Finanse domowe

1262729313238

Komentarz

  • edytowano 13 styczeń
    Jak to  nijak?
    Wejdź na którekolwiek forum, gdzie rozmawiają kobiety oczekujące pierwszego dziecka i jakie mają stworzonr potrzeby poczytaj.  ;)
    Podziękowali 1Katia
  • Nie chce mi się czytać bo nie spodziewam się pierwszego dziecka
    Ale serio nawet w minimum egzystencji, dzieci trzeba ubrać wyżywić i zapewnić edukację w miarę możliwości
    Wcale nie tworzy się wtedy potrzeb tylko zaspokaja podstawowe 
    Podziękowali 4Coralgol kasha Kobieta J2017
  • edytowano 13 styczeń
    Paprotka powiedział(a):
    Dziecko sprzedające rysunki babciom? A laurki tez robi odpłatnie?
    No i zarabia na tym miliony... B)

    Dziecko rysuje, daje, rozdaje raz na jakiś czas zrobi wystawę i babcia kupi, straszne, prawda?
    Czasem też są dziecięce wystawy i licytacje tych prac na jakiś tam cel...
    Z wszystkiego można zrobić wielkie zło, tak jak łatwo wiele rzeczy przecenić.

    We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek i umiar.
    Także w doszukiwaniu się we wszystkim zła ;)

    Dzieci należy uczyć bezinteresowności, szlachetności , zaradności życiowej i ekonomii i akceptacji tego, że są tacy na świecie co robią z igły widły...


    ( to chyba o mnie było @Agnicha z tymi rysunkami...ja i jeszcze ktoś opowiadał jak to synowie mają "smykałkę do interesów " : )   )

    Ja też @Elunia ; nie pochwalam płacenia za prace domowe, ale jak raz po raz tata da piątaka dzieciom za umycie auta, to nie uważam, że je tym zepsuje ;)

    i zgadzam się z @Bagata że pewne zachowania mogą nauczyć dziecka zwykłej pazerności na pieniądz...wszędzie należy szukać złotego środka...łatwe to nie jest.

    Podziękowali 1wiesia
  • asiao powiedział(a):
    Nie chce mi się czytać bo nie spodziewam się pierwszego dziecka
    Ale serio nawet w minimum egzystencji, dzieci trzeba ubrać wyżywić i zapewnić edukację w miarę możliwości
    Wcale nie tworzy się wtedy potrzeb tylko zaspokaja podstawowe 
    Ale to sa dwie sprawy. Tak trzeba.  Czy 1 czy 5. Trzeba.
    Z tym w miarę możliwości jednak można wpaść w błędne koło.
  • @Pierniki jak się dogrzebię, to podam. Pamiętam, że rozmawiałam o tym, czy da się zminimalizować czas przy akwarium (moje marzenie od dawna to akwarium holenderskie - nie mam miejsca, ale powolutku zbieram wiedzę). Więc od kilku dobrych lat pytam tam i ówdzie o rzeczy, które mnie interesują. Może za 10 lat będę miała to akwarium...
  • sylwia1974 - MonikaN wyjasnila dokladniej te sytuacje i ok, bo z tego co napisala wczesniej Bagata zrozumialam, ze dziecko regularnie rysuje cos dla babci ale odplatnie ;) wiadomo ze nie chodzi tu o zarabianie duzej kasy, tylko o kwestie wychowawcze.

    podobnie gdyby corka miala np pomoc w nauce slabszej przyjaciolce to bylabym zadowolona gdyby zrobila to z dobrego serca, a nie wyceniala godzinnej pomocy. doprecyzuje ze mam tu na mysli pomoc bliskim osobom, bo ogolnie dorabianie korkami w liceum czy nawet gimnazjum wydaje mi sie ok
    Podziękowali 1sylwia1974
  • Bardzo się cieszę, że @"Joanna i Bronisław" piszą tak rozsądnie, tzn. że można, nawet trzeba zadbać o dobry zarobek.
     Wybaczcie, ale często jesteście bardzo surowi, w wielu rzeczach dopatrujecie się grzechu. Fajnie, że macie takie pełne zrozumienia dla innych myślenie w tej sprawie.
  • Malena powiedział(a):
    Bardzo się cieszę, że @"Joanna i Bronisław" piszą tak rozsądnie, tzn. że można, nawet trzeba zadbać o dobry zarobek.
     Wybaczcie, ale często jesteście bardzo surowi, w wielu rzeczach dopatrujecie się grzechu. Fajnie, że macie takie pełne zrozumienia dla innych myślenie w tej sprawie.
    Unicuique suum.
    Podziękowali 1Malena

