Bez kar i nagród

1234689

Komentarz

  • Malgorzata powiedział(a):
    Wslolczesny swiat i wychowaniu uczy moim.zdaniem fałszywie trochę.
    Uczy lubienia głównie, od nauki poptzez obowiazki na koncu prywatne zycie ttiearzystkie i pracę.
    Tylko efekty tego są dość słabe.
    Bo jednak wmawianie ludziom "'musisz kochać lubić swoją pracę bo znaczek będziesz nieszczęśliwy " 
    Może to jrst i dobre ale ma krótki nogi bo ikuzudzi jest równolegle nieszczęśliwych gdy takiej pracy nie ma i tych zdecydowanie jrst więcej.
    A moim zdaniem powinno sie bardziej zwracać uwagi co w tej pracy znaleźli pozytywnego i że jednak zapewnia byt rodzinie.
    Trzeba szukać czegoś wyżej niż tylko subiketywne lubię _ nie lubie.
    Przyjemniej osobiście tak staram sie uczuć dzieci .
    Nie wszystko w zyciu jest przyjemnością, rzekłabym ( i mówię ) , że większość to obowiązki życia i stanu.
    Ważniejsze od lubienia jrst spojrzenie jaki ma być efekt końcowy i on czysto jest dobry i bardzo dobry.
    I jest satysfakcja czyli nagroda ;) 
    A co ważniejsze jrst kształtowanie charaktery i cnót.
    Cnotą to obecnej jakieś archaiczne zjawisko rodem z muzeum archelogii templariuszy ;) 
    Ale cnota to właśnie dobre działanie z przyjemnością. 
    Na koniec dnia i tak wybieramy działanie, które wiąże się z większym zadowoleniem/przyjemnością lub z mniejszą nieprzyjemnością. 

    Nie rozumiem podejścia w tzw. wychowaniu siebie czy dzieci, gdzie z góry się zakłada, że praca będzie nielubiana, dzieci będą udręką, małżeństwo będzie krzyżem i próbuje się na to przygotować. Jak sama zauważasz, życie ma dość nieprzyjemności, ale wiele z tych nieprzyjemności to w mojej ocenie skutek niemądrych wyborów, w których ludzie kierują się użytecznością i przeceniają własną zdolność do znoszenia przeciwności. 

    I ja rozumiem, że często się nie da i nie ma możliwości, by coś zmienić (szczególnie, gdy już ma się mnóstwo zobowiązań na sobie wobec rodziny); i nie ma mowy o innej motywacji niż znoszenie przeciwności dla większego dobra. Ale nie zmusicie mnie, by uznać w tym heroizmie ideał chrześcijański, bo nim po prostu nie jest. I sam będę przypominał swoim dzieciakom, że: 
    Chociaż ludziom, którzy widzą tylko to, co zewnętrzne, wystarcza by uczynek cnoty został spełniony wyłącznie jako odpowiedni rodzaj działania, jak na przykład dzieło sprawiedliwości, Bogu który zgłębia serce, nie wystarcza, aby został wykonany odpowiedni co do rodzaju uczynek cnoty, musi być również spełniony w należyty sposób, czyli z przyjemnością i radością. Dlatego Bóg aprobuje i nagradza nie tego, który tylko daje, ale tego, który daje z radością a nie ze smutkiem i wbrew sobie.
  • No dobrze, ale jak konkretnie zamierzasz taką cnotę u dzieci kształtować?
    Żeby odczuwały przyjemność z czynienia dobra. 

    Tu naprawdę nie chodzi o filozofię tylko o konkret. Hipotetycznie, żadne z Twoich dzieci nie chce wyrzucać śmieci. Latasz do śmietnika na zmianę z żoną, podczas gdy dzieci oglądają telewizję. Mimo że im tłumaczysz, jak ważne jest dbanie o wspólny dom, pomaganie sobie nawzajem itp. jakoś ich to nie rusza. Co dalej?
  • A kto pisał o udręki @ Anawim ???
    Chyba tylko Ty wyżej.


