Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

preppersowo

edytowano październik 2017 w Kuchnia
Witajcie, 
nie znalazłem podobnego wątku więc postanowiłem założyć osobny. Kiedy rodzina zaczęła nam się powiększać, zacząłem się zastanawiać jako ojciec nad różnymi sprawami, głównie dotyczyły one poziomu naszego życia: co się stanie jak braknie prądu? jak padnie centralne ogrzewanie? jak przyjdzie żywioł i uniemożliwi dojazd do apteki, sklepu? czy wystarczy nam jedzenia? środków czystości i higieny? Nie ukrywam, że zacząłem też o tym rozmyślać mniej więcej jak zaczęła się zawierucha na Ukrainie. W internecie odkryłem że takich ludzi jak ja jest znaczenie więcej i nazywają się preppersami - stąd nazwa wątku :smile: Najogólniej definiując, preppers to osoba która bierze odpowiedzialność za przetrwanie i jakość życia siebie i swojej rodziny. Preppers myśli długofalowo, kiedy inni nie przejmują się jutrzejszym dniem. Jeśli kogoś interesuje ten temat, można doczytać ten wątek:  http://preppersi.blogspot.com/p/5-zasad-preppersa.html
Chciałem aby w tym wątku moglibyśmy się wymieniać wspólnymi doświadczeniami w tym zakresie. Przyznam się Wam, że na Wasze forum trafiłem właśnie poprzez tematykę magazynowania żywności. Szukałem na internecie informacji nt. przechowywania żywności i tak po raz pierwszy weszłem na forum wielodzietnych. Z tego co pamiętam, ktoś chciał spróbować magazynować żywność w pojemnikach po wodzie 5l. Pomyślałem wtedy: w sumie taka rodzina wielodzietna to też preppersy, muszą być dobrze zorganizowani, nie będą latać co chwila do sklepu po kaszę :smile: 
W moim zamyśle chciałem też połączyć tutaj wspólne zakupy - przez internet dużo rzeczy można taniej kupić, ale koszty wysyłki często zniechęcają bądź są darmowe od jakiejś wysokiej kwoty zakupów. Można się organizować i kupować razem, jeśli macie kontakt ze sobą w realu. Dla przykładu ja często robię zakupy w internetowej aptece (nie wiem czy mogę podać nazwę?), gdzie ceny w stosunku do mojej stacjonarnej apteki są dużo niższe, darmową wysyłkę od 300 PLN wzwyż omijamy umawiając się między znajomymi na wspólne zakupy - wiadomo że co sezon schodzą nam określone syropy, lekarstwa i przy tylu pociechach już sami wiecie jaką kurację bezreceptową zacząć przy pierwszych objawach w infekcji.
Drugi przykład z mojej strony - na olx.pl - są bardzo tanie mydła: Luksja, Palmolive, etc. w cenach 0,50-1,00 PLN. Wysupłaliśmy złocisze i kupiłem w mojej okolicy 140 szt. mydeł Barwa Natura z gliceryną za 0,50 gr (cena w sklepie internetowym: >1,90 PLN). Długi termin przydatności, dobra jakość, za tą cenę - czysty zysk.
Zainteresowanych tematyką zapraszam :smile: 

