Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Nie-ludzkie dramaty

«1

Komentarz


  • Się wzruszyłem
  • Czyli jednak KK ma rację zakazując rozwodów. Cierpi niewinne zwierzę. Co na to lewacy?
    Podziękowali 3Pioszo54 Klarcia DaddyPig
  • Znowu artykuł z dupy. Ani Marta ani Karola ani franio nie istnieją.

    Podziękowali 1siostraKasik
  • Malia powiedział(a):
    Znowu artykuł z dupy. Ani Marta ani Karola ani franio nie istnieją.

    istnieją.
    znam identyczną historię z kręgu rodzinnego.
  • Prayboy powiedział(a):
    Czyli jednak KK ma rację zakazując rozwodów. Cierpi niewinne zwierzę. Co na to lewacy?

    Proste:

    https://www.rp.pl/srodowisko/art19258191-pupile-domowe-jak-dzieci-podczas-rozwodow-hiszpania-zmienia-prawo

  • Zawsze się mówiło: przygarnąć psa czy kota. A teraz adoptować.... no nie mogę....
    Podziękowali 1Klarcia
  • edytowano 13 czerwiec
    Prayboy powiedział(a):
    Malia powiedział(a):
    Znowu artykuł z dupy. Ani Marta ani Karola ani franio nie istnieją.

    istnieją.
    znam identyczną historię z kręgu rodzinnego.
    Myślę, że większość artykułów tego typu to bajkopisarstwo, pisanie na zamówienie. Niestety tacy ludzie są, te ich wydumane problemy... U mnie w pracy też kolezanka musiała brać wolne, bo jej partner miał problem sam ogarnąć kota podczas wizyty u weterynarza.
  • Te problemy istnieją, tyle że te postaci w artykułach są z dupy.

    Podziękowali 2siostraKasik joanna_1991
  • siostraKasik powiedział(a):
    Prayboy powiedział(a):
    Malia powiedział(a):
    Znowu artykuł z dupy. Ani Marta ani Karola ani franio nie istnieją.

    istnieją.
    znam identyczną historię z kręgu rodzinnego.
    Myślę, że większość artykułów tego typu to bajkopisarstwo, pisanie na zamówienie. Niestety tacy ludzie są, te ich wydumane problemy... U mnie w pracy też kolezanka musiała brać wolne, bo jej partner miał problem sam ogarnąć kota podczas wizyty u weterynarza.

    No tak to jest z tymi problemami, mi na przykład opieka nad zwierzęciem wydaje się mniej wydumanym problemem niż torby w kolorowe paski w teatrze
    Podziękowali 1paulaarose
  • siostraKasik powiedział(a):
    Zawsze się mówiło: przygarnąć psa czy kota. A teraz adoptować.... no nie mogę....
    Nie tak teraz bo juz od ładnych paru lat :) Pamiętam pewien felieton którego autorka niemal dostała apopleksji, bo tak bardzo chciala przygarnąć psa, a w schroniskach jej mówili o jakiejś adopcji. No i przez ten problem chyba zrezygnowala z psa. Tekst sprzed co najmniej 5 lat 
  • I słusznie... Chciałam wziąć kota i wymagano, żebym zadeklarowała, że nie będzie wychodził na dwór i zabezpieczę balkon, żeby to uniemożliwić. Przecież to nienormalne jest... Ja rozumiem, w dużym mieście, ale u nas kot w okolicy ma koci raj. 
    Podziękowali 1Klarcia
  • Tak. Słusznie że koniec koncow osoba kierujaca się takim podejściem nie dostała żadnego psa pod opiekę. A nie wypuszczanie kota na wedrowki nawet na wsiach gdzie nie ma dużego ruchu drogowego też ma swoje uzasadnienie i nie chodzi tu tylko o bezpieczeństwo kota, ale także o ochronę ptaków
    https://scienceinpoland.pap.pl/aktualnosci/news,32614,naukowcy-co-roku-koty-zabijaja-w-polsce-miliony-ssakow-i-ptakow.html
  • Malia powiedział(a):
    Te problemy istnieją, tyle że te postaci w artykułach są z dupy.