    Problem w tym , że nauka i nastawienie napięte na przyjemnosc  moze generować masę problemów, że jednak w zyciu jest ciężko i n i e zawsze jest to przyjemnosc
  • edytowano wrzesień 2018
    Bagata powiedział(a):
    No dobrze, ale jak konkretnie zamierzasz taką cnotę u dzieci kształtować?
    Żeby odczuwały przyjemność z czynienia dobra. 

    Tu naprawdę nie chodzi o filozofię tylko o konkret. Hipotetycznie, żadne z Twoich dzieci nie chce wyrzucać śmieci. Latasz do śmietnika na zmianę z żoną, podczas gdy dzieci oglądają telewizję. Mimo że im tłumaczysz, jak ważne jest dbanie o wspólny dom, pomaganie sobie nawzajem itp. jakoś ich to nie rusza. Co dalej?
      Level hrtd może bym taki , żebyś nastolatek powie, że to nie  jego śmieci.
    Wyzszy level , ze prejjdzie obok i trzasnie drzwiami bo się spieszy i ze śmieciami nie po drodze mu .
    :)
    Podziękowali 1E.milia
  • Albo grzecznie wytłumaczy rodzicom, że wynoszenie śmieci jest obrzydliwe i mało przyjemne i nie będzie tego robił. Po czym wszyscy rozejdą się w zgodzie i pokoju z uśmiechem na ustach. Bo to taka zgodna i zgrana rodzina, żadnych krzyków i awantur :D
  • Na mojej dzielni wszyscy wynosza śmieci zapewne w tym samym czasie  :p
  • Bagata powiedział(a):
    No dobrze, ale jak konkretnie zamierzasz taką cnotę u dzieci kształtować?
    Żeby odczuwały przyjemność z czynienia dobra. 

    Tu naprawdę nie chodzi o filozofię tylko o konkret. Hipotetycznie, żadne z Twoich dzieci nie chce wyrzucać śmieci. Latasz do śmietnika na zmianę z żoną, podczas gdy dzieci oglądają telewizję. Mimo że im tłumaczysz, jak ważne jest dbanie o wspólny dom, pomaganie sobie nawzajem itp. jakoś ich to nie rusza. Co dalej?
    No telewizji to nie będą oglądać, bo oglądają tylko z nami w niedzielę ;)
    Raczej wprowadzam atmosferę - bo tak i już. Tu nie chodzi przecież o to, by koniecznie lubić czynność wyrzucania śmieci, tylko o to, by lubić spełniać obowiązki. Bo dobrze jest spełniać obowiązki. 
    Co to znaczy, że dziecko nie chce? Jeśli to jest obowiązek, to egzekwuję aż zrobi. Na razie to są wypakowania zmywarki, sprzątanie ciuchów, pokoju, pomoc przy wieszaniu prania itd. bo są małe jeszcze. Jak się zacinają i nie chcą, to ja się zacinam na "ale trzeba sprzątać" i nadzoruję, aż zrobi. Jak trzeba, to pomagam. 
    Nie widzę sensu jakiegoś tłumaczenia, że wspólny dom, czy że dobrze kochać bliźniego. 

    Malgorzata powiedział(a):
    Problem w tym , że nauka i nastawienie napięte na przyjemnosc  moze generować masę problemów, że jednak w zyciu jest ciężko i n i e zawsze jest to przyjemnosc
    Oczywiście, bo działanie wtedy też jest nastawione na użyteczność, jest środkiem do osiągnięcia celu - przyjemności. Czymś innym jest robienie czegoś, by to sprawiło przyjemność (interesowne i utylitarne) od robienia czegoś bo to sprawia przyjemność (to jest bezinteresowność, działanie dla samego działania). 
    Działanie bezinteresowne jest lepsze od interesownego i tyle. 
  • No dobrze to jak to sławne"Najpierw obowiązek, a potem przyjemność" takie be to jak działasz konkretnie, jak dziecko mówi, że wypakuje zmywarkę wieczorem, a teraz idzie do sąsiadki pobawić się. Zmywarka musi być wypróżniona już bo piętrzy się sterta garów. I tak jest ze wszystkim - z wieszaniem prania, wynoszeniem plastików itp. Teoretycznie niektóre rzeczy można zrobić później ale pranie się zaśmiergnie, a o plastiki potyka się pół rodziny.
    Podziękowali 2beatak Katia
  • Anawim powiedział(a):

