Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Jestem byłą lesbijką...

13»

Komentarz

  • > Czy to nie dotyczy osób heteroseksualnych? Tego typu demoralizacja?

    Może tak się da z prostytutkami, ale wtedy trzeba płacić.
    Podziękowali 1Klarcia
  • edytowano 1 maj
    OlaOdPawla powiedział(a):
    I do jakich @Anawim wniosków doszedłeś?
    Zastanawiam nad właściwą strategią działania w dzisiejszych czasach. 
    Potępienie, ostracyzm itd. działają wtedy, gdy stanowią coś, czego można się bać. Czy dzisiaj ktoś się boi ostracyzmu, bo zostawił rodzinę? Może trochę. Coming out, przynajmniej w Polsce bywa trudniejszy. Ale spokojnie można sobie znaleźć otoczenie, gdzie da się wybierać i zachowywać wbrew temu, jak się było wychowanym i nie narazić się na odrzucenie.

    Zatem co daje potępienie takiej osoby w dobie braku jakichkolwiek konsekwencji zerwania więzi społecznych? Juz nie wywozimy Jagny na taczkach. Moralność bez konsensusu społecznego nie może być nieuświadomiona (przynajmniej w kwestiach najwyżej wagi); potrzeba wewnętrznej akceptacji i dorośnięcia do niej. Inaczej prędzej czy później okaże się tylko iluzją, omamieniem zaściankowym myśleniem. 

    Nie bardzo widzę, jak ktoś niedojrzały może przejść tę drogę w świecie, gdzie do wyboru ma środowisko (przynajmniej pozornie) pełne akceptacji, a z drugiej - ostracyzmu. Konieczne jest niuansowanie.

    A netflixowe oswajanie z homoseksualizmem? No cóż - zmniejsza "efekt jednorodności grupy obcej"; trochę trudniej polegać na stereotypach. 
    Podziękowali 2OlaOdPawla Klarcia
  • Berenika powiedział(a):
    Czy to nie dotyczy osób heteroseksualnych? Tego typu demoralizacja?

    Dotyczy, tylko w znacznie mniejszym stopniu.
    Były badania, które twierdziły że dziś przeciętna liczba partnerów seksualnych u hetero to 5-10 w zależności od wieku i płci, a osób homoseksualnych ok 50-100.

    Anawim powiedział(a):
    OlaOdPawla powiedział(a):
    I do jakich @Anawim wniosków doszedłeś?
    Zastanawiam nad właściwą strategią działania w dzisiejszych czasach. 
    Potępienie, ostracyzm itd. działają wtedy, gdy stanowią coś, czego można się bać. Czy dzisiaj ktoś się boi ostracyzmu, bo zostawił rodzinę? Może trochę.
    No, czasem więcej niż trochę. Zależy jakie środowisko.

    Mam dość blisko przykład kobiety która zdradzała męża z jego kolegą w końcu odeszła od niego. Potem jej babcia, jeszcze wtedy żyjąca, acz po 90-tce powiedziała, że wobec tego nie chce jej widzieć. Rodzina też się odwróciła - połowicznie niestety. Natomiast rzeczona osoba w pewnym momencie była bardzo przejęta tym ostracyzmem, i - takie miałem wrażenie - bliska powrotu do sakramentalnego męża.

    Niestety z dwojga jej dorosłych dzieci jedno jej dziecko było bardzo przeciw, drugie w sumie miało to gdzieś, babka była przeciw jak pisałem, ale matka już tak sobie, siostra niby przeciw, ale w sumie bez konsekwencji - i tak dalej.

    W końcu, w miarę upływu czasu, wszyscy się oswoili z sytuacją i owa kobieta rozwiodła się i wyszła ponownie za mąż.

    Oczywiście to przypadek jednostkowy, ale mam wrażenie (niestety badań na tę okoliczność brak), że ostracyzm społeczny wiele robił (swego czasu) aby takim sytuacjom przynajmniej w części przeciwdziałać.

    Obecnie część tego zachowała się w konserwatywnych, katolickich środowiskach, ale siłą rzeczy rażenie tegoż jest znacznie mniejsze. A szkoda.

    Podziękowali 1Malia
  • Ja nie mówię, że ostracyzm nie działa, bo działa. Tylko że to jest jak kwestia pasażera na gapę-działa jeśli sankcja jest nieuchronna i dotkliwa. A obecnie ten ostracyzm jest wybiórczy i połowiczny. Zostawiając żonę nie musisz stać się wyrzutkiem społecznym. A będąc aktywnym gejem i walcząc o ich prawa (przywileje) możesz zostać p.o. I Prezesem SN.

