Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Droga, którą Jezus ukazał ukochanej ludzkości

edytowano grudzień 2021 w Arkan Noego
Ten temat dość długo dojrzewał w mojej głowie i sercu, zanim postanowiłem o nim powiedzieć. Mówiąc o nim ostatnio, zauważyłem pewne niezrozumienie u osób, które zechciały mnie wysłuchać. @Maciek_bs poradził bym działał, więc pozwalam sobie w tym wątku spróbować go opisać. Proszę o cierpliwość, gdyż ta sprawa wyraźnie przerasta moje kompetencje, ale z drugiej strony nie znalazłem jakiegoś kompleksowego źródła, które poruszałoby go w sposób całościowy i kompetentny.

Wiadomo, że pierwsi chrześcijanie swoje ziemskie życie widzieli jako drogę. Nawet pierwsze imię jakim nazywali Kosciół, to była droga. Wiemy też że jest to droga kamienista, pełna pułapek. Naszym obowiązkiem jest czynić ją bardziej funkcjonalną. Tak aby w konsekwencji, ludzie którzy nią kroczą, mogli dojść bezpiecznie do Królestwa Bożego. Polecam w tym względzie niedzielne czytania http://mateusz.pl/czytania/2021/20211205.html

Postaram się też korzystać z aplikacji do zmiany głosu w tekst, dlatego jeszcze raz proszę o cierpliwość, gdyż na komórce nie działa mi edycja i pewne błędy, pomimo ze będę się starał, napewno się pojawią.

Jednak temat, który chcę rozważyć w tej "dyskusji" dotyczy głównie pewnej przepaści, która istnieje na początku tej drogi. Moim zdaniem: niestety zbyt wiele chrześcijan w nią wpada. Według mnie rzutuje ona bezpośrednio on plagi rozwodów, czy odejść młodzieży od Kościoła. Temat obszerny, dlatego postaram się sukcesywnie pisać w tym wątku, aby go zgłębić i dostatecznie wyczerpać, aby mógł przynieść konkretne korzyści czytającym. 
Podziękowali 2In Spe paulaarose
«13

Komentarz

  • edytowano grudzień 2021
    No więc jedziemy z tym koksem. Po przemyśleniu doszedłem do wniosku że zacznę od od tego co napisała Anna Dąbska. zamknąłem się w spiżarce i od razu wszyscy zauważyli że brakuje kogoś. Dobra jedziemy dalej. A raczej mówię dalej. Był czas że książką Anny dąbskiej nadany był Imprimatur, ale go cofnięto. jednak to co Jezus przekazywał Annie wielokrotnie zmuszało mnie do rozważań. bo według mnie to są bardzo przemyślane teksty.. 

    Wiemy że grzech niszczy relacje zarówno z Bogiem jak i drugim człowiekiem. Trudno przejść obojętnie wobec zarzutu, że nad nami Polakami wisi Powszechny Ciężki grzech. Te dwa przymiotniki być może pokazują smutną prawdę o nas którą nie powinniśmy ignorować.. Oczywiście po poprzednim rozeznaniu. 

    Poniżej czytam cytat z książki Anny dąbskiej Pozwólcie ogarnąć się miłości ze strony 121:

    Kto żyje w nienawiści i pogardzie dla bliźnich, kto świadomie działa na ich szkodę lub jest nieczuły na ich potrzeby, kiedy może dopomóc - A to jest wasz powszechny ciężki grzech - ten winien jest w Moich oczach. Przekreśla bowiem najświętsze Moje prawo - obowiązek wzajemnej miłości.
    Podziękowali 1Kana
  • edytowano grudzień 2021
    Ależ z rana miałem ochotę pociągnąć ten wątek. Teraz mam możliwości ale pomysły mi z głowy wyparowały a i chęci gdzieś uciekły. Taki standard. Jak coś nie możesz zrobić to jesteś kuszony do aktywności. A jak możesz to ogarnia cię lenistwo. W każdym razie mam plan.

    Mimo że moja młodzież odeszła od wiary, to mam to szczęście, że nadal chcą ze mną rozmawiać. I dopytuje ich, jak to możliwe, że z własnej woli, porzucili taką wspaniałą wiarę we wszechmocnego i kochającego Boga? Otóż ostatnio dałem im do przeczytania właśnie książkę Anny Dąmbskiej o której pisałem powyżej. Bóg w niej opisany jest bytem bardzo miłosiernym, a ukazany tam człowiek bardzo tego Miłosierdzia potrzebuje.