     Nie, są autentyczne.
  • @Kajla My braliśmy kota ze schroniska. Mieszkamy na wsi, w otoczeniu pól. Potrzebowaliśmy kota, który będzie skutecznie eliminował gryzonie, które robiły szkody w ogrodzie. Było jasne, że kot nie będzie siedział w domu, nikt nie miał problemu z celem brania zwierzęcia. 
  • Nie wyobrażam sobie zamknięcia zwierzaka w domu, bez możliwości wyjścia na zewnątrz. Ten zwierz będzie cierpiał. Ja sama po tygodniu w domu mam ochotę chodzić po ścianach, co dopiero kot. 
  • W mojej okolicy jest masa kotów, wszystkie wychodzące i ptaki mają się świetnie. Dobrze odżywiony kot ma ptaki głęboko w puszce, jedyne co zostaje z instynktu to potrzeba obsikiwania drzwi sąsiadów nieposiadających kotów. Mamy za to sokoła, który atakuje ptaki dokarmiane w karmnikach. 
  • Kacha powiedział(a):
    W mojej okolicy jest masa kotów, wszystkie wychodzące i ptaki mają się świetnie. Dobrze odżywiony kot ma ptaki głęboko w puszce, jedyne co zostaje z instynktu to potrzeba obsikiwania drzwi sąsiadów nieposiadających kotów. Mamy za to sokoła, który atakuje ptaki dokarmiane w karmnikach. 

    Moje dobrze odżywione koty nie miały ptaków w puszce, a jeden niestety odnosił sukcesy w eksterminacji ptaków. Teraz są starsze i wychodzą tylko na taras, dalej im się nie chce. Poza tym, kot niewychodzący może być kotem szczęśliwym
  • edytowano 14 czerwiec
    Beta powiedział(a):
    @Kajla My braliśmy kota ze schroniska. Mieszkamy na wsi, w otoczeniu pól. Potrzebowaliśmy kota, który będzie skutecznie eliminował gryzonie, które robiły szkody w ogrodzie. Było jasne, że kot nie będzie siedział w domu, nikt nie miał problemu z celem brania zwierzęcia. 
    No ok, nie ma przecież prawnego zakazu wypuszczania kotów. Co nie znaczy że nie ma powodów by jednak tego nie robić.

    Kacha powiedział(a):
    Nie wyobrażam sobie zamknięcia zwierzaka w domu, bez możliwości wyjścia na zewnątrz. Ten zwierz będzie cierpiał. Ja sama po tygodniu w domu mam ochotę chodzić po ścianach, co dopiero kot. 

    A podobno to lewacy uczłowieczają zwierzęta.

    Kacha powiedział(a):
    W mojej okolicy jest masa kotów, wszystkie wychodzące i ptaki mają się świetnie. Dobrze odżywiony kot ma ptaki głęboko w puszce, jedyne co zostaje z instynktu to potrzeba obsikiwania drzwi sąsiadów nieposiadających kotów. Mamy za to sokoła, który atakuje ptaki dokarmiane w karmnikach. 

    Sorki ale to już po prostu głupoty. Zwierzęta nie polują wyłącznie z głodu. Wykastrowany i najedzony mruczek mieszkający w bloku też będzie rzucał się na owady i ptaki za oknem, dlatego należy zabezpieczać okna. A koty które zostały wykastrowane nie znaczą terenu, a jeśli mówisz o niewykastrowanych, to u nich instynkt przecież jest silniejszy. Zastanawiam się też skąd pewność, że koty w Twojej okolicy nie polują na ptaki? Przecież jak wychodzą to ich nie pilnujecie :) (a to że nie przynoszą wam swoich zdobyczy o niczym nie przesądza)
    Podziękowali 1Klarcia
  • Kajla powiedział(a):

    Kacha powiedział(a):
    Nie wyobrażam sobie zamknięcia zwierzaka w domu, bez możliwości wyjścia na zewnątrz. Ten zwierz będzie cierpiał. Ja sama po tygodniu w domu mam ochotę chodzić po ścianach, co dopiero kot. 

