Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Ancilla

24

Komentarz

  • To jest lepszy myk - ksiazke napisala jej rzekoma tlumaczka, realia wsi polskiej sa rozpoznawalne. A Dmochowska nie byla ani wiesniaczka, ani uboga, ani prosta kobieta. Wyksztalcona, ogarnieta, obyta, choc faktycznie matka kilkorga. I nie wiem, czemu zechciala swoje wnioski wepchnac w te sentymentalna forme. 
  • edytowano wrzesień 2018
    Ten klimat jest dość popularny u matek wielodzietnych
    Ten rodzaj uniesienia, smutku i tego czegos czego w tej chwili nazwac nie umiem.
    Taki dziwny sposob na zycie , w oparach odlotu sztucznie kreowanego .


  • Mam podobne odczucia, jakby to ująć dla mnie takie egzaltowane pokorą jest formą pychy.


  • Autorka urodziła się w 1909, więc stylowi czy formie się nie dziwię - tak jeszcze wtedy niektórzy pisali.
    Gdyby to była współczesna pisarka - to już inaczej.
    Podziękowali 2mammamia Gosia5
  • edytowano wrzesień 2018
    kawusiowa powiedział(a):
    Autorka urodziła się w 1909, więc stylowi czy formie się nie dziwię - tak jeszcze wtedy niektórzy pisali.
    Gdyby to była współczesna pisarka - to już inaczej.
    Gdyby to wspòłcześnie napisała wiecznie pojękując i mając doły psychiczne to wysłaliby ją na terapię do psychologa lub zdiagnozowaliby depresję. Teraz to się na szczęście leczy wtedy niekoniecznie. A jak chłop ją unieszczęśliwał, to teraz nawet KK zaleca separację. Podsumowując- teraz są dużo fajniejsze czasy i możliwości dla takich nieszczęśliwych kobiet.
  • J2017
    Nie wszystkie chłopy są idealne. Można kochać takiego co daje trochę w palnik ale żeby separacja... To jest właśnie nowoczesne myślenie.... 
    Podziękowali 1ori
  • brakuje mi takiego poczucia radości chrześcijańskiej w tym co przeczytałam
    tekst przytłacza mnie, choć jest taki życiowy
    często czuję się jak ta autorka : w kościele  prawie nie słyszałam co ksiądz mówi bo trzeba było ogarniać maluchy, pozmywane naczynia znów brudne i nikt oprócz mnie tego nie zauważa, chciałam nacieszyć się chwilą ciszy, a dzieci wcześniej niż zwykle się obudziły, oszczędności wydam na nagłą potrzebę, a nie na co planowałam itd itp
    jak zaczyna wdzierać się takie poczucie rozgoryczenia to tłumaczę sama sobie dlaczego nie powinnam podążać w tym kierunku
    nieustanne nakierowywanie się na wewnętrzną radość jest bardzo ważne IMHO :)