  • Uff, przebrnełam przez wątek, jakże bogaty w treści... 
    @Dorotak kiedy  moja pierworodna kończyła liceum, ja nieopatrznie i nierozważanie obiecalam że kazde dziecko które dostanie się na studia,obiecaanie ode mnie laptop...
    Podziękowali 1ewaklara
  • Tyle sie opisalam a prawie caly post zezarło,  nosz.... 
  • Joanna i Bronisław powiedział(a):
    Ania D. powiedział(a):
    Bo potem człowiek się całe życie o te "dobra" trzęsie". Bo zgubi, bo ktoś ukradnie, bo uszkodzi. Im więcej takich dóbr, tym bardziej cały umysł skupia się na tym, by ochraniać, chować, pilnować.
    To jest klasyczny przykład przywiązywania się do dóbr materialnych, a chodzi o to, żeby być ubogim w duchu, a nie żeby tych dóbr nie mieć.
    Ubóstwo materialne nie jest żadną zasługą i wcale nie oznacza samo z siebie większej szlachetności czy pobożności. Borykanie się z trudnościami życia codziennego wywołuje raczej frustrację niż zadowolenie, a o pieniądzach ludzie ubodzy myślą i rozmawiają bardzo często i to one zaprzątają ich myśli pewnie nieraz bardziej niż bogaczy, właśnie dlatego że ich ciągle brakuje.
    Nie zgadzam się z Tobą. Nie ma problemu, że ktoś kupuje jedną rzecz luksusową, bo o niej marzył zawsze (typu zegarek za kilkadziesiąt tysięcy). Ale jeśli ktoś otoczony jest takimi rzeczami, to w życiu nie będzie ubogi duchem. Bo ekskluzywne dobra wymagają wiele zachodu, troski o to, by one ciągłe były na topie. I to wymaga myślenia, śledzenia, kupowania. Czyli zajmuje umysł bardzo mocno. Cóż, same te dobra z różnych światowych salonów, sklepów do człowieka nie przylecą ot tak. I trzeba wiedzieć co jest ekskluzywne w biżuterii, ubraniach, autach wyjazdach - czyli trzeba w tym "siedzieć" i się znać. I zarobek. Podaj mi, proszę, jaką można mieć pracę, by spokojnie sobie można kupić coś tak luksusowego - będąc oczywiście ubogim w duchu. Znasz takie zajęcie, które by nie pochłaniało  umysłu prawie w całości? Te osoby, które znam, zarabiające naprawdę dużo, mają swoje firmy. Czyli nawet w domu myślą, planują, szacują. Bo tego nie da się odciąć tu firma, a tu ciach! dom i spokój. Jakakolwiek praca za duże pieniądze zajmuje zawsze, również podczas urlopu. Bo trzeba być dobrym, najlepszym. Bo ktoś będzie miał lepszy pomysł, bo ktoś mnie podgryzie etc etc. Może nie rozumiem Twojego myślenia, ale dla mnie te zestawienie dużych pieniędzy i dóbr i ubóstwa w duchu nijak się do siebie nie mają.

    Miałam kiedyś włamanie do swojego mieszkania. Ukradziono mi komputer,  nowy odtwarzacz i kilka innych rzeczy. Ja zarabiałam wtedy marnie, a komputera potrzebowałam do pracy. I jednak mimo tego, że dla mnie strata była naprawdę znaczna i bolesna (konieczność wzięcia pożyczki na nowy komputer i życie za kilka złotych dziennie), to nie bolało mnie to, że te rzeczy straciłam. Jak ktoś miał włamanie to będzie to rozumiał. Ja straciłam takie poczucie pewności w swoim domu, że ktoś mi ot tak wszedł. Rzeczy to zawsze są rzeczy. Ale też jak coś mam potrzebnego na co dzień, to wolę się o to troszczyć w zwykły sposób. Bo: mocno nie lubię zakupów, bo wszystko używam prawie do zajechania, bo nie lubię marnowania pieniędzy jak coś ma dobre. Bogaty człowiek zabiega o swoje dobra. On nie kupuje rzeczy markowych po to tylko, by je mieć. On kupuje, by inni widzieli je i wiedzieli o tym.

