idealną, bo na działkę typu "dziura gdzieś tam" nigdy bym się nie zdecydował.
    Nasza działka to właśnie mazowiecka wieś, co chcesz od niej? Puszcza obok, rzeka, zapach siana, ptaki świerszcze. Rewelacja.
    A woda? Mamy duży basen. Rzeka z kąpieliskiem, zalew z plażą. 
    Podziękowali 2Monika73 Bagata
  • Ach ten aromat mysiego truchła po powrocie  ;)
  • edytowano 4 czerwiec
    @Prayboy, a zdradzisz, w których rejonach Mazowsza jest tak fajnie? 
    Powiedz jeszcze, bo masz nastoletnie dzieci, one też się tam dobrze czują? Nie nudzą się?
  • edytowano 4 czerwiec
    nie nie nudzą, sporo czasu spędzają w domku na górze (mają swój stryszek) i czytają, rysują, obrabiają telefony (nastolatki) bawią się klockami (10 cio latek), jak jest basen w lecie to siedzą w basenie, czasem (już coraz rzadziej) skaczą na trampolinie. Leżą na hamaku i czytają. Grają w badmintona, chodzą na rower, hulajnogę rolki na boisko (jest stadion obok). Ringo, takie tam. Ale jak się ich nie aktywizuje to się nawet nie nudzą. Fajnie jest tak pod Skierniewicami. Wiadomo że nastolatki mają już swoje sprawy, ale jeszcze chętnie jeżdzą.
    Podziękowali 2Bagata Monika73
  • myszy jak zdychają to ta trutka tak działa że mysz wysycha na centymetrową kupkę i nie śmrdzi truchełko, ale jeszcze żadna nie zdechła - myszy wchodzą na jesieni do domku, a my wtedy zamykamy drzwi po prostu, żadna nie weszła i nie zdechła. Domek jest szczelny. 
  • Do drugiego obrazu dodalabym plagę kleszczy. Mieszkam na wsi, z tyłu za stodołą mam rzekę, trawa jest tam koszona rzadko, mąż tylko tam wejdzie (mamy tam kompostownik) a już zasuwają po nim kleszcze, do tego woda to plaga komarow, jest hardcorowo:) 
  • edytowano 4 czerwiec
    Co do komarów przy wodzie i lesie i krzakach wszelakich to zgoda a kleszcze to sprawa indywidualana. One chyba  jednych lubią bardziej a innych nie cierpią. Zarówno ja jak i moi panowie nigdy, nawet raz nie mieliśmy kleszcza a moja mama tylko na chwilę poszla w nasze zarośla nad wodą (gdzie dzieciaki bawiły sie notorycznie, bo zrobili tam  bazę-szałas) i jak wróciła wyciągnela z siebie kilkanaście...
  • Z tym koszeniem - u nas koło domu trawa wyrosą w ciągu ostatnich dwóch tygodni kiedy padało a myśmy nie mieli czasu na koszenie na pół metra i więcej z bezpiecznej wysokosci 15 cm, ta cześć którą udał mi sie wykosić tez bujnie podrosła. A kleszcze przynosza zwierzaki, choc fakt faktem są okresy wysypu i mniejszej intensywności, może zwiazane z opryskiem drzewek na robale?
  • edytowano 4 czerwiec

    @Bagata    ; jasne:)

    Rzeczywiscie kiedy dzieci były małe, oprócz wyjazdu na wakacje zawsze wynajmowaliśmy na lato letnisko.

