Witaj, nieznajomy!

Wygląda na to, że jesteś tutaj nowy. Jeśli chcesz wziąć udział, należy kliknąć jeden z tych przycisków!

Homeschoolersi są the best! (2)

1457910102

Komentarz

  • @agga - a przyroda, to oprócz skali (którą tak naprawdę "przerabia się" na matematyce), to tematyka "co jest wokół nas". Dzieci tę wiedzę mają z bystrej obserwacji świata + naprawdę niedużo dodatkowo.
    Mapa - sama bajka!
    Człowiek, zwierzęta, rośliny - samo ciekawe.
    No i elementy z chem. i fiz. - czyli eksperymenty.
    Super.
    Ja belfrzyca etatowa, ale robiliśmy dużo fajnych rzeczy, a w zupełnie zwykłej SP. Czyli w domu można poszaleć :).
    Powodzenia.
    Jakbyś chciała jakiejś pomocy w temacie (choć nie podejrzewam trudności) - służę uprzejmie,
    k.
  • A u nas wygląda to tak: syn I kl. gimnazjum, córka II kl. podstawówki.

     

    Codziennie z synem  uczymy się matematyki, polskiego i języków ( angielski i niemiecki),

    pozostałe przedmioty ( historia, geografia, biologia, fizyka, chemia)  2-3 razy w tygodniu ( tak jak radzą mądrzejsi i doświadczeni w temacie)

    Zauważyłam, że powinniśmy wyrównać  pewne braki  z  matematyki, polskiego  i i języków więc pośpiesznie kupuję podręczniki  z klas IV-VI i "przerabiamy" je.Myślę , że warto tak zrobić choć pochłania to nieco czasu.

    Mamy więc codziennie kilka "wykładów" półgodzinnych.Notatki syn zapisuje w brudnopisie z którego potem musi przepisac do zeszytu na czysto.Z gotowych zeszytów ćwiczeń jeszcze nie  korzystamy choc planuję.Okazuje się, że płyty CD dołączone do podręczników z przedmiotów ścisłych  są pomocne, ale jako takie uzupełnienie.

    Uczymy się w osobnym maleńkim pokoiku, gdzie nic ( prawie) nas nie rozprasza i oprócz stołu są tylko 2 półki z książkami, tablica korkowa itd..Pierwsze dni były na dole przy stole kuchennym, ale się to nie sprawdziło.

    Prawdopodobnie raz w tygodniu będzie "odpytywanie" przez tatę ( jako wyższą instancję).

    Przez te pierwsze dni ED uczyliśmy się jak powinniśmy się uczyć, kiedy zaczynać, kiedy kto najlepiej potrafi się skupić ( okazuje się, że oprócz rana i południa jest to jeszcze godz. około 20.00).

    Na razie staram się nie rozciągać off topów ( jestem dość przerażona ilością materiału do zdawania), staram się skupiać na kondycji umysłowej dziecka w danej chwili.Na spacerze odpytuję ze słówek, przy śniadaniu rozmawiamy o wierszu "Przesłanie Pana Cogito", matematykę rozwiązuję  z synem na wyścigi.

    Oczywiście chwile odpoczynku i zabawy  też dzieci mają, żeby nie było.Gorzej ze mną  

    ;)

     