    Eksperyment ten skończył się twierdzeniem córki, że ten facet który wypowiada się w książce nie może być Bogiem. Dlaczego? Bo ludzie tam opisani są zbyt niedoskonali i nie przystaje ten opis do rzeczywistości. Czyli wynika stąd wniosek, że młodzież odrzuca wiarę w Miłosiernego Boga, bo uważa że ludzkość tego Miłosierdzia nie potrzebuje. 

    Aż smutno mi się zrobiło jak to powiedziałem. Dla mnie człowiek jest bardzo ułomny. Ma zalążki umysłu, serca i woli. Może je rozwinąć dopiero dzięki łasce Bożej czyli Dzięki Bożemu Miłosierdziu. Przy takich założeniach, wiara w Miłosiernego Boga ma sens.

    Poczucie własnej wartości, jest nie tylko przereklamowane, ale i szkodliwe. Bo często nie pozwala spojrzeć na siebie w prawdzie, a tym samym umniejsza rolę Miłosierdzia Bożego względem człowieka.
  • Czego można wymagać od pokolenia Netflixa? Przecież na każdym kroku wszyscy bombardowani są informacjami "Twoje potrzeby są najważniejsze", "Tkwi w Tobie doskonałość", "Możesz wszystko", a każda krytyka to podcinanie skrzydeł albo cośtamfobia. Z jednej strony jest to wzmacnianie pewności siebie, ale z drugiej degenerowanie, bo brakuje czynnika równoważącego, który chroni przed wbiciem się w pychę. To tak jak z prawami i obowiązkami. Jeżeli ktoś ma tylko prawa bez obowiązków, staje się potworem.
    Podziękowali 1Biznes Info
  • W tym miejscu należałoby się przyjrzeć jaki jest stan tej chrześcijańskiej drogi. Wygląda na to, że tutaj jest nie tylko szczelina, ale solidna przepaść, w którą wpadło mnóstwo ludzi.

    Aby ją dostrzec, należałoby zapytać, kim jesteś dla mnie Boże? i tutaj są dwa skrajne przypadki. Czy jesteś dla mnie miłosierną, ale nieszkodliwą bozią? Lub czy jesteś dla mnie, małodusznym, okrutnym Bogiem? Jaki jest tak naprawdę obraz Boga, który w sercu noszę?

    Tutaj aby poradzić sobie z tą pułapką, nie można ulec błędom jakie przynosi racjonalizm. Tutaj raczej trzeba przyjrzeć się osobom, które potrafiły przejść dalej tą drogą ukazaną przez Jezusa. Jaki obraz Boga one w sercu miały.

    Druga pułapka, bliźniaczo podobna, dotyczy pytania: Kim dla mnie jest człowiek? Czy jest on myślącym zwierzęciem? Czy jest on bytem któremu wszystko powinno być podporządkowane?

    Niestety wpadniecie w którąkolwiek z pułapek uniemożliwia dalsze wzrastanie ku Bogu. Zaprzyjaźnić się z Bogiem można tylko w prawdzie o sobie i o Nim.
    Podziękowali 2In Spe mmaj333
  • Zgadnij kto to powiedział - "życie bez ślubu nie jest wielkim grzechem są gorsze"
  • Na pewno ten kto bez tego ślubu żyje. ;) Tylko naprawdę nie wiem jak twój komentarz ma się do tego co napisałem powyżej.
  • Na pewno przeszkodą w drodze do pełni człowieczeństwa jest brak akceptacji tym kim się jest. Tak jak wspomniałem wcześniej, Bóg dał człowiekowi duszę (umysł, serce, wolę), ale jest ona jakby dzieckiem które potrzebuje odpowiednich warunków by się rozwinąć. Innymi słowy, człowiek jako byt duchowy, aby wzrosnąć, potrzebuję akceptacji swojej małości, czyli pokory.