    Te bogate rodziny, które znam bliżej, miały zwykle umysły mocno zajęte ogólnie pojętej ochronie i utrzymaniu majątku. Bo: duży dom, trzeba osób do sprzątania, bo ogród - trzeba kogoś do ogrodu bo, bo, bo. Bo alarm, bo ktoś może się włamać. Wyjazdy - zawsze troska, czy wszystko będzie ok.
    "Ubóstwo materialne nie jest żadną zasługą" - a kto mówi, że jest? I jakie to ma przełożenie na kupowanie dóbr luksusowych? Że jak ktoś ma dużo, to już jest szlachetny? A jak brakuje pieniędzy na co dzień, to co w tym dziwnego, ze człowiek się martwi, czy zapłaci za prąd czy opał, czy starczy mu na podstawy? To raczej wina systemu, że pracując na etacie nie można spokojnie wyżyć, tylko trzeba myśleć o dorabianiu.

    Chętnie poczytam jak podasz przykład osoby świętej, która otaczała się dobrami luksusowymi. Znasz takie osoby? Skoro to tylko problem z tym, by być ubogim w duchu, to pewnie nie ma z tym kłopotu.
  • Hmmm, ja znam osoby, które kupują rzeczy "statystycznie droższe", bo na dłużej im starczają, bo akurat coś się podoba, czy generalnie tego typu powody. I nie dbają o nie bardziej, nie chuchają, nie dmuchają - ot, korzystają, normalnie. Bez jakiegoś nadmuchania, nie wiem, dumy, pokazywania "a, bo mnie to STAĆ". Są w tym wolni właśnie. Ciężko to dokładnie opisać, ale dzięki nim czuję, że wiem, o co chodzi JiB.
  • No tak, tylko też wynikiem ich wewnętrznej postawy na pewno nie jest to, że otaczają się WYŁĄCZNIE luksusowymi, drogimi rzeczami - jak coś im się spodoba "normalnego", to kupują i też normalnie korzystają ;). A Tobie AniaD, chyba chodzi o inny typ człowieka ;) O ile dobrze Ciebie z kolei rozumiem
  • @Tymka, ale to, że droższa rzecz może być lepszej jakości to zupełnie inna sprawa. Sama bym chętnie kupiła droższą bluzkę, która mi dłużej posłuży, a nie zeszmaci się po kilku czy nastu praniach (tylko u nas droższe w sklepie to niekoniecznie lepsze). @JiB pisał o Patku. Cóż, to jest rzecz lepszej jakości bez wątpienia. I ja zrozumiałam, ze chodzi o rzeczy luksusowe, a nie droższe. To jest zupełnie inny wymiar.
    Podziękowali 1tymka
  • Mnie w ogóle kwestie pieniężne nudzą, choć pamiętam czasy, gdy brakowało mi na bilet komunikacji albo inne drobne rzeczy...
    Konieczność kalkulowania na tym świecie traktuję raczej jako uciążliwość życiową niekoniecznie cnotę.
    Podziękowali 1J2017
  • Ania D. powiedział(a):
    Joanna i Bronisław powiedział(a):
    Ania D. powiedział(a):
    Bo potem człowiek się całe życie o te "dobra" trzęsie". Bo zgubi, bo ktoś ukradnie, bo uszkodzi. Im więcej takich dóbr, tym bardziej cały umysł skupia się na tym, by ochraniać, chować, pilnować.
    To jest klasyczny przykład przywiązywania się do dóbr materialnych, a chodzi o to, żeby być ubogim w duchu, a nie żeby tych dóbr nie mieć.
    Ubóstwo materialne nie jest żadną zasługą i wcale nie oznacza samo z siebie większej szlachetności czy pobożności. Borykanie się z trudnościami życia codziennego wywołuje raczej frustrację niż zadowolenie, a o pieniądzach ludzie ubodzy myślą i rozmawiają bardzo często i to one zaprzątają ich myśli pewnie nieraz bardziej niż bogaczy, właśnie dlatego że ich ciągle brakuje.
    Nie zgadzam się z Tobą. Nie ma problemu, że ktoś kupuje jedną rzecz luksusową, bo o niej marzył zawsze (typu zegarek za kilkadziesiąt tysięcy). Ale jeśli ktoś otoczony jest takimi rzeczami, to w życiu nie będzie ubogi duchem. Bo ekskluzywne dobra wymagają wiele zachodu, troski o to, by one ciągłe były na topie. I to wymaga myślenia, śledzenia, kupowania.


