Ale miejsce jest. Inne niż stół czy biurko w domu.
Wątpię. Na 60 nauczycieli - 60 stanowisk pracy z potrzebnym sprzętem + szafka na materiały. Gwarantuje, nie ma w szkołach, które ciągną tysiak czesnego, a co dopiero w państwowych.
Tak,.już to ustaliliśmy, że zebrania niepotrzebne, maile i telefony też, informatyka nie potrzebna i w sumie nauczyciele tez. A jednak tak to funkcjonuje i większość rodziców jednak korzysta.
Nie rozumiem oburzenia - tyle narzekania nauczycieli ze sa zebrania i ze to tyle czasu zabiera - brak zebrań zatem powinien odpowiadać nauczycielom
@Dorotak, wystarczyło chodzić do szkoły. Faktycznie fenomenalne prezentacje na każdej lekcji I stres też ogromny gdy się mówi/ przedstawia dzieciom czy młodzieży...
Drukarek, papieru, kredek i markerów, tonerów, materiałów do laminowania pomocy dydaktycznych, rzutników, komputerów, kserokopiarek, często nawet zegarów w salach. Raczej tego edziennika nie uzupełnił krzesłem na stole.
W szkole do której uczęszczają moje dzieci funkcjonuje fundusz klasowy. 50zł rocznie od dziecka. Pieniędzmi dysponuje skarbnik klasowy. Papier, kredki, markery i inne duperele kupujemy na użytek klasy i nauczyciela.
Ja szkolę. Zdarza mi się robić dla kilku grup na tej samej prezentacji. Czasem modyfikuje jeśli któraś grupa porusza zagadnienia, których nie uwzglednilam. Każde jest inne, ale każde kolejne na ten sam temat wymaga może 30 minut z przygotowaniem materiałów. Ach. One nie są 45 minutowe Taki żart branzowy- jedyna grupa, która przyszła na 2 gdzinne szkolenie i zapytała, czy nie zdążę w godzinę i 15 minut byli... nauczyciele.
Drukarek, papieru, kredek i markerów, tonerów, materiałów do laminowania pomocy dydaktycznych, rzutników, komputerów, kserokopiarek, często nawet zegarów w salach. Raczej tego edziennika nie uzupełnił krzesłem na stole.
U nas co semestr w przedszkolu płacimy na wyprawkę plastyczna plus co miesiąc idzie z tzw klasowego na kserowki - nawet materiały do laminowania rodzice załatwili w obu grupach przedszkolnych moich dzieci
Prezentacje to u nas robili - rzadko - wyjątkowi wykładowcy. Nie przypominam sobie ani jednej lekcji w podstawówce ani liceum, którą można by podciągnąć pod bycie "prezentacją". Serio, nawet nie wiem, jak się do tego odnieść. Przecież dzieci mają podręczniki i ćwiczenia, część lekcji siłą rzeczy to jechanie po kolei stronami w książkach. Boże, prezentacje....
U nas nie ma zebrań i żyjemy. Oceny widzę w dzienniku. Jak mnie coś niepokoi to zawsze mogę skontaktować się z wychowawczynią. Jeśli wychowawca ma jakąś sprawę to pisze maila lub przekazuje przez wybraną na początku roku przez szkołę parę rodziców. Po co są zebrania? Serio nie rozumiem.
Na początku roku szkolnego było jedno takie ogólne spotkanie z nową wychowawczynią - chciałam poznać, więc poszłam, ale to nie było obowiązkowe.
Prezentacje to u nas robili - rzadko - wyjątkowi wykładowcy. Nie przypominam sobie ani jednej lekcji w podstawówce ani liceum, którą można by podciągnąć pod bycie "prezentacją". Serio, nawet nie wiem, jak się do tego odnieść. Przecież dzieci mają podręczniki i ćwiczenia, część lekcji siłą rzeczy to jechanie po kolei stronami w książkach. Boże, prezentacje....
A czasem dyktowanie notatki z bryka. Tak, tak. No cóż, jest w zeszycie, jest przerobione. (Dziwnym trafem wszyscy dobrzy nauczyciele jakich znam, z pasją, pomysłami i do których mam zaufanie - nie pracują na KN. Psipadek nie sądzę!)