    Zwróćcie uwagę że na orgu pisze na różne tematy niepoprawne politycznie czy medycznie. Dzięki temu uczę się też akceptować swoją małość. Bo złym nawykiem jest dbanie o swoją chwałę. Lepiej dążyć do prawdy, choć to przysparza wielu wrogów. Bo prawda jest taka, że człowiek jest bardzo niedoskonałym stworzeniem. W zasadzie to znajduje się dopiero przed wyborem: czy takim zostać na zawsze, czy Zaufać Bogu i wspólnie z nim zacząć wzrastanie.

    Jest to wielka pułapka uznać siebie za w pełni ukształtowane i doskonałe stworzenie. Niestety dużo ponadprzeciętnie inteligentnych ludzi w niej siedzi.
    Podziękowali 2olgal In Spe
  • edytowano grudzień 2021
    @Turturek Netflixa nie oglądam, ale pokolenie moje to może wypowiem się tyle, że wydaje mi się że dzisiaj bardzo podkreśla się waznosc samoakceptacji. Niestety te granice się posuwaja w trochę złym kierunku, ale ogólnie cieszę się że mówi się tyle aby pokochać siebie i uwierzyć, że się da. A najlepiej jakby mówić że da się z Bogiem. Chociaż pewnej to trudne, ale sama doświadczyłam swego czasu Bożej obecności 
  • Bycie inteligentnym podobno jest skorelowane z cierpieniem i coś może w tym być 
    Podziękowali 1Biznes Info
  • Kontynuując swój poprzedni poprzedni wpis, chcę podkreślić jak wielką wartością jest umniejszanie pracy którą się wykonuje. Dziwnie to brzmi co napisałem na tle dzisiejszych trendów. Ale jest to prawda.

    Ten kto mnie zna wie dobrze że jestem melancholikiem, add/dyslektykiem z dużą skłonnością do depresji. Jestem także uwikłany w różne struktury grzechu, które kiedyś wpędzały mnie w duże poczucie winy. Obecnie nie poddaje się paraliżowi ani zniechęceniu. Właśnie dlatego że uznałem, co zresztą jest prawdą, że moja praca, sama z siebie ma niewielką wartość. Pokazuje ona jednak jakie pragnienia mam w sercu. I bywa tak, że Bóg dołoży do niej swą wszechmoc i to tak wygląda, jakby udało mi się coś dobrego zrobić. Swój udział w takim dziele szacuje na około 1%.

    Przy takim podejściu, nie krępuje mnie wstyd przed porażką, czy zniechęcenie związane z ośmieszeniem się. Wiem że jeżeli coś partacze, i mimo dobrej woli ta moja praca ma posłużyć złu, to co najwyżej wykonam ją w jednym procencie. Dlatego pozwalam sobie robić dużo rzeczy, które według mnie są dobre, ale wychodzi mi mniej więcej jedna na 10. Wychodzi mi właśnie wtedy, gdy Bóg ją pobłogosławi.

    Dlatego właśnie uważam, że wiara w swoje możliwości jest czymś co utrudnia życie według chrześcijańskich reguł. Niedocenienie natomiast swoich możliwości, jeżeli idzie w parze z akceptacją tego faktu, że jestem niezmiernie kochany przez Boga, przynosi bardzo pozytywne efekty. Można powiedzieć że umożliwia ominięcie pułapek związanych ze zniechęceniem czy depresją.
  • Biznes Info powiedział(a):
    Kontynuując swój poprzedni poprzedni wpis, chcę podkreślić jak wielką wartością jest umniejszanie pracy którą się wykonuje. Dziwnie to brzmi co napisałem na tle dzisiejszych trendów. Ale jest to prawda.

    Ten kto mnie zna wie dobrze że jestem melancholikiem, add/dyslektykiem z dużą skłonnością do depresji. Jestem także uwikłany w różne struktury grzechu, które kiedyś wpędzały mnie w duże poczucie winy. Obecnie nie poddaje się paraliżowi ani zniechęceniu. Właśnie dlatego że uznałem, co zresztą jest prawdą, że moja praca, sama z siebie ma niewielką wartość. Pokazuje ona jednak jakie pragnienia mam w sercu. I bywa tak, że Bóg dołoży do niej swą wszechmoc i to tak wygląda, jakby udało mi się coś dobrego zrobić. Swój udział w takim dziele szacuje na około 1%.

