Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Ancilla

13

Komentarz

  • W innym wątku ktoś podrzucił linka do wywiadu z DorotaK. Mówi ona o radosci z dzieci, o tym, że chciane, kochane itp. , a pod spodem komentarz - to wygląda tylko tak różowo w gazecie, a naprawdę jest zupełnie inaczej.

    Może dlatego, że mam mało dzieci to preferuję radosne macierzyństwo. Nawet jak ciężko i pracy dużo, to i tak nie zasłużyłam na swoje dzieci.
    Dostałam właśnie na maila zdjęcie dzisiaj urodzonej, jednodniowej panienki i jej mamy. Mama roześmiana z czułością patrzy na małą. To też będzie radosne macierzyństwo.
    Podziękowali 1kiwi
  • Być może @In Spe . Bardzo są ciekawe takie życiowe tematy.
    A urażona nie jestem ;) Mnie te treści są bliskie, mojemu sposobowi myślenia. Szanuje że komuś jest to dalekie. Prześmiewania i wartościowania nie, bo trudno żeby to szanowac. 
    Podziękowali 2In Spe kasha
  • edytowano wrzesień 2018
    @In Spe  "Sylwetki matek kapłanòw" czytałam ze 20 lat temu i nawet wtedy mi się to bardzo dziwnie czytało, takie nieprzystające do naszych czasòw albo raczej to książka dla dość prostego człowieka jest moim zdaniem, może przemawiała do niewykształconych zbytnio osòb dawno temu. Jak wròciłam po kilku latach do niej, to odebrałam tę książkę jeszcze gorzej. Była wtedy też presja, że jak ktoś pòjdzie do Seminarium i np. po 3 latach zrezygnuje, to przyniesie straszny wstyd rodzinie i z tej książki też to niestety przebijało :-(A to bzdura przecież jest i ile nieszczęść potem jeśli ktoś się bał "nie przynieść wstydu" rodzinie i tym księdzem został a jednak nie chciał. Podsumowując co było poczytne 100 lat temu, teraz niekoniecznie przemawia do wspòłcześnie żyjących a nawet wydaje się zabawne .Czasy się zmieniają i ludzie też.
    Podziękowali 1In Spe
  • Elunia powiedział(a):

    No i nie kupuje tego absolutnego poswięcenia materialnego bo to bardzo unieszczęśliwia i prowadzi do frustracji.
    Ja zaś nie tyle kupuję, ile stwierdzam że wlasnie dopiero po tym jak podjęłam szczerą decyzję by się "rozdać", zaczęłam się czuć naprawdę szczęśliwa. Wczesniej goniłam, szukałam, bo przecież ja ja ja.... I wciąż na dnie byly cienie. Teraz ich nie ma. Tak po prostu.
    I nagle okazuje się że i na swoje pasje można Znaleźć czas, i wcale nie trzeba gonić. I że kazda niemal chwila niesie piękno.
    Podziękowali 3In Spe Joannna Katia
  • edytowano wrzesień 2018
    @mader Nie uważam by trzeba latami dochodzić do takich konkluzji, nie trzeba też do tego cierpiętnictwa, życie można poukładać od młodości tak aby czas był na ròżne rzeczy, to nie jest trudne aby być szczęśliwym. Każdy jest kowalem własnego losu, jak sobie pościelemy tak się wyśpimy. A ta pani A. na moje oko jakoś kiepsko sobie kuła ten los albo lubiła sobie ponarzekać i pocierpieć. No taki malkontent życiowy.
  • mader powiedział(a):
    Elunia powiedział(a):

    No i nie kupuje tego absolutnego poswięcenia materialnego bo to bardzo unieszczęśliwia i prowadzi do frustracji.
    Ja zaś nie tyle kupuję, ile stwierdzam że wlasnie dopiero po tym jak podjęłam szczerą decyzję by się "rozdać", zaczęłam się czuć naprawdę szczęśliwa. Wczesniej goniłam, szukałam, bo przecież ja ja ja.... I wciąż na dnie byly cienie. Teraz ich nie ma. Tak po prostu.
    I nagle okazuje się że i na swoje pasje można Znaleźć czas, i wcale nie trzeba gonić. I że kazda niemal chwila niesie piękno.
    No widzisz, a ja sie uczę dbać o siebie i załuję, że tak późno. Dużo spokoju i szczęścia daje to mojej rodzinie.