    Co to znaczy, że dziecko nie chce? Jeśli to jest obowiązek, to egzekwuję aż zrobi. Na razie to są wypakowania zmywarki, sprzątanie ciuchów, pokoju, pomoc przy wieszaniu prania itd. bo są małe jeszcze. Jak się zacinają i nie chcą, to ja się zacinam na "ale trzeba sprzątać" i nadzoruję, aż zrobi. Jak trzeba, to pomagam. 

    A jak dziecko stawa bierny opór mimo Twojego zacięcia się? Nie masz co nadzorować, bo dziecko usilnie namawiane siedzi, bimba nogami i czeka aż Ci się namawianie znudzi? Albo wprost Ci komunikuje, że nie zamierza robić tego, co należy do jego obowiązków. Nie, bo nie. Masz trzy wyjścia - trwać w zacięciu (jak długo? co uznasz za sukces?), przymusić (jakimi metodami), odpuścić.
    Podziękowali 4Elunia Bagata PaniWiosna Katia
  • Chyba po prostu @Anawim ma bardzo grzeczne dzieci, dlatego może z pełnym przekonaniem głosić swoje idealistyczne poglądy :)
    Podziękowali 3Ania D. joanna_1991 Katia
  • echhhh
    ja ja uwielbiam :/ :/ :/ takie pitupitu dotyczące najprostszych spraw
    Pół biedy, jeśli rodzic sam sie z tym zmaga-proszzzzzz bardzo
    gorzej, jak potem mam takich kilku i weź tu człowieku filozofuj i prowadź dysputy godzinne, negocjuj, zacinaj się, nadzoruj itp choćby zwykłe wyrzucenie papierka
    Litości
  • Kiedyś już pisałam, znajoma jest technikiem weterynarii i pedagogiem, mąż jej ma hotel dla zwierząt. Ona prowadzi klubik malucha, dzieci kochają ją i chodzić do klubiku, to jest przekochana "ciocia". Metody ma czysto treserskie, dokładnie takie jak układa się zwierzęta. Ma na początku nagrody w formie chrupka, potem naklejki, uśmiechów itp. Funkcjonują fantastycznie, dzieci zachwycone. Co jest w tym złego? Z czasem wycofuje te materialne historie, ale jest liczenie punkcików za pomoc koledze, posprzątanie, grzeczne zachowanie. Z czasem maluchom to wchodzi w krew i potem panie nauczycielki z przedszkola nie mogą się nachwalić dzieci klubikowych.
    Podziękowali 2kociara Katia
  • edytowano wrzesień 2018
    Bo dzieci tak naprawdę potrzebują pewnego rodzaju rygoru.
    Zasad, poleceń, rozliczania ich z zadań. Ograniczań i nadzoru. Oczywiscie sensownego a nie przemocowego "bo kur.....tak, bo ci każę". 
    Wtedy czują sie kochane, ważne, potzrebne, zaopiekowane. 
    Oczywiscie, że kolejną ich potrzebą jest próba ich łamania, wymykania się, kombinowania i kręcenia.
    Rozsądny rodzic rozumie, nierozsadny będzie zawsze bronił pępuszka przed złem tego swiata w postaci wymagań, respektowania zasad i przykrych konsekwencji
    edit: i oczekiwał trzęsienia się nad pępuszkiem i jego kruchą psychiką, nawet jak pępuszek już prawie lub całkiem pełnoletni

