Nie możesz dogadać się z najbliższymi? Znajdź sobie innych najbliższych!

Miłość (własna) dzieciom

Żyć wygodniej nie znaczy żyć godniej.

FRANCISZEK KUCHARCZAK

Mówią niektórzy, że problemom w małżeństwie zawsze winne są dwie strony: żona i teściowa. Jeśli tak, to teraz doszła jeszcze jedna strona: „Newsweek”. „Już się lepiej rozwiedźcie” – ogłosili na okładce w jednym z niedawnych numerów. I poniżej napisali: „Choć od dawna nie mogą na siebie patrzeć, tkwią w toksycznych związkach. Mówią, że to dla dobra dzieci. A one wychodzą z takich rodzin pokiereszowane na całe życie”.

Ot, znaleźli się doradcy małżeńscy. Ot, specjaliści od spraw rodzinnych i przyjaciele małolatów. Co tam, że dzieci cierpią głównie z powodu rozwodów właśnie. Co tam, że małżonkowie nie automaty i są zdolni do zmiany myślenia i postępowania. Taka jest wykładnia nowoczesnej moralności: Nie potrafisz się dogadać z najbliższymi? To znajdź sobie innych najbliższych.

Diabeł uwielbia podsuwać ludziom błędy parami. W konsekwencji człowiek wybiera grzech, który wydaje mu się „lepszy”, zamiast po prostu odrzucić obie oferty i podjąć wybór uczciwy. Ale tej opcji diabeł, oczywiście, w ofercie nie ma. Tak właśnie jak w ofercie „Newsweeka” nie ma opcji „pozostań w małżeństwie i je napraw”. Nie ma nawet refleksji, że to jest w ogóle możliwe, tak jakby małżonkowie, którzy się kłócą, w następnym ruchu mogli się już tylko bić, a w kolejnym zabić. No i do tego jeszcze to wymądrzanie się, że konflikty między rodzicami są dla dzieci z zasady czymś gorszym niż życie w rozdarciu między mamusią a tatusiem i ich nowymi „partnerami” (często jeszcze bardziej konfliktowymi).

Święty Paweł zapowiadał: „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli” (2 Tm 4,3). To jest taki przypadek. Zdrowa nauka mówi „zmień siebie”, fałszywa – „zmień otoczenie”. To drugie brzmi przyjemniej, więc aby to usłyszeć, zabłąkani ludzie idą po radę do nauczycieli jeszcze bardziej pogubionych niż oni sami. A ci mistrzowie nowej moralności podsuną na tacy rozwiązania szybkie i łatwe. „Przecież jesteś tym już wykończony. Nie można tak się męczyć, bądź sobą, nie daj sobą pomiatać” – podpowiedzą przymilnie. I wreszcie rzucą argument „na szlachetnego”: „Lepiej się rozejść niż niszczyć siebie, małżonka i dzieci. Zrób to dla ich dobra”. I proszę: jesteś bohaterem! Porzucając rodzinę, spełniasz akt miłości bliźniego. Normalnie heroizm chrześcijański.

Tak to leci. Ludzkie ego faszeruje się usprawiedliwieniami najpodlejszej próby. I tylko, dziwna rzecz, ulegający tym naukom jakoś wcale nie są szczęśliwsi. Kolejne pokolenia, pochodzące z coraz rozpaczliwiej porozbijanych rodzin, są coraz mniej odporne na frustrację, zniechęcenie i smutek. I coraz trudniej rozmaitym nieszczęśnikom zwalić winę na żonę – bo już nawet nie wiedzą na którą.

«1345678

Komentarz

  •  I coraz trudniej rozmaitym nieszczęśnikom zwalić winę na żonę – bo już nawet nie wiedzą na którą.