    Ostracyzm jest efektywnym sposobem kształtowania naturalnej moralności. Dziś budzimy się z ręką w nocniku, także w środowiskach katolickich, gdy się okazuje, że przy braku powszechnego potępienia, ludzie, skądinąd też wierzący, niekiedy nawet mocno praktykujący, zaczynają dokonywać wyborów sprzecznych z dotąd wyznawanymi wartościami. 
    I jeszcze raz, ja nie mówię, że nie należy potępiać ich czynów. Należy. Tylko, że to już nie działa. I jest niewystarczające.

    Przypomina mi się problematyka prowadzenia domów publicznych przez gminy chrześcijańskie w starożytności, a potem w średniowieczu - tolerowanie procederu przez władze. Augustyn dał taką odpowiedź - jeśli usuniesz kloakę, smród się rozleje po całym królestwie. Pomimo, że prostytucja i seks pozamałżeński należy potępić, lepiej by słabość ludzka znalazła ujście w takiej formie, niż by ryzykować zdrady małżeńskie kobiet.

    Dziś podobna dyskusja się przetacza przez Kościół. Z perspektywy zdeklarowanego geja - wierność partnerowi jest lepsza niż 60 partnerów do 40 roku życia. jest konkretną wartością, która przekłada sie choćby na zdrowie, w tym psychiczne. Ale takie stawianie sprawy uniemożliwia ostracyzm.
    Z perspektywy porzuconych dzieci nowy związek ich porzuconego rodzica jest w wielu aspektach czymś dobrym. Ale znowu - uniemożliwia ostracyzm; utrudnia te rzadkie sytuacje nawrócenia.
    Kiedy takie kwestie były jednostkowe dało się to jakoś uzasadnić. Te jednostki poświęcają się dla dobra ogółu - ich dramat jest przestrogą dla innych i podgrzewa społeczne potępienie. Ale dziś to już są miliony ludzi. Ludzi, którzy zamiast powszechnego ostracyzmu dla katów coraz częściej spotykają się z wujkiem dobrą radą, by sobie ułożyły życie. Nie mówiąc już, że prędzej uraczy się w Kościele duszpasterstwa rozwodników niż wspólnot spieszących z pomocą uciśnionej "sierocie" i "wdowie".
  • Anawim powiedział(a):
    I jeszcze raz, ja nie mówię, że nie należy potępiać ich czynów. Należy. Tylko, że to już nie działa. I jest niewystarczające.
    No ale ja się przecież zgadzam.
    Anawim powiedział(a):
    Przypomina mi się problematyka prowadzenia domów publicznych przez gminy chrześcijańskie w starożytności, a potem w średniowieczu - tolerowanie procederu przez władze. Augustyn dał taką odpowiedź - jeśli usuniesz kloakę, smród się rozleje po całym królestwie. Pomimo, że prostytucja i seks pozamałżeński należy potępić, lepiej by słabość ludzka znalazła ujście w takiej formie, niż by ryzykować zdrady małżeńskie kobiet.
    św Augustyn znaczy się?
    Oj, to sie nie zgadzamy kompletnie.

    Anawim powiedział(a):
    Dziś podobna dyskusja się przetacza przez Kościół. Z perspektywy zdeklarowanego geja - wierność partnerowi jest lepsza niż 60 partnerów do 40 roku życia. jest konkretną wartością, która przekłada sie choćby na zdrowie, w tym psychiczne. Ale takie stawianie sprawy uniemożliwia ostracyzm.
    Co do tego, czy on jest wierny swojemu "koledze" czy nie, to jest kwestia jego samego. Depenalizacja a następnie społeczne przyzwolenie na homoseksualizm degeneruje całą resztę.

    Anawim powiedział(a):
    Z perspektywy porzuconych dzieci nowy związek ich porzuconego rodzica jest w wielu aspektach czymś dobrym. Ale znowu - uniemożliwia ostracyzm; utrudnia te rzadkie sytuacje nawrócenia.
    W sensie - ojciec został porzucony i zostawiony razem z dziećmi i wszedł w nowy związek - dobrze rozumiem?

    Zakładając że rozumiem właściwie powyższe - czy jest czymś dobrym,można dyskutować. Na krótką metę może i owszem, ale w dłuższej perspektywie nie. Kwestia moralnych wartości jakie przekazuje się dzieciom. No i kwestia zbawienia samego ojca.