    Te bogate rodziny, które znam bliżej, miały zwykle umysły mocno zajęte ogólnie pojętej ochronie i utrzymaniu majątku. Bo: duży dom, trzeba osób do sprzątania, bo ogród - trzeba kogoś do ogrodu bo, bo, bo. Bo alarm, bo ktoś może się włamać. Wyjazdy - zawsze troska, czy wszystko będzie ok.
    "Ubóstwo materialne nie jest żadną zasługą" - a kto mówi, że jest? I jakie to ma przełożenie na kupowanie dóbr luksusowych? Że jak ktoś ma dużo, to już jest szlachetny? A jak brakuje pieniędzy na co dzień, to co w tym dziwnego, ze człowiek się martwi, czy zapłaci za prąd czy opał, czy starczy mu na podstawy? To raczej wina systemu, że pracując na etacie nie można spokojnie wyżyć, tylko trzeba myśleć o dorabianiu.

    Chętnie poczytam jak podasz przykład osoby świętej, która otaczała się dobrami luksusowymi. Znasz takie osoby? Skoro to tylko problem z tym, by być ubogim w duchu, to pewnie nie ma z tym kłopotu.
    Otaczanie się dobrami luksusowymi (nawet kupno Patka i rolls royce'a) nie jest niczym złym, pod warunkiem, że nie brakuje w życiu hojności, to znaczy, zrozumienia dla potrzeb Kościoła i bliźnich.

    Ubóstwo w duchu to nieprzywiązywanie się do dóbr materialnych. Dbanie o bezpieczeństwo majątku to rzecz dobra i normalna, ale jeżeli ktoś przejmuje się bardziej rysą na złotej papierośnicy niż anginą dziecka, to coś tu nie gra. Trudno jest wymiernie ukazać ubóstwo w duchu i jego brak, ale wydaje mi się, że chodzi tu o zachowanie właściwej proporcji. Warto pamiętać, że rzeczy materialne to tylko rzeczy materialne, które można odkupić, odzyskać i że są one środkiem a nie celem. Do grobu się ich nie zabierze. Jeżeli traktujemy je jako środek, to wydaje mi się, że wszystko jest w porządku.

    Wcale nie wiem, czy przykład osoby, która kupuje sobie jedną luksusową rzecz, chociaż tak naprawdę nie stać jej na ten zakup (musi długo odkładać) pokazuje osobę zachowującą właściwą proporcję. Nie jestem pewien, czy w takim przypadku ten luksusowy właśnie przedmiot nie staje się celem, do którego dąży się wielkim wysiłkiem i wielkimi kosztami, być może oszczędzając również na własnej rodzinie. To wówczas taki przedmiot zajmuje znaczące miejsce w naszym sercu. Podejście do majątku, które opisujesz w swoim poście, przypomina raczej nowo bogackich a nie naprawdę bogatych i świadczy właśnie o wielkim przywiązaniu do majątku, który traktuje się nieomal jak przedmiot kultu.

    Kupowanie rzeczy droższych, ale lepszej jakości, to jest w ogóle postawa o wiele lepsza niż kupowanie rzeczy tanich, które szybko się zepsują. "Nie stać nas na tanie rzeczy", mówią niektórzy i warto trzymać się tej zasady. Poczekać, zaoszczędzić i kupić coś, co potem będzie na lata. Jeżeli kupujemy serpentyny czy baloniki, to nie ma to znaczenia, ale nie warto kupować najtańszych ręcznych narzędzi czy sprzętów gospodarstwa domowego. Jeżeli producent oferuje dwie pralki czy zmywarki o dość podobnych parametrach, ale wyraźnie różniące się ceną, to warto się zastanowić nad wyborem, bo może się okazać, że ta tańsza podziała do końca gwarancji, a jej naprawa będzie nieopłacalna. Mówi się: "Tanie mięso psy jedzą" i niestety, często to się sprawdza.

