Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Edukacja seksualna w szkołach - głos na tak

Edukacja seksualna chroni człowieka.

Czy edukacja seksualna jest potrzebna? Na co komu w szkole, kiedy można porozmawiać z dziećmi w domu? Dlaczego ktoś chce na siłę rozmawiać z dziećmi o intymności już w przedszkolu?

Poproszono mnie o udostępnienie mojego tekstu w formie postu. Nie podam chłodnych faktów i prac naukowych, jedynie własne doświadczenia. Jestem rezydentką w trakcie specjalizacji z pediatrii, zaledwie po pierwszym roku pracy. 

Po co edukacja w szkole? 
U mnie w domu to był temat tabu, do tego stopnia, że do końca podstawówki zasłaniano nam oczy, jak ktoś się na filmie całował. Chłopcami i ciążą mnie jedynie straszono. Przy pierwszej miesiączce myślałam, że umieram, nie miałam pojęcia dlaczego krwawię, bite dwie godziny siedziałam przerażona u higienistki z paczką waty. Naprawdę miałam szczęście, że odebrała mnie babcia, która wszystko wyjaśniła - starsza kobieta, emerytowana laborantka, po prostym studium policealnym. Nie przebojowi młodzi dorośli, z tytułami mgr, tacy nowocześni i wykształceni. Dodam, że mieszkałam wtedy w trzecim, co do wielkości mieście w Polsce, nie przysłowiowej wsi, z której wszyscy ciągle się śmieją.

Miałam 10 lat, i tak, jak wszystkie dzieci w mojej klasie, nie potrafiłam nawet nazwać swoich narządów (wulgarnie owszem, edukacja korytarzowo/podwórkowa). 
Biologia człowieka była dopiero w kolejnej klasie, nikt na ten temat nie rozmawiał z rodzicami, mieliśmy tylko mniej, bądź bardziej trafne domysły. 
Nasza Pani w 4 klasie nie omawiała tematu o narządach i rozrodzie, był do przeczytania w domu. W gimnazjum podobnie - rozdział i ćwiczenia, jako praca domowa, zakończona kartkówką. Gdyby nie panie edukatorki przyjeżdżające z always i tampax, do 16 rż NIKT w szkole nie podjąłby nawet tematu miesiączki, dojrzewania, płodności. Nawet o tej powtarzanej wszędzie „wstrzemięźliwości” nie było mowy, jedno wielkie tabu.

W Katolickim LO miałam przyjemność uczestniczyć w wdżr prowadzonym przez panią psycholog, licencjonowaną edukatorkę seksualną ponton. Przez cały rok rozmawiała z nami o związku, budowaniu zaufania, pewności siebie, naszych emocjach. O byciu razem, co się na to składa, o decyzjach i braniu odpowiedzialności za nie. O granicach, poszanowaniu ich, o tym, co jest nieakceptowalne społecznie, czym jest molestowanie, że w ogóle można się na coś nie zgodzić - to był szok! Ile z nas tego doświadczyło i nie wiedziało, że tak nie powinno być
«1345

Komentarz

  • edytowano 31 lipiec
    Co sądzicie? Mnie ta opinia przekonuje, bardziej niż straszenie ciążami u nastolatek. Nie zdawałam sobie sprawy, że nie w każdej rodzinie mówi się dzieciom otwarcie o dojrzewaniu itp., bo u mnie w domu rodzinnym i teraz nie jest to temat tabu - odpowiadam na pytania, które się pojawiają. Edit: Zszokowało mnie na przykład, że znajoma, matka trójki dzieci, ukarała syna za wulgarne mówienie o "waleniu konia"... każąc mu tłumaczyć przed reszta rodziny, w tym dziadkami, co to znaczy...
  • Ale bzdury, jest w programie, ale akurat u niej w szkole nie było... Ja to miałam, moje córki miały, a tu do przeczytania w domu...
    Podziękowali 3Rogalikowa MAFJa Klarcia
  • edytowano 31 lipiec
    @Zuzapola Ja (matura jeszcze przed reformą wprowadzająca gimnazja) w ogóle nie miałam czegoś takiego jak jakieś WDŻ, a na biologii było omówienie organów płciowych na rysunkach. I jeden raz fajne zajęcia (dla chłopców i dziewcząt oddzielne) z panią z ppp wyjaśniające np. jak używać tamponów. Ale dopiero w siódmej klasie. Tylko że dla mnie nie było tam odkryć, bo miałam wsparcie w mamie.
  • edytowano 31 lipiec
    Edit: nie wkleja się całość, a dalszy ciąg jest ciekawy
  • edytowano 31 lipiec
    jak ten świat przetrwał? bez edukacji seksualnej
    i pod względem przetrwania, miał się jakby lepiej, niż obecnie?