    Dobre.
  • Dobry temat, właśnie szukam dobrej poradni, specjalistów dla małżeństwa w poważnym kryzysie (bardzo poważnie mówią o rozwodzie, a bliscy takie rozwiązanie im doradzają). Niestety poradnie psychologiczne odpadają, bo raczej też nie probuja pomoc. Bardzo trudna sytuacja,  ale wiem,  ze dla Boga nie ma rzeczy niemozliwych. 
  • Szukaj wspólnoty Sychar
    Podziękowali 2madzikg Nika76
  • jan_u powiedział(a):

     I coraz trudniej rozmaitym nieszczęśnikom zwalić winę na żonę – bo już nawet nie wiedzą na którą.

    Dobre.
    Z tego co zauważyłam, na poprzednią. A nieszczęsna aktualna myśli, że przy niej to się odmieni....
    Podziękowali 2Bea E.milia
  • edytowano 31 sierpień
    jukaa powiedział(a):
    jan_u powiedział(a):

     I coraz trudniej rozmaitym nieszczęśnikom zwalić winę na żonę – bo już nawet nie wiedzą na którą.

    Dobre.
    Z tego co zauważyłam, na poprzednią. A nieszczęsna aktualna myśli, że przy niej to się odmieni....
    Ja spotkałem już gościa z ośmiorgiem dzieci, z czterema różnymi kobietami, także... nie zawsze jest tak łatwo jak piszesz.
  • @mmaj333 Sychar dobry, ale pytanie czy ci ludzie są wierzacy?
  • no wiesz, @jan_u , w odwodzie zawsze pozostaje toksyczna matka ;)

    A serio, ilość rozwodów mnie przeraża. I to z powodu takich pierdoł, że nie wiadomo jak skomentować...
  • edytowano 31 sierpień
    Moi rodzice zawsze żyli jak pies z kotem, jako dziecko podstawòwkowe marzyłam wiele razy, żeby się rozwiedli i przestali kłòcić. Ich związek był toksyczny co wpłynęło bardzo negatywnie na nas dzieci. Ich chore małżeństwo trwało aż do śmierci, bo matka bała się odejść i radzić sobie sama z dziećmi , bo "gdzie pòjdę i jak sobie poradzę" oraz "ślub kościelny brałam do śmierci". Tu nie chodzi wcale o to by mieć kolejnych mężòw ale by odejść w porę i nie fundować traumy dzieciom. Moi rodzice pobrali się bardzo młodo i byli kompletnie niedobrani, ojciec miał do tego problem z alkoholem o czym matka wiedziała jak za niego wychodziła ale myślała, że go zmieni . Żarli się całe życie, z domu wzorców miłości małżeńskiej nie mam żadnych. Tak więc ten artykuł wcale nie jest taki głupi.
  • Mam głębokie przekonanie że istnieje jeden główny powód eskalujacej liczby rozwodow. To, że ludzie nie rozumieją trzech rzeczy:
    Po pierwsze, że miłość jest wyborem a nie uczuciem. Jest aktem woli. 
    Po drugie, że malzenstwo to ślub miłości. Ślub, a więc coś więcej niż przysięga, jest to kwestia honoru i człowieczeństwa. Ślub miłości, czyli podejmujemy decyzję. Nieodwołalną.
    I wreszcie trzecie, że małżeństwo to służba. Wzajemna.
    Tylko wtedy to działa.
  • edytowano 31 sierpień
    @mader Chciałam pokazać, że trwanie w toksycznym małżeństwie do śmierci, jeśli z OBU stron nie ma woli zmiany jest naprawdę toksyczne dla dzieci i lepiej się rozstać i samemu wychowywać w spokoju dzueci, nawet jak ślub był kościelny. Żeby te dzieci spokòj miały.Piszę z doświadczenia z domu rodzinnego. Uważam, że tak naprawdę niewiele małżeństw się udaje w praktyce. Opròcz Boga potrzeba też na codzień dobrej woli i chęci ludzkich z obu stron. Staram się żyć inaczej ale łapię się na tym, że czasem powtarzam w małżeństwie błędy mojej matki i mnie to bardzo denerwuje.
  • @J2017 ja też piszę z doświadczenia. Własnego.
    Moje małżeństwo było toksyczne. 
    Na szczęście udało nam się zmienić myślenie.
    Czyli metanoia.