U nas pokój nauczycielski wyglada tak, ze jest tam calkiem sporo biurek, przy których jak najbardziej mozna pracowac. Do tego sa biurka w salach lekcyjnych, jesli praca miałaby trwac 40 godzin w szkole, to w wielu przypadkach sale jak najbardziej były by dostępne. Internet też jest, moze gorzej z tym, ze nauczyciel w takiej sytuacji powinien miec prawdopodobnie służbowy laptop do pracy. I tyle, drukarki ze dwie, ksero na cała szkołę wystarczy, w domu tez nie ma raczej nic ponad drukarke w najlepszym wypadku. jak dla mnei to akurat jest szukaniem dziury w całym. A w pracy w innych zawodach jak juz inni napisali nikt (poza prezesem nie siedzi sam w pokoju, tylko ma cała kupę współpracowników zagladających przez ramię.
@Tola u nas zebrania z wychowawcami 3 razy do roku. Konsultacja z przedmiotowcem w czasie godzin lekcyjnych. Ostatnie zebranie sami zwołalismy po wigilii klasowej. Nasze dzieci kl. V dowiedziały się, podczas wigilii klasowej, że zachowują się jak gówno. Innym razem w dniu kobiet ta sama nauczycielka powiedziała dzieciom, że matki niepracujàce, to jaskiniowy,że taki model rodziny to zacofanie. I ja mam mieć szacunek do niej ?
rozmawiłam ostatnio z nauczycielka biologii i powiedziała, haloo przecież jak pracujesz ileś lat to masz wszystkie materiały w większości przygotowane i nie robisz ciągle od nowa. Owszem nowemu nauczycielowi to zajmuje więcej czasu ale potem to już jest lajcik. To jej słowa.
A co do zebrań to przecież może być tak jak w urzędzie jeden dzień w miesiącu (nawet nie w tygodniu 11-19 i styka) O ile w ogóle są te zebrania potrzebne i niezbędne.
heh ja miałam pracę teoretycznie pon - pt a w praktyce w sobotę i niedziele odbierałam telefony po kilkadziesiąt dziennie. Głównie psychopaci i szantażyści. Na urlopie też telefony odbierałam praktycznie codziennie.
Byłam początkująca więc kasa była śmieszna.
Z jakiegoś powodu matki chętnie wybierają pracę nauczycielek bo właśnie dużo wolnego i dłuższe wakacje oraz bardzo atrakcyjne godziny pracy. A teraz wychodzi, że każda nauczycielka to minimum 50h pracuje co tydzień, albo i lepiej. i ma po kilkadziesiąt prezentacji tygodniowo. I wszystkie lekcje są super ciekawe, kratywne, łączące montessori z niewiemczymjeszcze. To ciekawe skąd to co mówią rodzice, że siedzą z 4 klasista po 3h codziennie, żeby odrobić prace domowe i muszą tłumaczyć bo Pani nie wytłumaczyła.
A u nas dostałam właśnie maila od pani z angielskiego, że mam dokumenty przywieźć na wyjazd córki do Belgii. Pani dopiero co wróciła z Erasmusa na Karaibach, potem dwa tygodnie strajku, a po długim weekendzie wyjazd do Belgii. A potem chyba Litwa jest planowana. Łał.
To wszystko jest chore. Szkolnictwa nie da się uratować. Trzeba zbudować od nowa, bez KN. Zatrudnić nauczycieli - nauczyciel to ktoś, kto potrafi nauczyć. Dobrze, że coś zaczyna się w temacie dziać.
Testy na klasówki np. z przyrody można było sobie z neta ściągnąć, na cały kraj takie same, raz z ciekawości ściągnęłam i rzeczywiście te dokładnie były. Kiedyś nauczyciele sami wymyślali pytania na klasówkę i musieli przeczytać i ocenić tekst, teraz wystarczy kartonik z dziurkami.
Znajoma nauczająca 1-3 na moje stwierdzenie, że nie robimy nic a nic z podręczników w klasach 1-3 i że w sumie w 2-3 miesiące ogarnęliśmy wszystko ucząc się nie za dużo (2-4h w tygodniu przy biurku) stwierdziła, że to co jest w podręcznikach 1-3 to jest po to tylko by wypełnić czas i dopełnić go do podstawy programowej. I że potrzebne to to nie jest za bardzo.
Miałam taką nauczycielkę od historii w liceum - na początku lekcji otwierała swój zeszyt i dyktowała nam treść lekcji, a my pisaliśmy. Co roku powstawało więc 35 takich zeszytów na klasę. I tak we wszystkich klasach przez 4 lata liceum.
Do odpowiedzi ustnej czy na klasówkach wymagała by recytować/pisać też dokładnie to samo co nam podyktowała.