    Przy takim podejściu, nie krępuje mnie wstyd przed porażką, czy zniechęcenie związane z ośmieszeniem się. Wiem że jeżeli coś partacze, i mimo dobrej woli ta moja praca ma posłużyć złu, to co najwyżej wykonam ją w jednym procencie. Dlatego pozwalam sobie robić dużo rzeczy, które według mnie są dobre, ale wychodzi mi mniej więcej jedna na 10. Wychodzi mi właśnie wtedy, gdy Bóg ją pobłogosławi.

    Dlatego właśnie uważam, że wiara w swoje możliwości jest czymś co utrudnia życie według chrześcijańskich reguł. Niedocenienie natomiast swoich możliwości, jeżeli idzie w parze z akceptacją tego faktu, że jestem niezmiernie kochany przez Boga, przynosi bardzo pozytywne efekty. Można powiedzieć że umożliwia ominięcie pułapek związanych ze zniechęceniem czy depresją.

    To brzmi zupełnie jak "mała droga" św. Tereski od Dzieciątka Jezus :)
    Albo jak ewangeliczne 5 chlebów i 2 ryby,które przynieśli uczniowie zanim je Jezus pobłogosławił i nakarmił tysiące ludzi...
    Podziękowali 1Biznes Info
  • No właśnie! Bo ja to tak naprawdę niczego nie wymyślam nowego. Do tej pory tylko przypominałem, jak powinny wyglądać relacje z Bogiem i drugim człowiekiem. Teraz mam zamiar napisać, jakie są zagrożenia dla duszy ludzkiej. Potem myślę wspomnieć jak wygląda ta nasza chrześcijańska droga, oczami innowierców. A na końcu dopiero zadać pytanie: Skąd się bierze ta niezgoda, która obecnie tak bardzo charakteryzuje katolików?

    Wydaje mi się, że My chrześcijanie, przygapiliśmy się albo przysnęliśmy w ostatnich latach. No bo nawet pandemia która ostatnio panuje, powinna być okazją do postów i pokuty. Zbliżenia się się do Boga i do drugiego człowieka. A nigdy do strachu, niezgody czy rozpaczy. Bo to pochodzi od Złego. 

    W zamierzeniu ten wątek miał być takim kompedium, a zaczyna mi wychodzić spore wypracowanie. Mam nadzieję, że to o czym do tej pory napisałem jest możliwe jasne do zrozumienia.
    Podziękowali 3olgal In Spe malagala
  • @Biznes Info jest jasne,dzięki za to co piszesz.
    Ciekawa jestem Twoich przemyśleń.
    Co do tego,że przegapiliśmy jako chrześcijanie ten czas na głębszą modlitwę,post i pokutę to nie do końca.
    Jest dużo ludzi modlących się,poszczących ale my o sobie nie wiemy.
    To są zwykli ludzie,rodziny,nie wielkie zrywy,chociaż są też takie powstałe w ostatnim czasie wspólnoty.
    Mam takie doświadczenia,że Bóg teraz daje taką łaskę,światło tz.prostaczkom,którzy się modlą i pokutują po cichutku w swoich domach,chodzą na Eucharystię,adoracje prywatnie,modla się w rodzinie.
    To nie wielkie,zatwierdzone wspólnoty,te się trochę rzeczywiście posypały jakby nie było pasterzy...
    Znam wspolnotę modlitweno-postną,gdzie jest chyba ponad 200 osób,a które się nigdy nie widziały. Każda osoba jeden dzień w miesiącu,który dostaje w przydziale, pości o chlebie i wodzie,idzie na Eucharystię u siebie,odmawia zadeklarowane modlitwy. Codziennie inni ludzie. Dla danej osoby to jest raz na miesiąc jeden dzień.
    To są zwyczajni,prości ludzie. Mlodsi,starsi. Inicjatywa wyszła od zwykłej kobiety,która poczuła takie natchnienie,zaprosiła znajomych a potem się rozrosło.
    Poprosiła pewnego kapłana o pozwolenie i opiekę nad tą grupą i trwa to już chyba z 20 lat.
    I takich różnych małych,oddolnych inicjatyw,ludzi prostych,którzy czują natchnienie, potrzebę modlitwy,ofiary z codzienności i postu,jest sporo tylko o sobie nawzsjem nie wiedzą
    a Bóg przez nich przeprowadza swoje plany.