  • edytowano 31 sierpień
    @mader To super, naprawdę. Moim rodzicom się nie udało. Matka niby wierząca i praktykująca, tyle że w życiu jakoś tego u niej nie widziałam w kontaktach z mężem. On popełniał błędy ale ona też i nic  z tym nie chciała zrobić 
  • Rozwód nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem a już w szczególności dla dzieci.
    Zmiana myślenia to taka sama alternatywa jak rozwód. Oczywiście dużo trudniejsza. 
    Podziękowali 4Aga85 Karolinka annabe Bea
  • edytowano 31 sierpień
    @mader Nawet KK zaleca w niektórych sytuacjach separacjé. Wtedy można pomyśleć co dalej. Do dziś uważam, że moi rodzice powinni byli się rozwieść.
  • edytowano 31 sierpień
    mader powiedział(a):
    Rozwód nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem a już w szczególności dla dzieci.
    Zmiana myślenia to taka sama alternatywa jak rozwód. Oczywiście dużo trudniejsza. 
    Dobrym może i nie jest,, ale czasem jedynym. Patrz przykład Karoliny Piaseckiej. To, co przeżywała tą kobieta i na co codziennie patrzyły jej dzieci przechodzi ludzkie pojęcie. 


    Natomiast co do meritum się zgadzam i też uważam, że ludzie decyzję o rozstaniu podejmują zbyt pochopnie, co moim zdaniem wynika z wielkiej niedojrzalosci i braku odpowiedzialnisci.
  • edytowano 31 sierpień

    strasznie prawdziwy tekst niestety!!!

    oczywiście uważam rozwód za dopuszczalny w skrajnych przypadkach jak: bicie, alkoholizm, narkomania czy hazard, notoryczne zdrady, ukryty homoseksualizm jednej ze stron, natomiast pozostałe kwestie, w tym przede wszystkim opacznie rozumiane "prawo do szczęścia"  uważam za do przepracowania przez obie strony

    w ogóle jak słyszę o "prawie do szczęścia" z ust żonatego 40latka lub zamężnej 40latki - matki czy ojca to mi skóra cierpnie! jak ktoś założył rodzinę, i nie ma poważnych powodów jak wyżej, to w pierwszej kolejności powinien realizować prawo do szczęścia założonej rodziny, a dopiero potem prawo do swojego szczęścia w triathlonach, czy z kochanką\kiem

    bardzo mnie to wzburzyło, bo wczoraj dowiedziałam się, że rozwodzi się 3 para naszych znajomych, tacy co to zawsze razem - 3 pary w 3 lata!  wieloletni staż i dzieci!!!




  • :-(
    świat jest durny
  • Nie rozumiem loziomu naiwności że t rozwód to koniec problemów.
    Przykłady wokol pokazują że to dopiero początek prawdziwych.
  • A w ogóle to po co się ludzie żenią skoro na początki zakładają w razie niepowodzeń rozwód.
  • Trathlony to dobra rzecz.
    I dają kopa w małżeństwie też ale chodzi o równowagę co ważniejsze.
    Choć z drugiej strony jak facet nic nie robi poza pracą to też nudą w wieje. 
  • Mnie najbardziej rozbawia tekst w ustach ludzi 40+ stwierdzajacych po rozpadzie kilkudziesiecioletniego małżeństwa,że oto spotkali " miłość życia " 

    I zacytuję kolegę po odejsciu kobiety po 26 latach, 
    " A kurwa 26 lat zycia w ogóle nie istniało i czarna dziura w życiorysie " 
    Podziękowali 2In Spe Ona64
  • Pytanie czy osoba dogaduje się sama ze sobą ???
  • Malgorzata powiedział(a):
    Mnie najbardziej rozbawia tekst w ustach ludzi 40+ stwierdzajacych po rozpadzie kilkudziesiecioletniego małżeństwa,że oto spotkali " miłość życia " 

    I zacytuję kolegę po odejsciu kobiety po 26 latach, 
    " A kurwa 26 lat zycia w ogóle nie istniało i czarna dziura w życiorysie " 
    Niestety. Masakra. A te 26 lat życia to po prostu pomyłka.

