Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

600 tysięcy +

2456726

Komentarz

  • Aga85 powiedział(a):
    Myślę, że mogą i czują się spelnieni rodzicielsko i życzę im udanych podróży!
    Niemniej są to dobre małżeństwa, z pewnym już stażem. Do tego bez problemów finansowych. Jednak nie planują powiększać rodziny
      Wiesz , to co z Twojej perspektywy tak wygląda  ( zaplecze  finansowe) wcale nie musi być  i pewnie  nie jest dla nich. 
    Każdy ma pewną  strefę  komfortu , do której przywykł. 
    A radykalna zmiana  może być dla kogoś  niewyobraźalna.

  • edytowano sierpień 2020
    @Aga85 z doswiadczenia  wiem , że lepszym  targetem  do powiększania  rodziny i jakiegoś  rodzaju misji , są te rodziny , które by bardzo chciały powiększyć  swój stan dzietny ale potrzebują  spotkać  kogoś  takiego. 
    I one w sumie wcale nie potrzebują  jakiegoś  specjalnego namawiania  i agitacji. 
    Potrzebują  zobaczyć  kawałka  normalności  życia  takiej rodziny , najlepiej gdy ta obserwowana  rodzina o tym nie wie ale jest prawdziwa. 
    Nie umiem tego wytłumaczyć pisemnie ani w sumie słownie  chyba też nie .

    Ci na rozdrożu,  że tak to napiszę ,potrzebują zobaczyć,  spotkać prawdzwie żyjącą rodzinę,  zobaczyć namiastkę ich życia,  relacji i jednak chcą  w tym widzieć kobietę i matkę,  spełnioną ( cokolwiek  to znaczy  ;) 

    Takie mam osobiste doświadczenia. 
    I one się dzieją od lat. 

    Nieprzekonanych nie ma co nawracać. 

  • A i tak całe  życie  @Aga 85 będziesz słyszeć  gratulacje  i zachwyt. 
    Z dodaniem  " to nie dla mnie " 
    I w sumie racja,  bo to jest  dla dwojga A nie dla jednego ;)  ;) 

    Podziękowali 1Polly
  • Bo to nie jest dla każdego. 
  • Zgadzam się z @Malgorzata, ja też chcę mieć dużą rodzinę, bo wychowałam się w takiej (6 dzieci) i taki model u innych mnie zachwycił. Chcę stworzyć dom, gdzie nie wystarczy osobnego pokoju dla każdego dziecka ale będzie chaos, hałas i miłość. Zafascynowałam się choćby dziećmi @aga---p. To masa pracy i sił, dlatego rozumiem, że ludzie nie podejmują się tego. A dla mnie nie ma nic lepszego jak rozwrzeszczany dom, kiedy moją trójkę "nosi"  :D
  • uwaga - włączyła mi się opcja trolla - przepraszam

    dobrze by było żeby rząd uwzględnił w tych badaniach wpływ zachorowań na raka piersi (bo według lekarzy zarówno nie-rodzenie dzieci jak i ciąże po 30 rż są czynnikami sprzyjającymi rozwojowi nowotworu), nie wspominając o powiększającej się grupie matek 30- chorych onkologicznie - takie chore jeśli funkcjonują w okolicy mogą wpływać hamująco na plany innych.

    a co z parami niepłodnymi, którym żadne namowy nie pomogą?
    a co z parami, którym udało się doczekać jednego potomka i więcej nie będzie z powodów medycznych (i okolica nie musi o tym wiedzieć)?

    czy te planowane badania będą uwzględniały takie zmienne czy tylko krótka ankietę z pytaniami typu: posiadany model samochodu, gdzie spędziliście ostatnie wakacje, ukończona szkoła?

    a zmieniając temat:
    @Malgorzata, sama czuję smutek, bo mam jedynaka a dorastałam z dwiema siostrami i kuzynem, moi rodzice mieli po troje rodzeństwa. Dorastałam z obrazem rodziny jako grupy ludzi gdzie jest 4 dzieci :)

  • Bez przesady. To jest jakiś mały procent ludzi. Ja nikogo na dzieci namawiać nie chce ale cieszy mnie to ze rząd mysli  aby ułatwiać rodzicom. Wielodzietni powinni być zadowoleni.
  • Uważam,  że nie ma większej naiwności jak wiara rządu w to, że reformami, kasą, przywilejami itp. namówią ludzi do zrobienia czegoś, czego ludzie najzwyczajniej po prostu nie chcą. 
  • Ale prawdopodobnie rząd nie jest taki naiwny, nie o to chodzi.
    Podziękowali 1makodorzyk
  • Chodzi o to, by tym, którzy na dzieci się decydują, żyło się nieco łatwiej.