    Przepraszam,że ci się wcinam w wątek, już będę cicho... ;)

    Podziękowali 1Biznes Info
  • o nie...  :)
    piszcie proszę <3

    Podziękowali 1Biznes Info
  • Ostatnio dopada mnie ta refleksja, ile rzeczy tak naprawdę robię na Chwale Boża… a ile energii tracę na znalezienie własnej.

    Czasem najciemniej pod latarnia
    Podziękowali 1Biznes Info
  • @olgal Ten Twój Wpis świadczy o tym, że wcale nie byłoby dobrze abyś siedziała cicho  :) Ani kogokolwiek innego. Nie wiedziałem że są takie inicjatywy. I to są bardzo podnoszące na duchu informacje. Sam też próbowałem postów i umartwień. Ale u mnie powodowały efekt "jojo". Pewnie brakuje mi pokory, a w szczególności wyczucia miary. Z tego mojego porywania się motyką na słońce też staram się wyciągać wnioski, dlatego ich nie porzucam. O chociażby ten wątek na taki poważny temat. Mam takie fałszywe przekonanie, że źle że się za to zabieram. Fałszywe, bo ufam Bogu, w Jego wsparcie i w Jego tolerancję wypływającą z Miłosierdzia  :)

    Tak się składa, że także moja młodzież czyta ten wątek i jestem jej za to bardzo wdzięczny :) Dopóki nie rezygnujemy, dopóty jest szansa na porozumienie :) Jednak to co opisałem do tej pory jest wstępem. I to co następnie napiszę też. Aby zadać pytanie i być dobrze zrozumianym, to taka podstawa jest konieczna. Bo mamy bardzo różne wyobrażenia dotyczące wiary. Mam nadzieję że po południu uda mi się pociągnąć dalej wątek. Teraz jestem w pracy i dużo jest tu czynników rozpraszających  ;)
  • Kwestie trójdzielnej duszy (umysł, serce, wola) zauważyłem po raz pierwszy w tekstach Ojców Pustyni. Potem gdy już tą wiedzę przyjąłem sercem, czyli uznałem ją jako prawdziwą i wartościową, zauważyłem że Ewangelia także sporo mówi na ten temat. Z tego co zrozumiałem, te trzy aspekty ludzkiej duszy, należałoby traktować jako takie zależne od siebie i przenikające się cechy. Coś jakby trzy podstawowe kolory w drukarce, z których można utworzyć każdy inny dowolny kolor.

    No właśnie, każda próba ukrycia tej prawdy, jest takim niebezpieczeństwem na drodze do zbawienia.


  • Jeżeli chodzi o Wolną Wolę, wiele osób powątpiewa, czy Dobry Bóg rzeczywiście podarował ją ludziom. Z tej właśnie przyczyny, że Wola jest często pokazywana w oderwaniu od Umysłu i Serca. Człowiek w takim przypadku niby posiada wybór, ale tak naprawdę, to nie jest żaden wybór, gdyż odrzucenie Boga znaczyłoby, że ten człowiek wybiera cierpienie. Przy takim podejściu, Bóg wygląda jakby był zwyrodnialcem, bawiącym się kosztem człowieka.

    Zrozumienie czym jest Wola ludzka, utrudnia fakt rozpowszechnienia wielu technik motywacyjnych, polegających na uleganiu nawykom, czy wręcz popędom. Właściwy rozwój Woli polega na tym że przyjmuje ona kontrolę i panowanie nad nawykami i popędami. Oczywiście we współpracy z umysłem i sercem.

    Nie sposób nie zauważyć, jak bardzo spłycona obecnie, jest definicja serca. Praktycznie ta część duszy ludzkiej, o którą się toczy zacięta walka między Bogiem a szatanem, jest zupełnie zapomniana. Bo to jest skarbiec w którym człowiek przechowuje najważniejsze dla siebie wartości, a nie żaden zbiornik na ckliwe uczucia. Tutaj w człowieku może królować Bóg bądź Szatan. Ten wybór jest mocno powiązany z umysłem i wolą ludzką.

    Obecnie mamy czas inżynierii społecznej, która tak naprawdę polega na uwodzeniu i zwodzeniu ludzi. A to jest niczym innym, jak obrzucaniem serca brudem, błotem, kłamstwem itp, tak aby się coś do niego uczepiło. 