«1345

Komentarz

  • Podobny watek juz był. Ale nie pamietam tytułu
  • Mój przyjaciel z Warszawy ma przygotowane plecaki ucieczkowe :smile: Dla siebie i żony. W tym roku robił ich przegląd, wymieniał przeterminowane składniki. Ja nie mam, bo zakładam że z mojego domu nie będę się nigdzie ruszał :smile: Dom mam podpiwniczony, a tam - spiżarnia. Żona ochoczo "produkuje" przetwory. Ogórki, papryka, nalewki, syropy z mleczy, czarnego bzu i masę innych.
    W ubiegłym roku za pół darmo kupiliśmy suszarkę do owoców Zelmera - nietrafiony prezent, dla nas bardzo przydatne urządzenie. Suszymy na niej owoce a w zimie dajemy je dzieciom jako "chrupki" lub sami je jemy "ku kawie". Ostatnio żona wpadła na świetny pomysł - zamiast kupować herbatki dla dzieci, sama je robi. Do butelki po bobofrucie wkłada suszone plasterki jabłek (gruszek, bananów...), listki mięty/melisy z przydomowego ogródka i dodaje miód. Zalewa to przegotowaną ale w miarę ostygłą wodą (wiadomo - miód), zakręca i zostawia aż trochę się schłodzi. Przed nalaniem do niekapka jeszcze wstrząśnięte, nie zmieszane :wink: i herbatka gotowa.
    Mój następny "preppersowy" zakup to właśnie miód. Planuję kupić ok. 10-12 sztuk słoików litrowych. Miód jest bezterminowy, można go trzymać i 1000 lat - nic mu nie będzie. Ktoś ma namiary z G. Śląska na prawdziwy miód w miarę przystępnej cenie? U mnie po 35 zł, ten rok był fatalny w sadownictwie.
    Podziękowali 2antonina makodorzyk
  • Jak na prawdziwy miód to niezła cena. Prawdziwy, czyli pszczoły nie są dokarmiane, poza niezbędnym minimum.
    Podziękowali 1tymka
  • W mojej okolicy średnia cena wynosi ok. 25 PLN za słoik. W tym roku jest tragedia. Co roku zbieramy orzechy włoskie - w tym roku nie ma albo nic albo tą resztkę wyjadają sójki i wiewiórki. W ub. roku posadziłem sad - w maju wymarzła mi połowa drzewek. W sadzie rodziców jabłek jak na lekarstwo. Kiepski jest ten rok.
  • edytowano październik 2017
    10-12 słoików miodu to preppersowy zapas??? Nie miałam pojęcia, że jestem megapreppersem. ;) Tylko coś mi zapas już prawie znikł...
    Podziękowali 1tymka
  • @Bambidu zależy jaka rodzina :) ja litrowy słoik mam na kilka miesięcy, no ale jest nas tylko trójka...
  • Nie do końca od rozmiaru rodziny zależy @gabriela. U nas spożycie nie było szczególnie wielkie dopóki nie uświadomiłam domownikom dobroczynnych właściwości miodu. No i wzrosło tak, że zastanawiam się, czy słusznie zrobiłam...;)
  • u nas kluczowy jest pelen bak w samochodzie.... jak przyjdzie czas uciekac do Polski  :)
    Podziękowali 1Małgorzata32
  • Ja przyznam się że miodu bardzo mało zjadam. Głównie dzieciakom do płatków śniadaniowych czy do herbaty. Chyba większość ma swój jakiś ulubiony zdrowy przysmak - ja akurat rano na śniadanie smaruję chleb oliwą zamiast masła, taką prawdziwą oliwą. Przyjaciel zaopatruje się w jakieś preparaty z czystka, brat kupuje coś z prawoślazu...
    W przyszłym miesiącu będę się zaopatrywał w oliwę - http://www.greckie-delikatesy.pl/ ; ktoś chętny na wspólne zakupy? Górny Śląsk, odbiór SMI ew. SPS.