    O to, by dzieci z rodzin dwa plus trzy i więcej nie czuły się znacząco biedniejsze od rówieśników - jedynaków.

    Żeby dzieci z niektórych rodzin dostały choć raz markowe buty, miały opłacony basen czy angielski, mogły pojechać gdzieś z rodzicami czy bez.

    Chodzi też o to, obywatele wydali nieco więcej na pewne rzeczy i napędzali gospodarkę.

    I żeby ci przyszli obywateli mogli być teraz bardziej zadbani.
  • Nie tłumaczcie mi proszę, że markowe buty nie gwarantują szczęścia w rodzinie. Wiem, że nie gwarantują. Fajniej się jednak chodzi w butach, które nie przemokną od razu, tylko wytrzymają trochę, jak trzeba chodzić cały dzień.
    Podziękowali 4Zuzapola gabriela Lome nowa
  • Tu nie chodzi o to, czy takie badania są drogie albo czy pięćsetki przynoszą jakieś inne korzyści. Polacy w UK decydują się na większe rodziny niż w ojczyźnie, choć tamtejszy socjal nie powala (w stosunku do zarobków jest niższy niż nasz), a i ochrona zdrowia jest nędzna. Czy potrzeba badań, żeby zauważyć, jakie różnice są między Polską a Wielka Brytania?
  • Angielski, basen i tym podobne oczywiście też niczego nie gwarantują. Ale jakoś tak jest, że tym z lepszym wykształceniem łatwiej znaleźć lepszą pracę.
  • Berenika powiedział(a):
    Chodzi o to, by tym, którzy na dzieci się decydują, żyło się nieco łatwiej.

    O to, by dzieci z rodzin dwa plus trzy i więcej nie czuły się znacząco biedniejsze od rówieśników - jedynaków.

    Żeby dzieci z niektórych rodzin dostały choć raz markowe buty, miały opłacony basen czy angielski, mogły pojechać gdzieś z rodzicami czy bez.

    Chodzi też o to, obywatele wydali nieco więcej na pewne rzeczy i napędzali gospodarkę.

    I żeby ci przyszli obywateli mogli być teraz bardziej zadbani.
    Nie no, w programie 500+ chodziło o to, żeby zwiększyć dzietność. To o czym piszesz to pośredni skutek dodatkowej kasy w portfelu, która by miała zachęcić rodziców do jeszcze jednego dziecka, jak widać ze średnim skutkiem. 
  • Fajny ten skutek uboczny. 

    A nie zgadzam się że ludzi nie zachęci kasa lub jej brak.

    Moja kolezanka zaszła w ciaze bo robiło się kiepsko w firmie. Nie chciała juz miec dzieci ale bala sie ze straci pracę i pomyslala ... a moze tak teraz dziecko, macierzynski bedzie platny i czas na szukanie czegos nowego.
    Podziękowali 1Klarcia
  • Berenika powiedział(a):
    Chodzi o to, by tym, którzy na dzieci się decydują, żyło się nieco łatwiej.

    O to, by dzieci z rodzin dwa plus trzy i więcej nie czuły się znacząco biedniejsze od rówieśników - jedynaków.

    Żeby dzieci z niektórych rodzin dostały choć raz markowe buty, miały opłacony basen czy angielski, mogły pojechać gdzieś z rodzicami czy bez.

    Chodzi też o to, obywatele wydali nieco więcej na pewne rzeczy i napędzali gospodarkę.

    I żeby ci przyszli obywateli mogli być teraz bardziej zadbani.