    A w powyższej sytuacji co dokładnie utrudnia ostracyzm bo nie wiem?

    Anawim powiedział(a):
    Kiedy takie kwestie były jednostkowe dało się to jakoś uzasadnić. Te jednostki poświęcają się dla dobra ogółu - ich dramat jest przestrogą dla innych i podgrzewa społeczne potępienie. Ale dziś to już są miliony ludzi. Ludzi, którzy zamiast powszechnego ostracyzmu dla katów coraz częściej spotykają się z wujkiem dobrą radą, by sobie ułożyły życie. Nie mówiąc już, że prędzej uraczy się w Kościele duszpasterstwa rozwodników niż wspólnot spieszących z pomocą uciśnionej "sierocie" i "wdowie".
    Ano.


    Podziękowali 1jukaa
  • @TecumSeh co do porzuconych ojców etc... Znam osoby które w nowych związkach odżyły. I niestety- do końca życia będą musiały być same bo małżeństwo jest nierozerwalne. Lecz wtedy myślę że Bóg też będzie czuwał...

  • TecumSeh powiedział(a):

    Mam dość blisko przykład kobiety która zdradzała męża z jego kolegą w końcu odeszła od niego. Potem jej babcia, jeszcze wtedy żyjąca, acz po 90-tce powiedziała, że wobec tego nie chce jej widzieć. Rodzina też się odwróciła - połowicznie niestety. Natomiast rzeczona osoba w pewnym momencie była bardzo przejęta tym ostracyzmem, i - takie miałem wrażenie - bliska powrotu do sakramentalnego męża.

    Niestety z dwojga jej dorosłych dzieci jedno jej dziecko było bardzo przeciw, drugie w sumie miało to gdzieś, babka była przeciw jak pisałem, ale matka już tak sobie, siostra niby przeciw, ale w sumie bez konsekwencji - i tak dalej.

    W końcu, w miarę upływu czasu, wszyscy się oswoili z sytuacją i owa kobieta rozwiodła się i wyszła ponownie za mąż.

    Oczywiście to przypadek jednostkowy, ale mam wrażenie (niestety badań na tę okoliczność brak), że ostracyzm społeczny wiele robił (swego czasu) aby takim sytuacjom przynajmniej w części przeciwdziałać.

    Obecnie część tego zachowała się w konserwatywnych, katolickich środowiskach, ale siłą rzeczy rażenie tegoż jest znacznie mniejsze. A szkoda.


    Już w czasach mojej młodości, w moim mieście rozwody były na porządku dziennym.
    Panowała wtedy dziwna moralność - rodzice nie pozwalali, żeby młodzi mieszkali razem przed ślubem, to się wychodziło za mąż/żeniło, a jak po pewnym czasie okazywało się, że to jednak nie to, to się brało rozwód.
    Klarcia tak pierwszy raz za mąż wyszła - po 3 tyg. znajomości powiedziała chłopakowi, że on będzie jej mężem. Facet miał wątpliwości, powiedział: nie znamy się dobrze, co będzie, jak się źle dobierzemy? Usłyszał: to się rozwiedziemy, rozwody są dla ludzi - i cześć.
    Do drugiego poszłam z roczną córeczką znając gościa zaledwie tydzień. Tutaj było nieco skomplikowane, bo najpierw musiałam się rozwieść, żeby wziąć ślub, a sędzia miała wątpliwości, bo "za krótki rozkład pożycia małżeńskiego". Jednak poradziłam sobie i po 6 mies. od wyprowadzenia się od pierwszego, brałam ślub z drugim.
    Zadnego ostracyzmu nie było - rodzicielka w początkowym stadium burzyła się, że mieszkam z facetem bez ślubu i nie miałam z nią kontaktu. Ale po rozwodzie z pierwszym (zostawiłam go w mieszkaniu mamy), już było O.K. Panowie nawet się zaprzyjaźnili i wszystkie święta spędzaliśmy razem.

    Gdy rozwiodłam się z drugim, byłam na etapie nawracania się i w tym przypadku nasze rozstanie było zrozumiałe, bo facet nie zgadzał się na ślub kościelny, on nie był nawet ochrzczony. Prawdę mówiąc - miał mnie dosyć (było już dwoje dzieci) i powiedział ks. Blachnickiemu, że jeżeli Kościół twierdzi, iż on nie jest moim mężem, to niech sobie mnie wezmą, a on zostanie z dziećmi.