    8 lat temu kupiliśmy nieduży domek 70 m z dużą działką (Chłopcy byli w wieku 10,9 i 7, a Mary miała rok)

    Wszystko sobie sukcesywnie remontowaliśmy i rzeczywiście jeździliśmy tam pierwsze lata na całe lato (plus zawsze jakiś wyjazd)

    Dziś skłaniamy się do sprzedaży, choć nie ukrywam- trochę nam szkoda:(  Miejsce fajne, dużo pracy włożyliśmy (głownie mąż i teściowie)

    Chłopcy są u skraju dorosłości, mają zajęte całe wakacje i praktycznie ich tam nie ma

    Mary sama się nudzi, wiec głownie gościmy kogoś i wtedy trochę jesteśmy

    Dodatkowo pracuję w jeszcze piękniejszym miejscu, mamy tam możliwość przenoszenia się na lato i tym samym bycie z naszymi podopiecznymi.

    I w zeszłym roku właściwie tam siedziałam z M ( w miejscu pracy), a K dojeżdżał

    Bardzo odpoczęłam (np. od gotowania i sprzątania;)


    Jak bym miała doradzać?...to  jak dzieci małe pewnie warto!

    I potem pewnie jak już dorosłe we własnych rodzinach- też warto.

    Ale wiadomo- to tak jak z domem pod miastem-plusy dodatnie i plusy ujemne;)


    Podziękowali 1Bagata
  • Pośrednią opcją jest zakup domku na dawnym ośrodku wczasowym. O całość terenu dba zarządca, jest ochrona cały czas i nie ma włamań, jest plac zabaw i dzieci mają towarzystwo, można wynająć jak nam się znudzi. Ma też sporo wad bo nie przeprowadzisz się raczej na stałe bo to domki letnie. Byłam na takim ośrodku i mi się nawet podobało.
    Podziękowali 1Bagata
  • Rodzice niegdyś kupili i sprowadzili na wlasna dzialkę "bude" /domek z takiego ośrodka i całe lata mieszkaliśmy w ramach sezonu leteniego. Potem obok mając zaplecze w postaci tego domku zbudowali murowany dom. No i teraz mają dom na wsi na emeryturę.
    A my tam czasem jeździmy ze swoimi dziećmi. Czyli to przedsięwzięcie ma 30-40 lat.
    Ale cienie też są... złodziejstwo, konieczność z doglądania bo mróz, bo zniszczenia przez zwierzęta... no różne wyzwania. Dobrze żyją z Gospodarzami to też jest wsparcie; w razie nagłej sytuacji telefon i się załatwia zdalną pomoc.
    Podziękowali 1Bridget
  • Chyba ciężko doradzac, zależy co lubicie, jak spędzacie czas. Nasi dobrzy znajomi dostali działkę z domkiem, blisko lasu nad jeziorem. 
    Fajne miejsce, wiele razy jezdzilusmy na weekendy.
    Maja 3 dzieci, a znajoma jako nauczyciel ma wolne wakacje.
    Ku mojemu zdziwieniu koleżanka wolala siedzieć w domu, z dziećmi  w mieście w wakacje, niż na działce, bo jej się tam nudzi... po maksymalnie 3 dniach ma już dość i wraca. Ona lubi ruch, zmiany.
    Obecnie są na etapie sprzedaży...
  • A u nas nikt nie miał kleszcza jednego.. te tematy kleszczowe to egzotyka dla mnie. Ja w życiu miałam dwa razy nienapite z fury siana i raz napitego z Bieszczad. Ale to w dzieciństwie 
  • Ja nie musiałam chodzić po trawie i lesie żeby złapać kleszcza. Wystarczyło, że usiadłam na ławce przy boisku. 
    Podziękowali 1Nika76
  • Mój mąż złapał w centrum miasta jadąc ulicami na rowerze. :) 
    Napity był nieźle ( kleszcz)  
    W dodatku mąż myślał , że mu się jakiś pryszcz zrobił 
    Na torsie siedział ( kleszcz) 
    Czyli jakimś cudem wpadł pod t-shirt podczas jazdy rowerem 
  • Właśnie czytam że przyjmowanie witaminy B nadaje skórze zapach odstraszający kleszcze i komary. Jest taka w sprayu dla dzieci. Jedna pani mi poleciła bo dziecko codziennie łapało i pomogło.
    Podziękowali 1Nika76
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.