    Ale tu się zgodzę  z @OlaOdPawla
    Tytuł pierwotny  programu był  skierowany  na drugie i kolejne  dziecko  ( pierwsza wersja) 

    I miał podkreślane  , że ma pomóc  w decyzji o kolejnym dziecku. 
    Zresztą,  zanim kupisz te markowe  buty musisz  mieć do tego kogoś  ze stopami  ;)  czyli wersja,  że najpierw  dziecko  ;) 


    Inną sprawą jest ,  taki efekt gdy się  ktoś  wtrąca  w decyzje  o kolejnym dziecku ;) ;) 
    Czyli dość  mierny  lub zupełnie  odwrotny  od oczekiwanego.  
  • edytowano sierpień 2020
    Berenika powiedział(a):
    Chodzi o to, by tym, którzy na dzieci się decydują, żyło się nieco łatwiej.

    O to, by dzieci z rodzin dwa plus trzy i więcej nie czuły się znacząco biedniejsze od rówieśników - jedynaków.

    Żeby dzieci z niektórych rodzin dostały choć raz markowe buty, miały opłacony basen czy angielski, mogły pojechać gdzieś z rodzicami czy bez.

    Chodzi też o to, obywatele wydali nieco więcej na pewne rzeczy i napędzali gospodarkę.

    I żeby ci przyszli obywateli mogli być teraz bardziej zadbani.


    Ale dlaczego coś  co wymaga  ogromnego zaangażowania  czy wysiłku  ma być latwe czy łatwiejsze. 
    Czy nie uważasz,  że tworząc  takie widmo łatwości  kopemy siebie sami  w kostki,  i tworzymy wizję  łatwego życia rodzinnego ??
    A ono jest wymagające  mocno.
    aby  osiągnąć  jakikolwiek  sukces trzeba jednak dużego  zaangażowania. 

    A tworzy się wizję poprzez teorię,  że ma być łatwiej,  jakiejś  lekkości bytu , że to cud miód i orzeszki  i ma być łatwiej. 
    Jest wręcz  odwrotnie,  jest dość  wymajajaco,  monotonia czasem i powtarzanie .
    Tworzenie wizji łatwiejsze powoduje później  dysonans gdy pojawia  się dziecko czy kolejne dziecko .
    Samo latwiej  nie wystarcza. 
    Trzeba dużego zaangażowania jednak. 
    Podziękowali 2Agmar Odrobinka
  • Berenika powiedział(a):
    Chodzi o to, by tym, którzy na dzieci się decydują, żyło się nieco łatwiej.

    O to, by dzieci z rodzin dwa plus trzy i więcej nie czuły się znacząco biedniejsze od rówieśników - jedynaków.

    Żeby dzieci z niektórych rodzin dostały choć raz markowe buty, miały opłacony basen czy angielski, mogły pojechać gdzieś z rodzicami czy bez.

    Chodzi też o to, obywatele wydali nieco więcej na pewne rzeczy i napędzali gospodarkę.

    I żeby ci przyszli obywateli mogli być teraz bardziej zadbani.


    Taka motywacja  kieruje program w stronę  socjalu.  
  • Malgorzata powiedział(a):
    Berenika powiedział(a):
    Chodzi o to, by tym, którzy na dzieci się decydują, żyło się nieco łatwiej.

    O to, by dzieci z rodzin dwa plus trzy i więcej nie czuły się znacząco biedniejsze od rówieśników - jedynaków.

    Żeby dzieci z niektórych rodzin dostały choć raz markowe buty, miały opłacony basen czy angielski, mogły pojechać gdzieś z rodzicami czy bez.

    Chodzi też o to, obywatele wydali nieco więcej na pewne rzeczy i napędzali gospodarkę.

    I żeby ci przyszli obywateli mogli być teraz bardziej zadbani.


    Ale dlaczego coś  co wymaga  ogromnego zaangażowania  czy wysiłku  ma być latwe czy łatwiejsze. 
    Czy nie uważasz,  że tworząc  takie widmo łatwości  kopemy siebie sami  w kostki,  i tworzymy wizję  łatwego życia rodzinnego ??
    A ono jest wymagające  mocno.
    aby  osiągnąć  jakikolwiek  sukces trzeba jednak dużego  zaangażowania. 