    ***

    Obecnie, w moim dawnym środowisku rozwody są czymś normalnym; z moich szkolnych (szkoła średnia) koleżanek, tylko kilka nie jest rozwódkami.
    Teraz to już można mieszkać z chłopakiem bez ślubu i mieszka tak nawet siostrzenica bardzo porządnego księdza. jemu nic innego poza modlitwą nie pozostało.
  • paulaarose powiedział(a):
    @TecumSeh co do porzuconych ojców etc... Znam osoby które w nowych związkach odżyły. I niestety- do końca życia będą musiały być same bo małżeństwo jest nierozerwalne.
    Nie bardzo rozumiem - jak to odżyły w nowych związkach i jednocześnie do końca życia będą muiały być same?
    Chyba że chodzi o zdanie: znam i takich i takich.

    paulaarose powiedział(a):
    Lecz wtedy myślę że Bóg też będzie czuwał...
    Owszem. Bóg będzie czuwał zawsze kiedy Go o to prosimy. Sądzę że nawet u ludzi żyjących w tym czy innym grzechu. Zresztą - kto nie żyje w grzechu ręka w górę.
  • Klarcia powiedział(a):
    Obecnie, w moim dawnym środowisku rozwody są czymś normalnym; z moich szkolnych (szkoła średnia) koleżanek, tylko kilka nie jest rozwódkami.
    Teraz to już można mieszkać z chłopakiem bez ślubu i mieszka tak nawet siostrzenica bardzo porządnego księdza. jemu nic innego poza modlitwą nie pozostało.
    Kwestia środowiska właśnie. Oczywiście nawet w najbardziej katolickim środowisku są różne przypadki, ale chodzi mi o nastawienie. Analogicznie - nawet w najbardziej zateizowanym są nawrócenia.

    Znam (choć może za dużo powiedziane) takiego księdza z Zamościa co był w jakimś gangu motocyklowym czy czymś takim. Zaczął studiować Pismo Święte, żeby udowodnić komuś tam, jaka to piramidalna bzdura i ciemnogród. W efekcie został księdzem - i latem chodzi w długich koszulach, żeby ludzi nie gorszyć tatuażami.

    No ale w więzieniu, gdzie jest duszpasterzem, tatuaże się przydają, i jego przeszłość też się przydaje. Także teges - Duch wieje gdzie zechce:)

    BTW byłem ja sobie w USA w latach dwutysięcznych w sumie przez parę miesięcy, ale zdążyłem zaobserwować pewne rzeczy. I już wtedy wydawało mi się że podążamy ich drogą zarówno w kwestii gospodarczej (chodzi mi o podejście do biznesu, klienta itp.), a przede wszystkim w kwestii społecznej. I jest tam w Usiech oczywiście młodzież która pije, pali trawę i bzyka się z kim popadnie, ale jest też zauważalna mniejszość, która nie tylko nie pije i nie pali, ale ma bardzo moralne podejście do związków. Ta moralna grupa - jak u nas - dzieli się na tych co sypiają przed ślubem oraz tacy, którzy nie sypiają, przy czym ci, co sypiają, nie robią tego rozrywkowo, tylko z kimś kogo traktują poważnie jako kandydata - dlatego też trzeba ich wyraźnie odróżnić.

    Więc nie ma co się zżymać - trzeba mieć świadomość że do podobnego rozwarstwienia w Polsce, podobnie jak w USA, dojdzie. Będzie te 20%, przy odrobinie szczęścia więcej, ludzi którzy poważnie będą się starać żyć zgodnie z Ewangelią, zapewne wśród nich też będzie jakiś odsetek rozwodów, ale wielokrotnie mniejszy. I będzie cała reszta, co będzie się bawić, rozwodzić, itp. Acz wśród nich, też będą nawrócenia, będą małżeństwa na całe życie itp.

    Podziękowali 1Klarcia
  • @TecumSeh chodziło mi o to że gdyby chciały zostać zbawione, a np- zostawił je mąż bądź były ofiarami przemocy to nie mogą wejść w nowy związek bo poprzednie małżeństwo jest ważne...
    Chyba że druga strona umrze to co innego.
    I tak znam i takich i takich
  • I dokładnie niech rzuci kamieniem kto bez grzechu.... Mimo wszystko nie osądzać
  • Uwielbiam argument "nie osądzać" co to ma zakończyć wszelkie dyskusje. Opis zjawiska to nie osadzanie. 
    Podziękowali 2Katarzyna Ojejuju
  • Opis nie jest osądzaniem, zgadzam się :).
    Ja mam nie osądzać, bo dla mnie jest to ważne, powinnam poprawić "mimo wszystko nie OSĄDZAM".
    A dyskutować każdy może ile chce. @Rogalikowa
  • TecumSeh powiedział(a):
    św Augustyn znaczy się?
    Oj, to sie nie zgadzamy kompletnie.