    Jeden z wielu przykładów, jak to lepsze jest wrogiem dobrego, sprawdzonego, świetnie działającego,
    i jednocześnie przykład, że młodzi ludzie, przed założeniem rodziny i odchowaniem potomstwa, powinni, w sprawach publicznych, być trzymani na bardzo krótkiej smyczy.
    Podziękowali 2Klarcia Katia
  • Jestem na nie .
    I nic tego nie zmieni. 
    Mogę być sobie zacofańcem , ciemogrodem i czym tam jeszcze. 


    Mam 5 wnucząt. 
    Przetrwamy  :D
  • edytowano 31 lipiec
    I co gorsza,  uważam,  że o seksie może sobie rozmawiać para narzeczonych. 

    Jak o seksie , gdzie sytuacja dotyczy bezpośrednio dwojga  ludzi mam się  czuć  upoważniona  do rozmowy czy w ogóle prowadzenia tego typu rozmów??


    Ps 
    Odrozniam biologiczny temat rozwoju od seksualności pary narzeczonych. 
    To Oni jako zainteresowani mają rozmawiać ze  sobą. 
    Nie ja .

     
    Podziękowali 4Pioszo54 Joannna Klarcia Katia
  • Seskualizacja  doprowadziła prostą  drogą  nad przepaść wielu ludzi,  w tym też  demograficznie pół  świata. 

    Efekt wylania dziecka  z kąpielą. 

    Podziękowali 3Rogalikowa Joannna Klarcia
  • Ja miałam WDŻ i w sumie nie było tam nic ciekawego. Sama prywatnie z rodzicami na takie tematy rozmawiać nie chciałam, a jak już to co najwyżej w formie lekko rzuconych żartów w towarzystwie rodziców i reszty rodziny. Ewentualnie bardziej tłumaczyć o miłości, niekoniecznie o seksualności samej w sobie. 
  • edytowano 1 sierpień
  • Ale jeśli takie coś by do szkół weszło to już rodzice zadecydują. Jak ktoś nie wie jak tłumaczyć, to może zrobić to ktos kto robi to zawodowo. Kwestia wyboru. 
  • Co za bzdury. Wynika z tego wpisu, że polska szkoła jest tak beznadziejna, że panie od biologii nie realizowały programu. Ale panie od seksu na pewno by realizowały... Zgodnie z wytycznymi.
    Podziękowali 3Rogalikowa Zuzapola Klarcia
  • Dziewczynka dostała okres, a pani higienistka nie wytłumaczyła, co się dzieje. Przez bite dwie godziny. 
  • edytowano 31 lipiec
    Problemem  współczesnego  świata  nie  jest brak edukacji seksualnej,  tylko jej nadmiar  , wręcz  oderwanie tej sfery od sfery duchowej i prokreacji,  a także  wręcz  poważne  wypaczenia  tematu seksualności. 

    Współcześnie  to raczej należałoby się  skupić  na wartości  czystości i trwałych  małżeństwach. 

    Chyba , że ma chodzić o zdeprawowanie wszystkich  dzieci jak leci bo jeszcze istnieją  te , które nie zostały zdeprawowane tematem rozmów wśród  klasy z obcymi  ludźmi. 



    Edukacja seksualna  jako oderwanie od duchowości i emocjonalnego aspektu  trwałego związku powinna budzić  nie u każdego rodzica. 
    Jak widzę poparcie u rodziców to się  mi włącza lampka czerwona czy realnie zdają sobie sprawę,  że oddają swoje dzieci obcym ludziom w jednej z najdelikatniejszych sfer życia. 
  • Pioszo54 powiedział(a):
    jak ten świat przetrwał? bez edukacji seksualnej
    i pod względem przetrwania, miał się jakby lepiej, niż obecnie?