    A tworzy się wizję poprzez teorię,  że ma być łatwiej,  jakiejś  lekkości bytu , że to cud miód i orzeszki  i ma być łatwiej. 
    Jest wręcz  odwrotnie,  jest dość  wymajajaco,  monotonia czasem i powtarzanie .
    Tworzenie wizji łatwiejsze powoduje później  dysonans gdy pojawia  się dziecko czy kolejne dziecko .
    Samo latwiej  nie wystarcza. 
    Trzeba dużego zaangażowania jednak. 
    Dlaczego nie wspomagać obywateli w dobrych działaniach? Ustawodawca niczego za nich nie zrobi, nieco ułatwi egzystencję.
    Podziękowali 3M_Monia TecumSeh Pioszo54
  • edytowano sierpień 2020
    Malgorzata powiedział(a):
    Berenika powiedział(a):
    Chodzi o to, by tym, którzy na dzieci się decydują, żyło się nieco łatwiej.

    O to, by dzieci z rodzin dwa plus trzy i więcej nie czuły się znacząco biedniejsze od rówieśników - jedynaków.

    Żeby dzieci z niektórych rodzin dostały choć raz markowe buty, miały opłacony basen czy angielski, mogły pojechać gdzieś z rodzicami czy bez.

    Chodzi też o to, obywatele wydali nieco więcej na pewne rzeczy i napędzali gospodarkę.

    I żeby ci przyszli obywateli mogli być teraz bardziej zadbani.


    Taka motywacja  kieruje program w stronę  socjalu.  
    Dla mnie to jednak inwestycja. Dziecko jest tym przyszłym obywatelem, dla państwa jest lepiej, gdy obywatel jest zdrowszy, lepiej wykształcony - będzie podnosił PKB, a nie obciążał budżetu.
    Podziękowali 2Katia Klarcia
  • Były badania, że to zależy głównie od wzorów w rodzinie pochodzenia. Znaczy pracujący rodzice wychowują pracujące dzieci, a zasilkujacy - zasiłkujące. Odkrywcze takie ;) 
  • edytowano wrzesień 2020
    jukaa powiedział(a):
    Były badania, że to zależy głównie od wzorów w rodzinie pochodzenia. Znaczy pracujący rodzice wychowują pracujące dzieci, a zasilkujacy - zasiłkujące. Odkrywcze takie ;) 

    @jukaa w Instytucie Badań Edukacyjnych wychodziło nam w badaniach, że 95% wyników egzaminów da się przewidzieć na podstawie zamożności i wykształcenia rodziców. Co nie zmienia faktu , że zbadanie tych 5%, nie powielających wzoru może dać sensowne podpowiedzi do działań. Natomiast to o czym piszesz zależy też często od tego ile opisujący badania dziennikarz zrozumiał z opisu badań, a z tym bywa różnie. 
  • Ciekawe! Masz może link? Te, które czytałam nie były robione w Polsce
    Co do wykształcenia, tak na zdrowy rozum nie tylko praca wykształconych jest potrzebna. Jeśli pracowity ślusarz nie wykształci syna, ale przekaże mu etos pracy, dla budżetu nie ma różnicy czy dokłada on, czy inżynier. 
    Podziękowali 1Bea
  • Nie uważam żeby temu rządowi chodziło o poprawienie bytu rodzinom wielodzietnym. To całkowicie przypadkowy skutek uboczny. Bo małodzietnym raczej bytu nie poprawiło.  Zresztą ostatnia usilnie prostowana wypowiedź minister Emilewicz o bonach świadczy o tym ze nie chodzi o poprawę bytu rodzin tylko wydawanie kasy zgodnie z przeznaczeniem literalnie na dzieci a nie na jedzenie, opłaty,  ubrania itd.
    Skutek uboczny tych świadczeń w normalnych rodzinach jest taki że ja po utracie pracy mam za co opłacić dom i mogę nieco spokojniej patrzeć na rozwój firmy którą prowadzimy oraz nieco spokojniej szukać ewentualnego zatrudnienia.  Dla kobiety to dobre, bo tak jak koleżance Oli od Pawła pozwala podjąć decyzję o macierzyństwie na zasadzie przeczekania trudności.
    Natomiast nie zachęci to do powekszenia rodziny ludzi którzy nie chcą więcej dzieci niż jedno czy dwoje. Przede wszystkim nie ma innych ułatwień dla rodzin.  Trudniej dostać kredyt czy sprzęt na raty przy dużej rodzinie, trudniej znaleźć samochód mieszczący dzieci i wzrastają wtedy koszty zakupu, trudniej wyjechać na wakacje niż małżeństwu z dwojgiem dzieci, trudniej znaleźć mieszkanie i dostać np mieszkanie komunalne mając kilkoro dzieci, dom trzeba zbudować większy niż  dla malodzietnej rodziny.