    Co do tego, czy on jest wierny swojemu "koledze" czy nie, to jest kwestia jego samego. Depenalizacja a następnie społeczne przyzwolenie na homoseksualizm degeneruje całą resztę.


    Nie do końca wiem, z czym się nie zgadzasz. Augustyn po prostu twierdził, że nie wszystkie metody przeciwdziałania złu są godziwe; w szczególności, jesli skutki uboczne prowadzą do większego zła, niż zło, które próbuje się wyplenić. 

    Co do wierności wśród gejów: to nie jest tylko sprawa osobista. Skutki zdrowotne rozwiązłego trybu życia uderzają kosztami w całe społeczeństwo. Do tego ma doniosłe znaczenie społeczne, czy subkultura homoseksualna będzie rozwiązła czy też nie - taka subkultura degeneruje bardziej tych, którzy decydują się na taki styl życia. 

    W kwestii depenalizacji. Jesteś zwolennikiem penalizacji cudzołóstwa, heretyków, czy kobiet poddających się aborcji, jak to bywało w przeszłości?


    TecumSeh powiedział(a):
    W sensie - ojciec został porzucony i zostawiony razem z dziećmi i wszedł w nowy związek - dobrze rozumiem?
    Zakładając że rozumiem właściwie powyższe - czy jest czymś dobrym,można dyskutować. Na krótką metę może i owszem, ale w dłuższej perspektywie nie. Kwestia moralnych wartości jakie przekazuje się dzieciom. No i kwestia zbawienia samego ojca.

    A w powyższej sytuacji co dokładnie utrudnia ostracyzm bo nie wiem?
    Dobrze rozumiesz casus. Ale chyba słabo rozumiesz dylemat. Rozpad małżeństwa rodziców ma trochę inny ciężar gatunkowy w naszych dekadenckich czasach, gdzie ponad 20% nastolatków ma jakąś formę zaburzeń depresyjnych. 
    Dziś w Kościele dyskutuje się zakres wolności jednostki w decyzjach takiej wagi. Kiedyś te sprawy pozostawiało się Bogu, który "sądzi serca", a ludzie sądzili stereotypowo wg zachowań (tego co zewnętrzne).

    Jeśli zgadzamy się, by np. ktoś w takiej sytuacji mógł przystąpić do Komunii, to uniemożliwiamy potępienie w oparciu o stereotyp - kazdy przypadek wymaga indywidualnej oceny. Wpływ takiego przyzwolenia na zachowania ludzi jest kolosalny, jak sam zauważasz. Ale taki już mamy klimat.
    Podziękowali 1Klarcia
  • Anawim powiedział(a):
    Nie do końca wiem, z czym się nie zgadzasz. Augustyn po prostu twierdził, że nie wszystkie metody przeciwdziałania złu są godziwe; w szczególności, jesli skutki uboczne prowadzą do większego zła, niż zło, które próbuje się wyplenić.
    Samo to zdanie co napisałeś wyżej jest samo w sobie ok.
    Ale nie zgadzam się z tym:
    Anawim powiedział(a):
    Przypomina mi się problematyka prowadzenia domów publicznych przez gminy chrześcijańskie w starożytności, a potem w średniowieczu - tolerowanie procederu przez władze. Augustyn dał taką odpowiedź - jeśli usuniesz kloakę, smród się rozleje po całym królestwie. Pomimo, że prostytucja i seks pozamałżeński należy potępić, lepiej by słabość ludzka znalazła ujście w takiej formie, niż by ryzykować zdrady małżeńskie kobiet.
    Brak legalnych burdeli to nie jest problem społeczny, do tego wcale nie uważam by one poprawiały sytuację. Wręcz przeciwnie - one tę sytuację pogarszają, bo zdrada małżeńska jest dostępna natychmiast, za kasę, czyli relatywnie łatwo.

    Przypadek mi znany: mąż, katolik, ojciec rodziny - ale z żoną się nie układało wtedy. W jakimś tam dole emocjonalnym, frustracji, kryzysie wiary itp - poszedł do burdelu.
    Gdyby po prostu postanowił zdradzić żonę, zajęłoby mu trochę czasu znalezienie chętnej, a w międzyczasie zdołałby się wiele razy opamiętać. A przynajmniej byłaby na to szansa.

