Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Presja na zajęcia dodatkowe

Czy ktokolwiek z Was nie posyła dzieci na zajęcia dodatkowe? Pytam zarówno o te uczące się w szkołach publicznych, jak i prywatnych i na ED. Czy to w ogóle dziś przejdzie? Pewne rzeczy są z musu, bo np. języki obce są kiepsko nauczane w szkołach (także niepublicznych - na angielski z moją córką chodzą dzieci z salezjan). Jak się rozmawia z rodzicami, to w pewnym momencie zawsze wyjdzie, że dzieci na coś chodzą, przy czym rodzice często narzekają, że tyle mają jeżdżenia z tego powodu. A sami to nakręcają. 
«134567

Komentarz

  • U nas basen i judo , dziewczynki 
    Chłopak basen i piłka  nożna .
    Koniec .

    Jak się  nauczą  dobrze pływać , basen odpadnie  jako mus ( ale chodzą  chętnie , bo lubią) 
  • Ale że dzieci mają tyle jeżdżenia, czy że oni muszą wozić? 
  • Ja nie posyłam nigdzie, sama szkoła wystarczająca (kolka zainteresowań), dzieci maja czas sie ze sobą umawiać po szkole i bawić.
    Jesli młody pójdzie na karate (chyba chciałby), to bedzie to dwie ulice dalej, zeby sam mógł chodzic.
  • U nas Kubuś ma treningi piłki nożnej, oprócz tego ostatnio doszły spotkania wspólnotowe. Raz w miesiącu dla dzieci są zajęcia, trochę katechezy przez zabawę, trochę zabawy niezwiązanej z katechezą. Tyle. Pewnie dojdzie angielski w przyszłym roku, bo nie udźwignę sama nauki na poziomie 4 klasy. Są w ed.