    O młodszej napiszę po powrocie ze spaceru

  • Agnieszko 63 odczytałaś to bardzo dosłownie, chcesz to kpij,ja rozumiem, że jesteś uprzedzona do nauczycieli.
    Namor trafiłeś chyba na niezbyt twórczego polonistę, ale to właśnie ed zakłada indywidualne podejście do ucznia i tym również można uzasadnić dobór lektury.
    Szkoda dyskutować o utartych sloganach nauczycieli bo to półprawdy, podparte niewiedzą.
  • @Namor - z historią - fakt - mój mąż też mówi, że banał ( i materiał już przerabiali) a On jest od historii - ja przejrzałam polski, mat, przyrodę - i w porównaniu z 3 kl duża różnica choćby ilościowo/pojęciowo - a może (na pewno)  to my w zeszłych latach nie ślęczeliśmy nad podstawą i nie wdrożyliśmy się - teraz nas trochę dopadło - ale to pewnie kwestia oswojenia :)  
  • edytowano wrzesień 2012
    Namor trafiłeś chyba na niezbyt twórczego polonistę, (...)
    Szkoda dyskutować o utartych sloganach nauczycieli bo to półprawdy, podparte niewiedzą.
    Ja 4 lata uczyłem z szkole. Poznałem też sporo nauczycieli z innych szkół. Nauczyciel "twórczy" jest niestety równie rzadki jak twórczy urzędnik, albo sprzedawca w sklepie.
    Prawda jest taka, że testowość nauczania sprowadza nauczycieli do roli odtwórczych rzemieślników.
    A polonistkę zdarzyło mi się akurat spotkać bardzo twórczą, tylko że trafiała w głównej mierze na mur twarzy nie skalanych inteligencją, co ją skutecznie zniechęcało.
  •  Nauczyciel "twórczy" jest niestety równie rzadki jak twórczy urzędnik, albo sprzedawca w sklepie.
    Święta prawda... niestety... :-(

    Ale żeby ton zmienić, a w zasadniczym temacie wątku pozostać...
    Wczoraj mój syn, lat prawie 11, obierał ziemniaki na placki. Nagle pyta:
    - Mamo, ile ziemniaka marnuje się przy obieraniu?
    Dobre pytanie, myślę sobie... I mówię młodemu:
    - A masz tu synku wagę kuchenną, zważ sobie tego ziemniaczka przed obraniem i po i sobie wyliczysz.
    Syn z rady skorzystał. Zważył, obrał, zważył, policzył. Ale na tym nie poprzestał. Powtarzał eksperyment z ziemniakami o różnej wielkości i różnym stopniu udziwnienia kształtu, a potem wyciągał interesujące wnioski ogólne. Np. Obierki stanowią tym większy procent im mniejszy jest ziemniak. Uzasadnienie: Na krzywiznach obieraczka grubiej struga, a mały ziemniak ma więcej krzywizn.
    I to był przykład na to, że można w domu uczyć dziecko wykorzystując je jednocześnie do prac społecznie użytecznych.  ;-)
  • edytowano wrzesień 2012
    My tez pracujemy/pracowaliśmy bez konkretnego planu, ale w kl.IV sie nie sprawdza. Od poniedziałku ruszamy systematyczniej. Podganiamy z materiałem z geografii i przyrody, bo okoliczności sprzyjają ( prowadzimy zielnik-roslinki z wakacji i liscie na bieżąco, jeszcze troche wycieczek do tego). Blizej egzaminu trzeba będzie solidnie powtórzyc, bo czasowa dziura będzie. 
    Matma i polski codziennie, angielski ruszy za tydzień (osoba dochodzaca). Historię tez planuję w jednym bloku za jakis czas (gromadzę książeczki popnauk.nt.).
    Zerówkowicz-bez stresu-od zabawy do zabawy na temat... ;)

    Podziękowali 1camille
  • Słuchajcie podzielcie się Waszym doświadczeniem  pracy  dziećmi. Na czym to polega:
    - wy zadajecie jakiś materiał  dzieciom i potem sprawdzacie czy praca została wykonana,
    - pilnujecie  dzieci i siedzicie z nimi przez cały czas
    - podążacie za dzieckiem i to ono decyduje czego chce sie nauczyć
    i jeszcze jedno
    jakie konsekwencje ponosi jeśli nie wykona pracy w sensie nauki?

    Zadaję i siedżę na ile jestem w stanie. 
    Raczej to ja decyduję.
    Konsekwencje są takie, że skończy jeżeli to zrobi. :)
  • edytowano wrzesień 2012
    Agnieszko 63 odczytałaś to bardzo dosłownie, chcesz to kpij,ja rozumiem, że jesteś uprzedzona do nauczycieli.

    To dobrze, że mnie rozumiesz :) Dziękuję.
  • Czy Ci z Was, którzy jesteście u Sawickich na domowym nauczaniu -
    korzystacie z ich wsparcia merytorycznego? Czy jest to tak przydatne, jak mnie się w tej chwili wydaje czysto teoretycznie? Widzę, że robią często takie
    kursy z przedmiotów dla domowych edukatorów etc. Bo jak czytam,
    Agnieszka63 jest "stacjonarna" krakowska i co? radzisz sobie zupełnie
    sama, Agnieszko?