  • edytowano październik 2017
    @TecumSeh chyba w Twojej skali jestem w wersji light :blush:
    Myślami jestem aby zapewnić rodzinie pożywienie, ciepło, podstawową opiekę zdrowotną w warunkach domowych. Nie koncentruję się na opuszczeniu mojego domu tylko na przetrwanie w nim w warunkach kryzysu.
    Liofilizacja to klasa premium, tymczasem w warunkach domowych na konserwację żywności wystarczy temperatura, sól czy najstarszy na świecie sposób - suszenie. Do magazynowania żywności stosuję prostą zasadę: "store what you eat, eat what you store". Kupujemy tylko to co konsumujemy, ostatnio m.in. dzięki inspiracji na tym forum kupiliśmy roczny zapas ryżu, grochu, fasoli, kasz.
    Broń? Nie podpuszczaj mnie :wink: 
  • @Thiassi my ostatnio spuściliśmy z tonu, chociaż zapasy jeszcze są częściowo sprzed dwóch lat, kiedy zrobiliśmy przeszło 600 słoików różnych specjałów. Zbierałem wtedy na forum słoiki.
    Podziękowali 1Thiassi
  • Tylko utwierdzam się po Waszych wpisach że jestem wersją light :smiley:
    My tak raczej mamy roczne zapasy, żona uwielbia gotować i co roku ubogaca nam spiżarnię w zależności czego jest aktualnie wysyp i w różnych konfiguracjach (np. ogórki - w occie, kiszone, z chilli, w musztardzie). Zjadamy to mniej więcej w ciągu roku do półtora, wtedy znowu kupujemy świeże owoce czy warzywa i tak w kółko.
    @jan_u jesteś z Gór?
  • O rety, strasznie mnie rozbawiła Twoja lista rzeczy niezbędnych do przetrwania w razie kataklizmu. Takich rzeczy jak herbatki dla dzieci, apteczne specyfiki na przeziębienie czy ogórki w musztardzie nie mam w domu nawet w czasach luksusu :)
    Podziękowali 2Skatarzyna tymka
  • W takim razie zapraszam skosztować :smile:
    Czym chata bogata... :smile: 
    Podziękowali 2Małgorzata32 Bagata
  • edytowano październik 2017
    :smiley: boooo... facet ma być odpowiedzialny za bezpieczeństwo swojej rodziny. Mam parę rzeczy do (samo)obrony - oczywiście zgodnie z prawem  o:) Mam nadzieję że nie będę ich musiał używać.
    Gdybym mieszkał w bloku, mieście, to pewnie bym sobie nie zaprzątał nawet głowy robieniem zapasów. Natomiast plecak ucieczkowy - jasne, zainwestowałbym. W nim żywność liofilozowaną, tabletki do odkażania wody albo life straw, podręczna apteczka, coś na biegunkę - głupio zejść z powodu sraczki :smiley: 
  • edytowano październik 2017
    Parę lat temu przeszła burza o 5 nad ranem w naszej miejscowości. Nie mieliśmy prądu przez 4 dni. Dało się przeżyć bo był lipiec. Co by się stało, gdyby to samo wydarzyło się w zimie? W 2010 nad Jurą Krakowsko-Częstochowską przeszła burza śnieżna. Kolega z Zawiercia był bez prądu ok. 2 tygodnie. W tym samym roku, tylko nieco wcześniej ewakuowaliśmy się z naszego ówczesnego miejsca zamieszkania z powodu powodzi. Piwnica była zalana po pas i było realne zagrożenie że woda się podniesie w całym mieście. W promieniu 30 km nie było żadnej wolnej pompy do wody, brakowało w sklepach nawet zwykłych gumiaków.
    Można sobie wyobrazić teraz obie sytuacje z noworodkiem na rękach. 
    Czy sprzeniewierzyłem się Bogu, że kupiłem sobie agregat prądotwórczy? Że kupiłem sobie pompę zatapialną? W mojej ocenie - nie.
    Jasne, jeśli ktoś w tym temacie odjechał za daleko, że zabezpiecza się na każdą ewentualność, buduje schron przeciwatomowy i całą ufność pokłada w swoich zabezpieczeniach - to współczuję.
    W przetworach też nie widzę nic dziwnego. Mieszkamy na wsi, mamy sad, warzywniak, mały zielnik, w naszych rodzinach to jakaś szara codzienność że robimy kompoty, dżemy, nalewki, deptamy kapustę, kisimy ogórki a jeśli dodać do tego jeszcze pasję i zamiłowanie mojej żony to proszę się nie dziwić naszym frykasom na spiżarnianej półce :smiley: Może że wątek jest opakowany słowem preppers wywiera emocje, gdybym upchnął to w jakiś przepisach kuchennych przeszedłby bez echa :wink: 
    Wychodzę z założenia że można mieć i różaniec i oliwę do lamp. Zwykła roztropność. Jedno nie wyklucza drugiego. U mnie nawet więcej tego pierwszego, bo nawróciłem się w 2007 na Jasnej Górze :smile: 
    Dobrej nocy, zmykam bo jutro wcześniej pobudka.