  • edytowano 31 sierpień
    Tylko co zrobić oprócz pisania o tym i jakiegos rodzaju rozpaczy nad zjawiskiem .
    Skoro w wielu  przypadkach wcale nie widac rozwalonego zwiazku bo na zewnatrz trochę może byc gry ??
    Nie widzimy zaciszy domu i relacji małżeńskiej. Jaka ona jest .
    O jakis rodzaj pomocy czy wygadania też czesto nikt nie prosi i nie mówi.
    A trudno wtrącać się w  cudze zycie z buta bo tak .
    No i jednak w kościele po ślubie nie ma nic dla malzenstw że tak rzekne na bieżąco  mowione .
    Podziękowali 1Bea
  • edytowano 31 sierpień
    O małżeństwo trzeba dbać codziennie i obustronnie. Niestety niektòrym przestaje się chcieć albo często jest też tak, że nie widzą swoich błędòw, tylko ciągle błędy tej drugiej strony wytykają. Dlatego jest tyle rozpadających się małżeństw. Od kilku lat słyszę od koleżanki (staż małżeński 13,5 roku po ślubie kościelnym), że jest z mężem tylko z/w na dzieci. Nie palą, nie piją, po prostu oboje są uparci i się nie dogadują, już nawet ze sobą nie sypiają od długiego czasu jak sama mòwi, taka jest wzajemna niechęć. Jak się spotykają z nami, to czasem on wyraża pretensje ròżne na żonę a ona nie pozostaje dłużna, jest uparta i nie ustąpi, mają inne podejście do pracy, życia itd..Nie wiem co wtedy powiedzieć. Proponowałam koleżance aby poszli na terapię albo chociaż na początek na wspòlną kolację bez dzieci, to ona mòwi że to nie dla nich, że nie ma już chęci tego naprawiać w żaden sposób, że i tak się za kilka lat rozstaną. No i nic nie zrobisz...
  • Malgorzata powiedział(a):
    Nie rozumiem loziomu naiwności że t rozwód to koniec problemów.
    Przykłady wokol pokazują że to dopiero początek prawdziwych.
    w sumie chyba żaden ze znajomych którzy się rozwodzili nie uważał rozwodu za koniec problemów. Ja też nie myślę ze teraz to dopiero będę miała super życie, wręcz przeciwnie, ale po latach walki, terapii, rozmów itd mam juz dość. I uważam ze zrobiłam co mogłam żeby sytuacje uzdrowić, więcej już nie mogę i nawet nie chcę. 
    Podziękowali 3J2017 Aga85 Bea
  • edytowano 31 sierpień
    nie wyobrażam sobie świata, gdzie członkowie rodziny są elementami zmiennymi :'(
    własciwie tylko tyle mam do powiedzenia w tym temacie
    Podziękowali 3Joannna kiwi Milamama
  • edytowano 31 sierpień
    Znam kobiety, ktòre po rozwodzie odżyły w sensie pozytywnym- wreszcie wesołe , zadbane, spokojne. Mòwiły, że one i dzieci wreszcie mają spokòj i już nigdy więcej związku więc czasem jest to jakiś tam koniec problemòw. Problemy mogą być potem z egzekwowaniem alimentów od pana męża.
  • @"In Spe" Niestety rodzin rozbitych jest coraz więcej.
  • W moim otoczenia ostatnio kilka rozwodów ,wszystkie to małżeństwa z dziećmi .
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.