    Przede nami w tym roku decyzja, co i gdzie od przyszłego września -
    dlatego zaczynam drążyć. Zleci zapewne, nawet się nie obejrzę.
  • Tak, o warsztaty mi chodzi, Kajsa. I o taką furtkę, że jakby co, to można podjechać, zapytać etc. Choć i od nas to nie jest pięć minut...

  • Nie jeździmy - w tym roku tylko narty. Ale mamy znajomych, którzy jeżdżą i są zadowoleni. Ponoć warsztaty fajne. W zeszłym roku byliśmy na zlocie, Namor z Becią również. Było sympatycznie, naprawdę. W tym też będziemy.
  • Tak. Ale przynajmniej na nartach się zobaczymy:)
  • Dziękuję, że piszecie. Czytam, czytam
    :)
  • edytowano wrzesień 2012
    Agnieszka63 jest "stacjonarna" krakowska i co? radzisz sobie zupełnie
    sama, Agnieszko?
    --------------------------------
    Jakoś radzę :)) Wiesz, ja mam juz doświadczenie (wprawdzie raczej negatywne, jeżeli chodzi o szkołę ze starszymi dziećmi), które skończyły już szkołę. Dużo uczyłam się z nimi w domu w opozycji do współczesnych metod szkolnych, które uznaję za marnowanie czasu i energii.
  • edytowano wrzesień 2012
    Przypadkowo znalazłam i nie mogłam nie pokazać Wam tego.
    Może przyda się do ćwiczeń w ramach prac rzeźbiarskich...
    albo jako dekoracja stołu na przyjęcie...
    Albo jedno i drugie.



  • edytowano wrzesień 2012
    To też ciekawe, choć prostsze:


    I to:

  • @Kinga - my też zaczynamy od przyszłego roku, od września, z naszą najstarszą. póki co zdecydowaliśmy się na szkołę w pobliżu, tj. szkołę im. Świętej Rodziny w warszawie (mam nadzieję, że i oni się zdecydują na nas:) )
    myśleliśmy również o Sawickich, ale stwierdziliśmy, że narazie spróbujemy ze szkołą bliżej nas.
  • Dawna sąsiadka (gdy mieszkaliśmy jeszcze na wsi) była niezmiernie zdziwiona (nawet nie chciała mi wierzyć :)) ), że ja tak za darmo uczę swoje dzieci. Była przekonana, że państwo polskie mi za to płaci :))
  • My zaczęliśmy w sierpniu, powoli, po trochu. Wrzesień byliśmy na wakacjach, w niedzielę wróciliśmy, ale był to czas jak najbardziej wykorzystany - muzea, zamki, pałace, wycieczki, parki, ogrody...

    Ale generalnie nauka powoli i jakoś niemrawo nam idzie. W domu zawsze coś do roboty, czasem gdzieś  trzeba jechać, coś załatwić - to zabiera czas.
    Z tym, że wiem że w szkole więcej wcale się nie nauczy, a ja będąc zawsze w pobliżu mam okazję do rozmowy. No i bawi się z rodzeństwem, nie jest zmęczony szkołą, w której jest mnóstwo stymulacji (komputer, gry jakieś głośne, filmy, cały czas coś się dzieje).

    Sama jestem niezorganizowana, nie mamy rytmu dnia. Nie mam planu kiedy jakie przedmioty - po prostu co mi się wydaje na ten czas ciekawe. Zobaczę po roku jak to idzie, może się uda jakiś rytm wypracować.
  • edytowano wrzesień 2012

    proszę piszcie coś ciekawego tutaj :)

    jako pocżątkująca  żyję ciągle między nadzieją, że wszystko będzie dobrze i przestrachem, że nie uciągniemy wszystkiego

    z jednej strony nie mogę się doczekać egzaminów na trymestr ( tak, tak), a z drugiej jak liczę ile tygodni pozostało..

    bardzo się  jednak cieszę, że dzieci nie chodzą do szkoły, wcale do niej nie tęsknią

     

    z dyscypliną raz lepiej, raz gorzej

     

    taka edukacja domowa to prawdziwa przygoda życia dla rodziców i dzieci

    szkoda, że tak późno dotarło do mnie, że i my możemy się tak uczyć, starsza córka się już nie załapała

     

    dzięki za przeczytanie tych moich wynurzeń

     

  • Ja póki co widzę poprawę zachowania. 