    @Elunia - bo zwierzęta są mądre i gdybyśmy dzieci wychowywali jak zwierzęta -oczywiscie te socjalne(jakkolwiek to brzmi), swiat byłby piękniejszy, bezpieczniejszy, przyjaźniejszy
  • Moje dzieci co poniektóre bardzo lubią nagrody. Np Teresa zbiera dzielnie pieczątki w świetlicy za dobre zachowanie. Np za sprzątanie po sobie zabawek. A dużo pieczątek to ponoć ma być nagroda.
  • O ile  mnie czysty, wysprzatany dom daje satysfakcje, o tyle dzieciom moim niekoniecznie ;)
    Wciaz dobrze pamietam, ze jako dziecko, młodzież, a nawet młody dorosły uważałam sprzątanie za niepotrzebna stratę czasu >:) Zmieniło mi się dopiero jak się wyprowadziłam  na swoje. 
    Podziękowali 1jukaa
  • Malgorzata powiedział(a):
    Bagata powiedział(a):
    No dobrze, ale jak konkretnie zamierzasz taką cnotę u dzieci kształtować?
    Żeby odczuwały przyjemność z czynienia dobra. 

    Tu naprawdę nie chodzi o filozofię tylko o konkret. Hipotetycznie, żadne z Twoich dzieci nie chce wyrzucać śmieci. Latasz do śmietnika na zmianę z żoną, podczas gdy dzieci oglądają telewizję. Mimo że im tłumaczysz, jak ważne jest dbanie o wspólny dom, pomaganie sobie nawzajem itp. jakoś ich to nie rusza. Co dalej?
      Level hrtd może bym taki , żebyś nastolatek powie, że to nie  jego śmieci.
    Wyzszy level , ze prejjdzie obok i trzasnie drzwiami bo się spieszy i ze śmieciami nie po drodze mu .
    :)
    Przejs obok gdy czeka na obiad i powiedzieć ze gotowanie mi dziś nie po drodze.
    Wstawić kosz do jego pokoju gdzie ma wyrzucać swoje śmieci. W końcu życie go zmusi  B)
    Podziękowali 1beatak
  • Ej no tak nie wolno. Trzeba tłumaczyć żeby dziecko samo załapało, że wynoszenie śmieci jest ważne dla wspólnego dobra rodziny. A jak nie łapie to rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać i tłumaczyć, tłumaczyć.
    Taaa
    Podziękowali 2Katarzyna mamababcia
  • Katarzyna powiedział(a):
    A jak dziecko stawa bierny opór mimo Twojego zacięcia się? Nie masz co nadzorować, bo dziecko usilnie namawiane siedzi, bimba nogami i czeka aż Ci się namawianie znudzi? Albo wprost Ci komunikuje, że nie zamierza robić tego, co należy do jego obowiązków. Nie, bo nie. Masz trzy wyjścia - trwać w zacięciu (jak długo? co uznasz za sukces?), przymusić (jakimi metodami), odpuścić.
    Wczoraj miałem bierny opór przy modlitwie, nie zaczęliśmy dopóki delikwentka nie przyjęła odpowiedniej postawy. 
    Jeśli pozostaje przymus, to już pewnie dowolnymi - krzyk, klaps lub nagrodami. Tak jak pisałem, przecież ludzie są różni i pewnie niektórzy mają określone defekty, gdzie "ludzkie" traktowanie nie działa i nie ma prawa działać, więc trzeba choćby tresować, by jakoś funkcjonowało w społeczności. 