    Zajęcia dodatkowe są fajne, o ile faktycznie wynikają z zainteresowań dziecka. Nie wyobrażam sobie Kuby bez piłki, bo on to kocha. Natomiast nie widzę sensu w zapisywaniu go dodatkowo na koszykówkę, ping ponga, taniec towarzyski i zajęcia muzyczne. Never. To taka współczesna moda, żeby gdzieś ciągle gnać, żeby dziecko miało zagospodarowane każde popołudnie, żeby się rozwijało... Pewnie nauka w szkole i mieszkanie w mieście stwarza większą presję. U nas, pod tym względem, jest luz.
  • Dobra szkoła publiczna załatwia mi zupełnie sprawę: sa dwa języki obce (a nawet jakby trzy ;) ) na bardzo wysokim poziomie, jest nauka pływania, sa kolka zainteresowań (w tym roku robotykę wybrał), na serio wystarczy. 
  • Ja nie posylam nigdzie, w szkole nie ma kółek, rodzice wymusili tańce towarzyskie w szkole to jedyne na co chodzą
  • Angielski, karate, ministranctwo - to u jednego syna. Basen 2 półrocza były, była piłka nożna kilka lat, było harcerstwo. Przedszkolaczka chodzi na balet i do logopedy. Ale u nas blisko, chłopcy sami chodzą.
  • U nas harcerstwo, fortepian i jeden ministrant, choc marzy o tenisie, na wiosnę pomyślę bo trzeba będzie wozić. 
  • Ja znalazłam zajęcia w okolicy miejsca zamieszkania i mam "po drodze"  a syn chodzi na tenis sam bo jest przez płot osiedla gdzie mieszkamy 
    Najtrudniejsze jest dla mnie harcerstwo bo w sobotę rano..ale zazwyczaj mąż jeździ bo jakbym ja miała mieć ten obowiązek jeszcze w sobotę rano to bym wypisała 
  • No rodzice narzekają, że muszą wozić :) ewentualnie zaprowadzać, ale choć miasto nie jest duże, to jednak gdyby (mając więcej niż jedno dziecko) wszędzie chodzić piechotą, to się nie zdąży. 
  • U nas od wielu lat jest tylko basen.... za to intensywnie ;)
  • Ale w małych miastach dzieci po 10rż same chodzą, a mniejszym wystarczą zajęcia w pobliżu, żeby coś porobić w te zimowe popołudnia fajnego. To nie musi być nic ambitnego i na poziomie. W każdej szkole podstawowej jest "coś".
  • Ale czemu presja,że niby kto ją robi? Mam dwie dziewczyny szkolno-przedszkolne, jedna ma tylko balet, bo to jej marzenie i chodzi drugi rok, a młodsza nic(logopeda moim zdaniem to nie jest zajęcie dodatkowe, traktuję jak dbanie o zdrowie i swój obowiązek). Nie czuję zadnej presji znikąd.
  • Córka 9 lat chodziła na basen, ale zrezygnowała. Syn 11 lat z szermierki też zrezygnował. Dwoje najstarszych kiedyś wołami ciągnęłam na basen, więc już z córką mi się nie chciało. Zrezygnowala to trudno. 
    Najmłodszych nie ciagam nigdzie. 
    Oni głównie nie chcą bo basen, czy każde zajęcia są w mieście, a to 50km w jedną stronę. No nie dla mnie to dodatkowe jeżdżenie. 
  • W Warszawie jest wiele możliwości ale naprawdę trzeba pomyśleć czy czas dojazdów ma sens 
  • Mieszkam na wsi i muszę dowozić córkę do muzycznej cztery razy w tygodniu. Syn dwa razy na piłkę. W soboty basen. Dowożenie jest uciążliwe, ale co zrobić  :) przynajmniej mają zajęcie i bez tego czas pewnie byłby zmarnowany. Staram się dobrze wykorzystać ten czas kiedy maja zajęcia na zakupy, kawę z koleżanką i lekcje tańca. Dzięki temu, że muszę z nimi jechać mam coś dla siebie.
  • A o jakich zajęciach dodatkowych mówisz? O tych, które mają rozwijać kompetencje i wiedzę stricte szkolna, czy o tych dla zainteresowania i pasji dzieci? To dwie różne rzeczy. 
    U nas najstarsza sama wybrała w zeszłym roku zajęcia plastyczne, w tym ceramikę raz w tygodniu. Chłopcy zima nawet z basenu zrezygnowali (ale to z powodów zdrowotnych u młodszego głównie), za do chodzą na tańce :D Nie przewiduje żadnych zajęć typu korepetycje jeszcze długo długo... Za to na te rozwijające ich pasje będę ich wozić jeśli tyllo będą chcieli. Gdańsk oferuje bardzo duży wybór zajęć za darmo lub za niewielkie opłaty, a my mieszkamy w takim miejscu, że mamy blisko do ośrodków kultury, więc jeśli tylko będą wykazywać chęci, to stanę na głowie,a będę ich zaprowadzać. 

    A no i trójka starsza ma dogoterapię. Zosia nawet na możliwość chodzić dwa razy w tygodniu, z reguły bywa raz bo jest po prostu zmęczona. 

    Wychodzę z założenia, że wszystko jest dla dzieci (nie rodziców) i jeśli dziecko chce i daje radę to śmiało. Inna sprawa, ze moi naprawdę super korzystają, ja widzę efekty i postępy, rozwijają nowe umiejętności. 


    A z tego co Tola piszesz to rodzice zmęczone dzieci wysyłają na dodatkowe zajęcia, potem oni też są zmęczeni, bo wożą. I kto z tego korzysta? I po co właściwie się tak męczyć? 
    Podziękowali 1Bea
  • edytowano grudzień 2019
    Moje chodzą tylko na skauty do Maćka.
  • Każdy u mnie coś ma i na co uczęszcza, głównie sporty.
    Jak byli mniejsi to i automatycznie więcej było różnorakich zajęć od plastycznych, muzyczne po oczywiście sporty różne.
    Teraz już są ukierunkowani i mają swoje sporty 
    Najmłodsza ma tańce i jak na razie czasem zajęcia sportowe OCR nie ciągnie jakoś do niczego innego.