    A podobno to lewacy uczłowieczają zwierzęta.
    Każda istota potrzebuje dostępu do słońca, powietrza, natury. Czy to człowiek, czy zwierzę. Nie jest to w najmniejszym stopniu związane z uczłowieczeniem. 
    Podziękowali 1Zuzapola
  • Ale nie mówimy o trzymaniu zwierzęcia w dusznej piwnicy bez dostępu do światła słonecznego, tylko o mieszkaniu...
  • Jeżeli mieszka się w mieszkaniu w bloku, to tak czy inaczej nie wypuszcza się go na spacery, tylko jest kwestia zabezpieczania okien tak, żeby się nie zaklinował oraz balkonów tak, żeby nie wypadł - i to jest zrozumiałe. Natomiast w domku czy też domu na wsi warunki są całkiem inne. U nas przykładowo w lecie drzwi czy na taras, czy też wejściowe są praktycznie cały czas otwarte - i co wg. poglądów różnych miejskich fundacji generalnie nie mamy szans na kota a i psa nie bardzo. Mieliśmy psy w bloku, ostatni był tej samej rasy, co obecnie wychowujący się od szczeniaka na wsi. I naprawdę widać, że to mieszkanie w bloku ograniczało jego rozwój, mimo naszych starań. Tu pies ma tyle bodźców, naturalnych zajęć, ma gdzie wylądować energię itp. W bloku masz zwierzaka dla swojej przyjemności, bądźmy szczerzy. 
    Podziękowali 1Klarcia
  • Co do psów to predzej się zgodzę.
  • Kajla powiedział(a):
    Tak. Słusznie że koniec koncow osoba kierujaca się takim podejściem nie dostała żadnego psa pod opiekę. A nie wypuszczanie kota na wedrowki nawet na wsiach gdzie nie ma dużego ruchu drogowego też ma swoje uzasadnienie i nie chodzi tu tylko o bezpieczeństwo kota, ale także o ochronę ptaków
    https://scienceinpoland.pap.pl/aktualnosci/news,32614,naukowcy-co-roku-koty-zabijaja-w-polsce-miliony-ssakow-i-ptakow.html
    A później jest narzekanie, że w okolicy grasują stada myszy lub, co gorsza, szczurów.
  • Kajla powiedział(a):
    Beta powiedział(a):
    @Kajla My braliśmy kota ze schroniska. Mieszkamy na wsi, w otoczeniu pól. Potrzebowaliśmy kota, który będzie skutecznie eliminował gryzonie, które robiły szkody w ogrodzie. Było jasne, że kot nie będzie siedział w domu, nikt nie miał problemu z celem brania zwierzęcia. 
    No ok, nie ma przecież prawnego zakazu wypuszczania kotów. Co nie znaczy że nie ma powodów by jednak tego nie robić.

    U mnie już jest, w okolicy, gdzie mieszka moja córka. Wolno biegający kot, to mandat do 500 €; przyuważony kot z ptaszkiem w pysku - grzywna do 50 tysięcy €.
    A teraz wytłumacz 10 l. biegającemu dotąd swobodnie mruczkowi, że jest zakaz wychodzenia na dwór.
  • Jeśli chodzi o nadmiar myszy i szczurów - po to dba się o populację kotów wolnożyjących
    https://eko.um.warszawa.pl/-/koty-wolno-zyjace
    Podziękowali 1Klarcia
  • Ula powiedział(a):
    Jeżeli mieszka się w mieszkaniu w bloku, to tak czy inaczej nie wypuszcza się go na spacery, tylko jest kwestia zabezpieczania okien tak, żeby się nie zaklinował oraz balkonów tak, żeby nie wypadł - i to jest zrozumiałe. Natomiast w domku czy też domu na wsi warunki są całkiem inne. U nas przykładowo w lecie drzwi czy na taras, czy też wejściowe są praktycznie cały czas otwarte - i co wg. poglądów różnych miejskich fundacji generalnie nie mamy szans na kota a i psa nie bardzo. Mieliśmy psy w bloku, ostatni był tej samej rasy, co obecnie wychowujący się od szczeniaka na wsi. I naprawdę widać, że to mieszkanie w bloku ograniczało jego rozwój, mimo naszych starań. Tu pies ma tyle bodźców, naturalnych zajęć, ma gdzie wylądować energię itp. W bloku masz zwierzaka dla swojej przyjemności, bądźmy szczerzy. 