    Podziękowali 2mmaj333 Elf77
  • Bardzo dobrze krępują umysł kłamstwa racjonalizmu. Nawet w Wikipedii można przeczytać, że racjonalizm to jest taka pseudo religia, która krytykuje inne religie, a sama też jest religią, mimo że temu zaprzecza.

    Haczyk tkwi w tak zwanych błędach poznawczych. Bo to tak naprawdę nie są żadne błędy, tylko cechy umysłu, które wskazują na to że jest on mocno powiązany z sercem i wolą człowieka. I ta pseudo religia jest obecnie bardzo wielkim zagrożeniem dla młodzieży i nie tylko.

    W praktyce, błędy racjonalizmu często nie pozwalały dojść do zgody w dyskusjach internetowych
  • @Biznes Info dużo myślałam swego czasu o nawykach. Doszłam do wniosku, ze skoro cnota to sprawność w czynieniu dobra… to może jednak należy tak kierować swoim życiem, by mieć dobre nawyki i one niejako załatwia 90% roboty.
    Podziękowali 2Biznes Info Joannna
  • edytowano grudzień 2021
    Zanim zorientowałem się, że coś z tymi kursami motywacyjnymi jest nie tak, przerobiłem ich kilka. Niestety nawet w rodzinie chciałem wdrożyć pewne zasady z tych kursów. No właśnie główną zasadą tych kursów jest wyrobienie nawyków, które same bez wysiłku Woli, mają wykonać pracę za ciebie.

    Haczyk w tym jest taki, że Wola jest częścią duszy człowieka, a nawyki należą do cielesnej natury człowieka. Według chrześcijańskich zasad powinniśmy dążyć do tego aby Duch podporządkował sobie Ciało człowieka.

    Oczywiście motywowanie się przynosi pewne widoczne rezultaty. Jednak efekty są z czasem coraz mniejsze i człowiek gubi się w domysłach, co z nim nie tak. Zaczyna się motywować jeszcze więcej i wpada w pułapkę opartą na tym sprytnym kłamstwie.

    Oczywiście dobre nawyki warto w sobie budować, ale nie można tego robić nigdy kosztem Woli. Naszą dewizą powinno być: Silna Wola wszystko zdoła.
    Podziękowali 1malagala
  • Polecam także moje dziełko, które na świeżo stworzyłem, gdy odkryłem jak wielkim bogactwem jest Dusza Ludzka. Mimo, że tu na Ziemi, dopiero zaczyna się jej rozwój, to warto uświadomić sobie, co tak naprawdę posiada człowiek, aby nie tracić tego w głupi sposób. Jeżeli pewne informacje przyjmie się sercem, to umysł oraz wola zaczynają działać inaczej. Jeżeli te informacje zbliżają nas do Obiektywnej Prawdy, czyli Boga, to nasza dusza odżywa. Można to namacalnie odczuć we wszystkich władzach duszy. Polecam: http://melancholia.xyz/?dusza  
  • malagala powiedział(a):
    @Biznes Info dużo myślałam swego czasu o nawykach. Doszłam do wniosku, ze skoro cnota to sprawność w czynieniu dobra… to może jednak należy tak kierować swoim życiem, by mieć dobre nawyki i one niejako załatwia 90% roboty.

    To nie tak. Inicjatywa musi wyjść z głebi,z duszy,z jej centrum czyli Ducha św.
    A prościej pisząc z doświadczenia miłości.
    Każdy czyn,ćwiczenie woli,jeśli ma być wartościowe i stać się cnotą musi być napędzane miłością.
    Bez tego jądra nie będzie ani zasługą ani nie zbliży do Boga.
    Będzie to szło w przeciwnym kierunku-umacniało pychę,super-ego czy jak to tam jeszcze kto nazwie...