    Druga sprawa to zasoby rodziców (czasu, uwagi itd.). Realia są jakie są i nie ma co się zżymać, ale tolerować braki, których i tak nie ma jak wypełnić. 
  • @Anawim - czyli, jak sam przyznajesz, to jest piękna teoria, ale w praktyce sprawdzi się jedynie w sprzyjających okolicznościach. Problem w tym, że to się rodzicom sprzedaje jako jedyną słuszną drogę. A alternatywa, jaką rodzice przyjmują, gdy jedyna słuszna droga nie działa, to odpuszczanie. Bo przecież żadna forma przymusu nie jest dopuszczalna.
  • Jak bym.miala.tłumaczyć to bym została prawnikiem adwokatem , albo.mòwcą.
    Nie mam.osobowości do.bezsensownego.gadania. 

  • Chętnie zobaczę reakcję rodzica-tłumacza, wracającego z pracy, zmęczonego, który widzi po raz setny, że nastolatek rzuca brudne ubrania na podłogę, a wcześniej 99 razy mówił dziecku, że tak nie należy robić.
    Podziękowali 2beatak PaniWiosna
  • Ja właśnie się wydarlam jak stare gacie jak codzień o tej porze. Mimo ze siedzę w domu cały dzień se. Z dziećmi. Umówione na 19 z fa na to ze będzie umytą i ćwiczymy na gitarze. Dziewczyny rozlazły się po zabawie w pokoju jakby bomba wybuchła, nikt się nie poczuwa do sprzątania, one nie umyte. I oczywiście obraza ze mama krzyczy ciagle. A ja nie dogladalam tylko hamowałem krew z nosa i buzi stefka który bawił się w zapasy z jontkiem jak wycierałam po kąpieli benia.
  • I nabierz se oddech i tłumacz w takiej sytuacji coś... 
  • @MAFJa bohaterko!
    Podziękowali 1mamababcia
  • Ja się wczoraj też wydarłam, choć staram się na ogół grzecznie tłumaczyć. Ale czara się przelała, gdy wchodząc do domu po dniu ciężkiej harówy (a przedtem ugotowawszy dwudaniowy obiad) omal się nie zabiłam o buty domowników w przedpokoju. 
  • U mnie lecą wtedy buty na podwórko. I nieważne,że pada a to zamszowe szpilki. Jak rxucasz i psy  koty po tym chodzą to też się niszczą.
    Podziękowali 4beatak jukaa saga Katia
  • edytowano wrzesień 2018
    mnie powstrzymuje przed wyrzucaniem rzeczy za okno tylko to że mieszkam na drugim piętrze (w zasadzie i na 3, sypialnie mamy na poddaszu) .... jakby komuś na głowę takie szpilki spadły....


    muszę wymyślać bardziej wyrafinowane kary i nagrody B)
    Podziękowali 1Katia
  • U mnie okna zastawione gownami i to mnie powstrzymuje 
  • Oj tam buty z drugiego piętra.  Moja babcia wyrzuciła ogromny nóż z 7 na chodnik pod blokiem.  

  • Mnie tam szkoda nerwów na takie błahostki. Leza buty na srodku - wołam osobnika, osobnik sprząta i jest Ok. Ale biorę tez poprawkę na cechy osobnicze - taki typ, zreszta jak i ojciec. Mogłabym sie wydzierać, ale dzieci co najwyżej by sie tylko nauczyły, ze jak jest problem to sie krzyczy ;)
    Czasem trzeba po prostu cos 1000 razy powtórzyć, na proste czynności (typu wieczorem brudne ciuchy ładują w koszu w łazience) daje dziecku np. rok na naukę. Jak ma cis zrobić - przypominam ( np. pamiętaj, ze za 30, 15 minut, zaraz masz gdzies wyjść - taki prosty trik z terapii) - mężowi również :smiley: Chociaz niedziela co tydzień jest, to jednak pytam sie go w sobotę, czy odebrał koszule z praniu, zeby wlasnie zapobiec nerwówce w niedziele.
    Tak, zdarza mi sie wybuchnąć, ale to jednak wstyd i zwykle wcale nie jest związane np. z tymi nieszczęsnymi butami i dzieckiem, tylko z zupełnie innym problemem. Keep calm :blush:  
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.