    Jeden z wielu przykładów, jak to lepsze jest wrogiem dobrego, sprawdzonego, świetnie działającego,
    i jednocześnie przykład, że młodzi ludzie, przed założeniem rodziny i odchowaniem potomstwa, powinni, w sprawach publicznych, być trzymani na bardzo krótkiej smyczy.
    No niekoniecznie lepiej, patrz np przed wojną dziewczyny ze wsi przyjeżdżające za pracą, ile kończyło źle bo zostały wykorzystane. Nie wiem skąd to mitologizowanie że kiedyś było lepiej, chyba z literackich obrazków sielankowych, ale historia temu przeczy. 
  • edytowano 31 lipiec
    moja uwaga dotyczyła demografii i jej związku z edukacją seksualną
  • No każdy powinien wiedzieć skąd się biorą dzieci. Żeby nie było jak ostatnio czytałam o jednej z dzieciobojczyn, że mąż lubił seks ale więcej dzieci nie chciał. To ona obiecałs że będzie uważać. On uważał że ona ma uważać????? Ona uważała że będzie w stanie uważać???? Dlaczego oni nie wiedzieli że nie da się nie mieć dzieci UWAŻANIEM? 
  • To jest na biologii.
  • edytowano 31 lipiec
    @Izka
    noi co z tego  wynika?
    dla społeczeństwa?
    Podziękowali 1Klarcia
  • edytowano 1 sierpień
    Moim zdaniem też ważne jest aby w domu rozmawiać bardziej o tym jak budować trwały związek, przekazywać sobie wzajemnie miłość... Reszta moze byc czysto informacyjna, z użyciem łagodnego języka. Ale nie musi :'). 
  • A i to patologia nie była. On mistrz w firmie chyba meblarskiej, ona na taśmie, czwórka dzieci, porządni ludzie, on nie widział że żona 3 razy w ciąży a dzieci nie ma, ona schowala ciałka noworodków do zamrażalnika bo się nie mogła z nimi rozstać. 
    Podziękowali 1M_Monia
  • Pioszo54 powiedział(a):
    moja uwaga dotyczyła demografii i jej związku z edukacją seksualną
    Moja dotyczyła historii
  • @Izka no masakra... 
  • Rozmnażanie czlowieka  jest na biologii chyba już w IV klasie. 
    Więc  nie demonizujmy tematu braku wiedzy, ze  nie wiadomo. 
    Chyba , że ktoś nie uwaza na lekcji biologii bądź wagaruje  ;) 
  • Jestem na nie
    Na biologii są kwestie związane z rozmnażaniem człowieka 
    Natomiast wartości jakimi powinien kierować się młody człowiek to już w domu powinno być wypracowane 
    Podziękowali 4Zuzapola Klarcia Gosia5 Katia
  • Prawdziwy dramat bo w wieku 10 lat nie potrafiła nazwać narządów inaczej niz wulgarnie Czy jak wprowadzimy edukację seksualną to dzieci w wieku 10lat będą używać poprawnych form a wersji podwórkowo-korytarzowej na pewno już nie będą używać?
    Dla mnie argument, że autorka artykułu w wieku 10 lat nie znała nazw narządów i używała form wulgarnych jest słaby 
    Podziękowali 3Klarcia Gosia5 Katia
  • W Katolickim LO miałam przyjemność uczestniczyć w wdżr prowadzonym przez panią psycholog, licencjonowaną edukatorkę seksualną ponton


    WTF??
    Podziękowali 1Katia
  • W której klasie Wasze dzieci miały zajęcia o rozmnażaniu człowieka, budowie narządów płciowych, menstruacji, ejakulacji itd.?
    Ciekawa jestem, jak to jest teraz.
  • Rogalikowa powiedział(a):
    W Katolickim LO miałam przyjemność uczestniczyć w wdżr prowadzonym przez panią psycholog, licencjonowaną edukatorkę seksualną ponton


    WTF??
    Też się zdziwiłam 
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.