    Podziękowali 1Agnieszka
  • To że 500+ nie zachęci do posiadania dzieci tych, którzy dzieci mieć nie chcą to tak oczywiste że nie ma o czym dyskutować. Tych zachęciłaby dopiero gruba kasa, a i to nie wszystkich.

    Ale przecież nie o to tu chodzi - chodzi o to by ludzie którzy dzieci chcą mieć, mieli łatwiej, mieli cokolwiek.

    Dyskusja jest czy ludzie zdecydują się na dzieci jeśli dostaną kasę. To grube nieporozumienie - powinno się raczej brać pod uwagę tych co chcą dzieci, ale się na nie nie zdecydowali z uwagi na niepewność finansową albo zbyt skromną kasę.

    Ja takich znam co najmniej kilka.

    I jeszcze jedno - dalej nikt nie wytłumaczył jak to się cudownie stało, że w porównaniu do prognoz GUS (sprawdziłem - nawet z 2014 roku!) liczba urodzeń nie powinna przekroczyć 350 tys - jak widać na wklejce poniżej (screen z raportu "Prognoza ludności na lata 2014-2050) ze strony GUS :


    Tymczasem w rzeczywistości mamy:

    2013 - 369 576 (tyle co na wykresie powyżej bo to dane aktualne)

    2014 - 375 160 (czyli nieznacznie więcej niż w roku poprzednim, tu prognoza się nie sprawdziła, nie było jeszcze 500+)

    2015 - 369 308 (więcej niż przewidywano, ale tendencja spadkowa w stosunku do 2013 roku nawet )

    2016 -  382 257 (czyli tendencja WZROSTOWA nawet w stosunku do niespodziewanego wzrostu w 2014)

    2017 - 402 000 (czyli najwięcej od 2010 roku, drugi kolejny rok na przekór trendom). Warto zauważyć że to był rok, gdzie przyrost liczby urodzeń procentowo w Polsce był NAJWIĘKSZY W  CAŁEJ EUROPIE (ponad 5%). Natępny po nas był Luxemburg, z przyrostem o ponad połowię mniejszym (2%).

    2018 - 388 200 (spadek w stosunku do roku poprzedniego i triumfalne okrzyki lewactwa i pożytecznych idiotów od Korwina - łaaaa! 500+ nie działa!
    Oczywiście towarzystwo nie zauważyło, że to NADAL najwyższy współczynnik od 2011 roku (!!)  czyli mimo spadku, jesteśmy do przodu w stosunku do prognoz ok 40 tys w ujęciu ROCZNYM.

    2019 - 374 tys (utrzymuje się tendencja spadkowa, i tak ok 30 tys na plusie w stosunku do prognoz).

    I teraz policzmy ile mamy "do przodu" w stosunku do prognoz. Weźmy lata 2016 - 2019 - i wychodzi lekko licząc 100tys.

    Czy więcej czy mniej - można dyskutować, nie zmienia to faktu, że to jest zdecydowany plus. I to znacznie więcej niż 500+.

    I teraz - czy to dużo czy mało. Oczywiście malkontenci będą twierdzić że mało i będą wyliczać każdą wydaną złotówkę na ilość urodzonego obywatela. Oczywiście idioci od Korwina nie rozumieją niczego, a więc nie rozumieją przede wszystkim tego, że groziła nam absolutna katastrofa demograficzna, a udało ją się przez ten program nieco złagodzić.