    Jak pisałam, nie umiem się ogarnąć, zorganizować. Dużo mnie ogranicza, bo nie sposób wyjść z domu, coś urozmaicić, gdzieś pojechać. Syn myśli o dodatkowym sporcie poza pływaniem, ale to trochę trudne, bo tu nic nie ma w okolicy. No, piłka, ale tego nie znosi. Na karate mamy opór, by go zapisać. 

    Są jeszcze jacyś harcerze, czy coś w tym stylu, jacyś skauci, ale już widzę miłe przyjęcie "obcych"...

    Zastanawiam się, jak uczyć łaciny. Jakoś nam nie idzie. Sposób w jaki mnie uczono jest mocno zniechęcający, więc nie chcę tego powtórzyć, ale takie komiksy, czytanki, wydają mi się nie przynosić efektu. Syn niewiele pamięta z poprzedniego czytania, zapomina słówka...
    Korzystam z "Minimusa" (do podglądu na Amazonie), ale to troszkę słabe. A może nie? Może powoli, po troszku, a codziennie? 
    Nie wiem, może za wcześnie?
  • edytowano wrzesień 2012

    Ja stwierdziłam , że musimy wszyscy zaopatrzyć się w zegarki na rękę, takie zwykłe.Dzieci będąc w domu tracą trochę poczucie, że czas mija.Czasami syn przepisując kilka linijek poświęca temu pół godziny...

    Z nauką łaciny to fajny pomysł.Ja  "analizuję"" z dziećmi najprostsze modlitwy "Ojcze nasz", "Zdrowaś Maryjo" ( umieją to  płynnie po łacinie),  trochę Credo i Gloria, .Tłumaczę im co znaczą poszczególne słowa.Jak dotąd udało się  w ten sposób zapamiętać  sporo słówek.Tak samo jest ze znanymi sentencjami po łacinie.

    Powoli też zabieramy się za stałe częsci Mszy św.Jak na razie opanowany jest  Introit.

     

    Jeśli chodzi o zorganizowane zajęcia poza domem to syn wybrał zbiórki harcerskie, a córka warsztaty literacko-plastyczne ( jaka szumna nazwa).Po więcej atrakcji musiałaby jechać godzinę do miasta ( i godzinę wracać) i nie jestem przekonana czy to miałoby sens.

    Obiecałam dzieciom wycieczki 1-2 razy w miesiącu.Jeszcze się nie wybrałam...

    Planuję więc za kilka dni pojechać na cały dzień do zamku w Książu ( pod Wałbrzychem).

     

    O jeszcze mi się coś przypomniało

    W dawnych czasach kiedy uczyłam się różnych dziwnych języków, często nagrywałam się na magnetofon i słuchałam tego  do upadłego.I stąd mój pomysł, że dzieci  nagrywają  np.słówka czy jakiś wiersz do nauczenia się na pamięć na komórkę i potem słuchamy tego razem.Planuję kupić porządny dyktafon.

     

  • Mnie uczenie w domu zajmuje cały dzień (czwórka dzieci), ale wolę to, gdyż uwalnia to moje dzieci od wielu bezsensownych zajęć w szkole, które do niczego dobrego nie prowadzą.
  • A ja nabyłam takie oto książki.
    Nauka alfabetu greckiego dla dzieci i ćwiczenia do tego:
    https://www.triviumpursuit.com/xcart/product.php?productid=16167&cat=256&page=1

    Jeszcze nie przyszło, bo to chyba ze Stanów idzie, do tego znalazłam coś lepszego niż Amazon, bo wiele tańsze i mają to, czego Amazon nie ma. 
    No więc, jak książki przyjdą to spróbujemy ruszyć z greką. Łacinę trzeba będzie robić codziennie, wtedy z głowy tak nie uleci.