    My myślimy często,że sami jesteśmy w stanie wyćwiczyć się w cnocie,wypracować doskonałość i po tej drabince naszej systematycznej pracy nad cnotami spokojnie dotrzeć do Boga,Nieba,świętości.
    Nie tak to przedstawiają dzienniki świętych.
    To jest zupełnie inny kierunek.
    To ma iść w stronę poznawania siebie w tej niemocy,grzechu,braku sił,braku wytrwałości i konsekwencji i NIE PATRZENIE,NIE ZATRZYMYWANIE SIĘ NA TYM,bo to też pycha Judaszowa,która prowadzi do rozpaczy.
    Nie,to początek. Widząc prawdę o swoim człowieczeństwie trzeba pozwolić Bogu nas dotknąć swoją Miłością.
    Dać Mu szansę teraz,dzisiaj,nie czekać na kiedyś jak będę idealny...
    Ta szansa to adoracją Najświętszego Sakramentu,czytanie Ewangelii,cisza,czas,postawa otwarcia i słuchania. Może rekolekcje,które to oferują.
    To jest początek i tyle trzeba zrobić.
    Resztę zrobi On :)
    Zaczyna się od modlitwy...

    Człowiek,który na początku tej drogi myśli,że możliwe jest coś wyćwiczyć samemu i dojść do tego dalekiego tronu doskonałego Boga swoją mozolną pracą,wylkepsnymi pacierzami,praktykami pokutnymi i będzie tak szedł przez życie, szybko się wypali i porzuci tą drogę zniechęcony sobą,znudzony tymi uciążliwymi praktykami albo stanie się po prostu doskonałym faryzeuszem bez Ducha :)
    Podziękowali 3malagala Biznes Info Elf77
  • Bardzo to ciekawe, o czym piszecie @olgal @Biznes Info
    ja to zupełnie inaczej widziałam. Raczej doświadczam słabości i własnych automatyzmow i mój jedyny pomysł, to wykorzytsac automatykę do czynienia dobra.
    zreszta, jest to dla mnie jedna z zagadek - czy człowiek niedojrzały, niedbający o siebie, może byc faktycznie pobozny. Ja sie zawsze zastanawiam, czy swieci myli zeby i na ile obowiązują świętych prawa natury, i gdzie jest jeszcze natura, a gdzie zaczyna sie wola.
    Nie znam Was osobiście i moze byc tez tak, ze mamy zupełnie inne punkty startowe. Dzieci należy karmić mlekiem ;)
  • edytowano grudzień 2021
    malagala powiedział(a):
    Bardzo to ciekawe, o czym piszecie @olgal @Biznes Info
    ja to zupełnie inaczej widziałam. Raczej doświadczam słabości i własnych automatyzmow i mój jedyny pomysł, to wykorzytsac automatykę do czynienia dobra.
    zreszta, jest to dla mnie jedna z zagadek - czy człowiek niedojrzały, niedbający o siebie, może byc faktycznie pobozny. Ja sie zawsze zastanawiam, czy swieci myli zeby i na ile obowiązują świętych prawa natury, i gdzie jest jeszcze natura, a gdzie zaczyna sie wola.
    Nie znam Was osobiście i moze byc tez tak, ze mamy zupełnie inne punkty startowe. Dzieci należy karmić mlekiem ;)
    Myślę,że myli zęby jeśli taki był ówczesny zwyczaj i nawyk,ale pewności nie mam ;)


    "Łaska buduje na naturze" czyli jej nie przekreśla,nie przeskakuje.
    Często święci byli tak zwyczajni dla otoczenia,że nikt ich o świętość nie podejrzewał.
    Np.św.Faustynie wspólsiostry w ogóle nie wierzyły,że jej się Jezus ukazuje,bo jak twierdziły,On nie przychodzi do takich zwyczajnych, nędznych dusz...
    Musiała być zupełnie zwyczajną zakonnicą.

    Co do automatyki,to dobrze mieć nawyki,bo one pomagają przetrwać burze albo tz.oschłości,kiedy mimo wysiłków,poświęconego czasu na modlitwę mamy okresy takiej posuchy,że nie potrafimy wykrzesać żadnych emocji ani wobec Boga ani innych ludzi. Wtedy zostaje kochac aktem woli i automatycznym działaniem z tą intencją,że dane wykonane dobro,trud i brak nagrody w postaci przyjemności z tego działania łączymy np. z miłoscią,ofiarowaniem się i zwykłymi czynnościami ukrytego życia Jezusa i Maryi w Nazarecie. 
    Można to bardzo prosto praktykować po prostu ofiarując siebie i to wszystko co składa się na naszą codzienność w wyobraźni,podczas Eucharystii,na ołtarzu,podczas Przeistoczenia w bardzo prostych,płynących z serca myśli: np. weź to wszystko Jezu,złącz ze swoją ofiarą.
    Albo jeszcze inaczej,prosto,szczerze.