    Nie do końca tak jest, na wsi (przynajmniej takiej podmiejskiej) wszystkie psy są odseparowane płotami posesji i nie ma miejsca, w którym mogą bawić się ze sobą. W Warszawie jest chociażby Pole Mokotowskie, a w Londynie to już w ogóle olbrzymia liczba mniejszych i większych parków, w których psy mogą się ze sobą integrować. Nasz pies jest wyraźnie bardziej zadowolony w mieście niż na wsi, bo to towarzyska bestia spragniona kontaktów z koleżankami i kolegami
  • To też prawda. W ogóle wydaje mi się że dalej w wielu miejscach pokutuje przekonanie, że jeśli przy domu jest ogród to psu wystarczy. Bo przecież może sobie pochodzić na powietrzu i nie kisi się w mieszkaniu, więc po co go wyprowadzać W miastach jednak ludzie siłą rzeczy muszą wychodzić z psem, do tego mają parki z placami i wybiegami itd
  • Cóż, ja mam trzy psy + jest pies sąsiada. A działka to nie 4 m do siatki wokół domu...
    A do wybiegania mam dzieci, które biora psy na smyczach do biegania po lesie.
  • A co do wychodzenia w mieście z psem bez smyczy - kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Warszawie i mieliśmy psy, to praktycznie bez smyczy spacery odbywały się wyłacznie w środku nocy, żeby nie było sytuacji, ze ktoś poczuje się zagrożony i będa z tego jakieś nieprzyjemności dla wszystkich. Dojazd na Pole Mokotowskie z jednego z osiedli na obrzeżach Warszawy tez raczej był słabo wykonalny. Obecnie przepisy + zainwestowanie róznych terenów, które jeszcze kilka lat temu byly stosunkowo dzikie jest takie, ze faktycznie, zeby wybiegać psa nalezałoby albo biegac z nim na smyczy, albo jezdzic gdzieś specjalnie, niby powstaja gdzieniegdzie ogrodzone miejsca dla psów, ale to nie sa hektary, tylko co najwyzej kilkaset m2. W lesie, parku czy na terenach zielonych na osiedlach przecież nie mozna puszczać psów luzem?
    Oczywiscie sa rasy psów, które w takich warunkach świetnie sie odnajduja, bo do szczęścia potrzebują właściciela i nie za duzo ruchu, ale dla innych taka opcja bedzie znacznie gorsza niz nawet ten ogród przy domu na przedmieściu. 
    Nawet nauka czystosci przy szczeniakach na wsi (mozliwosc natychmiastowej reakcji i wyprowadzenia psa, jesli daje sygnały, ze potrzeba) i w miescie to jest niebo i ziemia. 
    Mieszkajac w mieście zawsze uważalam, ze pies w mieszkaniu moze dobrze funkcjonowac (psy mielismy od zawsze, czyli już moi rodzice), ale teraz widzę, ze w domu z ogrodem na wsi moze funkcjonować znacznie lepiej.  Przy kolejnych ograniczeniach, które pojawiaja sie w miescie chyba teraz na psa w bloku bym się nie zdecydowała. 
    Podziękowali 1Klarcia
  • Według mnie problem może nie do końca wydumany, bo zwierze to tez odpowiedzialność. 

    A co do tych adopcji to słyszałam ze wymagania są spore, ja sama raczej nie wiem czy przygarnęłabym zwierze dla siebie
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.