    Aha, jeszcze coś - porównajcie sobie na stronach GUSu prognozę z roku 2008 z prognozą z 2013. Podpowiem tym, którzy nie chcą zerkać - prognozę skorygowano W DÓŁ. Całkiem możliwe że perspektywa na kolejne lata w roku powiedzmy 2018 byłaby jeszcze gorsza (gdyby nie 500+) na kolejne lata.

    Liczba urodzeń oczywiście dalej będzie spadać, ale wolniej - co pozwoli tej katastrofy uniknąć (a przynajmniej odsunąć w czasie, bo lewactwo przebiera nóżkami w drodze po władzę, a wtedy 500+ usuną ku uciesze zastępów idiotów)

    Bo największym problemem jest gwałtowny spadek, powolny zaś to problem znacznie mniejszy, a przy właściwym zarządzaniu - stosunkowo niewielki.

    A liczba urodzeń będzie spadać bez względu na wszystko - co trzecie małżeństwo się rozpada, liczba małżeństw spada, liczba ludzi chętnych w ogóle na założenie rodziny też spada.

    Więc co - apokalipsa i nie ma ratunku? Ależ jest - ostaną się ludzie o konserwatywnych wartościach, wychowujący dzieci zdala od lewackiej zarazy. Niech ich będzie nawet i 10 milionów (a myśle że tyle, bądź niewiele mniej się znajdzie) - i oni bez problemu zapewnią zastępowalność pokoleń.

    I jeszcze jedno - wiecie dlaczego Niemcy tak chętnie przyjęły "uchodźców" w 2014? Otóż ich piramida ludności mówi, że pociąg już odjechał. Pokolenie Niemców z wyżu demograficznego, które mogło katastrofę wyhamować - już jest po 40 i dzieci nie mają (albo mają niewiele), wobec czego jest już pozamiatane.

    Oczywiście na słupkach tego nie widać, bo muzułmanie i mniejszości narodowe dzielnie nadrabiają (podobnie jak we Francji czy Szwecji) - no ale to chyba nie to za czym tęsknimy.




  • Odrobinka powiedział(a):
    Nie uważam żeby temu rządowi chodziło o poprawienie bytu rodzinom wielodzietnym.
    Cały problem polega na tym że Ty nie dostrzegasz absolutnie niczego dobrego w tym rządzie. Nawet oczywistości.
    To już ja dostrzegam pewne dobre strony rządów PO - oczywiście to nic w stosunku do złych, ale pewne dobre elementy były.
    Niestety, przykro powiedzieć ale w tym aspekcie od totalnej opozycji nie różnisz się niczym.

  • @TecumSeh, skoro znasz ludzi, których przed powiększeniem rodziny powstrzymuje kasa, to na pewno tacy istnieją. Natomiast moje doświadczenie jest takie, że ludzie nie chcą kolejnego dziecka (drugiego, trzeciego czy piątego) dlatego, że mają dość nieprzespanych nocy, chcą spokojnie chodzić wieczorem do kina, mają dość pieluch, stresów kto zostanie z dzieckiem, które znów ma gorączkę, wymiotowania w ciąży, histerii dwulatków itd. Tego żadną ustawą nie rozwiążesz. Nie znam absolutnie nikogo, kto by chciał dziecka, ale by twierdził, że go nie stać. 
    Podziękowali 2Aga85 E.milia
  • edytowano wrzesień 2020
    OlaOdPawla powiedział(a):
    @TecumSeh, skoro znasz ludzi, których przed powiększeniem rodziny powstrzymuje kasa, to na pewno tacy istnieją. Natomiast moje doświadczenie jest takie, że ludzie nie chcą kolejnego dziecka (drugiego, trzeciego czy piątego) dlatego, że mają dość nieprzespanych nocy, chcą spokojnie chodzić wieczorem do kina, mają dość pieluch, stresów kto zostanie z dzieckiem, które znów ma gorączkę, wymiotowania w ciąży, histerii dwulatków itd. Tego żadną ustawą nie rozwiążesz.
    Ależ oczywiście że tak. Albo po prostu "nie chcą wracać do pieluch". Ja tego absolutnie nie neguję - tylko zaznaczam że nie tylko tacy są, to po pierwsze, a po drugie - ich nic nie zachęci. Ich sprawa, ich prawo.