    Znani Święci, którzy byli bogaci? Nie patrzyłem na to pod tym kątem i nie znam na tyle historii, ale np. Abraham, Józef, Dawid, Daniel. Czy gdyby Józef z Arymatei był nędzarzem, mógłby ofiarować grobowiec dla Jezusa?

    Łajdakiem może być tak samo bogaty, jak i biedny. Nie jest tak, że kto bogaty, zły, a kto biedny, poczciwy.

    Jeśli chodzi o niemożliwość wyżycia z pracy tzw. etatowej, to częściowo jest to z pewnością wina systemu, ale nie tylko. Bowiem nawet w tym systemie, ba, nawet w systemie komunistycznym byli ludzie, którzy, nie krzywdząc innych, radzili sobie nie najgorzej. Jeżeli systemu ekonomicznego nie możemy zmienić, a na razie na pewno nie możemy, trzeba się do niego przystosować, bo każdy ma tylko jedno życie i ograniczony czas pracy zawodowej.

    Problem w tym, że panuje kompletne pomieszanie pojęć i ludzie są bardzo źle przygotowani do pracy. Źle przygotowane są również ich dzieci. Zdobywa się, czasami wielkim nakładem sił, środków i czasu, przygotowanie zawodowe, na które popyt jest bliski zeru. Buja się z głową w chmurach, nie zastanawiając się, z czego potem będzie się żyć. Potem zaś jest zdziwienie, że albo nie ma pracy, albo praca nie jest w zawodzie, albo płacą marnie. Jeżeli pracodawca wie, że kwalifikacje potrzebne do wykonywania danej pracy można zdobyć w tydzień i/lub że takich specjalistów jest mnóstwo, nie jest skłonny płacić dużo i trudno mu się dziwić. Żaden system, nawet zwykły, normalny kapitalizm, nie zapewni pracy w zawodach, na które nie ma popytu. Wydaje mi się po prostu, że warto, nawet jeśli samemu ma się marne przygotowanie zawodowe (czytaj: zawód bardzo mało przydatny na rynku), dać przynajmniej dobrą, porządną wędkę dzieciom, nie mamiąc ich i nie zwodząc fikcyjnymi "karierami", które w 90% przypadków zakończą się niezadowoleniem i problemami z płynnością. Warto stać twardo na ziemi i patrzeć na życie z realizmem.
  • @"Joanna i Bronisław" tylko skąd wiedzieć jakie zawody zapewnią super pracę (oprócz oczywistości informatyków i programistów)? W moim otoczeniu najlepiej zarabiają mleczarz (własna duża ciężarówka do wożenia mleka), hydraulik,fotograf noworodkowy, przedstawiciel handlowy. Ludzie których formalne wykształcenia nijak się ma do wykonywanego zawodu, sami siebie nie widzieli w młodości w tych zawodach, nie planowali tego nijak, każde miało inne pomysły na życie. I jak tu dziećmi rozsądnie pokierować? ;)
    Podziękowali 1Katia
  • edytowano 15 styczeń
    Agnieszka88 powiedział(a):
    @"Joanna i Bronisław" tylko skąd wiedzieć jakie zawody zapewnią super pracę (oprócz oczywistości informatyków i programistów)? W moim otoczeniu najlepiej zarabiają mleczarz (własna duża ciężarówka do wożenia mleka), hydraulik,fotograf noworodkowy, przedstawiciel handlowy. Ludzie których formalne wykształcenia nijak się ma do wykonywanego zawodu, sami siebie nie widzieli w młodości w tych zawodach, nie planowali tego nijak, każde miało inne pomysły na życie. I jak tu dziećmi rozsądnie pokierować? ;)
    Sama odpowiedziałaś już częściowo na to pytanie. Warto zdobywać wiedzę u źródła, ale w sposób inteligentny, pamiętając genialną myśl Franciszka księcia de la Rochefaucauld: "Wprawdzie nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, za to każdy – ze swego rozumu", bo pytani wprost narzekają wszyscy. Inny sposób to zastanowienie się przy wyborze zawodu: ile razy w życiu wzywałem do domu specjalistę od wiedzy o teatrze, filologa mongolskiego, politologa i ile gotów byłbym mu zapłacić za usługę?
    Jeśli piszesz: "formalne wykształcenia nijak się ma do wykonywanego zawodu, sami siebie nie widzieli w młodości w tych zawodach, nie planowali tego nijak, każde miało inne pomysły na życie", to można jedynie ubolewać nad tym, że nikt odpowiednio nimi nie pokierował, przez co najpierw kształcili się w niepotrzebnym zawodzie, a potem, aby osiągnąć swój dobrobyt, musieli zawód zmienić. Po co kluczyć, skoro można iść do celu prostą drogą?