Miałam taką nauczycielkę od historii w liceum - na początku lekcji otwierała swój zeszyt i dyktowała nam treść lekcji, a my pisaliśmy. Co roku powstawało więc 35 takich zeszytów na klasę. I tak we wszystkich klasach przez 4 lata liceum.
Do odpowiedzi ustnej czy na klasówkach wymagała by recytować/pisać też dokładnie to samo co nam podyktowała.
O, mialam takiego nauczyciela od PO. W koncu odechcialo mi sie pisac i zalatwilam sobie gotowy zeszyt od kolegi z klasy wyzej. Kartkowki zwykle byly zapowiedziane, z 3 ostatnich lekcji, na pamiec. Niektorzy przynosili gotowe kartki i podkladali je, dopisujac tylko ewentualnie pytania (byly oczywiste). Do dzisiaj pamietam tylko opis zatrucia i smierci po spozyciu tytoniu
nie wiem mi się jednak wydaje ze są różne rzeczywistości. Te z Was które tu piszą z taka swadą o tych 1-3, Aneczka, Małgorzata, czy nie wiem kto jeszcze. To osoby powyżej przeciętnej w każdym calu.. na prawdę nie każdy jest w stanie przez pół zabawę nauczyć dzieci wszystkiego co w klasach 1-3.. ja już mam wątpliwości czy w tej chwili bym dała radę., akurat z innych względów niż merytoryczne.. ale większość lub znaczna cześć w grupie rodziców przedszkolnych mojej fa( Tosi potem tez ale to już nie takie zdziwienie) to szok.. bo ja takich ludzi po prostu w życiu nie znałam.. nie chce generalizować ale dyskusje tematy.. podejscie do zycia.. nie sadze by te osoby były w stanie nauczyv dziecko choćby czytać.
Ja też mało uczę przez zabawę, jeszcze na początku ed próbowałam. Teraz bawią się sami a jak siadamy to ćwiczą. I serio 3 -4 m-ce przy założeniu nauki 2-4* tydz po ok 2h i podstawa 1-3 opanowana. Zresztą tam w tej podstawie nie ma nic szczególnego czego dziecko nie nabywa z rozwojem ogólnym.
W kl 5 znajoma opanowała z dzieckiem biologię w 1.5 mca, geografię też. Twierdzi że uczyli się po ok 1h dziennie. Syn dostał 5.
U mojego syna w szkole uczniowie sami muszą przygotowywać prezentacje. Na każdą lekcje. Nauczyciel wtedy sobie siedzi i ja ogląda... Druga nauczycielka na każdej lekcji przegląda sobie allegro... Mogłabym wymieniać dalej...oczywiście szkoła strajkuje...
Komentarz
zmykam, chłop w domu o czasie będzie, żadnych popraw, maili od rodziców i sprawdzania. komu to potrzebne. o klasyfikacji i ocen też, ojej ojej
no tak, widać, kto tu najcześciej jest na lekcjach w szkole i zna metody pracy. Rodzice wielodzietni xD
U nas co semestr w przedszkolu płacimy na wyprawkę plastyczna plus co miesiąc idzie z tzw klasowego na kserowki - nawet materiały do laminowania rodzice załatwili w obu grupach przedszkolnych moich dzieci
nie rozumiem zatem narzekań
Oceny widzę w dzienniku.
Jak mnie coś niepokoi to zawsze mogę skontaktować się z wychowawczynią.
Jeśli wychowawca ma jakąś sprawę to pisze maila lub przekazuje przez wybraną na początku roku przez szkołę parę rodziców.
Po co są zebrania? Serio nie rozumiem.
Na początku roku szkolnego było jedno takie ogólne spotkanie z nową wychowawczynią - chciałam poznać, więc poszłam, ale to nie było obowiązkowe.
?
To wszystko jest chore. Szkolnictwa nie da się uratować. Trzeba zbudować od nowa, bez KN. Zatrudnić nauczycieli - nauczyciel to ktoś, kto potrafi nauczyć. Dobrze, że coś zaczyna się w temacie dziać.
mieć wrażenie że nauczyciele od lat strajkują"
Do odpowiedzi ustnej czy na klasówkach wymagała by recytować/pisać też dokładnie to samo co nam podyktowała.
i wew sumie Dorotak to jest świetny wynalazek, taki worek treningowy strojący gupie miny
W kl 5 znajoma opanowała z dzieckiem biologię w 1.5 mca, geografię też. Twierdzi że uczyli się po ok 1h dziennie. Syn dostał 5.
Według kurator to nauczyciele nie są potrzebni do klasyfikacji.