    A w ogóle to ja chyba za mało czasu poświęcam nauczaniu. Ale syn siedzi często sam nad jakąś książką, ostatnio studiuje atlas geograficzny i trzeba przyznać, że ma pamięć. Jak omawialiśmy historię biblijną, to doskonale wiedział jakie kraje są dziś w miejsce tych, które były wtedy.
    Robi tez logikę - takie zadania dla dzieci, ale czasem nawet ja mam problemy z nimi.
     No i historia, a tak poza tym, to czytamy literaturę polską. A, i sam czyta obecnie historię Polski dla dzieci z serii "Kocham Polskę" (polecam, bo ilustracje przyciągają dzieci, bardzo ładnie wydana). 

    No i oczywiście katecheza - mam jakieś przedsoborowe podręczniki do religii, takie dla ostatnich klas szkoły podstawowej lata '50-60, ale zbyt łatwe, szybko przerobimy i muszę obmyśleć coś dla pogłebienia tej wiedzy. 

    Straszny chaos, wiem, ale jakoś ciężko mi wszystko pogodzić, a w domu masa roboty...
  • edytowano październik 2012

    To wszystko takie ciekawe i inspirujące co piszecie :)

    Ja również nie mam zbyt dobrego zdania o zajęciach pozadomowych, ale wolę być gdzieś zapisana, aby poradnia się nie czepiała, że brak socjalizacji.Mieszkamy w małej mieścinie, wiele osób nas obgaduje ostatnio koleżanka córki powiedziała do niej "a moja mama mówi, że twoja mama to kompletna idiotka".

    Ale my już zdążyliśmy poczuć, że nauka w domu to najlepszy pomysł.Chwilami nie jest łatwo.Ta walka z własnym lenistwem, niezorganizowaniem.Musiał minąć miesiąc, abym zaczęła wstawać rankiem, aby przygotować obiad, a syn po 7.00, aby o 8.00 usiąść nad zeszytem.

    I to  poranne słoneczko, to skupienie, ta cisza, ta koncentracja dzięki której można tak wiele zapamiętać nawet słysząc o czymś pierwszy raz ( syn jako gimnazjalista ma nowe przedmioty).

    Coraz bardziej odkrywam jakie ważne jest przepisywanie notatek z brudnopisu do zeszytu.Tylko on , brudnopis i zeszyt w cichym pokoju .A przedtem w szkole wieczne " nie rozumiem" albo często w ogóle brak pojęcia co było  na lekcji.Powoli odkrywam jakm wrogiem uczniów jest nie tylko program, ale oni sami.Stwarzają taką atmosferę dekoncentracji, luzactwa, tumiwisizmu, że efekty jak widać.

    ojej czas zaczynać lekcje

     

  • ostatnio koleżanka córki powiedziała do niej "a moja mama mówi, że twoja mama to kompletna idiotka"
    -----------------------------------
    o mnie też tak mówią :)), dokladnie to samo! - chociaz mieszkamy w mieście wojewódzkim :))
  • No i oczywiście katecheza - mam jakieś przedsoborowe podręczniki do
    religii, takie dla ostatnich klas szkoły podstawowej lata '50-60, ale
    zbyt łatwe, szybko przerobimy i muszę obmyśleć coś dla pogłebienia tej
    wiedzy.
    ------------------------------
    Spróbuj z Bractwem PX katechizm korespondencyjny.
  • Straszny chaos, wiem, ale jakoś ciężko mi wszystko pogodzić, a w domu masa roboty...
    ----------------------------------------
    U mnie też, ale zawsze pocieszam się, że to lepiej niż te ideologiczne wariactwa w szkole.
  • edytowano październik 2012
    W I gimnazjum robie tak: j. polski, matematyka, języki obce robimy cały czas systematycznie. Natomiast przez pierwsze 2,5 miesiąca przerabiamy pierwszy semestr z chemii, historii i geografii i zaraz z tego egzamin. Od połowy listopada przerabiac będziemy fizykę, biologię i Wos.
    Ostatnio syn spytał się, czy fizyka będzie tak samo nudna jak chemia? @-) Podkreślę, że chemia i fizyka to moje ulubione przedmioty.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.