  • @"Ania D." 
     
    "Ale jeśli ktoś otoczony jest takimi rzeczami, to w życiu nie będzie ubogi duchem. Bo ekskluzywne dobra wymagają wiele zachodu, troski o to, by one ciągłe były na topie. I to wymaga myślenia, śledzenia, kupowania. Czyli zajmuje umysł bardzo mocno".

    Niekoniecznie. Jeśli ktoś urodził się w bardzo bogatej rodzinie, to może po prostu kupować np. stroje od projektantów, bo tak robiło się u niego w domu zawsze i nie przywiązywać do tego większej wagi, jednocześnie dbając np. o dobroczynność czy pracując w wolontariacie. (Chociaż to też może mieć różne motywy i być realizowane w różny sposób). 

    Jesli chodzi o osoby, które same do wszystkiego doszły - oczywiście, że praca na wysokim stanowisku, kariera, czy prowadzenie większej działalności gospodarczej wymagają ciągłego myślenia i planowania. Z  drugiej strony jednak, tak naprawdę o wiele łatwiej jest nie myśleć o pieniądzach, gdy się je ma. Do prawdziwych frustracji i zafiksowania na tym punkcie może prowadzić sytuacja ciągłych braków: obawa o to, czy będzie za co kupić jedzenie dla dzieci, lekarstwa itp.  - a to zupełnie co innego niż świadomy wybór życia skromnego, ale takiego, gdzie nie boisz się o bezpieczeństwo (ekonomiczne) najbliższych.

    "Bogaty człowiek zabiega o swoje dobra. On nie kupuje rzeczy markowych po to tylko, by je mieć. On kupuje, by inni widzieli je i wiedzieli o tym. "

    Raczej nie. To raczej postawa osób, które się dorobiły stosunkowo niedawno, celebrytów i osób aspirujących do tego, by inni uważali ich za bogatych, chociaż jeszcze tacy nie są.