  •  U mnie oprócz szkoły z mojej woli jest tylko angielski 45 min/ każdy w tygodniu od pierwszej klasy. W sumie  chyba dla mojej spokojnej głowy, bo chłopaki mówią i czytają płynnie w szkole z tego celujące, konkursy , olimpiady. Ale do matury ma być i już...
    Nauczyciel przychodzi do nas do domu i lecą hurtem.

    Reszta to tylko ich dobra wola i decyzja. Nie ma podwózki - oprócz koni bo tam jest 20 km w jedną stronę i brak autobusów -jeżdżą rowerami.
     Jeden judo 2x tyg, harcerstwo i ministranci a w soboty często zawody.
     Drugi niemiecki, rosyjski,konie, oaza, lektorzy, filozofia i jak MOK czy muzeum organizuje to uwielbia spotkania z ciekawymi ludźmi. On ogólnie w domu jest zasadniczo dostępny praktycznie codziennie dopiero po 20.
    Kolejny tylko harcerstwo obecnie, za to funkcyjnie więc potrafi być w hufcu kilka razy w tygodniu i weekendowe biwaki. 

    Qurka dopiero jak napisałam widzę ile tego jest...ale skoro chcą i co do zasady lekcje na tym nie cierpią... to lepsze to niż ciągle komputer, telefon itp.
    Podziękowali 3Joanna36 Polly Lome
  • Puliczne szkoły w PL to takie dno bez żadnych wyzwań, że porządnej pracy, dążenia do celu, systematyczności dzieci uczą się na zajęciach dodatkowych. No chyba, że chodzą do szkół sportowych czy artystycznych.
    Podziękowali 1Bagata
  • A u mnie najstarsza dwa razy w tygodniu śpiewy i w sobotę zuchy. Z sobotą nie ma problemu bo chodzi sama. Stach raz śpiewy, matematyka i modelarstwo a Prezes matematyka i basen. Nas, prawdę mówiąc trochę to kosztuje organizacji bo na te matematyki i modelarstwo trzeba dojechać. I na basen trza pójść ogarnąć chłopinę. Ale raczej nie narzekamy. A dziatwa nie chce z niczego zrezygnować-już próbowałam namówić 
  • Mańka jeszcze chciała na tańce dwa razy w tygodniu ale nie zgodziłam się
  • No tak zapomniałam o chórze.

  • My całkiem świadomie zrezygnowaliśmy z religii i polskiej historii i języka w sobotę. Robiliśmy rok religie prze Pierwsza Komunia, ale to za bardzo blokuje cała rodzine. Chociaz zajęcia fajne. Mam jakieś takie głębokie przekonanie, ze i odpoczynek jest potrzebny.
  • A co mnie zupełnie zaskoczyło u Niemców: nie ma w ogole (albo moze gdzies, ale nie spotkałam) kursów angielskiego dla dzieci. Wszyscy zaczynaja w 3 klasie dopiero, ale i po czwartek to taki poziom śpiewania piosenek. Prawdziwa nauka zaczyna sie w piatej klasie, wtedy i 6 razy w tygodniu angielski, ale tak uczony, ze syn po 3 miesiącach czytał (nie wiem jak, ale jednak) książki po angielsku.
    Podziękowali 1Wanda
  • moi chodzą do szkoły muzycznej (chcą) i na angielski dwa razy w tygodniu. 
  • Joanna36 powiedział(a):
    No tak zapomniałam o chórze.


    Na chór to bym sama chętnie się wymykała z domu ;)
  • Presji nie czuję z żadnej strony. Od dzieci wymagam jednych zajęć sportowych. Mogą same wybierać. Tak więc mamy piłkę nożną, basen i karate. Oprócz tego jeśli mają ochotę na inne zajęcia, pozwalam i finansuje, ale nie wymagam. Na ten moment gitara, angielski, harcerstwo, ministranci. 
  • U nas wszyscy troje maja basen( ten sam dzien, ta sama godzina cala trojka - wygoda bo jedzie sie raz a ze wszystkimi). Wyglada to w skrocie tak: syn - basen + pilka, srednia - basen + angielski, starsza - basen + rysunek. Dwoch najmlodszych harce, figle + psoty 24/7.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.