    Podziękowali 3kasha mama_asia Malena
  • Wolę brak prądu zimą, niż latem, w razie "w" siedzimy razem, ogrzewamy się kominkiem i gadamy, gadamy, gadamy, latem są problemy z zawartocćią zamrażarek. Generator padł, nowy pewnie nabędziemy z czasem, a wszystkiego się nie zabezpieczy, choćby chomik udzielał lekcji w duecie z wiewiórką.
  • Na okolicznosc konca swiata ja mam nadzieje zrobic to, co @Bridget: nastawic pralke.
    W razie wybuchu atomowego, dajmy na to koreanskiego polecimy wszyscy do Abrahama, cali albo w kawalkach. I 140 mydel marki Barwa, dobrych, polskich.
  • Tulipany ponoć trujące są.
    U nas spiżarnia pełna ale prepersami nie jestesmy, choć na wsi to może i realne było. Tylko na co to przygotowanie ma byc właściwie? Na brak prądu? Na wojnę? Czy na zniknięcie ludzkosci rodem z książki sf?
    Drewno mamy na całą zimę. Ziemniaków wykopalismy 700 kg, leżą w piwnicy. W stodole parę ton zboża, sąsiadka ma studnię jakby wody nie było. Co z tego, kiedy w razie wojny przyjdą, zabiorą i nie ma. W ogóle nie rozumiem tego gromadzenia na wszelki wypadek. Jeszcze obsługę broni, czy znajomość dzikich jadalnych roślin uznaję za przydatną dla prepersa
    Zapas kaszy na rok? Bym chyba się moli obawiała.
  • Zapalniczki trzeba mieć. Dużo zapalniczek. W razie wojny są ponoć świetną walutą. Tak mówił zaprzyjaźniony preppers.
    U nas szwagier szkoli się na myśliwego, a mąż i synowie trenują strzelectwo. Ja troszkę zaprawiona medycznie - jak trzeba, to i szyć mogę i poród w domu przyjmę. Takie kompetencje mogą być przydatne. 
  • edytowano październik 2017
    Czuje sie jakby dziewczyny przejechaly po mnie tirem :wink:  Dziekuje za wszystkie posty. Jestescie bogactwem tego forum, kazdy ze swoim zdaniem i podejsciem do zycia. Mysle ze dzieki Waszym doswiadczeniom moge sie tu jeszcze duzo nauczyc. Pozdrawiam.
    Podziękowali 1Rejczel
  • edytowano październik 2017
    Katarzyna powiedział(a):
    Zapalniczki trzeba mieć. Dużo zapalniczek. W razie wojny są ponoć świetną walutą. Tak mówił zaprzyjaźniony preppers.
    Gdy nadchodzi wojna najlepsza waluta sa ponoc papierosy i alkohol :| ... tak twierdzil dziadek co przezyl. Tak samo powiada moj maz gdy zastanawiamy sie co zrobic z alkoholem dostanym w prezencie... ze zostawic na czas kryzysu ;)
    Podziękowali 1Aga85
  • Myślę, że dobrze mieć spakowane w jednym miejscu w domu takie rzeczy jak: środki opatrunkowe, tabletki przeciwbólowe, coś na oparzenia, zapalniczkę, małą turystyczną kuchenkę, nóż wielofunkcyjny, tabletki do uzdatniania wody.....

    w polskiej wersji to BIS
    przepraszam wrażliwych - bierz i spier@#*&&j
    Podziękowali 2MamaKredka kasha
  • Ja jestem przygotowana na najgorsze. Mam ok. 30 paczek pampersów i 100 rolek papieru toaletowego  :D
    Podziękowali 3Skatarzyna tymka gabriela
  • Mam resztkę zapałek i zapalniczki 2 zepsute.
    Mam nadzieję,że zdążę do biedry podjechać przed kataklizmami...
  • Po srogiej zimie kilka lat temu, gdy wieś w której mieszkam została odcięta od świata na kilka dni bo nawet pługi nie mogły się przedrzeć przez zaspy śnieżne, zdecydowanie wolę mieć zapasy różnych produktów tak by móc spokojnie przeżyć chociaż tydzień nie wychodząc z domu. 
    Podziękowali 1kasha
  • TecumSeh powiedział(a):
    @Skatarzyna: "mój mąż ma różaniec, używa śmiało, polecam i Wam "

    @Skatarzyna: " Generator padł, nowy pewnie nabędziemy z czasem, a wszystkiego się nie zabezpieczy, choćby chomik udzielał lekcji w duecie z wiewiórką. "

    Ale po co nowy, skoro mąż ma różaniec, bo nie rozumiem?
    :D

    MSPANC
    Różaniec, by mieć poczucie bezpieczeństwa, to potężna oręż, generator dla zwykłej wygody. :)
    Podziękowali 1Katia
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.