    Dlatego jestem przeciw legalnej prostytucji i kompletnie nie przemawia do mnie fakt że "to i tak będzie". Kradzieże, morderstwa itp też są i będą, ale muszą się ukrywać, i przez to nie są tak powszechne. Analogicznie w tej sytuacji.
    Podziękowali 2Polly Rogalikowa
  • Anawim powiedział(a):
    W kwestii depenalizacji. Jesteś zwolennikiem penalizacji cudzołóstwa, heretyków, czy kobiet poddających się aborcji, jak to bywało w przeszłości?
    Szczerze?
    Nie widzę żadnego problemu w penalizacji cudzołóstwa w rozumieniu zdrady małżeńskiej. Przysięgało się, nawet jeśli w urzędzie stanu cywilnego. Każda umowa cywilna której się nie dotrzymało, pociąga konsekwencje.
    Nie podoba się? To się proszę nie żenić. Albo wypowiedzieć umowę ZANIM się złamie jej warunki.

    Oczywiście wiem że to nie przejdzie, ale przy mniej zdemoralizowanym społeczeństwie, albo w innym systemie politycznym przeszłoby spokojnie. Podobny problem z karaniem kobiet za aborcję. Ale jeśli pytasz czy jestem zwolennikiem - pewnie że jestem.

    Co do heretyków to zupełnie inna sprawa - każdy może wierzyć lub nie, w to co chce. Ponadto wiary nie da się wymusić konsekwencjami prawnymi, a nawet gdyby się dało - to nie islam, tylko chrześcijaństwo, tu się Boga kocha, a przynajmniej stara, w pełnej wolności. Więc absolutnie jestem przeciw karaniu, albo jakimkolwiek innym konsekwencjom.

    Natomiast ustawowa ochrona wiary katolickiej - jak najbardziej. Za spektakle w rodzaju "klątwy", instalacje "artystyczne", malowanie Matki Boskiej na tęczowo i inne takie - solidna kara, i odpowiedni jej progres przy recydywie. Amen.
    Podziękowali 1Klarcia
  • Co to w ogóle za myślenie że skoro i tak istnieje jakaś patologia to ja zalegalizujmy.
    Podziękowali 1Malia
  • edytowano 5 czerwiec
    Dostałam maila od Centrum Życia i Rodziny o tym, dlaczego środowiska LGBT uczyniły czerwiec miesiącem dumy. Wydaje mi się, że warto wiedzieć, dlatego kopiuję fragment maila.

    „Pride Month” – „Miesiąc Dumy” – pod tym hasłem osoby utożsamiające się z ruchem LGBT dokonują ekspozycji swoich przekonań i zachowań.

    Wybrali czerwiec, ponieważ pod koniec tego miesiąca w 1969 roku nowojorska „obyczajówka” wpadła do kontrolowanej przez mafię spelunki Stonewall, miejsca spotkań transwestytów i osób o skłonnościach homoseksualnych, w którym, według policyjnego rozpoznania, kwitły prostytucja oraz nielegalny handel alkoholem. Podczas interwencji uczestnicy „imprezy” stawili opór funkcjonariuszom, a z pomocą przyszedł im zgromadzony wokół klubu tłum, zwabiony światłami wozów policyjnych. Wydarzenia tamtej nocy dały początek lokalnym zamieszkom, a potem ogólnokrajowym protestom. Choć akcja nie była w żaden sposób wymierzona w osoby o skłonnościach homoseksualnych, tak właśnie została wykorzystana.

    Zaczęło się tworzenie legendy. Rozruchy nazywano powstaniem. Osoby, które podburzyły tłum przeciw policji, gloryfikowano jak bohaterów. Rok później przez kilka miast Stanów Zjednoczonych przeszły pierwsze homoparady. Ktoś potem porówna obskurną knajpę na Manhattanie z Bastylią z czasów rewolucji francuskiej. Celnie, bo konsekwencje obu tych wydarzeń niosą ze sobą niszczące skutki społeczne.

    Rewolucja zakończyła się sukcesem. W 2016 roku Barack Obama ustanowił obszar Stonewall i leżącego obok parku narodowym pomnikiem Stanów Zjednoczonych (obok m.in. Statuy Wolności i Wielkiego Kanionu), a w 2019 r. nowojorska policja przeprosiła za swoje działanie sprzed 50 lat.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.