  • Pierwsze słyszę ze jak chłop unieszczęśliwia to kk zaleca separacje. Wogole nie zauważyłam żeby kościół w nauczaniu oficjalnym zalecał separacje. 
  • Ale od kiedy poczucie szczęścia zależy od kogoś z zewnątrz? Jak ojciec rodziny dbający o nią, modlący się z żoną, najważniejsze to kochający rodzinę, unieszczęśliwia?
    Podziękowali 2ori Katia
  • kawusiowa powiedział(a):
    Autorka urodziła się w 1909, więc stylowi czy formie się nie dziwię - tak jeszcze wtedy niektórzy pisali.
    Gdyby to była współczesna pisarka - to już inaczej.
    Właśnie tak. Nawet nie wiemy, jak bardzo jesteśmy dziećmi naszych czasów, nie tylko ci, którym się one podobają. Rzeczywiście brakuje tu radości, ale autorka w żadnym wypadku nie jest pogrążona w beznadziei. Przeciwnie, w świetle wiary i dzięki miłości do najbliższych widzi wielką wartość w tych wszystkich trudach i to jest jej siłą. Widzi głęboki sens w swoim życiu.
    Podziękowali 1mader
  • Pierwszy i trzeci fragment, przytoczone przez @mader, rzeczywiście trochę smutne. Ale drugi - śliczny i bardzo mądry!
    Podziękowali 1Rien
  • Myślę, że ten styl nie jest charakterystyczny tylko dla matek wielodzietnych, ale ogólnie dla ludzi którzy lubią się "poświęcać"... Niedawno księdza takiego spotkałam ;)
    Łogólnie mynconce, choć co do istoty może i słuszne.
    Podziękowali 3Elunia E.milia Paprotka
  • edytowano wrzesień 2018
    no tak poświęcać  się trzeba z wdziękiem jakkolwiek dziwnie to brzmi
    jak coś ktoś dla mnie robi z radością to inaczej się czuję niż jak ktoś coś robi z takim poczuciem ciężkiego poświęcenia 
  • edytowano wrzesień 2018
    Malena powiedział(a):
    kawusiowa powiedział(a):
    Autorka urodziła się w 1909, więc stylowi czy formie się nie dziwię - tak jeszcze wtedy niektórzy pisali.
    Gdyby to była współczesna pisarka - to już inaczej.
    Właśnie tak. Nawet nie wiemy, jak bardzo jesteśmy dziećmi naszych czasów, nie tylko ci, którym się one podobają. Rzeczywiście brakuje tu radości, ale autorka w żadnym wypadku nie jest pogrążona w beznadziei. Przeciwnie, w świetle wiary i dzięki miłości do najbliższych widzi wielką wartość w tych wszystkich trudach i to jest jej siłą. Widzi głęboki sens w swoim życiu.
    Moja babcia była młodsza od autorki o 7 lat. Bardzo ciężko pracowała, dziadek był trudny ale bardzo dbający o rodzinę, pochowała dzieci, przeżyła wojnę. Była pogodną osobą, kochała ogród i to dawało jej oddech, śpiewała na ślubach, chodziła na darcie pierza do sąsiadek. W życiu nie miała takich rozkmin, to nie są przemyślenia chłopki tylko już bardziej osoby oczytanej. W niedzielę szło się do kościoła, godzinki śpiewało przy pracy, Anioł Pański jak zabiły dzwony i tyle. Czasami przy krzyżu pomodliła się wracając z pola, na majowe szła z dziećmi albo dzieci szłyżki same. Za podarcie modlitewnika dziadek bardzo ukarałby delikwenta, ubrania też należało szanować, a babcia na wyjścia szyła sobie piękne suknie i misternie układała włosy. Po babci zostały do dzisiaj 2 modlitewniki. Jeden mam ja, drugi mój kuzyn.
  • To piękne, @Elunia ( no może poza surowym karaniem dzieci :)) Kocham takie kobiety: nie rozkminiające, pogodne, cieszące się życiem, mające w życiu porządek, pracowite, ale umiejące też wypoczywać i świętować. To dar Boży, takie szczęśliwe usposobienie. Autorka książki była inna, ale też piękna postać.
  • No dziewczyny, szkoda że to nie lektura szkolna, rozprawki byście mogły pisać na piątkę. :-P
  • edytowano wrzesień 2018
    a pamiętacie "Szklankę herbaty" polecaną przez @Promamę?

    edit. filiżankę :D
  • OlaOdPawla powiedział(a):
    No dziewczyny, szkoda że to nie lektura szkolna, rozprawki byście mogły pisać na piątkę. :-P
    :D
  • edytowano wrzesień 2018
    Ciekawe, że dawniej tak się dużo modlono z modlitewnikòw. Teraz się praktycznie nie korzysta z tych książeczek do nabożeństwa. Jak dostałam na I Komunię, to początkowo robiłam z niej rachunek sumienia ale potem przestałam, bo pytania tam były jakoś dziwnie skonstruowane. Modlitwy na ròżne okazje też były jakimś ckliwym stylem pisane więc nie korzystałam, wolałam własnymi słowami. Czasem tylko litanię za pokutę odmòwiłam. Książeczka przeleżała na pòłce aż się jej pozbyłam, nowej nie kupowałam . Do śpiewania w kościele to śpiewniki mamy w ławkach z piosenkami albo jest wyświetlacz. Korzysta ktoś jeszcze z tradycyjnych książeczek do nabożeństwa?
  • edytowano wrzesień 2018
    ja długo obywałam się prawie bez, ale po latach wróciłam i często korzystam :)
  • Ja korzystam  :)
  • In Spe powiedział(a):
    a pamiętacie "Szklankę herbaty" polecaną przez @Promamę?