    Podziękowali 2offca Felicyta
  • Rozumiem. Każdy ma swój czas.
  • @mader- ja się musiałam/muszę  pilnować by nie kierunkować myśli tak "znowu przez dzieci/dom/męża  coś się nie udało/ nie poszło po mojej myśli" itd.
    bo wydaje mi się , ze wtedy to do razu inni to wyczuwają
    i może być im (choć nawet tylko podświadomie) przykro
    Podziękowali 2mader Elunia
  • J2017 powiedział(a):
    @mader Nie uważam by trzeba latami dochodzić do takich konkluzji, nie trzeba też do tego cierpiętnictwa,
     
    lubiła sobie ponarzekać i pocierpieć. No taki malkontent życiowy.
    I kto to mówi...

    ;)
  • edytowano wrzesień 2018
    O, to u nas bardziej tak mąż miał czasem takie tendencje i rzeczywiście mnie było przykro.
    Każdy inaczej dojrzewa do rodziny...
    In Spe powiedział(a):
    @mader- ja się musiałam/muszę  pilnować by nie kierunkować myśli tak "znowu przez dzieci/dom/męża  coś się nie udało/ nie poszło po mojej myśli" itd.
    bo wydaje mi się , ze wtedy to do razu inni to wyczuwają
    i może być im (choć nawet tylko podświadomie) przykro



    Podziękowali 1In Spe
  • @J2017- ja  lubię rozkminiać "życia" tych matek kapłanów. Ten  charakterystyczny i wspólny dla ich wszystkich spiritus movens. Szukam odpowiedzi jak wyrzekając się nieustannie siebie,  potrafią pozostać sobą. No takie to górnolotne pewnie co napisałam, ale wiecie o co cho? :)
    Podziękowali 1mader
  • Ja wiem.
    Podziękowali 1In Spe
  • edytowano wrzesień 2018
    Myślę, że życie należy tak sobie układać aby mieć i poczucie szczęścia i też robić sobie czasem jakieś przyjemności. A smutki czy cierpienia i tak nas czasem dopadną, nie mamy na to wpływu tak czy siak,  resztę życia trzeba sobie uprzyjemniać tak aby to poczucie radości w nas było.
  • "układać", a zaraz potem "nie mamy wpływu, tak czy siak"...
    to po co układać?

     
  • edytowano wrzesień 2018
    @InSpe Nie mamy wpływu na dopadające nas cierpienie czy chorobę czy śmierć najbliższych.
     Mamy za to wpływ na wiele innych spraw w życiu np.studia, męża czy żonę wybieramy sobie sami, reszta jest też do ułożenia. No i wiele przyjemności też jest w naszym zakresie i wtedy poprawa humoru gwarantowana.
  • och, zmieniłaś wpis
    może nie jakoś istotnie bo akurat nie rozmawiamy o księżach z seminarium, ale jednak...
  • Mnie zaciekawiło szczerze co się działo z dziećmi jak poszli z mężem wiązać snopki?
  • chcesz zamordować wątek ;)
  • Ja?
    O świecie trzeba było wyparzyc smoczek a potem sobie poszła snopki wiązać? 
    To chyba wzięła z sobą tego niemowlaka? 
  • Moi dziadkowie wiązali snopki a my  "na granicy" bawiłyśmy się lalkami z kukurydzy

    Ale to było ok 70 lat po pisaniu tej pani B)
    Podziękowali 1kiwi
  • Dzieci pilnowały się same i demolowały dom bijąc dzbanuszki. Moja babcia zostawiała starsze z młodszymi albo zabierała na pole.
  • A jak były same małe ? Np. 3latek 2latek i niemowlaczek ?
  • edytowano wrzesień 2018
    Niemowlaki dostawały ponoć do ssania szmatkę z cukrem i leżaly w koszyczku też na miedzy, chyba ,że była babcia w domu

    Tak wspominali u nas na wsi 

    I jeszcze, że były takie kobiety, co to do ostatnich skurczy przedporodowych zbierały ziemniaki

    Ta opowieść działała  zawsze na moją wyobraźnię

    Ale czy to prawda?