    OlaOdPawla powiedział(a):
    Nie znam absolutnie nikogo, kto by chciał dziecka, ale by twierdził, że go nie stać. 
    A ja znam, więc Ci opiszę pokrótce jeden przykład. Ale mam więcej.
    Znajomi wpadli na koniec studiów, pobrali się, matka nie podjęła aktywności zawodowej od razu po studiach z przyczyn zrozumiałych, a potem trafiła na fatalny rynek pracy i w rezultacie, mimo studiów inżynierskich pracowała... w pizzerii. Mąż, średnie wykształcenie, w hurtowni. Oboje dostawali grosze - mieli co prawda połowę domu po babci, ale druga połowa była zamieszkana przez uciążliwą rodzinę.

    Obecnie dziewczyna podjęła pracę w urzędzie, szału nie ma, ale jest nie najgorzej, facet pracuje dalej w tej hurtowni. Dzięki temu, że budżet się dopina i jest perspektywa, zdecydowali się na drugie dziecko którego zawsze chcieli, ale warunków nie było.

    Ok, może by dali radę wcześniej "na styk" (a może nie) ale już mieli dość życia "na styk" i się wcale nie dziwię.

    I jeśli chodzi o stymulację dzietności, to głównie o takie rodziny chodzi, a tych wcale nie mało.

    Ja żyję w domku pod dużym miastem, pracuję w korpo, wokół ludzie żyją kompletnie innymi problemami, nikt nie ma podobnej sytuacji. Ale mam znajomych z różnych środowisk, i nie zapominam, że Polska to nie tylko wielkie miasta, biznesy rodzinne albo większe, ludzie wykształceni i super zaradni.

    Polska to też ludzie na budżetówce z kiepską pensją, problemami mieszkaniowymi, kredytami i innymi problemami (np zdrowotnymi) - a przecież dlaczego nie mają mieć pragnień i marzeń.

    W Polsce nie ma (mam nadzieję jeszcze) tak, że jedna przeciętna pensja spokojnie pozwoli na utrzymanie rodziny. Nie każda kobieta pracująca ma pewność powrotu do pracy po macierzyńskim.

    O tym niektórzy zdają się zapominać.


    Podziękowali 3Zuzapola Polly Katia
  • TecumSeh powiedział(a):
    Odrobinka powiedział(a):
    Nie uważam żeby temu rządowi chodziło o poprawienie bytu rodzinom wielodzietnym.
    Cały problem polega na tym że Ty nie dostrzegasz absolutnie niczego dobrego w tym rządzie. Nawet oczywistości.
    To już ja dostrzegam pewne dobre strony rządów PO - oczywiście to nic w stosunku do złych, ale pewne dobre elementy były.
    Niestety, przykro powiedzieć ale w tym aspekcie od totalnej opozycji nie różnisz się niczym.

    To jest nieprawda że niczego dobrego nie dostrzegam w rządzie PiS.
    Natomiast uważam że sama kasa nie wystarczy żeby ludzie mniej się wahali nad urodzeniem kolejnych dzieci.
    Powiedziałabym że nawet nie potrzeba kasy formalnie żeby ludziom ułatwić takie decyzje. 
  • Podobne mam obserwacje co OlaodPawła.
    Co ciekawe wśrod bliskich znajomych, mamy jedno małżeństwo z 4 dzieci. Z czego 3 dzieci z ery przed 500+ ;) Jest to rodzina, nie biedna, ale  raczej o skromnych dochodach i niepewnej sytuacji mieszkaniowo- finansowej. Dla nich 500+, czy mieszkanie plus są naprawdę świetnymi i w pełni trafionymi programami. Choć na dzieci zdecydowali się niezależnie od programów.
    Bardziej widzę tu jednak zależność od przyjętych zasad i moralnosci katolickiej.
    Podziękowali 1Klarcia
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.