    Podziękowali 3Paprotka Katia jukaa
  • Szczególnie gdy bogaty kupuje drogie majtki. Wkłada je na wierzch i na lewą stronę żeby dobrze markę było widać.  B)
    Podziękowali 2Milagro Katia
  • @"Joanna i Bronisław" ja rozumiem bezsensowność większości studiów humanistycznych i to też jest dla mnie równie oczywiste jak wysokie zarobki informatyków. To o wzywaniu konkretnych specjalistów i finansowej ocenie ich pracy też jednak nie jest dla mnie takie pewne. Na oczy nie widziałam wzywania elektryka czy hydraulika do własnego mieszkania, bo mój mąż do spółki z moim tatą załatwiali póki co wszystkie remonty i usterki w tym zakresie. Sama w życiu bym nie znalazła luksusowej fotografii dziecięcej, bo to koleżanka fotografka za sesję noworodkową bierze tyle co ja jako lekarz zarabiałam w tydzień ;) Dobrze zarabiający przedstawiciel handlowy wkręcił się w interes nie dzięki ukończonym studiom tylko kontaktom z przedstawicielami, gdy sam pracował na podstawowym stanowisku w Leroy merlin. Mam wrażenie, że ten sukces zawodowy zależy oczywiście w dużym stopniu od pracowitości i mądrych wyborów, ale pewność siebie, kontaktowość i konkretna doza szczęścia jest absolutnie konieczna.
  • Dlatego czasami zamiast formalnego wykształcenia ważniejsza jest tzw. obrotność, której można się nauczyć pracując za młodu.
    Pisałam już - pracownik teraz wchodzący na rynek pracy będzie zmieniał zawód co 7 lat.
    Podziękowali 2Tola Malgorzata
  • Agnieszka88 powiedział(a):
    @"Joanna i Bronisław" ja rozumiem bezsensowność większości studiów humanistycznych i to też jest dla mnie równie oczywiste jak wysokie zarobki informatyków. To o wzywaniu konkretnych specjalistów i finansowej ocenie ich pracy też jednak nie jest dla mnie takie pewne. Na oczy nie widziałam wzywania elektryka czy hydraulika do własnego mieszkania, bo mój mąż do spółki z moim tatą załatwiali póki co wszystkie remonty i usterki w tym zakresie. Sama w życiu bym nie znalazła luksusowej fotografii dziecięcej, bo to koleżanka fotografka za sesję noworodkową bierze tyle co ja jako lekarz zarabiałam w tydzień ;) Dobrze zarabiający przedstawiciel handlowy wkręcił się w interes nie dzięki ukończonym studiom tylko kontaktom z przedstawicielami, gdy sam pracował na podstawowym stanowisku w Leroy merlin. Mam wrażenie, że ten sukces zawodowy zależy oczywiście w dużym stopniu od pracowitości i mądrych wyborów, ale pewność siebie, kontaktowość i konkretna doza szczęścia jest absolutnie konieczna.
    Oczywiście, że nie da się przedstawić tu konkretnego wzoru matematycznego i nie o to przecież chodzi, bo zawodów potrzebnych jest dużo i każdy może wybrać sobie taki, do którego ma jakieś uzdolnienia i inklinacje. Tymczasem niektórzy mylą pracę zawodową z hobby, to znaczy uważają, że mają coś bardzo lubić tak, żeby zajęcie to sprawiało im wielką przyjemność i ktoś za tę ich przyjemność powinien im dużo płacić. Sytuacja elektryczno-hydrauliczna, którą opisujesz, nie świadczy o całkowitym braku potrzeb w tej dziedzinie, tylko o samowystarczalności w tych dziedzinach, a to zupełnie co innego. Wiadomo, że sukces zależy od wielu czynników, warto jednak myśleć poważnie o tym, z czego będą żyć nasze dzieci i z czego utrzymają swoją rodzinę wówczas, gdy uczą się jeszcze w szkole podstawowej.
    Podziękowali 1Pioszo54
  • Tzn? O czym mam myśleć i w jaki sposób mając dzieci w podstawówce?
  • Elunia powiedział(a):

    Pisałam już - pracownik teraz wchodzący na rynek pracy będzie zmieniał zawód co 7 lat.
    Takie hipotezy pojawiają się od lat i dotyczą one jedynie tych, którzy wybiorą zawód mało potrzebny. Niezadowoleni będą musieli zmieniać zawód.
    Podziękowali 1Aga85
  • Zadowolonym też się zdarza zmieniać. 
    Podziękowali 1Elunia
  • edytowano 15 styczeń
    .
  • Nie zawsze ktoś obrotny to ktoś dobrze wykonujący swój zawód. Trochę mnie nudzi to wieczne podkreślanie jak ważna jest zaradność, elastyczność i przedsiębiorczość. Przykłady sukcesu osiągniętego dzięki tym cechom to głównie małe biznesy.

    Chciałabym, żeby moje dziecko będąc kucharzem umiało dobrze gotować, będąc nauczycielem miało podejście do dzieci, będąc astronomem fascynowało się astronomią. Krótko mówiąc, by było fachowcem w swojej dziedzinie.

    Ciągłe kombinowanie i myslenie o tym, gdzie się zakręcić, żeby dobrze zarobić, często wpływa negatywnie na jakość wykonywanej pracy. Nie każdy musi być przedsiębiorcą. Nie stawiam sobie za główny cel wychowawczy kształtowania w dzieciach przedsiębiorczości.
  • Poza tym świat się zmienia bardzo szybko. Nikt nie wie, w jakim świecie będą żyły nasze dzieci, nie ma co się łudzić.
  • Nadal jestem  ciekawa myślenia o przyszłości dzieci z podstawówki.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.