    Mam bardzo zapracowanego znajomego,który co rano jadac do pracy,mówi z serca,swoimi słowami,krótko,coś w stylu-Boże ofiaruję Ci ten dzień,opiekuj się nami,błogosław nam dzisiaj i wymienia swoją rodzinę po imieniu wszystkich.
    I w ich życiu dzieją się cuda...
    a są bardzo zwyczajną rodziną :)

  • Osobiście uważam, że ja w wielu przypadkach bardzo zawiodłem i zawodzę Boga. Swoją szansę widzę w traktowaniu dobrze (z miłością) swego bliźniego, który w miażdżącej większości jest mniej więcej na takim samym etapie uświęcenia jak ja. Czyli na samym początku drogi, najczęściej złapany w jakąś pułapkę. Także wydaje mi się, że punkty startowe mamy podobne. Co najwyżej przemyślenia mam dość nietypowe  ;)
    Podziękowali 2olgal Elf77
  • W świętości,póki się żyje na ziemi, to w praktyce ciągle się jest na początku drogi...
    Mam takie wyobrażenie,że to jest tak jak z Syzyfem... różnica jedynie w tym,że jedni zaczynają pierwszy raz się piąć w górę,inni kilkunasty, a jeszcze inni setny czy tysięczny raz ten głaz toczą pod tą górę...
    I tak od spowiedzi do spowiedzi... :)
    Aż przyjdzie kres i Bóg powie dość,teraz to już ja cię zaniosę wyżej,jak pozwolisz... ;)
    Podziękowali 3Biznes Info mmaj333 Elf77
  • edytowano grudzień 2021
    Ojcowie Pustyni  na nowo odkryli przesłanie Jezusa, dotyczące trójdzielnej duszy człowieka, co znalazło wyraz w trzech ślubach: czystości (umysł), ubóstwa (serce), posłuszeństwa (wola). Dobrze temat zagrożeń dla duszy rozwinął Ewagriusz http://melancholia.xyz/?ewagriusz Sprawa wygląda na znacznie poważniejszą, bo ponoć nawet chóry anielskie są zorganizowane według cech antagonistycznych do danych grzechów: http://melancholia.xyz/?anioly ;

    Nie będę wklejał cytatów, ale treść w linkach jest bardzo ważna, aby prawidłowo i kompleksowo odebrać to "moje przesłanie".
    Podziękowali 1Elf77
  • edytowano grudzień 2021
    Tak z perspektywy lat ciągle wracam do doświadczeń, jakie prawdopodobnie spowodowały u mnie ćwiczenia jogi. Najpierw szatan zaatakował mnie od strony próżnej chwały. Podarował wgląd w "przyszłość" i różne takie doznania wbijające w dumę. Potem zaatakował od strony acedii, czyli zastraszał mnie po prostu. Wydaje mi się, że na tamten moment osiągnął zamierzony przez siebie skutek  :(

    Od razu napiszę, że takie nadzwyczajne szatańskie działania są bardzo nadzwyczajne. Nie dziwię się, że mało ludzi mi wierzy. Dużo za to miałem niepotrzebnych i gorszących przykrości z tego powodu. Dlatego w tym wątku myślę zaatakować. Tą małoduszną, bezinteresowną złośliwość ludzką. I to niestety w znacznej mierze osób wierzących. Niewierzących te moje dziwactwa, chyba po prostu, mało obchodziły.

    I zastanawiam się dlaczego po tym wszystkim Bóg dał mi poznać Jego Miłość względem mnie. Myślę też, że Boże pragnienie uszczęśliwienia, dotyczy WSZYSTKICH innych ludzi. Może mam wśród swoich przodków, ludzi świętych, którzy wyprosili mi tą łaskę? W każdym razie, to przeżycie spowodowało, że do dziś drążę temat Kochającego Boga. Tego jak ja Go rozumiem. Dlatego bardzo też obawiam się, że mogę zostać zwiedziony. Dlatego też ważne jest dla mnie jakie ta moja działalność przynosi owoce.
    Podziękowali 1zbyszek
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.