    edit. filiżankę :D
    Mam te książkę.  Kompletnie do mnie nie trafiła. 
  • ja przeczytałam i z grubsza zapomniałam, ale moja wówczas 12-letnia córka ją uwielbiała :)
  • edytowano wrzesień 2018
    Małe sprostowanie ;)
    W "Ancilii" nie ma nic o męczennictwie i smęceniu, to książka o dojrzewaniu do radości czerpanej i dostrzeganej w codzienności. I w sluzbie, owszem. Bo to też książka o odnajdywaniu własnej ścieżki wiary.
    Pisana w czasach gdy powszechnie uważano że jedyną drogą poważnego wzrostu duchowego jest stan konsekrowany. Ona odkrywa i pokazuje że jest inaczej. To prawda że dla nas to już frazesy nieomal, znamy to i mamy w małym paluszku, w dużej mierze dzięki nauczaniu Jana Pawła II. 
    Nie ma matki, a już zwłaszcza matki wielodzietnej, która by nie miała okresów jakiegoś przygnębienia szarzyzna i trudem i wyrzeczeniami. Autorka po prostu opisuje swoją drogę odkrywania jak sobie z takim stanem poradzić.
    Musiała jakby sama przeskoczyć też to myślenie że w malzenstwie i macierzyństwie nie ma teologii. Sama ja odkryć. W zwykłym życiu. Pisze, że w młodości przeżywała wzrost duchowy i przyzwyczajona do tamtych metod i praktyk boleśnie odczuwa początkowo niemożność ich kontynuowania. Bo zwyczajnie brak jej czasu. Opisuje jak dochodzi do tego, że na ten czas i miejsce w życiu już zupełnie i inaczej można przeżywać wiarę. Kończy wyakcentowana radością odkryta w swoim życiu.
    Każdy dojrzewa. W swoim tempie. Niejedna matka jest na etapie że czuje się uciemiezona. Ze jej brakuje, doskwiera. Nie każda się rodzi mądra....
  • A ja był chciała tę książkę przeczytać..
  • Ja też :smile: 
    Podziękowali 1mader
  • edytowano wrzesień 2018
    I taka moja mała refleksja jeszcze ;) Bo uśmiechnęłam się czytając ten wątek. Nie pogniewajcie się ale o matkobosko! Ludzie. Różnimy się miedzy sobą. Nie widzę powodu by wchodzić w ocenianie czyjegoś gustu czy wrażliwości. Nie moja rzecz. Nie rownajmy walcem wszystkich i wszystkiego do jedynie słusznego odbioru świata, litości.
    Podziękowali 2Aniuszka Barbasia
  • @mader , Twoje dwa ostatnie wpisy to "nic dodać, nic ująć". Dziękuję razy sto za ten wątek!
    Podziękowali 1mader
  • @mader mi niestety to zgrzyta. Bo ani to pamiętnik, ani to wyznania chłopki. Ja niestety wyczuwam tutaj egzaltację osoby wykształconej i to zanim Marcelina napisała jak było.

    No i nie kupuje tego absolutnego poswięcenia materialnego bo to bardzo unieszczęśliwia i prowadzi do frustracji.
    Podziękowali 1J2017
  • @mader- nie chciałabym, żebyś poczuła się jakoś urażona tym co napisałam, nie uważam się za wyrocznię
    ciekawy temat podsunęłaś :) 
    myślę, że ta książka jest specyficzna bo w formie pamiętnika, opisywanie własnych myśli, rozterek, chwil słabości
    ja często  sięgam po  przedwojenne książki religijne, czasopisma typu "Rycerz Niepokalanej" i zawsze mnie to bardzo podnosi na duchu, pokrzepia,  zagrzewa (do walki) :) 
    tutaj jakoś tego nie odczuwam (przeczytałam tylko to co zamieściłaś)
    mam taką ulubioną książkę "Sylwetki matek kapłanów", ale ona nie jest w formie zwierzeń osób o których mówi tylko  opisuje ludzi i zdarzenia
    może jakbym prześledziła cały proces myślowy tych matek kapłanów (jeśli miałabym dostęp do ich wnętrza)  to wyszłoby coś podobnego do "Ancilli" ? :) 



    Podziękowali 1mader
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.