    Podziękowali 2Elunia wypyszka
  • Jestem w stanie w to uwierzyc, bo nie zebrac ziemniakow oznaczalo skazac siebie i rodzine na glod. One mialy zupelnie inna motywacje, proste przetrwanie.
  • mader powiedział(a):
    Małe sprostowanie ;)
    W "Ancilii" nie ma nic o męczennictwie i smęceniu, to książka o dojrzewaniu do radości czerpanej i dostrzeganej w codzienności. I w sluzbie, owszem. Bo to też książka o odnajdywaniu własnej ścieżki wiary.
    Pisana w czasach gdy powszechnie uważano że jedyną drogą poważnego wzrostu duchowego jest stan konsekrowany. Ona odkrywa i pokazuje że jest inaczej. To prawda że dla nas to już frazesy nieomal, znamy to i mamy w małym paluszku, w dużej mierze dzięki nauczaniu Jana Pawła II. 
    Nie ma matki, a już zwłaszcza matki wielodzietnej, która by nie miała okresów jakiegoś przygnębienia szarzyzna i trudem i wyrzeczeniami. Autorka po prostu opisuje swoją drogę odkrywania jak sobie z takim stanem poradzić.
    Musiała jakby sama przeskoczyć też to myślenie że w malzenstwie i macierzyństwie nie ma teologii. Sama ja odkryć. W zwykłym życiu. Pisze, że w młodości przeżywała wzrost duchowy i przyzwyczajona do tamtych metod i praktyk boleśnie odczuwa początkowo niemożność ich kontynuowania. Bo zwyczajnie brak jej czasu. Opisuje jak dochodzi do tego, że na ten czas i miejsce w życiu już zupełnie i inaczej można przeżywać wiarę. Kończy wyakcentowana radością odkryta w swoim życiu.
    Każdy dojrzewa. W swoim tempie. Niejedna matka jest na etapie że czuje się uciemiezona. Ze jej brakuje, doskwiera. Nie każda się rodzi mądra....
    mam takie same skojarzenia i w ogóle po pierwszych tekstach bardzo mi się to skojarzyło z Dziejami duszy o św Teresce od dzieciątka Jezus...
  • Jawi mi się to jako dobrodziejstwo, że można było iść wiązać snopki zamiast siedzieć z maluchami w domu
    W sumie teraz też kobiety idą do roboty ..tylko dzieci bardziej zaoopiekowane
    Podziękowali 1kiwi
  • edytowano wrzesień 2018
    Rodziny wielopokoleniowe ratowaly sytuację. Moją mamą opiekowały się jej babcia i prababcia, kiedy rodzice szli w pole. 
    Mieszkali razem, znali się dobrze, pewnie nie było konfliktów typu czy dziecku wolno dac cukierek
  • Moja mama moją siostrę urodziła 19 września, a już w październiku zbierała buraki w polu. W domu była babcia i ona zostawała z dziećmi.
  • Hmm ja nie wiem czy tak silne, duchowe pragnienie obcowania z Bogiem nie kłóci się ze stanem małżeńskim ..jednak małżeństwo to cielesność 
    Zawsze ten mąż / żona będzie  taka marnościa wobec chęci przeżywania duchowych uniesień 
    Podziękowali 1J2017
  • Nie wiem, czemu, @asiao , ale jak cię czytam, to mam przed oczami Betty Draper z Mad Menów :)
    Podziękowali 1Marcelina
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.